Część 8: The Thrilum Revolution

Styczeń 12, 2010

Jeszcze tego samego dnia… to było chyba koło 13.00, nasza piątka obudziwszy się i znów zebrawszy się u Królika w norze (ze względu na tuszę Puchatka musieli wchodzić tylnymi drzwiami) zastanawiała się nad swoją przyszłością związaną z nowym super narkotykiem.
– Jak Prosiaczek przyniósł tamte dragi marzyłem o stworzeniu własnej receptury! Udało się! Teraz będziemy musieli zmiksować malibu z LSD, jak to Tygrysek mówił! – podniecał się Puchatek.
– Prawda, ale teraz musimy zająć się dragiem, który właśnie zrobiliśmy! – sprowadził go na ziemię Królik.
– Zanieśmy go Panu Sowie, on bedzie wieeedział… co zrobić. – zasugerował Prosiaczek.
– No taaa… Mamy zajebisty zajob! Na początek full niebiańskich tripów, a później uczucie rozluźnienia – słusznie zauważył Królik.
– No to w zasadzie, jakby na to, kurwa, nie spojrzeć, nie mamy nic więcej od heroiny zmiksowanej z LSD…. – zauważył Tygrys, ale pod presją krwiożerczego wzroku Kłapouchego (ojca owego specyfiku) zmienł zdanie – No kurwa! Nie mówię przecież, że to złe, wręcz przeciwnie! W jednym dragu dwa efekty następujące po sobie. Ja pierdolę!

– Prawda. – skomentował Królik. – Ale faktem pozostaje, że ten jebaniec Pan Sowa bedzie pewnie umiał to zajebiście podrasować.

– A ty się kurwa Kłapek tak nie unoś – Tyger naskoczył na osła – Nalewka jest moja, a klej był Wieprzka, więc połączyć przez przypadek to żadna jebana filozofia!
– Hej, to może nie pierdol tyle, Tygrys, tylko idź z nimi do Pana Sowy, a ja se tu miodku podjem. – dziarsko zagadał Kubuś.
– Ani mi się waż, bo mi znowu utkniesz w wejściu.. – zastrzegł Królik.
– Hej, no to po chuj, jak nie dla mnie chomikujesz tu tyle miodu, co? A poza tym zą tylne drzwi, przez które weszliśmy.
– Po co JA robię miód? Nie twoja sprawa… a zresztą chcesz to se zjedz, tylko poza terenem mojej nory. My już spierdalamy, jak chcesz z nami iść to się zdecyduj. – zakończył konwersację Królik.
Czwórka miszczów wyszła więc w las na chatę do Pana Sowy, a w połowie drogi zaskoczył ich znajomy głos:
– Hej, Kabaty! Zaczekajcie!! – To Kubuś obwieszony słoikami miodu na sznurach, którymi się przepasał, ukazał się zza wzniesienia, śmiesznie biegnąc.
– KURRWA, ILE TEGO MIODU!? – zezłościł się Królik, gdy ujrzał ów obraz.
– Dwanaście słoiczków, wtedy było piętnaście, nie pamiętasz?
– Echhhhh, kurwa, to ja się utyruję co noc wyciskając ten jebany miód, a ten mi wszystko w jedną chwilę zje jak ta świnia…
Więc szli nasi bohaterowie, Królik i Tygrys taszczyli słój z narkotykiem, a Puchatek dwanaście słojów z miodem….
– SOWA! OTWIERAJ, ALFONSIE! TO MY! – rozkazał Królik, jak zwykle kurwa debeściak.
Drzwi zaskrzypiały, a po chwili ukazał się kształt dumnie wypinającego pierś Pana Sowy.
– Co was do mnie sprowadza, młotki przygłupie? – spytał.
– Pamiętasz ten nasz kwach co rano ćpaliśmy? – podszedł Sowę dyplomatycznie Tygrysek. – To my byśmy chcieli, żebyś go nam zbadał, może zmodyfikował…
– Aha, tenteges, rozumiem was doskonale! Dawajcie no mi tu próbkę do badań! – Prosiaczek wyjął z kieszeni szklaną menzurkę i napenił ją fioletową cieczą, którą w drodze uznali, że nazwą „Heresdi” (na podstawie działania, które przypominało działanie Heroiny + LSD). – Dobra… to usiądźcie se gdzieś z tyłu, a ja zrobie co si do.
– Co on tak po góralsku pierdoli? – szepnął Kubuś.
– Chuj go wie! – odparł chaotycznie Tyger, gdy czwórka sobie siadała na kanapie w salonie.
Pan Sowa zrobił im wykład o składzie chemicznym narkotyku i o jego działaniu, na przykład, że w drugiej fazie działania zwiotcza mięśnie i takie inne duperele – fakty, których świadomi byli tak samo jak tego, że Słońce jest żółte. Później wziął kilka saczków z różnymi zajobami, wsadził do młynka i po minucie wszystkie najpopularniejsze dragi świata były już tylko proszkiem koloru kremowego. Sowa zasadził ogromny słój narkotyku pod mikserem, włączył go stopniowo dosypując mieszankę narkotykową, po wsypaniu całej, pozostawił specyfik aby jego składniki doskonale się połączyły.
– No i co? – spytał ciekawie Prosiaczek czyszcząc swojego Railguna.
– Pozostawiłem nowy specyfik na pięć minut, aby się wymieszał. – odpowiedział Pan Sowa, przesadnie przeciągając sylaby.
– A, jeśli można wiedzieć, to cożeś tam dodał? – spytał Królik, a wtedy Sowa wręczył mu przepis.

– Więc tak: – zaczął czytać Tygrysek: Na 10 kilo nowego draga potrzebne jest:

Baza – kleju z konia (zawdzięczanego Prosiaczkowi)
Dodatki – amfa, haszysz, koka, hera, marycha, UFO, LSD,  metaamfetamina, GHB, fencyklidyna (PCP), UFO oraz psylocyny (sproszkowane grzybki halucynki). (stosunki masowe narkotyków podane w procentach) Wszystko doskonale zmieszane aby powstał żółtawy proszek.
Rozcieńczenie – nalewka ziołowa Tygryska.
Baza + Rozcieńczenie zmieszane w stosunku 5:1 = Her-SD – narkotyk tripująco-rozluźnający
Baza + Dodatki + Rozcieńczenie zmieszane w stosunku 5:3:1 = To, Co Teraz Wyszło

– Aha, więc to istna mieszanka wybuchowa! – podjarzył się Puchatek, dojadając resztę miodku.
– Oznajmiam wszem i wobec, że mieszanie się narkotyku dobiegło końca! – z dumą oznajmił Sowa.
– NARESZCIE!!! – wrzasnął rozradowany Kłapouchy, a Pan Sowa odsłonił słój z narkotykiem.
– ŁAAAAAAAAAAŁ – westchnęli wszyscy z podziwem, gdy ujrzeli, że w słoju jest ciecz nie fioletowa, ale krwawoczerwona, w dodatku puszczała bąbelki.
– Stary, ale wypas! Ile byłby wart taki słój? – spytał Tygrys.

– Taki dziesięciolitrowy słój byłby wart jakieś… sześć bilionów dolców? Tak, sześć bilionów. – oszacował Pan Sowa. – Macie kurwa szczęście, że mam łeb na karku i byłem w stanie nawarzyć ponad kilo każdego z najpopularniejszych dragów świata! I że znam się na grzybach! – w uniesieniu próżności napawał się swoim intelektem.

– Cieszymy się razem z tobą, Sowa, ale wiesz… chyba na nas czas. Nara! – rzekł Puchatek, już chcąc zmywać się wraz ze słojem.
– ZARAZ, ZARAZ! – zatrzymał go Sowa – Trzeba go jeszcze przetestować i zobaczyć jak działa! Możliwe, że nie ma nic wspólnego z Her-SD!
– Jak nie, to masz w mordę. – rzekł obronnie Kłapek dumny niezmiernie z działania swojego dzieła.
– Nie zakładam z góry, że jest gorszy! – Sowa nabrał w strzykawkę 10 miligramów narkotyku i zadał jednej z białych myszek ze swojej klatki.
Myszka urosła trzykrotnie, zyskała ogromniaste muły, szablaste zęby i zaczęła ryczeć jak lew.
– Łaaaaaaał – zareagował Kłapouchy – Może i masz rację, Sowa.
– No cóż, super crazy ill! – ocenił Tiger.
Myszka zaczęła wpierdalać swoje koleżanki.
– Moje dzieło! Moje zajebiste dzieło! Zmieni każdego w maszynę do zabijania zwiększając możliwości tak fizyczne jak i umysłowe! – darł się jak szalony naukowiec Pan Sowa.
– A później go zabije? – zasugerował Królik, gdy myszka po zjedzeniu wszystkich koleżanek przewróciła się i znieruchomiała.
– Ehm… no cóż… Taki słaby organizm jak tej myszki nie wytrzymał po prostu!
– A dasz nam gwarancję, że nasze wytrzymają? – spytał Puchatek.
– No cóż.. Może i dałem myszy za dużą dawkę. – Sowa rozpoczynał wykład – Wasze ciała i umysły są zahartowane wieloma innymi narkotykami, a poza tym zabiliście już setki tysięcy ludzi bez najmniejszych wyrzutów sumienia, więc nie wiem jak taki narkotyk mógłby wam zaszkodzić.
– Aha. – przytaknął Tygrys.
– A skoro bez niego sprostaliśce tylu wyzwaniom – kontynuował Sowa – z nim będziecie wręcz niepokonani. Niestety jednak nie ma żadnych właściwości tripująco – rozluźniających.
– Szkoda, ale te właściwości, które posiada mogą być bardzo przydatne. Koni jeszcze w tym kraju nie zabrakło, więc Her-SD jeszcze sobie upędzimy – wywiódł roztropnie Prosiątko – A tak a propos, to jaką damy nazwę temu specyfikowi? Podajcie swoje propozycje.
– Mułojebacz – powiedział Kłapouchy
– Zębokrwaw – powiedział Królik
– Superzmesturb – powiedział Puchatek
– Brykopędziel – powiedział Tygrysek
– Snajperpower – powiedział Prosiaczek
– NIEEE! Bez sensu! – odparł Pan Sowa – To zupełnie nie o to chodzi! Narkotyk musi się nazywać jak narkotyk! Każdy musi umieć wypowiedzieć jego nazwę!
– Przecież każdy powie: „BRYKOPĘDZIEL”, no nie? – wkurzył się Tygrys.
– Chodzi mu o obcokrajowców – odparł Królik – I ma rację.
– Słuchajcie! Nazwiemy nasze dzieło… „Thrilum”! – zaciągnął pompatycznie Sowa, cały dumny z siebie.
– DOBRE! – odparli wszyscy chórem. Skoro było już postanowione, to na uczczenie chłopaki strzelili se po kolejce browca, i po jakiejś godzine wyszli zabrawszy narkotyk.
– Nara, skurwysynu! – śmiesznie zaseplenił Prosiaczek żegnając Pana Sowę.
– Nara, pojeby! Przynieście mi składniki, a zawsze upędzę wam kolejną działkę Thrilum!
– To luz, my już spierdalamy, bożeśmy dawno żadnej potężnej rozwałki ne robili. – zauważył Chodzący_Railgun_Prosiaczek.

***

– Wiesz co, stary? – spytał Królika Kubuś, gdy obaj spacerowali ścieżynką kilka godzin później.
– Łossap? – odpowiedział Zając rozpracowując korek od prostopadłościennej flaszki Tygryskowej Nalewki z Ziół.
– Dawno się nie napierdalałem gołymi rękami i nogami.
– Racja, ciągle robimy krwawe rozpierduchy brońmi od id… Sam bym chętnie komuś zdrowo pierdolnął. – odparł Królik po chwili zastanowienia. Zbliżali się właśnie do punktu zbornego – Kubusiowego domku – Kolesie byli na zakupahahahahahahach……..
– No i mata? Jak ni to spierdalajta bo nie ręczę za siebie. – na dzień dobry zagadał rozdrażniony brakiem koksu Kłapek (mieli Thrilum, stało nawet pośrodku izdebki, ale Her-SD właśnie nie mieli). Wtedy Kubuń i Królik zrzucili z pleców dwa wory świeżutko zmielonej gandzi i maleńki saczek wypełniony po brzegi kolorowymi tabletkami – UFO.
– No to luz… – zagadał Prosięcie najluźniej jak potrafił, i przestał glancować swojego Railguna.
– Dawajta no mi tu ten koks, bo ja muszę… – łapczywie błagał Kłapciatouchy.
– Dobra, zaćpamy cuś naturalnego, a później zajebiemy kilka kłuni i zrobimy sobie kurwa jego mać Heresdi!. – pocieszył Osła Miś wsypując kilka UFO do młynka na kawę.
– Ja to bym se pogrzał helenę… naturalną taką… – rozmarzył się Tygrysek..
– Taaa? A skąd weźmisz kasę? – rzekł Kłapouchy zaćpawszy paloną na łyżeczce Gandzię z zapomogą UFO.
– A skąd wy wzieliście tyle świeżo mielonej ganji, skoro nie u dilerów? – spytał Prosięcie.
– Właśnie u dilerów! Rozjebaliśmy ich i zabraliśmy towar! Dostawa właśnie powinna dojść… – rzekł Puchat, co miało pogłos jakby dumy i radości.
– Hej, panowie… wnosimy – rzekł jakiś żul, po czym cała ferajna zaczęła wtaszczać do domku Kubusia dziesiątki dziesięciokilowych worów najróżniejszych specyfików.
– Oż kurwa! To jacyś zajebiści magnaci narkotykowi musieli być! Po 10 kilo i to tyle worów? Toż to jest kurwa warte fortunę! – Tygrysek mało się nie spuścił z podniecenia.
– I to wszystkich rodzajów, jakie se możesz wymarzyć! Wszyściutkie drugsy z listy na Thrilum, nawet pigułka gwałtu GHB! – rzekł niezmiernie dumny z siebie Miś, który gotów był dalej wyliczać zdobyte drugi.
– Powiedz pan, gdzie mamy to władować, bo chłopcy już ni wyrabiają. – powiedział ten sam żul.
– Do piwniczki – odpowiedział Puchatek, po czym otworzył klapę w podłodze, gdzie najwyraźniej znajdował się magazyn.
– Łaaaaau! – zachwycił się Prosiaczek. Nie wiedział, że Puchatek  przygotował się na chomikowanie pod ziemią dragsów.
– Panowie, tymi schodami w dół, później będzie korytarzyk ze dwa metry i tam takie sporawe pomieszczenie z półkami, to panowie tam zostawią… – ostentacyjnie tłumaczył Kubuś. – Potem dorobi się oznaczenia i posegreguje. Gdy zziajani żule skończyli robotę, jeden się odezwał:
– Proszem pana… daj pan chłopakom no po bełciku jakimś jabolku może… w nagrodę tak, no.
– Ustawcie się w szeregu, panowie. – zakomenderował Kłapciato-uchy – Teraz każdy dostanie swojego mózgotrzepa. BACZNOŚĆ! Z RAILGUNA PAL!! – wrzasnął Kłapouchy, czego chłopi nawet nie zdążyli zrozumieć, bo ich głowy były już w płynnym stanie skupienia.
– No… no… no! – zdumiał się Prosiaczek po tym, jak zestrzelił 20 chłopów jedną kulą z Raila.
– SKURRRRRWYSYNU! T-TERAZ TO SPRZĄTAJ! – Kubuś dosłownie poszczał się z nerwów, gdy spostrzegł przewracające się jak domino ciała chłopów lądujących we własnych głowach (w płynie).
– Dobra, to się zasypie w ogródku Królika, użyźni glebę. – zażartował Różowy Rejlgan sepleniącym głosem.
– GÓWNO! Nie wiesz, że trupy strasznie wodę trują? W promieniu 50 metrów? – obalił propozycję Prosiaczka Królik.
– Przecież żartowałem! – odgryzł się Prosiaczek.
– Opowiadaj więc nam stary, jak zdobyliście szajs! – Tygrysek umierał z ciekawości.
– No więc idę se z Królikiem, kurwa… Słońce świeci kurwa, i nagle widzimy przy wrocławskim monopolu z dwadzieścia limuzyn, kurwa! Na jakichś siedmiu były na przednich szybach różowe chuje, kurwa! – rozpoczął Kubuś.
– Chłopcy Różowochujego! – spostrzegł żywo Kłapek.
– No a jacha… – przejął opowieść Królik. – No to postanowiliśmy z Puchatem, że pomożemy którejś mafii i przede wszystkim sobie! Jak to dobrze, że Puchat cały czas nosi pod tym swoim czerwonym kubraczkiem BFG! Dalej wiecie, co już było!
– Aha, a samochody? Nie spaliły się od BFG? – zapytał Kłapek.
– Nie. Na początku nawet nie wiedzieliśmy, czy mają coś ze sobą! Jak byli już czerwoni i płynni, zaczęliśmy przeszukiwać wozy. Nic nie znaleźliśmy, prócz forsy i kondomów, dopiero aż natknęliśmy się na tamtego wielkiego vana Różowochujego. Po brzegi załadowany był worami! Wszystkie piękne, plecione z lnu, na każdym napisane dane narkotyku, wszystko: moc, pochodzenie, po prostu mistrzowska robota!
– No więc… – przejął Puchatek. – Skrzyknęliśmy wszystkich żuli, co byli przy tej stacji monopolowej, i kazaliśmy im na pieszo zapierdalać aż tutaj z worami! HA!
– HAHAHAHAHAHAHAHAAAAAAA! – wszyscy prócz Prosiaczka wybuchnęli przeraźliwym śmiechem, Królika charakteryzował śmiech piskliwy i przeszywający.
– A ile masz kasiorki? – ożywił się Tyger.
– Hmmm, coś koło trzech tysiorków bedzie! W złotówkach! – przeliczył banknoty Królik.
– Luzik! W każdym razie, znamy teraz „wartościowość polskich mafii”! – rzucił trafną uwagę Tyger, wzbudzając u towarzystwa jeszcze bardziej hebefreniczny śmiech.
– No i teraz, spełnią się moje marzenia, które zacząłem snuć, od kiedy Prosiaczek opierdolił tamtego rastamurzyna na dworcu! Bedziemy mogli eksperymentować! Zrobimy se nawet menu! 10 gramów Her-SD – 10000 zetów! Ha!
– Masz rację! A Thrilum będziemy sprzedawać mafiom jako tajną broń za niewyobrażalne krocie! Chuj im w dupę, że mogą umrzeć po zaćpaniu, ale bedą mieli „jednorazowych żołnierzy doskonałych”! – Królik poczuł zapach pieniędzy.
– Tak! Założymy wielką pięcioosobową firmę! Cała słowiańska europa, może nawet i niesłowiańska, bedzie u nas ćpać! – snuł dalej Kubuś.
– Taa! Będziemy robić zestawy jak w Macdonaldzie! „Zestaw Streetmana” – pięć gramów gandki, tabletka Ecstasy i troszku DRD! – kontynuował Tyger.
– Nie! Debile! Będziemy sprzedawać tylko NOWE i NASZE drugi! Sami będziemy eksperymentować i wynajdywać nowe receptury, które pozostaną znane tylko nam, pomimo, że będą proste, wymagające jedynie troszkę pomyślenia! Nikt nigdy nie odgadnie o co idzie, pomimo, że pod latarnią jest wszak kurwa najciemniej! – wykładał Królik, ale Kłapek mu przerwał.
– Ejejejejejejeeej! Przestań tyle pierdolić, bo mi to źle na tripa robi! Maaan!
– Właśnie! Tobie w spółce z Sową bym powierzył nasze eksperymenty! – wpadł na takowy pomysł Królik. – Zrobiłeś Heresdi, to szczęście może się uśmiechnąć raz jeszcze!
– Królik! Zaczekaj! Pamiętacie wszyscy, jak mówiłem o połączeniu mleczka kokosowego z LSD? – przypomniał Tyger – Już mamy nowy przepis!
– Taa! Prosiak, skikaj po flaszencję Malibu! Znowu będzie płynny drag! – zatarł łapki Królik.
– Ja testuję! – podniósł łapę stripowany Kłapek. Po paru dosłownie sekundach Prosiaczek przytargał z chaty flaszkę Malibu.
– Dobra, dajcie mi moździerzyk jakiś! – Tygrysek przejął inicjatywę, gdyż chciał, aby tego draga zawdzięczano właśnie jemu. Królik wyjął z kredensu w izbie miseczkę i porcelanową ugniataczkę, Tyger ustawił miseczkę na trójnogu nad palnikiem, wsypał na ćwierć objętości sproszkowanego eLeSDeku, po czym dolał Malibu i profesjonalnymi ruchami zamieszał możdzierzykiem i zapalił palnik. Nie zaszły żadne poważniejsze zmiany kolorystyczne, ale reakcja chemiczna niewątpliwie tak, gdyż Tygrysek poczuł na dłoni ciepło promieniujące od miseczki, a także bąbelki i opary o zapachu przyjaranych kokosów.
– Oho! Chyba się połączyło! Nnnno! Hahaaa! Yhyahyahyahyahyaaaaaa! – unosił się dumą. – Mówili o tym w TV, ale pewnie nikt oprócz nas nie uwierzył, ich strata!
– Dobra, jestem już czysty i gotów na więcej! – zaoferował się Kłapciatouchy. – Nazwę nadamy na podstawie efektu, tak jak z poprzednimi dragami.
– Okej, ćpaj! Cpajżeż, ćpaaaaj! Lalalalalaaaaa! – Królik pękał z podniecenia. Więc Kłapek wziął na palec troszkę otrzymanej zawiesiny.
– Kurwa, mamy szczęście, że nie pijemy denaturatu. Jest czym podgrzewać dragi! – zauważył roztropnie Kubuś. Kłapek zjadł porcję narkotyku z palca i na efekty nie trzeba było długo czekać. Nagle zaczął kwiczeć rozdzierająco (typowo po oślemu), wybiegł na środek izby i zaczął wywijać takie salta, że żółtki z Korei to mu by mogli obciągnąć. Po bagatela pół godziny, ocknął się.
– O kurwa! Hahahahhaaaaa! Ja pierdolę! Przez pół jebanej godziny, kurwaaa! Zapierdalałem w kółko na największym rollercoasterze na świecie! – wysapał zlany potem Kłapek.
– Pierdolisz! – Tygryskowi opadła szczena. – Więc mieli rację! Zwykłe LSD  przy tym seryjnie wymięka!
– No to jaką dajemy nazwę? – zapytał Kubuś.
– Hmmm. Trzeba kurwa wziąć pod uwagę, że jest LSD, że jest Malibu, a więc kokosy, a więc jakieś tropikalne wyspy, i jeszcze że jest zajebiście wydajny! – naprowadzał na trop nazwy Królik.
– Stary! To jest lepsze niż AbGymnic! Masz stary taką siłownię i musisz tylko zjeść trochę tego szitu z palca! Gimnastyka na fulla! – dodał Kłapek.
– Moja propozycja to Extreme Trippin’ Tropical System. – rzucił bez namysłu Prosiaczek, oczekując aprobaty wszystkich.
– ETTS! Spoko! Może być! Haha! Masz ty mózg w tej małej różowej pale! – pochwalił pomysł Królik. – Krótko. Zwięzło. Na temat. Słowem – Zajebiście. Komuś coś nie pasi? – Królik na szczęście usłyszał tylko ciszę. No! Pochwalcie Tygryska i jego zdolność oglądania telewizji z pożytkiem, z dawna utraconą w tym jebanym narodzie…
– Ha! No to nasza mała lista powiększa swoją ofertę! – zacierał łapy Królik. – Jeszcze z dwa tygodnie intensywnych badań z Sową na czele i już będziemy mieli własną firmę. Haha! DEBILE!!

***

Z nudów wszyscy wzięli sobie „po palcu” ETTSu, a po skończonym półgodzinnym tripie Tygrysek wpadł na pewną ideę.
– No dobra, chłopcy, to możemy sobie teraz zrobić jakąś rozpierduchę, w mordę jeża. – niecierpliwie dukał z wyczerpania.
– Taaa! Gołymi rękoma! Ale najpierw muszę odleżeć kilka minut, wszystkie mięśnie mnie bolą. – podniecił się Królik. Po upływie kolejnego pół godziny, ziemia nagle zaczęła się trząść, a spod podłogi w Kubusiowym domu wykręcił się…
– Hejjj, szkuźfyszyny! – tak, właśnie Pan Kret!
– Łapać chuja! – zakomenderował Królik, a cała brygada jak szalona puściła się biegiem, by złapać Kreta.
– Mam cię!!! – wrzasnął Kłapouchy – Mam go! Wykończmy go! Zabić! BEEERSEEEERK!!!!!!
Wszyscy w strasznej furii zaczęli kopać Kreta po głowie, skakać po jego brzuchu, i patrzyli jak jego górniczy kask śmiesznie spada mu ze łba, czerpiąc z Kretowego cierpienia niezmierną radość.
– Auuuaa! Żosztawcie mnie! Proszę! – kret wypluł z żołądka strugę krwi, po czym zesztywniał i zaczął broczyć krwią z oczu.
– Kurwa, chłopaki! Cośmy mu zrobili, chuuuuj!!!! – wydarł się Tygrys – Kurwa jego mać, dzwonić po Sowę! Szybko! Bo nam Kret jebnie w eternal sleep!
– Dobra….<<RING,RING>> Sowa! Już tu jesteś, kurwa JUŻ! – zakomenderował Królik, a po 4 sekundach Sowa był już na miejscu.
– Co się stało… CO?! SWOJEGO SKATOWALI?! Biednego małego Kreta… Skurwiele!
– To nie ja… to on! – wrzeszczał podniecony Tygrysek, wciąż w nastroju bojowym.
– Nieprawda… to Kłapouchy! – wypierał się Królik – A tak w ogóle to nie pierdol tyle, tylko go kurwa LECZ!
– ZAMLNĄĆ RYJ! Biorę Kreta do siebie, wyleczę go, stracił dużo krwi… ja pierdolę, biednego małego Kreta…
I Sowa wyszedł.
– Kurwa, to było naprawdę brutalne.. – zauważył Kubuś, targany skurczami mięśniowymi.
– To wszystko Kłapouchego wina! To on wzbudził w nas berserkerską furię! A berserkerzy nie dbają o nic! Tylko napierdalają na oślep! – wkurwił się Prosiak. – Czytałem kiedyś! To taki rodzaj wojownika wikingów, który na zawołanie może wpadać w furię.
– No. Taki berserker to w ogóle nie zważa na własny ból i rany, byle komuś pierdolnąć.. – rzekł Kubuś, wstydząc się swojego postępku.
– A my właśnie tacy byliśmy… – rzekł zasmucony Tygrys. – Ewolucja widać przyniosła nam coś ze Skandynawii.
– Wybaczcie, chłopaki, nie chciałem. Żal by mi było Kreta jakby nam kipnął. – przeprosił Kłapouchy. – Ale teraz mamy przynajmniej okrzyk bojowy! A poza tym, to ten jebany skurwiansyn Królik powiedział „Łapać skurwiela” no nie?
– Ty się tak nie mądrz, Kłapek, tylko posłuchaj, co oni o tobie mówią, chwalą cię przecież, kurwa! – Królik bez problemu wyplątał się z tej sytuacji.
– No! Kłapouchy, jesteś genial! Ten okrzyk zwiększy nasze morale i skuteczność w bitwie. – uświadomił innym Prosiaczek.
– Przecież od tego mamy Thrilum! – spostrzegł Tygrys.
– Kurwa, Tygrys, ty chyba nie kumasz! Człek to je dusza, umysł i ciało, no nie? To Thrilum działa na umysł i ciało. – wytłumaczył z wieśniackim akcentem Kubuś. – Na duszę działają moralne wspomagania! A dusza jest dla wojownika naj-kurrwa-ważniejsza! Jak ma morale to jest odważniejszy i się nie boi walczyć do kuńca! – wygłosił niezwykle światle Kubuś.
– No ale po chuj nam walczyć do końca, skoro tylko ktoś z nas pierdolnąć może w kalendarz? – spytał Tygrys.
– No, racja, nie śpieszno mi umierać! – poparł Kubuś – Ale w każdym razie od dzisiej jesteśmy The Berzerkers Team!
– TAAA! – zgodnym chórem odparli wszyscy i poszli do łazienki umyć się i przygotować w końcu  do dawno już upragnionego wyjścia na miasto. Prosiaczek właśnie wlókł się do rezerwuaru, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
– Ca za skurwysyna tu niesie, do kurwy nędzy! – jęknął wkurwiony i poszedł otworzyć. – Co jest, do chuja?
– I am Garcia, and he is Cisco. We are lookin’ for Puchat and Marheva. – dwóch wielkich, ubranych na czarno latynosów stanęło w drzwiach.
– I don’t know those guys. – odpowiedział Prosiaczek i chciał już odejść, ale latynosi wyciągnęli złote pistolety Magnum i wymierzyli w Prosiaczka.
– Listen up, motherfuckers! If you don’t get the fuck out of here, i will FUCK YOU UP! – krzyknął Prosiaczek i wyjął Raila. Reakcją latynosów było przeładowanie i odbezpieczenie broni oraz te słowa Garcii:
– We are here to avenge our people! Puchat and Marheva have stolen drugs from us and killed our brothers! Puchat and Marheva must die!
– I warned you, fucking latino scum! – powiedział Prosiaczek i rozrejlił głowę Cisco.
– Back off! Don’t kill me! – Garcia od razu zmiękł, widząc swego kompana w stanie półpłynnym.
– Give me the keys to your car! – powiedział Prosiaczek, gdy zauważył przy domku Kubusia czarny van.
– Ok, take them, but don’t kill me! – Garcia walczył o życie.
– Now get the fuck out! – Prosiaczek przyjebał gangsterowi rejlem w jaja, aż ten wypuścił swój złoty pistolet – And tell your friends that we are coming for them!!
W chwili, gdy Prosiaczek uporał się z gangsterem, Królik właśnie wyszedł z Kubusiowej łazienki.
– Co ty się do kurwy nędzy dzieje! – zapytał rozdrażniony. – Kurwa ktoś darł mordę, nie mogę się ogolić w spokoju!
– Mam stary dobre wieści! Przyjechali tutaj mafijni mściciele z Brazylii! Zajebałem im dwa złote pistolety Magnum i kluczyki od ich vana. Zwłoki tu leżą…
– Ależ to jest zajekurwabiście! – Królik nie krył szoku. – EJ! DEBILE! CHODŹTA TU RAZ!
– Co jest, skurwysynu!? – Kubuś wrócił z łazienki tocząc pianę z pyska, właśnie mył zęby.
– Zawołaj Tygrycha i chodźta! Musimy przeszukać vana mafiozów! – Marheva tylko to powiedział i od razu wyszedł na podwórze nie czekając na innych. Po chwili jednak wszyscy stali już przy czarnej ciężarówce.
– Taka sama kurwa jak ta cośmy ją z Królikiem opierdolili! – zauważył Puchatek po czym wziął kluczyki od Prosiaczka i otworzył drzwi szoferki. We dwójkę władowali się do samochodu i zaczęli przetrząsać wszelkie możliwe skrytki. Królik znalazł w schowku kilka woreczków z amfetaminą i gruby, ciasny zwitek banknotów tysiącdolarowych. Pod siedzeniami również były schowki, w nich nasi mali bandyci znaleźli cztery takie same złote Magnumy, a do tego dwa Karabiny Maszynowe Thompsona i jeden karabinek snajperski Steyer. To w jednym. W drugim upchany był lniany wór z pieniędzmi.
– Kurważ jego mać! – rzekł Królik ostro podniecony widokiem takich bogactw. – Ludzie, tyle broni! Najlepsza na świecie!
– Nie jest nam potrzebna ta broń, opierdolimy ją mafii. Za to lukaj na pieniądze! Banknoty tysiącdolarowe, używane tylko w największych przelewach! Jesteśmy bogaci! – powiedział Prosiaczek, wrzucając do worka zwitek znaleziony w schowku.
– Ja proponuję zostawić sobie z tego milion, nasze trzy tysiące złotych zamienić na dolary i zamrozić razem z resztą hajsu na lokacie 10% w jakimś szwajcarskim banku! – rozmarzył się Kubuś, jednak mówił jakże racjonalnie.
– Hmmm. Ci dwaj, ten Cisco i Garcia… KUBUŚ! – Prosiaczek musiał przerwać przez głośne beknięcie Puchatka – ci dwaj kolesie byli pewnie u nas tylko przejazdem i załatwiali jakieś cargo dla swoich pracodawców – w końcu to najemnicy!
– Transport… No tak, masz rację! – przyznał Królik. – ŁADOWNIA! Nie przejrzeliśmy jeszcze ładowni! – To powiedziawszy, Marheva porwał kluczyki z łap Kłapouchego i pobiegł do bagażnika vana. Przekręcił, odsunął drzwi, i…
– O ja jebę w pizdu jebana kurwa mać! – zaklął, gdy ujrzał, że ładownia jest pełna worków. – Chodźcie tu, kurwa, chodźcie!
– Co tu masz… O ja pierdolę! – zatkało Tygryska, gdy ujrzał wory. – Ciekawe co jest w środku! Yhyahyahyahyaaa! – Wysunął jeden worek, aby przyjrzeć się ewentualnym napisom.
– Hmmmm… Co tu pisze…
– Jest napisane… – poprawił Tygryska Kubuś.
– Yhyahyahyaa! Od kiedy ty jesteś taki uczony? Więc pisze tak: Psylocyna. Moc 100%. Pochodzenie: Brazylia, grzybki fungus paraptaelensis, fungus mastiraebelensis, fungus calviora… jeszcze z dwanaście rodzajów tych fungusów.
– Kurwa! Najczystszy szit, taki sam jak zdobyliśmy z Kubusiem! – Królik nie krył podziwu. – Na chuj Prosiaczek zabijałeś tamtych chłopów, teraz my będziemy musieli zapierdalać z tymi worami do jebanej piwnicy Puchata!
– Nie pierdol mi tu fagasie. Musimy zacząć zapierdalać, jak chcemy później czerpać korzyści. No ale nie będziemy sami, czas dokonać oficjalnego testu… – Prosiaczek wyjął spod swetra pięć strzykawek napełnionych Thrilum. Po chwili dały się słyszeć ogłuszające ryki naszej piątki…

***

– Och, kurwa, ledwo żyję! – sapał Puchatek. Było zaledwie piętnaście minut później, a dzień powoli chylił się ku końcowi. – Wszystko mnie napierdala!
– Każdego normalnego człowieka wszystko napierdala jak biega z worami po 10 kilo przez 15 minut i 60 kilometrów na godzinę! – przypomniał Królik. Thrilumowy zastrzyk energii zaczął ich już opuszczać, a na jego miejsce przychodziło uczucie obolałości w mięśniach.
– Kurważ, mamy jeszcze dzisiaj dużo do zrobienia! – wtrącił leżący na schodach piwnicy Kłapek. – Najpierw jedziemy naszym nowym vanem do kantoru zamienić te 3000 na dolce, później zamrażamy dolary na lokacie, później idziemy sprzedać gnaty do sklepu z bronią, za to dostaniemy kieszonkowe na wieczór, a na końcu do tej pierdolonej dyskoteki poobijać mordy.
– Dziękujemy ci za ten harmonogram, o Kłapciatouchy, ale najpierw musimy się otrząsnąć. I bierzemy na drogę więcej Thrilum. Tym razem w strzykawkach dziesiątkach. – rozsądził Prosiaczek i pobiegł do łazienki Kubusia, gdzie przestawiony został z pokoju słój z Thrilum, a także znajdowała się szafeczka ze strzykawkami nad zlewem. Gdy już nasi brutale byli gotowi, zajęli wygodne miejsca w vanie i poczęli realizować swe plany. Zajechawszy do centrum Wrocławia wymienili w najlepszym kantorze 3000 zetów na dolce, założyli oprocentowane konto w szwajcarskim banku, na którym zalokowali całą mamonę (spory worek ciasno ubitych tysiącdolarówek + tysiąc dolców z wymiany) następnie sprzedali gnaty otrzymawszy za to kolejny pokaźny zwitek banknotów złotówkowych, którymi podzielili się po równo. Załatwiwszy uciążliwe sprawy finansowe, pokierowali się teraz ku pobliskiej wielkiej dyskotece pokatować paru kolesi w rytm punk rocka. Przynajmniej mieli nadzieję na punk rocka…
– „Jesteś szalona! Mówię ci zawsze nią byłaś skończ już wreszcie śnić!” <<PFFFFLCZHHH>> – to Prosiaczek rozrejlił głowę wokaliście jakiejś diskopolowej kapeli śpiewającej Boysów. Zapadła nieprzyjemna cisza, wśród której dały się słyszeć tylko kroki naszej piątki. Podeszli do barmana. Królik pokazał granatnik, który trzymał dotychczas pod swoim prochowcem, takim jakie mieli wszyscy z naszej brygady (mimo że ciężko było dobrać rozmiar na Prosiaczka). Barman bez słowa nalał im po najdroższym drinku, nie biorąc nawet zapłaty, co było Królikowi na rękę, gdyż nie chciał rozdrabniać swoich dwustuzłotówek. Nagle Kłapouchy przemówił:
– Kurwa! Ta wasza jebana knajpa funkcjonuje jak bidet z kałotryskiem! – Kłapek zrobił minę, jakby wiedział, że tylko on zrozumiał swoje słowa. Usłyszawszy ciszę kontynuował: – Ale wy kurwa mało kumaci jesteście! Bidet służy do mycia odbytu, a jak ma kałotrysk, to znaczy, że działa na opak! – w tym momencie wielu gości knajpy wykonało gest typu „aha! przecież to takie proste, ale ze mnie idiota”. – Żądamy, żebyście tu puścili na cały regulator utwór punkmetalowy pt. „Przejebane”!
– Właśnie! – ożywił się Kubuś pełen aprobaty. Dla wzmocnienia efektu perswazji, Królik wyjął teraz już swobodnie, błyszczący, wyglancowany Grenade Launcher, model Q2 od id Software. Biedny barman, podstarzały człek, pobiegł świńskim truchtem do wielkiej wieży Hi-Fi, wsadził płytę do czytnika i po chwili rozległ się punkowy rytm i cyklicznie powtarzane słowa „chuj, dupa, kurwa, cipa!”.
– No! I dobrze! – ucieszył się Kubuś dopijając swój gin z tonikiem. – Teraz może się zacząć zabawa! Hahahahaaa!
Cała piątka poruszając się rytmicznie w rytm „Przejebane” zagospodarowała środek parkietu, a pełna podziwu gawiedź zgromadziła się dookoła. Na zmianę wywijali breakdance’owe figury, przy czym najlepiej wychodziło to Kłapkowi, którego kopyta przez prawie cały czas utrzymywały się powyżej głowy, osioł nieustannie omiatał posadzkę swoim płaszczem. Królik odwalał jakieś trance’owe falowanie brzucha obrzucając nienawistnym wzrokiem młode, rozanielone groupies (zaufajcie mi, tańczyć tego typu figury przy punk metalu jest podwójnie trudno). Kubuś się w ogóle ledwo co ruszał, Tygrysek tylko brykał co wyżej na swoim ogonie, a Prosiaczek dołączył do gawiedzi.
– Hej! Nie zapomnijcie pocośmy tu przyszli! – rzucił nagle Tyger, któremu jednak nie spieszyło się wyraźnie do przejścia do następnego etapu akcji.
Nagle jednak okazja pojawiła się sama. Na środek wyszedł jakiś dwumetrowy schab z napisem na ciasno opinającym klatę t-shircie „I love disco polo” i zaczął przedstawiać jakieś argumenty Królikowi. Utwór właśnie się skończył. Tłum ucichł. Teraz cała uwaga skupiła się na owym osiłku i Króliku (no, może jeszcze trochę na Tygrysku i trzech laskach, które biegły z nim w kierunku kibla).
– Ty! wypierdalaj stąd! – popisał się elokwencją koleś. – Nie chcemy cię tu! Tutaj się słucha disco polo, a nie jakichś gówien! Spierdalaj! – hool przyjebał Królikowi z pięści po mordzie.
– Nieee, kurwa! Nieee! – Królik otarł krew z pyszczka i wyjął z kieszeni płaszcza pokaźną strzykawkę z czerwonym płynem, następnie zadał ją sobie w preferowane przezeń miejsce, czyli aortę. – WRAAAAAH!!!
– Co to za sztuczki, kurwa!? – dresiarz trochę się sfrustrował, zaczął napierdalać teraz już równego sobie wzrostem i umięśnieniem Królika na chama, nie patrząc nawet na to, że nie czyni mu najmniejszej krzywdy. Po trzydziestu ciosach przestał, bo się spocił i już go ręce bolały. Znowu zapadła cisza, przerwana tylko odgłosem orgazmu kobiecego dobiegającego z łazienki.
– Oho! Jedną już Tyger zaspokoił! – Prosiaczek roześmiał się, a Kubuś dał mu wtór.
– No i co? Co na to powiesz? – Królik uśmiechał się najironiczniej jak potrafił (a było to bardzo ironiczne), i przyjebał dryblasowi kolanem prosto w mordę. Ten przytłoczony padł na posadzkę, a jego twarz była cała czerwona, z miejsca, gdzie jeszcze przed momentem był nos, wyciekała strugami świeża krew. Tłum zaczął skandować „Wykończ go! Wykończ go!”, na co Królik zareagował i podniósł jęczącego z bólu dresiarza za nogi.
– Zawiodłeś! Dla tego zginiesz! Moje ręce zbruka twoja krew i kał twój! – Królik odmawiał chuj wie po co jakiś rytualny tekst własnego zapewne autorstwa, kiedy z łazienki dobiegł kolejny kobiecy jęk. – WRAAAAAAAAAAAAAH!!!! – Królik wydał z siebie demoniczny ryk, po czym dosłownie rozerwał faceta na dwie części, które później z pogardą rzucił na ziemię. – Chłopaki! RAMPAGE! BERSEEERK! – zakrzyknął, a nasza brygada od razu dała sobie w różne żyły Thrilum, wyciągnęła Railguny i zaczęła lać kolbami kogo popadnie, w co popadnie. Tygrysek właśnie wyszedł szczęśliwy z łazienki, kiedy zobaczył, co się święci i dał sobie w żyłę swoją działkę Thrilum dołączając do dzieła zniszczenia. Królik pobiegł do wieży i ponownie włączył „Przejebane”, co jeszcze bardziej wzmogło furię naszych berserkerów. Kłapek i Tygrys zasadzili się przy wyjściu z dyskoteki, lejąc bezlitośnie po brzuchach i głowach uciekających klientów,  których Kłapek dokańczał wdeptując twardym kopytem w oko i odstrzeliwując głowę ze swojej wiernej dwururki. Prosiaczek działał dosyć pasywnie, jednak również chciał się wyżyć, więc pod pretekstem „kary za grzechy” lał, tak jak to ongiś zrobił przy dworcu centralnym w Stolicy. Po minucie rozpierduchy przyjęli nową taktykę: topory. Królik zaproklamował tą zmianę pomysłu donośnym rykiem, spotykając się z całkowitą aprobatą i entuzjazmem pozostałej czwórki. Rąbali toporami wszystko, co im się pod nie nawinęło. Nie wiedzieć kiedy, cała załoga była nieżywa jak Kurt Cobain.
– Ej! Tamten ruszył ręką! Jebaj go! – zauważył nathrilumowany Kubuś wskazując pewnego młodego chłopaka. Tygrysek błyskawicznie odrąbał mu głowę toporem.
– No! Tego mi kurwa było trzeba! – Kłapek cieszył się ponad miarę. – To nawet lepsze niż gra w Heretica!
– Nieporównywalnie lepsze! – dodał Królik. – Haha! Za chwilę będzie świtać! Kiedy tu przyjechaliśmy musiało być już późno…
– Rany boskie! – zza drzwi przy ladzie wyszedł ten sam staruszek obsługujący dyskotekowy bar. – Jak ja to teraz posprzątam! – jęknął patrząc na czerwone od krwi posadzkę i ściany.
– Nie będzie pan musiał. – powiedział Kłapouchy i podszedł do barmana.
– Jak to nie? – starszy pan zdziwił się lekko.
– Tak to. <<<TRRRRRRRFFF!!>>> – mózg faceta znalazł się na przeciwległej ścianie odstrzelony przez Super Shotgun Kłapka. – No! To opróżnimy kasę i będziemy mieli jeszcze więcej na drobne wydatki!
Usłyszawszy te słowa Tygrysek podbrykał do kasy i otworzył ją używając jednorurego shotguna z Quake’a II, którego zabrał na wszelki wypadek.
– Yhyahyahyahyaa! No patrzcie! Ile funduszy! – Tygrys opróżnił kasę ze wszystkich banknotów o nominale 50 zł i powyżej.
– No dobra, chłopaki. Zwijamy się. Wszystko, co potrzebne, mamy. – rzucił Kłapek, a nasza brygada powlekła się smętnym krokiem do vana. Kłapek tylko splunął na zakrwawioną podłogę przy wyjściu, Królik zaś, gracylnym ruchem jebnął do wnętrza baru granat ze swojego granatnika. I tak nasza brygada uśmierciła całą dyskotekę. Chuuuuj! Nie oglądając się za siebie i nie zważając na rozprzestrzeniający się pożar po wybuchu granatu, upchnęli się w szoferce vana i pojechali do lasu.
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: