Część 7: Różowochuji’s Fall & Da Super Crazy Drug

Styczeń 12, 2010

Następny dzień rozpoczął się niezwykle ciekawie. Była to nora Królika. Ten leżał na stole, a z pyska wyciekała mu mela aż do podłogi. Tygrysek leżał w jeziorze świeżych haftów, które puścił z przeciążenia po degustacji siedemnastu litrów swojej Ziołówki w celu weryfikacji receptury. Puchatek leżał pod zlewem w łazience na zaszczanej przez siebie posadzce, a Kłapouchy, który jako jedyny potrafił przetrzymać libację w stanie przytomnym, siedział zamulony przy stole i próbował ułożyć domek z kart (jednak dym z peta, którego jarał, ograniczał jego pole widzenia i wszyskie próby spełzały na niczym).
– OTWÓÓÓRZCIE! Zasrańcy… – zza drzwi odezwał się znajomy sepleniący głos.
– Chrrrrrrrrrrrrr…..
– OTWÓÓÓÓÓÓRZCIEEEEE, ZASRAAAAAAAŃCYYYY! – wrzasnął donośniej ten sam głos.
– Chrrrrrrrrrrrrrr….
– Łótwó… otwórz-ciem mu, kabaty! – z trudem wyrzucił z siebie Kłapouchy (brzmiało to tak, jakby po cichu rzygał jednocześnie kaszląc), zdziwiwszy się, czemu nikt go nie usłyszał ani zrozumiał.
– TO JA, PROSIACZEK! Przyniosłem głowę Różowochujeeegoo! Otwórzcie. – głos znalazł identyfikację.
– C-co, kurwa mać? Co mi się śni, do kurwy nędzy! TRZEEECIA RAAANO JEEEEEST! – Królik zerwał się ze snu, zawodząc żałośnie. – To ty, kurwa? Żeś se czas znalazł zajebiiiisty… – przetarł oczy i przeciągnął się – Ale swoją drogą szkoda, że cię nie było! Żeśmy se tu bibę odpierdolili, zasnęliśmy na miejscu. Zaraz ci otworzę, tylko obudzę kolesi i troche tu ogarniemy…
Królik założył klapki, szlafrok i zaczął kopać w dupę każdego śpiocha ze słowami „Pobudka, skurwielu!”.
– Co jest zmesturbie!? Nie chce mi się wstawać! O trzeeeeeciej raaaaaaanooo!?? – jęczał Puchatek zdegustowany.
Istotnie, wstawać o 3.00 rano było swoistą porażką dla takich libatorów, gdyż nawet wstając o jedenastej mieli pewne obiekcje. Królik musiał ocucić całą brygadę, a nie miał przed sobą łatwego zadania, gdyż ich kontakt z otoczeniem był raczej nikły.
Gdy Królik przeprowadził rozmowę z każdym z naszych bohaterów, nie wyłączając Kłapouchego, który właśnie zasnął, po pięciu minutach Prosiaczek był już wewnątrz, a cała reszta była już na nogach.
– No to opowiadaj, skurwysynu, jak było u tego zajebanego Różowochujego. – kulturalnie rozpoczął rozmowę Tygrysek z impetem siadając przy stołku. Nie narzekał zbytnio na tą iście przedwczesną pobudkę, gdyż emanował wigorem nawet na ciężkim kacu.
– No więc, zajebany kazał mi u siebie pracooować… przez miesiąc, no nie? Ale zrobiłem dla niego jedno całodzienne zlecenie, po czym odjebałem mu głowę Railgunem. – Prosiaczek wyjął z saczka głowę bossa.
– Jest trzecia zero siedem rano! Jakbyś przylazл bez tej głowy, to bym ci twoją własną odjebał… chociażby nogą od stołka, ty mały mlasco! – wkurwił się śpioch Kubuś.
– Zamknij ryj, Puchatek. Dla ciebie południe to jeszcze noc… Jaka to była kurwa jego w dupę palec całodzienna misja? – przeszedł do rzeczy Kłapouchy, który mówił już w miarę normalnie.
– Miałem skraść kilka koni i przerobić je na klej.
– Jak to, kurwa? To z koni się robi klej? – Puchatek był mocno zdziwiony.
– No. To najmocnieeeejszy… klej jest. – zaseplenił właściwie sobie Prosiak, wyraźnie dumny. – Poxipol wymięka. Sam sprawdzałem!
– Ta? Masz no trochę tego kleju ze sobą? To se powąchamy! – ucieszył się Królik.
– Miałem zanieść klej Różowochujemu, ale se przypomniałem, że mam go rozjebać, więc mam cały słój, stoi za drzwiami. Tylko mi nie wywąchajcie, bo kleił nie będzie. Takim czymś możesz skleić dwóch Katoli, a wtedy będą jak bliźniaki syjamskie. – ostrzegł Prosiaczek. – A ciebie, Królik zajebę! Wiesz, co na siebie bierzesz stając przeciwko bossowi mafii? Jak go rozjebałem, dwudziestu bodyguardów poszło na mnie od razu, a kolejnych pięćdziesięciu rzuciło się w pościg!
– No i co, zgubiłeś ich? – zaciekawił się Tygrysek.
– Jak byłem zamknięty w sali z Różowochujim, to musiałem se poradzić, dopiero później uciekłem reszcie! Przez cały Wrocław mnie gonili, dopiero jak wsiadłem w autobus, udało mi się ich zgubić!
– Myślisz, że przyślą odwet? – zaniepokoił się Kłapouchy.
– Eee tam, ich cała Elite Guard już jest w piachu, jakieś cztery slugi mi zeszły… no co? Muszę się gospodarować, nie? – słysząc, że Prosiak rozjebał 20 typów czterema kulami, nasi bohaterowie zaliczyli opad szczeny. No, ale to w końcu Railgun, w dodatku posiadany przez mistrza.
– Ten Elite Guard, czyli kolesie z pokoju Różowochujego? – zapytał Królik nie kryjąc wrażenia.
– Kurde, cała dwudziestka! Nie wiem, jakim cudem jestem w jednym kawałku! – Prosiaczek zrobił minę, którą Królik zinterpretował: „Jakbym nie przeżył, mój duch nawiedzałby cię w koszmarach”.
– Jesteś ranny? – Tygrysek okazał troskę wobec Prosiaczka.
– No a kurwa jak? – Prosiak podwinął czarny sweter ukazując wielką ranę po kuli, na szczęście opatrzoną. – Na Ołbińskiej do szpitala wskoczyłem… Hehehehe!
– Ogólnie, to congrats, stary! Nie każdy by sobie poradził z dwudziestką wyszkolonych mordobojów! – przyznał Tygrysek.
– Jeszcze w dodatku z Uzi, po dwa granaty na łeb, w tym jeden flashbang, nóż sprężynowy, torebka amfy… –  Prosiaczek wyliczał arsenał Elite Guardów, ale gdy padła „Amfa”, brygada ożywiła się i Królik mu przerwał.
– Amfa? Masz ją? Masz? – wychodził niemal z siebie.
– Ano mam…. – Prosiaczek z uśmieszkiem wyjął z kieszeni spodni kilkanaście torebek bieluśkiego proszku.
– Niech no przetestuję… – postanowił Kłapouchy, wziął trochę na mały palec i polizał. – Hmmmm, zajebista! Co prawda smakuje jak serek homogenizowany w proszku, ale przecież tego się nie je…
– Gówno się, ośle znasz! Choć może wyglądasz jakbyś się znał… – zniecierpliwił się Królik.
– Dobra, nie pierdolić, tylko dajta mi się czegoś napić! Usycham…. – Prosiaczek nie owijał w bawełnę. Królik przyniósł mu denaturatu, który z racji faktu, iż był wybredny, trzymał w szafeczce z detergentami.
– Co ty mi tu dajesz? Kurwa, dyktę? – Prosiaczek nie mógł uwierzyć. – Wiesz co, może znajdę coś u siebie w domu, narka… – niechętnie pożegnał się, po czym udał się pocinać na necie w Kłejka III Arenę, a że od czasu swojego zwycięstwa w konkursie otaczany był ogromną czcią, wszystkie lamy i nie tylko zabiegały o to, by zagrać z nim meczyk ćwiczebny.
– No co? Myślałem, że tylko ja nie lubię tej pierdolonej dykty! Zwykły spirycik, tylko że w barwie indygo, a nikt nie chce pić, kurwa! – wkurzony Królik odniósł flaszkę z powrotem do szafki.
– Aaaaaaaach… ale klej! Dawno takiego nie ćpałem… – rozmarzył się Puchatek wąchając specyfik – poza tym, wygląda jak miodek!
– Chyba jak smalcyk, daltonisto! – poprawił Królik, który juź wrócił. – Tobie, stary, ten alkohol nie służy…
– Miałem na myśli scukrzony miodek! A zresztą nieważne.. – Kubuś w pełni oddał się zapachowym uciechom.
– Noooo… Kłapouchy, dajno mi tu jakąś strzykawkę, to sobie zaćpam! – podniecił się Tygrycho.
– Pojebało cię? Jak se wstrzykniesz to ci żyły zaklei! – natychmiast opierdolił go Królik. – Zresztą nawet przez igłę nie wycieknie… To trzeba czymś rozcieńczyć… A zresztą żadnej gwarancji na tripy, to nie ma w sobie nic z chemii!
– Jakby co, to kran rozjebany. – zapewnił zaczerwieniony Kubuś. – Niech ktoś skoczy do studni po wodę na rozcieńczenie!
– A kto przesiedział noc w łazience? Ha? Pewnie wyrżnąłeś głową o kran i teraz udajesz jarząbka! – rozszyfrował Misia Królik.
– Spokojnie, panowie. Mam lepszy pomysł niż z tą studnią. – rzekł Kłapouchy i wyjął z szafeczki butelkę zielonej nalewki Tygryska. – Dobrze, że chomikujesz Nalewkę, Królik. Przyda się. Obserwujcie!
– W Ziołówce? Ale wypas! Nie dość, że się naćpamy, to jeszcze nawalimy! ZA DARMO! – podniecił się Puchatek. Kłapouchy wlał całą butelkę nalewki do dziesięciolitrowego słoja, po czym wziął stary przepychacz z kibla i począł mieszać. Po pięciu minutach tej żmudnej czynności, zaburzyło się, zadymiło się, trzasnęło i powstały specyfik przybrał barwę fioletową, a konsystencję żelową.
– Nnno! Gotowe! – rzekł z satysfakcją Kłapouchy, po czym począł rozpakowywać świeże strzykawki prosto z apteki.
– Łaaaaał! Normalnie reakcję żeś odpierdolił! W mordę jeża! Alchemik jesteś! Zarobimy na tym! Yhyahyh! Receptury nikt nie skuka, bo o koniach nawet nie pomyślą, a jak robić z nich klej… i nalewka mojej receptury, po prostu nierozszyfrowalne! – wyliczał benefity owej operacji Tyger.
– Królik, skocz po Prosiaczka, jest u siebie i gra na kompie, a ja w tym czasie przygotuję działki. – rzekł przepełniony dumą Kłapouchy – Ach, i weź też Sowę, Kangurzycę, Maleństwo i jak się da, Kreta.
– A Krzyś? – spytał Królik.
– Zaraz pójdzie naskarżyć, więc jak przyjdzie to go złapiemy i zamroczymy naszym nowym narkotykiem, jeżeli wam go nie szkoda na tego chuja, oczywiście. – odparł Tygrys. – Będą jaja, żesz ja kurwa pierdolę!!! – rozmarzył się akcentując to orgazmicznym mruczeniem.
– Luz. Już idę. – I Królik polazł zebrać wszystkich kolesi.
– Jedna dla Kłapouszka… jedna dla Tygryska… pół dla Małego… – wyliczał Kłapouchy napełniając strzykawki fioletową mazią… Po dziesięciu minutach wszyscy byli na miejscu.
– Sory, Kłapku, ale Kret nie dał się wyciągnąć, nie wiedziałem jak… – tłumaczył Królik, ale nie dokończył…
– Chuj mu w dupę! On jest akurat najmniej pożądaną osobą w tym towarzystwie… no może za wyjątkiem Krzysia! – agresywnie wtrącił Osioł.
– Hej Kłapouchy, a tak przy okazji, jak tam mój klej? – spytał Prosiaczek.
– No wiesz… eeee… no, chcieliśmy sobe zaćpać, więc zmieszaliśmy ten smalec z nalewką, kurwa mać tego, no… Tygryska. – odparł Kłapouchy, lekko zaczerwieniony.
– COOO? MÓJ KLEJ? SPERDAAALAJ ZASRAŃCU! KURWA! – wkurwił się mały sniper. – Pierdolona lafirynda klej mi… ROZJEEEEBAŁA… kutas jebany…
– Uspokój się! I tak na chuj nam klej, skoro mamy teraz super druga!
– Kurrrwa, no macie szczęście, bo jakbyście zaprzepaścili moją pracę… – Prosiaczek pękał w szwach ze złości.
– Chodź se zaćpaj, nie pierdol. – zachęcił Tygrysek. – ale nie całą strzykawkę na raz, bo nie znamy jeszcze działania, a co dopiero skutków ubocznych.
– Dobra… to bierzcie i ćpajcie z tego wszyscy! – Kłapouchy ogłosił początek wieczerzy.
Kubuś dał sobie w żyłę porcję fioletowego płynu, po czym rozpoczęła się jego jazda:
– Dobra, kurwy, ja wam kurwa wasza mać wykurwię, wy skurwiałe kurwy, wy kurwy kurewskie! – zaczął niebezpiecznie kroczyć w kierunku Maleństwa.
– Uspokój się! Usiąź se na fotelu i pomyśl o miodku! – uspokoił go kangurek, wryaźnie rozbawiony – żeś się na „kurwę” nakręcił porządnie, co nie?
– Taaaaaa.aaaa.aaa…aaaaa! – wyziewał niespokojnie i ochryple Puchatek, a po chwili jak stał, padł na podłogę, po czym zagłębił się w stan jazdy zewnętrznej i wewnętrznej. W jego małym umyśle zaczęły wirować różne obrazy, gdy jego ręce i nogi naśladowały pływanie pieskiem. Następni wzięli Królik, Prosiaczek i Tygrys.
– GRRRAAAAAHHHH!!! – rozległ się ryk, a rozpalona dwójka rzuciła się na Kangurzycę i zaczęła ją pierdolić. Tygrys w cipę, a Królik w mordę. Prosiak za to zamiast odczuć wzrost swego kontrolowanego dobrze libido, zaczął biegać w kółko po ścianach i naśladować wóz strażacki.
– Dobra, to może i ja se zaćpam? Jak wszyscy to wszyscy. – zasugerował flegmatycznie Kłapouchy, i wziął przeznaczoną dla siebe działkę.
Zrobił się cały czerwony i padł na ziemię i wywijał kończynami jak w amoku.
– Ja tam, skurwysni to nie ćpam. – oznajmił Pan Sowa, by za chwilę dostać strzykawką niczym nożem wyrzuconym przypadkowo z rozwścieczonych rąk Kłapouchego. Wszyscy byli zmorzeni swoimi tripami i nagle do domku wszedł Krzyś.
– Witajcie, Przyjaciele! AAAAAAA! Co tu się dzieje? Powiem mamie! – ujrzał te wszystkie drastyczne sceny i był w szoku.
– Ani się waż, ty mały skurwielu! – rzekł już naćpany Maleństwo, schwytał Krzysia i związał go w kącie.
– Krzyś? Ty mała kurwo, ja ci zaraz pierdolneee… – zerwał się rozwścieczony Kubuś i powoli, pokracznym krokiem, podążył w stronę Krzysia.
– Ja tam wam mówię… że Krzysia trza naćpać i lulu! – rzekł Sowa, ledwie zdobywając się na mowę. Po pół godziny panowie jebiący Kangurzycę oraz Prosiak udający wóz z sikawką ocknęli się z tripa z nagłym przypływem strasznego rozluźnienia, i ułożyli się na podłodze błogo jęcząc. Po chwili i reszta weszła w ten dziwny stan.
– Ludzie, czujecie to? Już mija.. Już mnie nie jebie po głowie! Teraz czuję się, jakbym leżał na plaaaaży! Nieruchomo! Bezwłaaaaadnieeee… – zauważył rozmarzony Kłapouchy.
– Jestem błogością,  błogość to mój pokarm i mój napój… – Prosiaczek popisał się słowami sanskryckiej pieśni.
– Ale siem nabrykał! Teraz… odpoczywam! – Tyger lekko osunął się na podłogę.
– Ale super drag! Pierwszą fazą jest mocny trip, a później mamy wyjebany błogostan! – zauważył z radością Sowa.
– Nie mądruj się Sowa, bo ci przyyypierdooooolę… – westchnął bez żadnego przekonania Kubuś – Zatraćmy się w błogooooości…
– Jakiej błogości? I co robiliśce Kangurzycy, i czemu ona leży na ziemi? – spytał zdesperowany Krzysiu.
– Więc, warzyyyyymy tuuuutaj takie fioooletooowe coooś… I jak zaćpaliśmy to zachciało nam się z lekka ruchać! – Kłapek już powoli powracał do ciężkiej rzeczywistości, ale wciąż błogo ziewał.
– Co? ŁEEEEEEE! MAMOO! ONI TU ROBIĄ JAKĄŚ ORGIĘĘ! POMOCY!
– Jest związany! LAĆ GO! – wrzasnął przywódca Królik, który także już „odpoczął”. – nie wymknie nam się! BIJCIE SKURWIELA!
– ŁAAAAAAAAAA! BOOŻE! POMOOOOCY! – darł się Krzyś. – ŁOJEZU! Nie bijcie!  Zrobię co zechcecie!
– Taaaa? To idź do swojej matki i każ jej ssać sobie pałę. – rzucił bez namysłu Kubuś, zboczeniec jebany.
– NIE! NIGDY! Wybijcie to sobie z głowy, ćpuny! – odrzekł z niecharakterystyczną sobie agresją Krzyś.
– Niee? WYRWAĆ MU JAJA! – ponowił atak Królik, a inni zaczęli go napierdalać czym i w co popadnie.
– LAĆ PÓKI LEŻY! – podniecił się Tygrys, który złośliwie podcinał Krzysia, gdy ten próbował wstać.
– PRZESTAŃCIEEEE! DOBRA! Zrobię to. – w końcu zgodził się Katecheza. – Ale to niewyobrażalny grzech… Nie dość, że cudzołóstwo to jeszcze z Mamą…
– To chyba „swojołóstwo”, nie? Przecież śpisz z matką w jednym łóżku, prawda? – spytał retorycznie Kubuś.
– Wyślemy za tobą tajnego szpiega. Jak twoja matka nie będzie ci ssała to zrobi z nią porządek. – dorzucił Tygrys.
– NIEE! Zrobię co chcecie! TYLKO NIE MAMUSIĘ!!
– I z tobą też tym bardziej! – przyciskał Prążek.
– To idź już bo nie mogę na ciebie patrzeć… – podsumował Kłapouchy.
– Niech najświętsza Panienka ma mnie w swojej opiece… – zabłagał Krzyś łapiąc się za krzyżyk na swoim różańcu. – Wybacz mi ten straszny grzech, który przyjdzie mi popełnić…
– WYNOCHA! – uciął raptownie wkurwiony Królik i szepnął Prosiaczkowi by skurwiela śledził. – Teraz już wiem, Puchatek czemuś był taki katolicki wtedy, przed zniszczeniem radia.
– No. Przepraszam cię za niego, zacny Króliku. Nie wiem czym on mnie przekonał, skurwysyn. – zakończył konwersację Miś.

Więc skakał Prosiaczek z drzewa na drzewo niczym Predator – Krzyś nie był świadom jego obecności, a jakby co, to Railgun i tak zrobiłby z niego siedemnastu mniejszych Krzysiów. Nasz chłopczyk zaszedł więc do wrót swej skromnej nieco posiadłości, w celu nabycia kompleksu Edypa…

– Mamusiu… – zaczął. – bo wiesz… musisz mi…
– Co, syneczku? – spytała mamusia.
– Zsiorbać, zmlaskać, ściupciać podniebieniem, zrobić lachę, zblaszczyć, zrobić dobrze językiem, schapać, poduźdać, zlizać, ściamkać, spytążyć, zrobić loda, trzasnąć pałę, ukucnąć do harpunu… – wyliczał w myślach przyczajony na drzewie Prosiaczek.
– Bo ty mi musisz… no… jakby to powiedzieć… no possać. – w końcu wyrzucił to z siebie.
– CO TAKIEGO? Syneczku, ty się dobrze czujesz? I skąd ty w ogóle znasz takie słowa? Kto ci tak namieszał w główce? – Zdesperowana mama zaczęła badać mu czoło.
– Ssij mamusiu! Ssij dla mojego i twojego dobra! Zrób to dla mnie… zaufaj mi, PROSZĘ! – i niemal się Krzysio rozbeczał, ale uspokoił się, gdy poczuł na swoim małym dotyk podniebienia matki, która nie wiedzieć czemu (a może i wiedzieć czemu, Prosiaczek zajebał jej kamykiem po ryju) zgodziła się wyssać Krzysiowi. Zadowolony z pierwszego doznania chłopczyk polazł donieść o wszystkim naszej brygadzie.
– Wyssała ci? – spytał z niezwykle niedowierzającym tonem Królik.
– No. Wyssała. Ale teraz będę się musiał wyspowiadać księdzu… Da mi tysiąc Ojcze Nasz za pokutę!
– Ha ha ha… Ciekawe, któremu księdzu! – podśmiewał się Kłapek, który dokonał dwa dni temu w nocy razem z Tygerem i Marhevą czystki antyklerykalnej w całej okolicy, oczyścili siedem wrocławskich parafii.
– Dobra, to zdałeś pierwszą próbę. – oznajmił Tygrys.
– Jak to PIERWSZĄ? – spytał zdesperowany Krzyś.
– Teraz musisz przeruchać Kangurzycę. – rozkazał tłumaczącym tonem Królik.
– ŁEEEEEEEEE! JA NIE CHCĘ! – wypierał się Krzysio.
– Nie przepiłujesz Kangusi? – spytał Tygrys – Ty chyba pojebany jesteś, taką okazję zaprzepaścić…
– Serio, nie chcesz posunąć Kangurzycy? – niedowierzał Kłapouchy, nieco przesadnym tonem. – My to musimy się nieźle napocić za każdym razem, żeby nam dała!
– Nie. Pan Bóg powiedział, że to jest złe! Nie będę tego robić!
– Kazałeś własnej matce ssać, a teraz nie przeruchasz koleżanki nawet? – zdziwił się Kłapouchy.
– No to musimy… cię ućpać. – zagroził Puchatek, szczególnie posępnie akcentując słowo „musimy”.
– PROSZĘ NIEEE! No dobra,zrobię to. – ostatecznie zgodził się Krzyś i po chwili wepchnął małego pisiorka do łona Kangurzycy, po czym wyjął. Kangurzyca właśnie dostała w ramię strzykawkę nowego draga od Tygera, więc wściekle się szamotając myślała, że to Prosiaczek ją jebie (Pomimo małego wzrostu, stosunek wielkości jego głowy do żołędzi to nie więcej niż 2:1).
– Już. – odparł po „skończonym dziele”.
– Co już? Powtórzyć czynność. – zarządził Królik.
– Ile razy? – spytał płaczliwie Krzyś.
– Aż do osiągnięcia pożądanego efektu zwanego orgazmem u obu stron. – złożył klarowną odpowiedź Królik.
– No daaalej! Jebaj mnie, ty świnio! – domagała się Kangurzyca na tripie.
– Widzisz? Ona chce, żebyś ją piłował. No, dalej, do roboty! – uciął Królik zdawkowym tonem.
– Ach… no cóż, jeśli muszę… – Odparł z bólem w duszy Krzyś i zaczął grzebać swoim maleńkim peniskiem w otworze Kangurzycy. Jęczał przy tym jak syrena, co przysporzyło wszystkim wiele śmiechu.
– Wiesz co, Królik? Nigdy bym nie przypuszczał, żeby nasz mały Krzysio przy zdrowych zmysłach jebał Kangurzycę.
– No. Mię to też zajebiście dziwi. – skwitował Królik z wiejskim akcentem. Krzyś po przymusowym zaspokojeniu Kangurzycy był szczęśliwy, że już może sobie iść.
– Obywatel Krzyś? – Zagadał po wojskowemu Królik.
– TAK JEST PANIE KAPITANIE? – Odpowiedział Krzysio. – Jam jest Marcelino Chleb i Wino, Rycerz Niepokalanej! Melduję się!
– CHAHAAHAHAHAHAAAAA! AAAAAA! OOOOJAPIERDOLE… – Królik prawie się zakrztusił słysząc ten tekst. Reszta nie była lepsza.
– Co was tak śmieszy? I W OGÓLE TO CHCĘ DO MAMY!
– Hahahaha… Marcelino Tanie Wino! Haahahahahahahaaa! No nic, dobra, teraz przed tobą OSTATNI test… – oznajmił Królik w świetnym humorze.
– CO? Jeszcze jeden? NIEEEEEEEEEE CHCEEEEEĘ! PROOOSZEEĘ! LITOŚCIII! ŁAAAAAAAA!
– Nie lamentuj, tylko dawaj sobie w żyłę to coś fioletowe, bo inaczej Prosiaczek zrobi z ciebie kilkadziesiąt jebanych kawałeczków! – ponaglał Kubuś wyraźnie rozbawiony.
– No dooobra – rzekł Krzyś i zadał sobie pół strzykawki, a po chwili padł na ziemię bez słowa.
– Hej, dupek, DUPEK, obudź się, pobudka! – Tygrysek podjął próbę obudzenia Krzysia, ale chyba sam nie wierzył, że to poskutkuje.
– Co mu jest? – Pytał Puchatek.
– Chuj wie… On się pewnie po prostu nie nadaje do ćpania… – podsumował Kłapouchy. – I do nawrócenia na naszą drogę niestety też. ZUPEŁNIE NIE!!! – w rytm tych ostatnich słów kopnął bezwładne ciało w nerę.
– Spierdalać mi z drogi, kurwa, doktor zapierdala, wypieprzać mi… – Wkroczył do akcji Pan Sowa – Ja wam mówię, że zaraz go zbadam i wam powiem, co mu jest…<<BADA>> …Więc już wszystko wiem, ale tak prymitywne umysły jak wasze tego nie zakumają…
– Kurrrwa, MÓW, bo ci zajebę kulkę z Railguna, skurwielu jebany… – warknął swoim tonem „vel Mafioso” ożywiony Prosiaczek, w wybuchu agresywnej irytacji tym jebanym mądraliństwem.
– No dobra, mówię… Więc narkotyk zaburzył jego układ immunologiczny, co spowodowało chwilową asfyksjację połączoną z metafizycznym zaburzeniem molekularnym regionów abdominalno-fallicznych. Krzyś obudzi się za jakieś 20 minut. Lepiej niech go ktoś zabierze do domu i ułoży w łóżeczku, to wtedy pomyśli, że cały czas spał. Jest siódma rano. – zrobił wykład Pan Sowa – Cała zajebista akcyja zaledwie cztery godziny nam zabrała, teraz każdy mądry pójdzie jeszcze spać.
– Aha, to wypierdolcie mi stąd tego jebanego Katechezę, bo zaraz komuś pierdolnę, rozchodzimy się do domów i lulu. – dał do zrozumienia reszcie Królik i przedwcześnie rozpoczęty dzień dla naszej brygady zakończył się na kilka następnych godzin, gdyż poszli spać i zasnęli jak zabici.
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: