Część 6: Back To School/Job For a Gangster

Styczeń 9, 2010

Minęły dwa tygodnie od czasu konkursu Q3A zwyciężonego przez Prosiaczka. Przyniesione przez niego zapasy najdroższych alkoholi świata nie zostały o dziwo rozpierdolone, gdyż nasi brutale czuli przed nimi pewien stopień respektu. A co do tu i teraz, to chłopaki leżeli sobie w piątkę napierdoleni w Kubusiowym domku. Godzina była zajebiście wczesna, ale Kłapouchy obudził się – pęcherz zajebiście go męczył i musiał mu ulżyć.
– Łokurwa… Łooojezusss!!!! – wysapał, gdy znalazł się nad klopem. Piekący mocz z trudem przeciskał się przez jego cewkę, osioł napierdolił się zeszłej nocy na dziewięć promili spirytem Polmos. – Aaaahhhaaaahhhaa… O matko! Ale piecze skurwiel! Mógłbym kurwa zachować ten mocz, pewnie jest tak mocny, jak wódka!
Po długiej chwili udało mu się skończyć, kurwa jego mać mikcji proces żmudny, więc chwiejnym krokiem podążył do pokoju gościnnego, w którym pozostała trójka zwyrodnialców leżała nieprzytomna po ostatniej libacji (Prosiaczek oczywiście wiedział, kiedy skończyć i polazł do domu). Niestety, biedny osioł poślizgnął się na poplamionej wodą terakocie kubusiowej łazienki i wyrżnął plerami.
– KURWAA!!! – wyrwał z siebie donośnym rykiem.
– KURWAA!!! – zawtórowali mu Tyger, Królik i Kubuś.
– W chuja se lecisz, ty jebany ośle? Do reszty już ci sie pojebało w tej jebanej pale? – opierdolił go Królik zrzędliwym skrzeczeniem.
– Ałaaa… – Kłapek z trudem podniósł dupę z podłogi rozmasowując kość ogonową. – No chuj się drzesz, ty jebany zającu! Dość mnie już plery napierdalają to jeszcze…
– KURWA NIE JESTEM ZAJĄCEM, TY POKURWIU!!! – odparł grzecznie Marheva. – Hej, chłopaki! Chodźcie najebiemy temu skurwiałemu osłu! Spałem, do kurwy nędzy!
– Hyaaaaaa… – ziewnął Puchat. – Pierdol się, Króliku. Nie mam siły…
– Chuj ci w dupę. – dodał Tyger.
– Nie, to kurwa nie! Banda głupich chujów! – po tych słowach Królik wybył z domku Kubusia trzaskając drzwiami.
– A jemu co się, kurwa, stało? – zdziwił się Tyger. – Co on taki wpieniony?
– A jak, kurwa myślisz? – Kubuś znał odpowiedź. – Po prostu źle znosi kaca! Wyjebał wczoraj więcej ode mnie!
– Taaa… tylko co teraz? Jestem rozbudzony tak, że już kurwa nie zasnę. – Kłapek wciąż trzymał rękę na bolącej kości ogonowej.
– No a kto tu myśli o spaniu!? Yhyahyahyahyaaa!!! – Tyger zupełnie otrząsnął się z letargu i zaczął brykać na ogonie rozpierdalając resztki izby.
– Hej… A może pójdziemy do szkoły? – zasugerował Puchat, a na jego twarzy zagościł okrutny uśmiech.
– Racja… Zajebiemy paru nauczycieli! – Kłapek dziwnie się ożywił. – Znajdujemy Królika i Prosiaka, zabieramy narzędzia i lecimy! Mamy jeszcze czas, zdążymy na pierwszą lekcję!
– ŁAJAAAK! – zgodziła się reszta i zaczęli czynić przygotowania. Przeprowadzili szybką, otrzeźwiającą toaletę, zabrali oprócz zwyczajowego swego wyposażenia każdy po Gauntlecie i Blasterze i odziali się ciepło, gdyż poranek był chłodny i ogólnie nieprzyjemny. Królika znaleźli u Prosiaczka, jak grali pojedynek w Q3A. Walka była w miarę wyrównana, do chwili, gdy Prosiaczek wyszedł otworzyć. Wtedy Królik postanowił zrobić mu kawał i nabił mu siedem fragów, gdy Prosiaczka nie było przy kompie. Gdy mały wrócił, tak się wkurwił, że rozjebał Królika w przeciągu następnych dwóch minut, więc oni również, wyposażywszy się uprzednio, mogli wyjść do szkoły.

Nie spieszyło im się zbytnio, dlatego na pierwszą lekcję spóźnili się dziesięć minut. Była to przyroda.
– Dzień dobry państwu – przywitali się z klasą, a Tyger jako ostatni zamknął za sobą drzwi aż szyby zadzwoniły w oknach)
– Co to ma znaczyć? A gdzie „przepraszam za spóźnienie”? – spytała ostro nauczycielka.
– A pierdol się ty lafiryndo w mordę pierdolona! – odparł Kubuś. – Ty się lepiej ciesz, że w ogóle przyszliśmy do szkoły!
– Jak wy się odzywacie?! Co wy robicie! Do kąta! Już!! – belferka straciła zupełnie nerwy.
– Ssij mi laskę, kurwo. – odparł Kłapouchy, po czym razem z Puchatem podeszli do pierwszej ławki w środkowym rzędzie i wyciągnęli z niej za włosy dwie kujonice, a ich rzeczy cisnęli na drugi koniec klasy.
– No co? Chłopaki przygotowują nam miejsce! – wyjaśnił Królik nauczycielce, która nie wierzyła własnym oczom. Tyger wyrwał krzesła spod tyłków jeszcze trzem czwartoklasistom, po czym przystawił je do pustej ławki pośrodku i nasza piątka mogła się w niej rozjebać. Zaległa cisza.
– Sprawdzam obecność… – odezwała się w końcu belferka łamiącym się głosem.
– Ja pierdolę, nie widzi jebana pizda, że wszyscy są? – odezwał się głośno Kłapek.
– Brak dupczenia powoduje problemy z oczami! – rzucił Prosiaczek, a nasza piątka roześmiała się sprośnie.
– Ehm, ehm. A więc może przystąpimy do odczytania pracy domowej… – pisnęła przerażona nauczycielka, widząc, że Tyger wyciągnął karafkę z Ziołówką.
– Hej! Zaraz! – Kłapek zerwał się na równe nogi. – Temu chłopcu osa zapierdala po głowie!
– ŁAAAAA!!!! – rozległ się ogólny wrzask, gdyż jak kurwa wiadomo, dzieci boją się os.
– Nie ruszaj się! Zajebę ją! – zapewnił Kłapek, a chłopiec usłuchał. Wszystkie dzieci w klasie miały już głowy pod ławkami, tylko nauczycielka i nasza brygada wpatrywała się, kurwa, w scenę (Królik nieco niemrawo, gdyż dzielił skurwiel z dziećmi nienawiść do os). Wtedy Kłapek wyjął Chainsawa, uruchomił….
– Nieeeee!!! <<WRRR WRRRRRR>> – Piła zagłębiła się w czaszkę chłopca, a osa wyleciała przez okno.
– Ale fajna zabawa! Hej-hoo! – ryknął osioł na cały głos, po czym wydobył ostrze z chłopca i zajął swoje miejsce. Krew tryskała z całej długości  rozcięcia, biegnącego od czubka głowy do pasa dziecka. – No to może wrócimy do pracy domowej, proszę pani? C-co? Spierdalaj, nie pójdziesz do dyrektora, ty kurwo!
Na ten komunikat Tyger zareagował najprędzej ze wszystkich, a objawiło się to w taki sposób, że wystrzelił z blastera nauczycielce prosto w szyję. Przewróciła się i znieruchomiała.
– Yhyahyahayhyahyahya! Trafiony! – podniecił się Prążkowany. – W chuj ze mnie wyjebisty rewolwerowiec! Na tym dzikim jebanym zachodzie nikt by mnie nie wyruchał!
– Fakt kurwa… skromniejszy mógłbyś chuju niemyty być, ale refleks masz niezły, kurwa twoja mać… – przyznał Kubuś. – Już stara raszpla była w progu!
– Hyahyahya! No ba! Jam jest Tyger z Refleksem!
– Ale kretyński tekst… – skwitował Prosiak. Nauczycielka leżała martwa na posadzce ze stopionym rdzeniem kręgowym (i resztą zawartości szyi), ale dzieci były zbyt przerażone, by ruszyć się choć na centymetr. Nasza piątka poszeptała między sobą przez chwilę, by wpaść na genialny pomysł.
– Ehm, ehm. – zagrzmiał Kłapek swym basem, podnosząc tłuste dupsko. Pokierował się na środek klasy. – Fakt, że ta pierdolona kurwa, to jest… oczywiście nasza pani… nie żyje, nie oznacza wcale, że lekcja nie może się odbyć. – stwierdził. – Osobiście poprowadzę resztę tej lekcji.  – Te słowa przywitała cisza. Kłapek zasiadł przy biurku i odczytał listę obecności. Wszyscy obecni bezzwłocznie się do tego przyznali. Jeden tylko chłopiec, ostatni na liście, był zbyt gapowaty i przeoczył swoje nazwisko.
– ŻWĘDZIŃSKI, KURWA TWOJA MAĆ!!! – ryknął Kłapek.
– JEBAJ GO! JEBAJ GO! – skandowała czwórka rozjebana w ławce. Kłapkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać.
– Obec… – chłopiec przypomniał sobie, ale nieco poniewczasie, gdyż Kłapek odstrzelił mu ryj Super Shotgunem.
– Na moich lekcjach nie toleruję nieuwagi! – zagrzmiał osioł, a czas wypowiadania tych słów w zupełności wystarczył mu na załadowanie obrzyna ponownie.
– Kłapek! Spytaj mnie! Kurwa, nauczyłem się na dzisiaj! – zaskomlał Kubuś.
– Wpierdalaj się na środek. – Kłapek wyszczerzył zęby. Puchat wygramolił się spomiędzy Tygera, Królika i Prosiaczka, którzy rozłożyli się w ławce jak w barze i właśnie popijali Ziołówkę. – Dobra, Puchat. Zadam ci pięć pytań, jeśli odpowiesz dobrze na wszystkie, dostaniesz… dwie szóstki. – w tej chwili wybuchł gwar niepocieszonych uczniów – dwie szóstki za odpowiedź było dla nich szczytem marzeń – ale zamilkli natychmiast, gdy ujrzeli wzrok Kłapka. Na dodatek jego strzelba leżała na wierzchu biurka tak, żeby dzieci widziały ją jak najlepiej.
– Dobra, Puchat. Pytanie numer jeden: Czy jesteś pierdolonym fajfusem?
– Jak skurwysyn! – przyznał wesoło Kubuś.
– Drugie: Ile kosztuje wino Portos w twoim ulubionym monopolu na Bielanach?
– 5.40.
– Trzecie: W ile czasu jesteś w stanie się zmasturbować?
– W 17 sekund.
– Czwarte: Jak ma na imię ten mały, różowy?
– Prosiaczek.
– Piąte: Co się dzieje, jak koleś zaćpa herę w połączeniu z koką?
– Tak zwana „szybka piłka”. Często powoduje śmierć.
– Brawo. Odpowiedziałeś prawidłowo na wszystkie pięć pytań. Masz dwie szóstki. – Kłapek zaznaczył misiowi oceny w dzienniku. – I wstawię też sobie, za to, że zadałem pytania. I Tygerowi, Królikowi i Prosiaczkowi za to, że nam nie przeszkadzali.
Dzieci podniosły zgodny, zbulwersowany okrzyk protestu wobec tej jawnej niesprawiedliwości.
– A wszyscy inni – ciągnął Kłapek – dostają po trzy jedynki. Na czerwono. A jeśli któryś się odezwie, czeka was wszystkich śmierć! Tak!
– Ja jebę, gościu ma gadane… – szepnął Królik.
– No. – przyznał tępo Kubuś.
– A teraz otwierać zeszyty. – zagrzmiał Kłapek, a dzieci nie śmiały nie usłuchać. – Zapisać temat: Gwałty analne na koleżankach z klasy.
Przez całą salę przetoczył się zduszony krzyk przerażonych dzieci.
– Pierwsze, co macie zrobić to podzielić się. Wszyscy chłopcy na prawo, a dziewczęta na lewo. – powiedział Kłapouchy tonem, który w jego przekonaniu miał być łagodny i zachęcający. Dzieci zrobiły to, ale wyłącznie ze strachu.
– Hehehehe… Kłapek, jesteś genialnym nauczycielem! Kurwa, w mordę, ożeż ja pierdolę! – stwierdził Tygrysek.
– Stary! – szepnął do niego Królik. – Kłapek jest najzajebistszym gwałcicielem pod słońcem! Kiedyś jak piliśmy we dwójkę to mi się zwierzył, że zgwałcił 478 jebanych kobiet w jeden dzień! I to w BIAŁY dzień!
–  O kurwa! Myślicie, że nie blefował? – wtrącił swoje Kubuś.  Chłopaki we czwórkę zajmujący pierwszą ławkę mieli przednią zabawę obserwując przerażenie części dziecięcej.
– Nie blefowałem. I zaraz wam to kurwa jego mać udowodnię. –  rzekł do nich Kłapek. – Dzieci, uwaga! Dziewczynek nie tykam, ale mogę wam zademonstrować pierwsze trzy kroki profesjonalnego gwałtu. Po pierwsze: przyjebać lasce z prawej! Kurwa, szybko! – Żaden z chłopców nie kwapił się za bardzo, toteż Kłapek odstrzelił łeb pierwszemu z brzegu. To poskutkowało. Chłopcy zaczęli uwijać się jak w ukropie, ażeby jak najskuteczniej wyjebać koleżankom. Ilość chłopców i dziewcząt była wyrównana dzieki interwencji „belfra”, więc ćwiczenia mogły rozpocząć się bez przeszkód i już po chwili każda z dziewczynek leżała na ziemi zwijając się z bólu.
– Krok drugi: rozebrać! – ryknął Kłapek. Pozostała czwórka dopingowała dzieci dzikimi wrzaskami.  – Krok trzeci: przeruchać! Byle szybko i boleśnie!!! Hahahahaha!!!
– Ja cież pierdole, ale ubaw! – Kubuś nie wytrzymywał ze śmiechu patrząc, jak pod groźbą strzelby chłopcy próbują robić koleżankom dobrze.
Nagle zadzwonił dzwonek.
– W porządku, dzieci! Koniec lekcji, jesteście wolni! – oznajmił Kłapek dziarskim tonem, wymachując strzelbą nad głową. Dzieci czym prędzej ubrały się i zaczęły opusczać klasę.
– Hehehe… ja jebę, niezła ta lekcja była! Nie ma chuja we wsi! – stwierdził Królik, wyraźnie bardzo zadowolony.
– Nu baa. Nie na darmo się skończyło kurs pedagogiki za komuny, no nie? – Kłapek zszedł z podestu nauczycielskiego i dołączył do reszty brygady. – Co teraz mamy?
– Ja pierdolę, chyba religię! – zauważył Tyger. – Ale będą jajca! Yhyah!
Cała piątka wyszła na korytarz, Tyger ostentacyjnie ładował sobie Ziołówkę, Prosiaczek polerował Raila, Kłapek celował strzelbą w każdego przechodzącego ucznia lub nauczyciela, a Puchat z Królikiem darli mordy w rytm jakiejś punkowej sieki.  Gdy zadzwonił dzwonek, po prostu weszli do sali z resztą klasy. Każdy wiedział gdzie i jak chcą się rozlokować, więc omijali środkowy rząd szerokim łukiem.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! – przywitała się katechetka.
– CHUJ CI W DUPĘ, KURWO! – odparła recytując nasza piątka, przekrzykując zwyczajową odpowiedź reszty klasy.
– Kogo my tu mamy… – natychmiast zwróciła na nich uwagę katechetka. – Puchatek, Królik, Kłapouchy, Tygrys i Prosiaczek.
– Bardzo nam miło, hehe! – odrzekł przyjaźnie Kubuś.
– Witamy Mirosławę Żgełkę, czyli Tę, Która Ma Przejebane! – dodał rozbawiony Królik.
– KRÓLIK! – zagrzmiała Żgełka. – Kulturalnie do nauczycielki! Napiszesz mi pięćset razy na tablicy „Będę kulturalnie zwracał się do nauczycielki!”
– Ta, a ty pięścet razy pocałujesz mnie w dupę! – odparł Królik, wypinając poślady. Nawet dzieci się roześmiały. – Potem możesz jeszcze z dwieście razy mi jebnąć drąga, jak masz ochotę.
– Najświętsza panienko, daj mi siłę! – wymamrotała pod nosem Katechetka, po czym zebrała się w sobie i postarała się kontynuować prowadzenie normalnej lekcji. – Kochane dzieci… jak wiecie nasz ukochany papież, Jan Paweł II, niedawno wyszedł ze szpitala, tak więc pomódlmy się…
– Hahahaha! A jak pani myśli, kto go tam wysłał? – spytał Tyger, mając nadzieję, że zabrzmi to retorycznie.
– Pewnie jacyś terroryści! Widziałam wszystko w telewizji. To było straszne!
– No to ja pani powiem, że my to zrobiliśmy! Własno-kurwa-ręcznie! – dokończył niezmiernie dumnym tonem Kubuś.
– Jak to? Czy ty się dobrze czujesz, Puchatek? – relica nie wierzyła własnym uszom. – Przecież to nasz Papież!
– I chuj! Tak pierdoli w telewizorze, że uszy od tego bolą! Musieliśmy zrobić z nim porządek! – wypalił Królik w porywie gniewu w słusznej sprawie. Reszta bohaterów dała im wtór gniewnymi okrzykami.
– Czy wy zdajecie sobie sprawę, z jakich rzeczy w tej chwili kpicie? – odwarknęła wyraźnie już zafrontowana Żgełka.
– Hej, panowie, ta idiotka nam chyba nie wierzy! – skomentował Królik. – Udowodnimy jej, co? – tu zwrócił się do Żgełki – Czy mówi pani coś „kula grzesznej zieleni”?
– Przecież to te zielone kule zagłady, które przyczyniły się do tej masakry na placu!
– Dokładnie! – pociągnął Kubuś. Po chwili wyjął sobie spod kubraczka BFG i wymierzył w Żgełkę.
– DO DYREKTORA! JUŻ! – Katolica nie wytrzymała, podeszła do drzwi, otworzyła i wyszła, rzucając „za mną!”
– No to co, idziemy, co nie? Mogą być jaja! – mruknął rozbawiony Prosiaczek, po czym wstał, a reszta za nim.
Dogonili nauczycielkę na korytarzu.
– Zdaje sobie pani sprawę, że ma pani przejebane? – spytał ją retorycznie Królik.
– No, usramy panią na dobre! – dorzucił Kłapouchy.
– Ani słowa, degeneraci! – odparła tylko, nie mówiąc już nic aż do samego gabinetu dyra.
Po chwili znaleźli się już w środku.
– Witaj, Mirko… – powitał ją dyrektor, wyglądający na nieco zajętego. – Pośpiesz się proszę, za chwilę mamy mieć gości z rodziny Radia Maryja…
– Zajebiście. – westchnął wkurwiony Królik.
– Przepraszam, czy coś mówiłeś? – dyrektor surowo zmierzył Królika spojrzeniem.
– Nie no skąd, co pan! – odparł Marheva pozorując niewinne zdziwienie.
– To dobrze. A teraz, Mirko, powiedz mi, co cię tu sprowadza.
– Otóż ta piątka DEGENERATÓW… – zaczęła Żgełka, już na wstępie porządnie wzburzona.
– Nie no, ja sobie wypraszam! To poważna obelga! – obruszył się Kubuś.
– Kontynuuj proszę. – rzucił Dyro, lekko znudzonym tonem.
– Piją alkohol na lekcji, przeklinają, obrażają Papieża… – recytowała katechetka bez zastanowienia.
– Taa, i jeszcze co? Może utrzymują, że sami go wysłali do szpitala? – podpuścił ją Królik.
– Dokładnie! Dokładnie tak mówili! – podchwyciła od razu.
– Mirko, czy jesteś pewna? – dyrektor zaczął się jej przyglądać jakoś tak, kurwa, uważniej.
– Jestem zupełnie pewna! – odparła, nie mogąc znieść tego, że ktoś podaje jej relację w wątpliwość.
– Yhyahyahya! głupia su… – zaczął Tygrysek, jednak Kłapouchy przydepnął mu łapę twardym kopytem, przez co ten natychmiast umilkł i zaczął jęczeć z bólu.
– Pewnie pani profesor za chwilę panu jeszcze powie, że masturbujemy się pod ławkami, hehehehehe! – rzucił Kubuś, co cała piątka poparła śmiechem.
– Niech pan dyrektor uwierzy, to też miało miejsce! – zarzekała się Żgełka.
– Sam pan widzi! – przejął inicjatywę Królik. – Osobiście uważam, że ta pani ma problemy z oddzieleniem rzeczywistości od scen wyobrażonych. – reszta poparła to skinieniem głów. Dyrektor przypatrzył się im nieco uważniej, po czym spojrzał się na kurwa katechetkę, całą roztrzęsioną i spoconą. W końcu przemówił:
– Proszę, wybaczcie mi, chłopcy. To już nie pierwszy raz, gdy pani Żgełka zmyśla niestworzone sytuacje. – rzekł nieco stroskanym tonem. – Przyjąłem ją warunkowo, gdyż nigdzie nie mogła znaleźć roboty. Wiecie, taki akt łaski..
– Co pan dyrektor opowiada!? – Żgełka oblała się zimnym potem.
– Tak, Mirko. Ale teraz obawiam się, że miarka się przebrała. Jesteś zwolniona.
– Ale oni naprawdę… muszą zostać ukarani!
– Każę wychowawczyni ich klasy wpisać im po 25 punktów karnych, to będzie za całokształt. – dyrektor uśmiechnął się nieco szelmowsko acz dobrotliwie.
– Kurważ mać, to nam odpo… – zaczął Tygrysek, ale znów poczuł kopyto Kłapouchego. Skurwiel miał talent do uciszania ludzi.
– To wszystko, możecie państwo iść. – zakończył audiencję dyrektor. – TAK, dostaniesz należną odprawę, Mirko! Do widzenia!
Nasza piątka zawadiaków ukłoniła się z gracją dyrektorowi, po czym wraz z roztrzęsioną kurwa katechetką, opuściła gabinet kurwa dyrektora. Kłapouchy jednak nagle zawrócił, jakby sobie o czymś przypomniał.
– A ten co znowu, kurwa… – Królik tracił nerwy. Tylko otworzył drzwi gabinetu dyrektora.
– Bóg ze mną, chuj z tobą! – ryknął, po czym oddał strzał ze swej wiernej fuzji w kierunku głowy dyrektora. Po wszystkim zamknął drzwi. Korytarz był opustoszały, więc prawdopodobnie nikt nic kurwa nie usłyszał.
– Ty chuju! Przecież on był porządny gościu ten dyrektor! – wybuchnął Prosiaczek. – Na chuj żeś go rozjebał? No na chuj?!
– A tak, dla hecy. – odparł Kłapek i wyszczerzył zęby, w międzyczasie przeładowując strzelbę.
– Matko przenajświętsza! – Mirosława Ż. cała zbladła.
– Sama pani widzi… – podsumował Królik z miną wszystkowiedzącego. – W każdej chwili może to czekać panią!
– Jacha! Z nami się kurwa nie zadziera, bo wtedy ma się przejebane, yhyahya! – dodał Tyger. – Przyjemnego szukania nowej pracy!
– Hasta la vista, babe! – odparła chórem cała piątka, po czym oddzieliła się od wracającej do klasy katechetki i spierdoliła przez okno. Oto, jak skończył się ten obfitujący w emocje dzień w szkole.

***

Wesoło zataczając się w okolice Stumilowego Lasu, Tygrys, Kubuś i Kłapek wyśpiewywali jakieś sprośne hymny, zaś Królik i Prosiak oglądali się dookoła nieco strapieni, jakby bali się, że ktoś zadzwoni po psy. Gdy oczom ich ukazała się główna polana lasu, nagle wpadli w osłupienie.
– Ty, kurwa, kto to jest?! – natychmiast zauważył Królik. Po polanie kręcił się jakiś ćwok cały ubrany na czarno. Taki, od którego wiało czymś podejrzanym na kilometr. Albo i kurwa dwa.
– To pewnie pies pod przykrywką! – wywiódł Kłapek, a oczy nabiegły mu krwią. – Skurwiela trzeba złapać i wypytać!
Jak postanowili, tak i uczynili.
– Ty, chuju! – Kubuś przywitał nieznajomego silnym szturchnięciem. – Gadaj, kto cię nasłał!
– Nic nie powiem! Spierdalaj! – odparł gościu, jednak od razu oblał się zimnym potem i zaczął się trząść.
– Kolo jest mięciutki, zaraz wszystko z niego wyciągniemy! – zauważył radośnie Tygrysek.
– Łapajta go. – zarządził sucho Królik.
Jakby się facet nie wyrywał, przeciwko wspólnym uściskom Królika i Tygera gówno mógł zrobić. Kłapouchy delikatnie zasugerował, by zabrać go do jego domku. Królik nie miał pojęcia na chuj, podobnie jak i reszta, jednak osioł nalegał. Po dwóch minutkach dziarskiej drogi byli już na miejscu.
– Wybaczcie, chłopaki, że wcześniej wam nie pokazywałem, ale nie było okazji! – burknął osioł podchodząc do jednej z półek w salonie. Odstawił stojący na niej zadbany i kolorowy kwiatek.
– Skurwiel chyba za dużo się Leona naoglądał… – zauważył Prosiaczek. Tymczasem wskutek jakiejś niedostrzeżonej czynności wykonanej przez Kłapka, podłoga zaczęła się rozstępować, by po chwili odsłonić kurwa tunel.
– Ja jebę… ukryty pokój? – zmiarkował Kubuś, a na jego nieskalanej myślą twarzy pojawił się bolesny grymas zdziwienia.
– Idziemy. – gospodarz zachęcił wszystkich machnięciem ręki, po czym sam udał się w ciemność korytarza.
Prowadził on do sporego, dobrze oświetlonego pokoju, przypominającego nieco salę operacyjną. Nad stołem wisiała ogromna piła tarczowa, nie brakowało też różnorakich narzędzi typu haki, noże i piły.
– Oto moja osobista komnata tortur! – rzekł Kłapek epatując dumą. – Skurwiela na stół!
Tyger i Królik bez zbędnych delikatności jebnęli szpiegiem o stół. Natychmiast oplotły go elastyczne pasy, unieruchamiające całe jego ciało.
– Pytanie numer jeden, chuju! – ryknął Kłapek, wyciągając Blaster. – Kto cię nasłał!?
– Chuj ci w dupę! – odparł szpieg z obrzydzeniem.
– Zła odpowiedź… – mruknął pod nosem Królik. Istotnie – Kłapouchy wystrzelił z pistoletu energetycznego prosto w jądra faceta. Rozległ się przerażający, agonizujący wręcz, kurwa, wrzask.
– Powtarzam pytanie. – powiedział spokojnie mistrz tortur. Facet na stole wiedział już pewnie, że dzieci mieć nie będzie (choć chuj go tam wie, może jeszcze się łudził). W każdym razie skomlał cicho, jak chłopiec, który uspokaja się po wpierdolu od taty.
– Moim szefem jest Alfons… Różowochuji. – wydusił w końcu z siebie.
– BUAHAHAAHAHAHAHAHA!!! – wszsycy zgodnie wybuchli śmiechem.
– Ja jebę, i koleś żyje tyle lat z takim nazwiskiem? – Tyger krztusił się ze śmiechu.
– On… już kiedyś zmienił nazwisko! – kontynuował szpieg.
– Ja jebę, to musiał się wcześniej dopiero nazywać! – Królikowi opadła szczena. – Już się boję domyślać, jak!
– Radziwiłł. – odparł torturowany.
– No to mamy klasyczny przypadek obłędu. – wywiódł roztropnie Prosiaczek i skwitował to westchnieniem.
– Kim jest ten cały Różowochuji? – przejął Kubuś.
– Chuj was to kurwa obchodzi! – odburknął nieszczęśnik.
<<PZIUU>>
Kolejny szaleńczy wrzask. Nie wiem, czy facet zdawał sobie z tego sprawę, ale już nigdy się nie wysra.
– Gadaj, bo inaczej przerobię cię na ścięte białko! – Kłapek dość przekonująco pogroził mu Blasterem.
– Dobra, powiem wam wszystko… Alfons Różowochuji to jeden z bossów wrocławskiej mafii, działający z ukrycia. W wiadomościach o nim nie usłyszycie…
– Po co cię tu przysłał? – przeszedł do rzeczy Królik.
– Słyszał o was dużo dobrego, i wysłał mnie, bym odkrył sekrety waszej siły i powodzenia. – odparł szpieg, ogarnięty jakimś fanatycznym uniesieniem.
– Kurwa, on naprawdę lubi tego swojego szefa, yhyahya! – zauważył Tygrysek. – chyba było jakieś robienie laski po godzinach.
– Skurwiel… nie wie, że naszych sekretów po prostu nie da się odgadnąć! – Kłapouchego ogarniało silne wkurwienie. Wymierzył w krocze delikwenta kolejne dwa strzały. Facet próbował zwijać się z bólu, jednak pasy trzymające go skutecznie mu to, kurwa, uniemożliwiały. Jego podbrzusze było już stopione. Kłapouchy podszedł do niego, wsadził mu rękę do prawej kieszeni w spodniach i  wyciągnął wizytówkę.
– Zajebiście, tak jak się spodziewałem! – skomentował to Królik. – Idiota nosi przy sobie namiary siedziby swojego szefa. Chyba faktycznie tylko robienie pały jest tu na rzeczy.
– Nieszczęśniku. – zagrzmiał Kłapek. – Wiem już wszystko, co chciałem. Skończyłem z tobą!
– A więc… jestem wolny? – torturowany ożywił się.
– Prędzej mi siusiak uschnie niż Kłapek go teraz wypuści! – szepnął Kubuś do Tygera.
– No a jak, kurwa, też mi się takowo wydaje! – odparł Tygrysek, swą nieco nieuporządkowaną składnią.
Kłapouchy nacisnął jeden z guzików przy konsoli obsługującej stół. Po chwili stół wraz z „pacjentem” podniósł się do góry na dwóch wysięgnikach, a pod nim rozwarła się podłoga, ukazując serię wirujących ostrzy.
– Ja pierdolę, co to jest? – podekscytował się Kubuś. W życiu nie widział czegoś tak zajebistego.
– To mój likwidator zwłok. – Kłapek wyszczerzył zęby. – Przepuści się kolesia przez to, to zostanie z niego nawóz.
– Co? Nie, ja nieeee! Proszę! ŁAAAAA!!! – darł się więzień. Dobrze wiedział, że był po uszy w tak wielkim gównie, że to prawie niewyobrażalne. Stół obrócił się do góry nogami. Biedny więzień widział na własne oczy swój los. Po chwili pasy cofnęły się, a biedak wpadł do dziury. Podłoga natychmiast się zamknęła, a stół wrócił na swoje miejsce. Nawet nie było słychać krzyków faceta.
– No no no, kurwa! Zajebiaszczo sprytnie! – pochwalił Królik. – Nigdy nie znajdą zwłok, bo nie pomyślą, by szukać u kogoś pod domem! I to na tym zadupiu!
– Słuchajcie, panowie. Ten cały Różowochuji może się nam przydać! – zabrał nagle głos Prosiaczek. – Wiecie no, robota!
– Ty, ten mały, łysy skurwiel mądrze pierdoli! – przyznał Kubuś, drapiąc się pod majtkami. – Możemy trochę grosza zarobić!
Nie zwlekając ani chwili, nasza piątka tylko wziąwszy po prysznicu, udali się pod adres podany na wizytówce eks-szpiega. Budynek znajdował się na samym obrzeżu Wrocławia, a po drugiej stronie Stumilowego Lasu, więc nie mogli poradzić na piechotę (co skończyło się śmiercią dwóch kanarów wrocławskiego MPK). Okazało się, że siedziba pozuje na przychodnię zdrowia.
– Dzień dobry. – przywitał Królik panią doktor. – My do szefa. Bardzo pilne sprawy.
– Aha. Proszę chwilę zaczekać… – doktorka wykonała telefon. – Szef prosi, by się państwo przedstawili.
– Niech mu pani powie, że przyszła „Piątka Zagłady”. On będzie wiedział, o kogo chodzi. – odparł Królik, okazując oznaki niecierpliwości.
– Szef zaprasza. – powiedziała po chwili doktorka. Wystukała jakiś kod na swym telefonie, a po chwili otworzyła się ściana i ukazała się winda. – Nie muszą panowie nic naciskać, samo zawiezie…
Tak więc cała piątka wpakowała się do windy, Tygrysek wchodził ostatni i rzucił doktorce na odchodne „a mi, słonko, dasz swój numer telefonu!”. Po niedługim czasie winda dojechała, a oni sami znaleźli się w długim korytarzu, pełnym łysych, wytatuowanych karków w czarnych ciuchach.
– Skurwiel szycha. – zauważył Kubuś. Nikt nie kwapił się by wskazać im drogę, więc sami kontynuowali na wprost. I jak się kurwa okazało – słusznie. Doszli do wielkiej sali, na końcu której siedział za biurkiem facet, będący zapewne Różowochujim. Obstawa w tej sali liczyła co najmniej dwudziestu pakerów, przez co naszej brygadzie zrobiło się nieco mniej raźnie.
– Witam, witam szanownych gości! – przemówił dobrotliwie Alfons. Mówił z ruskim akcentem, pewnie narobił interesów z Kacapami. – Cóż was do mnie sprowadza?
– Eeee… tego. – Kubuś wyszedł naprzód, by zabrać głos, ale Królik zepchnął go z powrotem na tył i sam zaczął mówić.
– Odebraliśmy pana… emisariusza. – rozpoczął. – Dzięki niemu mogliśmy pana zlokalizować. Jesteśmy do usług.
– Aaach, Stasio. Spisał się chłopak, że was tu sprowadził! – roześmiał się Różowochuji. – A gdzież on się podziewa?
– Niestety, przerobiliśmy go na nawóz. Za dużo węszył. – wyjaśnił bez ogródek Królik.
– Co? Stasia?! – wybuchnął gangster. – Nikt mi nigdy tak wiernie nie… usługiwał.. jak on! Hańba!
– Przykro nam bardzo, ale musimy strzec naszych sekretów. – zakończył Królik. Reszta poparła go zgodnym pomrukiem.
– Musicie mi za to zapłacić. – Alfons nagle zmienił dobrotliwy ton na rzeczowy i interesowny. – Ktoś z was odpracuje u mnie rok.
– Co? Spier… – już miał fuknąć Kubuś, jednak Tygrysek boleśnie szturchnął go w żebra, przez co się zamknął.
– On to zrobi! – Królik natychmiast wskazał na Prosiaczka. Reszta jak zwykle, potwierdziła jego decyzję.
– Co, dlaczego ja, kurwa?! – wybuchł Prosiaczek sepleniącym szałem.
– Hmmmm.. Ten mały może być w sam raz! – Różowochuji przyjrzał się Prosiaczkowi lubieżnie.
– Nie zgadzam… – Prosiaczek był bardzo niepocieszony (trudno mu się było dziwić), jednak Królik zasłonił mu usta ręką, po czym sam powiedział:
– Pan chwilę poczeka, przekonam kolegę!
Chłopaki wzięli się skulili i zaczęli szeptać między sobą.
– Słuchać mnie, kurwa! – rozpoczął Królik. – Ten stary zboczuch nie podoba się mnie, tak samo jak wam. Prosiaczek, wiesz, czemu wybrałem ciebie?
– Nie, kurwa! – odszepnął złowrogo Prosiaczek.
– Bo jesteś z nas najlepszym wojownikiem! Niby pójdziesz do niego na służbę, ale tak naprawdę to go rozpierdolisz po paru dniach! Lub po jednym, jak tam wolisz!
– Racja! – przytaknął entuzjastycznie Tygrysek. – I możesz nam przynieść całą jego kasę!
– Nie podoba mi się to… – zaniepokoił się Prosiaczek. Miał poważne opory.
– Nie łam się, mały! – pocieszył go Kłapek. – Dasz sobie radę. Przyjmujesz zlecenie!
– Tak, kurwa! – dokończył Kubuś. Chłopaki porzucili konspiracyjną pozę, po czym Prosiaczek dumnie wystąpił naprzód i rzekł:
– Przyjmuję tę robotę!
– Noooo! Proszę, proszę! Nie ma to jak młodzieńczy entuzjazm! – otyły gangster znów przyjrzał się Prosiaczkowi w taki sposób, że aż mu się rzygać zachciało.
– W takim razie my się już pożegnamy! – uciął Tygrys. – Mamy kilka spraw do załatwienia i tentego…
– Śpieszymy się! – dokończył za niego Kubuś.
– Zgoda. Ale jeśli jakiś pies dowie się o tym adresie, macie panowie przejebane. – zagroził boss tonem takim, że nawet oni uznali za stosowne posłuchać.
– Pewnie, ani myślimy! – zarzekł się Kłapek z dość przekonującą szczerością w głosie.
– To my już idziemy, nara Prosiaczku! – Kubuś pomachał małemu przyjacielowi (który wyglądał teraz, jakby miał się za chwilę rozpłakać), po czym ruszyli w kierunku windy. Wyszli w pokoju pani internistki (Tygerowi udało się zdobyć jej numer), po czym udali się w miasto. Zauważywszy, że przebyli w chuj kurewsko duży kawał drogi, postanowili, że nie będą się wracać bez niczego, więc urządzili napad na stację benzynową, kradnąc wszystkie najwyższe procenty, jakie zdołali unieść. Zatarłszy wszelkie ślady, powlekli się na nogach do Stumilowega Lasu, dynamicznie obalając zawartość flaszek i bijąc każdą staruszkę, która stanęła im na drodze.
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: