Część 9: Army Always Means War

Styczeń 12, 2010

Był wspaniały, letni, aczkolwiek ku dezaprobacie naszej brygady, zajebiście wczesny poranek, kilka tygodni po akcji w dyskotece. Spali każdy w swoim domu – czego robić nie lubili, gdyż zazwyczaj po libacjach zasypiali w jednym miejscu. No więc, Prosiaczek zrobił kurs po lesie budząc naszą piątkę. Gdy zebrani byli już w norce Królika, mógł się rozpocząć opierdol.
– Ty mały, łysy, pierdolnięty wieprzu! – darł się Kubuś – Tak mnie łeb napierdala, że gdybym strzelał falami mózgowymi, rozjebałbym cały Wrocław!
Każdy dorzucił coś od siebie, ale najbardziej wymowny był Kłapouchy, który tylko spojrzał na Prosiaczka swoimi podkrążonymi oczami.
– Dobra, dobra! Nie wkurwiajcie się tak! Po to was obudziłem, żebyśmy znowu poszli do szkoły zrobić rozpierduchę!
– Kurwa, my chodzimy do szkoły raz na pół roku! Dlatego kiblujemy! Ty tak samo, ale ty nie byłeś w szkole chyba od trzech lat, ostatniego razu nie licząc. Kurwa, ja wiem, że wszystko, czego tam nauczają za bzdury, ale chyba by kurwa nie kazali… – rozpoczął wywód  Tygrysek, jednak nie dokończył.
– No bo to są kurwa bzdury! – uciął Prosiaczek. – Ale naprawdę może być fajnie! Zobaczymy, czy coś się zmieniło od ostatniej wizyty. Chyba jesteśmy w czwartej klasie podstawówki, chuj, sam nie pamiętam…
– Dobra, dobra, to chyba pójdziemy, bo co do roboty? – przystał Puchatek. – Interesy pozałatwiane, możemy zacząć się w ten sposób zabawiać, jak do szkoły chodzić i rozpierduchy tam robić, póki nas nie wypierdolą.
– Masz rację. Myjem ząbki i idziem, prawda? – zasugerował Kłapouchy, po czym brygada poszła do często ostatnio uczęszczanej łazienki Królika, umyła się, rozeszła do domów, by się ubrać, i udała się do swojej szkoły podstawowej we Wrocławiu. Pierwszą lekcją był polski.
– Kłapouszku! Przeczytaj nam swoje wypracowanie! – rzekła wesołym tonem pani polonistka (liberalna była, ale dla naszej brygady nie dosyć).
– Ale które!? Przecież jestem w szkole pierwszy raz w tym semestrze! – burknął Osioł z wyrzutem.
– To na temat stosunków międzyludzkich! A właśnie! Skoro tyle czasu cię nie było, to gdzie masz usprawiedliwienie za nieobecność? – zaczęła drążyć oskarżającym tonem.
– Matka mi nie napisała. Ojciec zresztą też, bo oboje ich porąbałem siekierą jakieś 10 lat temu, bo mi nie chcieli dać złotówki na gumę Don Anald. – wyjaśnił osioł wzbudzając sprośny śmiech pozostałej czwórki i westchnięcie przerażenia wśród reszty klasy.
– Nie strasz klasy, Kłapouchy! Bo ci dosypię karniaków! Przeczytaj wypracowanie.
– Tak, proszę pani! – Kłapek wyjął z kieszeni płaszcza coś, co w latach świetności mogło przypominać zeszyt, a następnie zaczął czytać: „Stosunki międzyludzkie. Jak się człowiekowi podoba towar to on zaczyna ruchać towar w piczę albo w odbyt a jak się mu znudzi to porąbie siekierą i poszuka se nowego.”
Nauczycielka przez chwilę nie mogła wykrztusić słowa z osłupienia, jednak po chwili przemówiła…
– Co to ośle jest?!!? DEMORALIZUJESZ MI DZIECI!! Masz 100 karniaków! A razem to będzie już 12779! Siadaj!
– Dobra, psze pani, na chuj sie tak pani rzuca, już siadam! – Osioł powlókł się do ławki, którą zajmowała, jak zwykle w piątkę, nasza brygada. – Punktowy system oceniania to chujowy pomysł!
– Co? Jeszcze 5 punktów za przeklinanie! – belferka dopisała coś na karteczce – Malinowska! Przeczytaj nam wypracowanie! – Uczennica wskazana przez polonistkę wzorowo odczytała swoje długie na 10 stron wypracowanie i odpowiedziała na pytania nauczycielki.
– Siadaj Malinowska! Masz szóstkę!
– Dziękuję, pani profesor! – uczennica zrobiła tępą minę i wróciła na miejsce. Tego Kłapek już nie zniósł.
– Kurwa! Co za pierdolony kujon! Jakbym chciał to bym napisał o parę klas lepsze wypracowanie!!!
– Kłapouchy! Natychmiast przestań! Nie dosyć masz już punktów karnych? Ty masz dwadzieścia kilka lat! Nie porównuj się z dziećmi! – nauczycielka usiłowała uspokoić Kłapka.
– Chuj z tym! Mam już was dosyć, kurwy! – po tych słowach osioł wyciągnął zza pazuchy Chainsawa i zaczął go rozgrzewać. – DIE, YOU FUCKIN’ NERD!!!!! – Ruszył wymachując piłą na Malinowską, a później na nauczycielkę. Historia się powtórzyła, kolejne morderstwo piłą na koncie Kłapka, tym razem z premedytacją (Nie muszę chyba mówić, co  zostało z nauczycielki i uczennicy). Kłapek wrócił na miejsce, do pierwszej ławki w środkowym rzędzie, gdzie Królik, Tyger, Kubuś i Prosiak przeglądali świerszczyki i raczyli się Ziołówką Tygryska. Po chwili jednak ich beztroska została zburzona, gdy do sali wszedł na kontrolę dyrektor (nowo wybrany, gdyż jak pamiętacie poprzedni niestety nie przeżył zaszczytnego spotkania z naszą piątką).
– Aa… aaaaaa… aaaaaaa… – wydusił z siebie Dyr, sparaliżowany widokiem zmasakrowanej nauczycielki i uczennicy.
– A..aaaa… aa… aale to ty dyrulo spierdalaj, bo ci rozpierdolę ryja! – miło i jak zawsze inteligentnie zagadał Kubuś P.
– Matko! Co tu się działo! Moje serce! Aaaaach!! – Dyrektor szkoły wiekowo już przekwitał, więc jak to dość kurwa pospolite, miał problemy z sercem.
– Morda! Bo mnie znowu zaczną jebać po głowie te wyrzuty sumienia. – mruknął Kłapouchy, jak to on w podobnych sytuacjach.
– Skąd ty kurwa bierzesz tyle tych karafek? – spytał Królik podejrzliwym tonem, gdy Tygrys wyciągnął z torby już kolejną z rzędu prostopadłościenną flaszkę pełną zielonej cieczy. Był zupełnie niezainteresowany sprawą z dyrektorem.
– A, we Wrocławiu w jednym takim monopolowcu, rozjebałem kiedyś dwa drechy gwoździo-gunem, a sprzedawca zrobił się jakiś taki dziwnie miły. – Tygrysek był niezmiernie zadowolony z siebie, zaczął rozpracowywać korek od flaszki. – Powiedział, że zrobi wszystko, żebym go oszczędził, więc przy odpowiednich argumentach załatwiłem sobie cotygodniową dostawę flaszek po Nalewce Babuni!
– DOŚĆ! ZAMKNĄĆ SIĘ! – ryknął Dyro ledwo słaniając się na nogach, po czym wydobył z kieszeni komórkę, i wykonał telefon. – Kapral Ochociński! Proszę przyjechać tutaj z oddziałem antyterrorystycznym!… Tak… Pod szkołę, tak. Tylko szybko! WSZYSTKIE DZIECI OPUŚCIĆ KLASĘ!!!!!
– O Kurwa! – powiedział Kubuś, gdy dzieciaki potykały się o krzesła w rozpaczliwej próbie ucieczki.
– No! Racja! – odpowiedział Królik.
– Co się odwala, zlapsiałe ryje? – grzecznie zapytał Prosięcie.
– Oni nas chcą do woja zabrać! – oznajmił posępno-rozpaczliwo-żałobnym tonem Kłapouchy. – Skurwiel dyro najwyraźniej ma znajomości…
– Stary! Ja i jedna „kula grzesznej zieleni” rozwalimy cały ten ich oddział antyterrorystyczny. – warknął pełen zapału i przekonania amator Energy Weapons, Puchatek. Klasa była już pusta, byli w niej tylko oni i Dyr.
– No taa… chyba że ześlą nam falę EMP, która niszczy każdą elektronikę, a większość broni id ma w sobie coś elektronicznego, więc… emm… może być przejebane. – wywiódł Królik.
– HEJ! CZEMU ZGASŁO ŚWIATŁO? – zrozpaczył się Prosiaczek.
– Ożeż w RYJ! O W MORDĘ! O KURRRWAAA! – klął Kłapouchy depcząc swoją fuzję.
– Chyba kurwa wykrakałem. Prze-je-ba-ne!! – stwierdził akcentując każdą sylabę Królik.
– Hej, my wygraliśmy milion w tym konkursie id’a, a na bronie na pewno nie wydaliśmy całości… – przypomniał sobie z nadzieją Kubuś.
– A tobie się znowu urwał debilu film i nie pamiętasz, że w drugach mamy kurwa miliony? – opierdolił go Tygrys – Poza tym, w szafeczce u ciebie wciąż trzymamy paręnaście tysięcy zyli za tamte gnaty, na drobne wydatki, AMNEZJO JEBANA TY!!!
– No ale chuj kurwa, że jesteśmy przy kasie! Mój Railgun to mój Railgun! Ja nie chcę drugiego, jeśli to macie na myśli! To już model muzealny! id produkują już tylko model 2! A zresztą niby kiedy kupimy nowy zestaw broni zanim przybędą tu antyterroryści?
– To już będzie problem! Ale nie martw się, może Sowa ci naprawi, nasze też zresztą musi, jak już będzie po wszystkim. A jeśli nie, kupimy ci nowy, może nawet model 1! – pocieszał Prosiaczka Puchat.
– ALE TO ON MI PRZYNOSI SZCZĘŚCIE!!! – rozpłakał się Prosiaczek wskazując na bezużyteczną już broń. – Ja znalazłem go pod Dębem!!! Ja miałem go najwcześniej! Ja oddałem pierwszy strzał!!! W DODATKU ZDJĄŁEM NIM KSIĘDZAAAAAAA!!!
– Nie płacz, Wieprzek,  jakoś! TO! BĘDZIE! – Kłapouchy wciąż skakał po swojej fuzji, aż w końcu wystrzeliła raniąc Dyrka w nogę.
– AAAAUUUUUUU! – „odrzekł” Dyr.
– Kurwa, więc stare wersje Shotgunów działają! Szkoda, że tylko Kłapek posiada obie….  –  ucieszył się Tygrys. Pogrzebał pod płaszczem w poszukiwaniu giwer, które zwykł mieć przy sobie – Nailguny i Machineguny chyba też będą działać… no nie? – Tygrys wypróbował Naila, jednak ten nie wystrzelił. Spróbował więc z Super Nailem, przybijając Dyrka za garniak do ściany, a potem z maszynówy oddał mu serię po nogach.
– No to już mamy małą rewoltę w woju! – ucieszył się Królik. – Ja mam rakietnicę, która ma elektryczny system odpalania rakiet, więc ni chuja. Zostaje mi Grenade Launcher. Railgun na pewno nie zadziała, ale to, co mamy, powinno nam wystarczyć. A to, co nie działa, musimy gdzieś schować, żeby nam nie zajebali.
– Det is e gut ajdia. – odrzekł Puchatek – Ale, kurwa, GDZIE? Za pazuchą, kurwa? To nic nie zmieni!
– Sziadap, men. Don’t ask mi hier sacz stupid kłeszczyns. Łi łil fink samting ap! – popisał się swoim angielskim Królik.
– WIEM! MAM AJDIJĘ! – wyrwał się Tygrys.
– Tylko szybko, zbliżają się! – ponaglił go Królik.
–  Pod obluzowaną płytką jest tu taki magazynek, możemy wszystko wcisnąć tam! Jak rozjebiemy wojowych, wrócimy tu po broń, a potem w głąb lasu bronić się przed FBI, itd.
– Mądry plan, ale kto później nam to wszystko odEMPuje? – spytał Kubuś.
– Pan Sowa, debilu! – odparli wszyscy chórem.
– Sam o tym przed chwilą mówiłeś! – przypomniał Prosiaczek. – Ten alkohol to ci kurwa ze łba zrobił siekę!
– Ej, odwal się! – odburknął pokrzywdzony Kubuś.
– No to ładować wszystko, co nie działa. – rozkazał z rezygnacją z powodu straty wielu możliwości Królik. Najmniej cały kryzys odczuwał Kłapouchy, który jako jedyny zakupił sobie Shotgun wersję Pump Action i Super Shotgun wersję Fuzja, która sprawiała mu więcej przyjemności z używania niż nowoczesny szturmowy Super Shotgun i co najważniejsze, obie giwery strzelały. Ubolewał jedynie, że piła mechaniczna wspomagana elektrycznością nie chciała zasuwać. Puchatek pozostał nieuzbrojony, gdyż musiał się pozbyć BFG oraz Plasmaguna, które lubił nosić na wszelki wypadek.
– Aha. Jest jeszcze jedna sprawa nie cierpiąca zwłoki. – rzekł Kłapek i podszedł do Dyra. – Otwieraj mordę, skurwysynu jebany! – zakomenderował, a gdy tylko pan dyrektor lekko rozchylił wargi, Kłapcio wepchnął mu do ust swojego Super Shotguna i pociągnął za spust. Mózg obryzgał mu całą twarz. – No. Świadków już nie ma. – rzekł dumny z siebie.
– Że też sam na to nie wpadłem… Oho, i jeszcze Prosiaczek, chcesz to zabierz tego Raila, jako szczęśliwy talizman. Może zdarzy się cud i wystrzeli… – westchnął Królik.
– Tak zrobię! – Wieprzek trochę się rozchmurzył i natychmiast chwycił swojego wiernego Railguna. Chwycił tak, jakby już nigdy nie miał go puścić.
Po pięciu minutach zakończyli pakować co każdy miał przy sobie z Arsenału Cudów id Software i przykryli obluzowaną płytką, a Tygrys zapieczętowywał już kłódkę i zakrył brakującą płytką cały schowek. To, co mieli pochowane po domach w Lesie uznawali za bezpiecznie ukryte, więc nie martwili się akurat o to.
– No! Teraz to już sobie mogą przyjechać! Mamy miniarsenał, ale wystarczy. – rzekł z małym bólem na duszy Prosiaczek.
– Dobra, mamy wszystko, Kubuś? – spytał Tyger, który chciał, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Kubuś zaczął grzebać w kiejdach swojej czerwonej kamizelki, oraz wyliczać:
– Pięć strzykawek Thrilum, z osłonkami na igłach oczywiście, mały słoiczek miodku na umilenie, paczka dziesięciomilimetrówek, paczka gwoździ, dwie paczki łusek do shotgunów, amunicji powinno wystarczyć, pięć gum Don Anald… AAAA! To oni! – Kubuś szybko opuścił kamizelkę.

Do sali wtargnął cały batalion GROM, FBI, CIA, SWAT, ZOMO i TOPR.
– Poddajcie się! Pójdziecie z nami, albo użyjemy siły! – zagroził naszym kumplom dowódca. – Udacie się na roczne przeszkolenie w podwrocławskiej bazie polskich wojsk i szkole kadetów.
– Super! To o rzut beretem stąd! Prowadźcie, panowie! – odpowiedział Puchatek, realizując pierwszą część planu.
Nasi bohaterowie zostali skuci i wyprowadzeni na dwór, a tam czekały już eskortowane wozy więzienne. Wyglądało to tak, jakby nasi przyjaciele właśnie mieli zapłacić za wszystkie zbrodnie, których się dopuścili. Kolesie wpierdolili naszą brygadę do jednego vana, po czym zatrzasnęli im drzwi do wolności.
– Ojejkuu… Ja nie chcę umierać! – szlochał Prosiaczek.
– Nie maż się. Dopiero co żeś się uspokoił to znowu. – rzekł posępnym tonem Kłapouchy. – Po pierwsze to tylko rok w wojsku, a po drugie… – nie dokończył, gdyż Prosiaczek wybuchł płaczem.
– ALE JA NIEE CHCĘ!!!! Jak se wyobrażasz rok bez Quejka III Areny, alkoholu, dragów, medytacji, rozpierduch, NO JAK, KURWA JAAAAK!???
– Uciszcie tego jakmutam, Świnię! – odezwał się jeden ze GROM-owców – sąsiad kierowcy.
– BEDZIE CICHO! – zapewnił kolesia Kłapouchy i wrócił do Prosiaczka. – Nie dałeś mi dokończyć! Po drugie mamy Thrilum, karabin maszynowy, super nailguna, obrzyna oraz twojego raila, więc jak nie zdezerterujemy za dwa dni, to znaczy, że coś spierdoliliśmy.
– Świetnie! – wykrzyknął Prosiaczek, który już zdawał się zupełnie porzucić dąsy. – Weź mojego Raila, Kłapku. Na czas transportu.
– Okej… – rzekł swoim beztroskim tonem Osioł i wsadził Raila do kieszeni swej kurtki. – Będę go strzec jak oka w głowie.
– Hej, wiecie co? Możemy tam zostać na parę dni więcej, narozpierdalać im tam, później zwieźć alkohol i dragi i zrobić w obozie burdel! – dorzucił swoje Królik.
– To jest myśl.. Zrobimy se tam obóz letniskowy, bedziemy handlować dziwkaami! – mówił Tygrys, jakby nie mógł się tego doczekać.
– Taaaa… będziemy robić melą…melanże! – rozmarzył się Puchat. – I w końcu będziemy mieli duże tereny na produkcję nowych drugów!
– Wy to byśta tylko a alkoholu myśleli, a jak trzeba walczyć to się opierdalata! – ochrzanił ich Królik, by później zostać równo zjechanym pod ich krwiożerczym wzrokiem. – No, może tylko Xaero coś tam jeszcze umie… – zreflektował się nieco.

***

– Chyba dojeżdżamy, panowie! – zauważył Kłapouchy po dwóch godzinach drogi przez deszcz.
– Rekruci: Kubuś Puchatek, Królik, Tygrysek, Prosiaczek i Kłapouchy? – spytał Pan Kapral Ochociński.
– Tak jest! – odpowiedział Kubuś, który żuł od niechcenia gumę Don Anald, którą przemycił.
– No, faktycznie, dobrze, że was do mnie przysłali… DEBILE! WYPLUĆ TE GUMY! – wkurwił się niesubordynacją Kubusia Kapral.
– Tiaa… już, panie kapral. Plujemy chłopaki! – powiedział tonem ćpuna Królik, a po chwili wszystkie pięć gum było już na twarzy Kaprala.
– ZABRAĆ ICH! NA PRZESZKOLENIE ICH! DO SIERŻANTÓW! – wrzeszczał oślepiony Kapral. – Macie szczęście, że dyrektor prosił nas, byśmy was nie zabijali…
– No to luz, stary, teraz zabawa is beginning! – ucieszył się Kłapouchy ściskając kurczowo Super Shotguna za płaszczem.
– SKURWIELE! GNOJE! SYFY! WRZODY NA DUPIE! PICZE! – darł się sierżant, do którego zostali przydzieleni. – Witajcie w piekle, wyrzutki społeczeństwa. Zostaniecie tu poddani szczegółowemu przeszkoleniu, zrobimy z was ludzi, zobaczycie!
– Taa? A nie zasadził ci ktoś kiedyś kopa, ty ozjebie? – grzecznie rozpoczął bunt Kłapciatouchy, by po chwili dostać bejzbolem od swojego oprawcy.
– Ty kurwo męska! TY CHUJU! Kłapouchego?!?! – wrzasnął Królik i zadał sobie prosto w aortę przemyconą dawkę Thrilum.
– Matko święta! – płaczliwym tonem wykrztusił Sierżant, gdy ujrzał jak Królikowi wyrastają szablaste zęby a jego muskuły potrajają swoją objętość.
– Te jebane gryzonie… też bym czasem chciał mieć takie zębiska… – rzucił zazdrosnym tonem Kubuś.
– Ów specyfik, który nie ma ŻADNYCH skutków ubocznych związanych z używaniem, przynajmniej dla nas, mieliśmy wam sprzedać za 10 miliardów dolarów, aby czynił z was największą potęgę militarną na całym świecie. Rozrywalibyście wrogów gołymi rękami, kule by się was nie imały. Niestety zawiedliście nas, więc użyjemy go przeciw WAM!! – przemówił nie swoim głosem Królik – NIKT NIE BĘDZIE OBRAŻAŁ MNIE I MOICH PRZYJACIÓŁ! OOOOOAAAAAARGH!
Królik wyrwał bejzbola z rąk żołnierza i tak go uderzył w środek łba, że go rozciął na pół. Później zaczął żywić się na jego zwłokach.
– Kurwa, co on, ochujał? Szatan cię opuścił, Królik? KRÓLIK! Co ty wpierdalasz do jasnej cholery? – oburzył się Kubuś.
– Am, mniam <<TRRRRRACH!>> Chrup, chrup. – Królik właśnie odgryzł całe udo włącznie z kością – Aaaaaach! Nie wiem czemu, ale jakoś mi smakuje, jakoś tak coś jak wołowinka! A te nerwy jakie, achhhh!
– To chyba przez to Thrilum, wzbudza skłonności do kanibalizmu… – jęknął posępnie Kłapek.
– Może to tylko u niego? – zastanowił się Tyger – Przecież to niezbadany prototyp!
– GÓWNO! Po prostu zwiększa poziom agresji do skrajnie wysokich poziomów! – oburzył się Królik, mający wrażenie jakby go nie zrozumiano. – A to skłoniło mnie do nagłego ataku kanibalistycznego na zwłoki tego gostka i delektację jego włókien nerwowych!
– Hej, kabat, co ty tak jakoś nie po polsku mówisz? – skrzywił się Kubuś próbując zrozumieć mowę Królika.
– Thrilum zwiększa też poziom inteligencji do granic możliwości – wyrecytował beznamiętnie Tiger. – Czujecie? Sowa nathrilumowany! Yhyahyahya! Szalony naukowiec co by świat rozpierdolił! – mówiąc to ożywił się.
– Tiaa… A ile okupu by wziął! – z chytrym uśmieszkiem dodał Kubuś.
– No ale przyznajcie, z tym bejzbolem przez łeb, to było zajebiste! Zupełnie jak bym go Railem przejechał! – zachwycił się Prosiak.
– Ja tam też z tego Raila dobrze strzelam. – Osioł rozzłościł się wiecznym chwaleniem się Prosiaczka i wyjął zza pazuchy szczęśliwą broń.
– On nie działa, Kłapouchy. – znów rozklejał się Prosiak.
– A może i działa? – Kłapek wycelował w jednego żołnierza i pociągnął za spust. <<PZIUUUU>>  – Chuj wie jak, ale DZIAŁA!! – wybuchnął radością Osioł, obserwując odlatujące na kilka metrów zwłoki z ogromną dziurą w torsie.
– DZIAŁA?! – Prosiaczek nie wierzył zmysłom – DZIAŁA? JEZUU!
– TO PRAWDA! HAHAHAHA!!!! – Kłapek zestrzelił precyzyjnie kolejnego żołnierza. – Chyba był jakoś zabezpieczony przed impulsami… <<PZIUU, TRZECI ŻOŁNIERZ PADA>> …elektromagnetycznymi, albo same impulsy przestały działać? Prącie wie… eee, co jest? – Ku zdziwieniu Kłapka Prosiaczek i reszta stali jak wryci.
– Kłapek!  Jak to, że ty tak dobrze celujesz?? Przecież ty jesteś zajebisty! – kolejna rzecz, która Prosiaczka zszokowała nie mniej niż to, że jego broń działa.
– Od zawsze tak strzelałem, tylko tak ja jak i Kubuś, Królik i Tyger nie mamy często po temu okazji! – rzekł dumnie Osioł.
– Nieee… kurważ, będę miał rywala! – Prosiaczek zabrzmiał jak Jedi zwracający się do Padawana.
– Ha. To naprawdę żadna sztuka, wystarczy trochę poćwiczyć! Haha – Kłapek na pewien sposób obnosił się zaszczytem usłyszenia takiego komplementu od samego Prosiaczka Arcymistrza Raila – A zresztą, co, ty nie pamiętasz co odchodziło na Placu Św. Piotra? Jak rozjebaliśmy katola „krwawą gwiazdą”?
– To fakt… Chociaż Kubuś musiał mieć po prostu dobry dzień, bo normalnie to celuje jak kurwa nietrzeźwy. – na te słowa Prosiaczka Kubuś zareagował złością – Dzięki uporczywej praktyce każdy może stać się mistrzem w danej dziedzinie, wielka mi kurwa nowość. – po chwili tę filozoficzną rozmowę między Kłapkiem a Prosiaczkiem przerwał niestety batalion piechoty, który właśnie otoczył naszych przyjaciół.
– STAĆ! RĘCE DO GÓRY! RZUCIĆ BROŃ! – odezwał się commadner.
– Kurde, Kłapek Dawaj MÓJ RAIL!!!! – powiedział Prosiaczek i już po chwili miał w łapkach zabójczy gun.
– Co robić, co robić, no? – zastanawiał się Puchatek – wiem! PATRZCIE, PANOWIE! GOŁĄB ZARAZ WAS OSRA!
Gdy żołnierze spojrzeli się w górę, jeden rząd już nigdy nigdzie nie spojrzał, bo Prosiak zestrzelił ich w mgnieniu oka sami wiecie czym. Reszta też niewiele zdziałała pod gradem gwoździ z Super Naili Kubusia i Królika, nabojów z maszynówki Tygera oraz łusek z Super Shotguna Kłapka.
– Hej, czy to już wszyscy? – spytał Tyger, a nagle z ziemi podniósł się całkiem zdrowy żołnierz.
– Nie zabijajcie mnie! Proszę! Mam żonę i dzieci! Dajcie mi iść!
– Masz rodzinę, a my rodzin nie rozbijamy, jak wiadomo. SPIERDALAJ! – przegonił go Puchat. Nagle z ziemi podniósł się kolejny żołnierz.
– A ty, pało, masz rodzinę? – spytał Tyger.
– Nie, ale… – gościu nie dokończył, gdyż miał już w oku trzy gwoździe z guna dzierżonego przez Królika. Gdy ujrzeli, że koleś ma jeszcze jakieś spazmy i trzyma się na nogach, Kłapek położył go odstrzeliwując mu głowę ze strzelby.
– No cóż. To było nie na miejscu! – rzucił Xaero, nie wiadomo, czy żartem, czy serio.
– Dokańczamy tamtego gostka, co ma żonę i dzieci, no nie? – spytał Królik. Sam fakt, że się zawahał można uznać za kurewsko dziwny, szczególnie, że był na thrilumowym haju.
– A, pewnie! Tam idzie, jeszcze go dosięgniemy… – ożywił się Puchat. – Prosiak, dawaj Raila! Mówisz, że ja nie umiem z niego strzelać? Zobaczymy!
– Spierdalaj. Nie zabijesz niewinnego człowieka! Gościu jest młody, pełen energii, ma życie przed sobą! Ile można, tyle można! – Prosiak próbował powstrzymać zapędy Kubusia, lecz raczej bezskutecznie.
– No proszę cię! Nie bądź taki mały, niewinny Prosiaczek! – nalegał Puchatek – chcę zobaczyć jak się koleś rozlatuje!
– Może i bym ci dał, ale tak się złożyło, że Kłapouchy wyrwał mi go właśnie z łapek i teraz on go ma. – odparł Prosiak, rzucił Raila Kłapouchemu, po czym zrobił gest „ja mam rączki tutaj”. Ten mały szwindelek z pewnością uratował żołnieżowi życie, jednak Puchat nie odpuścił i rzucił się na Kłapka, by giwerę zajebać. W końcu osioł ustąpił i Kubuś zaczął mierzyć w uciekającego.
– Chcę więcej gibów! Chcę więcej krwi! HAHAHAHAAA! – darł się Puchatek ogarnięty furią, jednak nie mógł trafić Railem w gostka, który się już skapnął i zaczął biec slalomem. – Kurwa, nie mogę trafić! – Puchatek marnował sluga za slugiem, ale wciąż nic…
– Pojebie! Chcesz gibów to możesz se rozwalić te ciała! – ryknął Królik niczym bestia (którą chwilowo był).
– Ehe! Tylko ktoś musi mi je podrzucić w powietrze, żeby się fajniej rozlatywały. – zasugerował Kubuń.
– Pojebało cię? – zdziwił się Królik, który nawet po Thrilum nie mógł skumać, co jebnęło Puchatka. – Kurwa, to ja tu jestem naćpany, czy ty?
– Chyba czas na interwencję… – osądził Prosiaczek widząc wybryki misia, wyrwał mu raila z rąk i przyjebał mu nim po łbie. – Jeszcze mi debil wszystkie slugi powystrzela! Poza tym my tu mamy obowiązki! Nie zabawę! Musimy oczyścić teren i przejąć go w posiadanie! – komenderował.
– Tak jest, Panie X. – cynicznie przytaknął Kłapek i wziął nieprzytomnego Puchatka na barana.
– Hej, no kurwa dobrze kombinujesz, ale tu już chyba i tak nie ma żołnierzy… to podrzędna jednostka. Skończyliśmy, Prosiaczku. Wracajmy na chatę, pewnie nam wyślą całe wojska z odsieczą, więc musimy wyrwać naszą broń ze skrytki. – zarządził Królik, toteż nasza dzielna piątka powoli, po sprawdzeniu każdego zakamarka, wywlekła się z obozu.
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: