Część 5: The Contest of Quake

Styczeń 9, 2010

Był piękny, za(…)ajebisty marcowy wieczorek. Papież zdążył już w pełni dojść do siebie i z powrotem znalazł się w telewizji, ku nieukrywanej dezaprobacie naszej piątki. Kurwa, Kubuś, grał se kurwa, w Kłejk 3 Arena i się zachwycał, zajebistą kurwa jak na tamten czas grafiką i znanymi już z autopsji super brońmi. Zagrali se pojedynek z Prosięciem… i oczywiście ten mniejszy zwyciężył, i to 10 do zera.  Prosiak udowodnił i to bezspornie, że w pełni zasługiwał na miano Arcymistrza Railguna, gdyż w ich meczu nie chybił ani strzału. Kubuś czuł się jak jebana mrówka spierdalająca przed głodującym od tygodnia mrówkojadem. I został zjedzony dziesięć razy.
– Heej, tłuku! – odparł po wszystkim, wkurwiony – Jesteś taki dobry, że powinieneś zapierdalać do tego konkursu na najlepszego gracza w Q3A na świecie!  Startuj, stary! Mogę nawet dać ci na wpisowe ze swoich… – Kubuś grzebał w kieszeni szukając cięższej waluty, ale jedyne co wygrzebał to garść starych groszówek.
– Dzięki, nie trzeeba! Ale masz kurwa rację! Pójdę do nich i rozjebę wszystkich i zrobię Światooową!… karierę… Będę sławny! – Prosiaczek tak się już cieszył na tę chwilę, że nie pilnował języka i seplenił jak pojebany.
– Będziesz cały kąpał się w krwi i gibach wrogów! No juuż! Właź na stronę konkursu, zapłać przez VISĘ za rejestrację i zobacz kto startuje!
No i w ten zajebany sposób Prosiaczek znalazł się wśród jakichś siedmiu tysięcy graczy w Q3A z całego świata.
Po dwóch tygodniach ćwiczeń sposobów gry na nightmarze, Prosię, opracowawszy zajebiste taktyki, był już gotowy do pojedynku.
Królik nauczył go bezbłędnie przewidywać ruchy wrogów (to podstawowa sprawa dla Explosive Weapons Guru, którym Królik jednak był) – a to równało się skokowemu wzrostowi umiejętności posługiwania się każdą bronią z osobna – sama celność jest ważna przy używaniu przede wszystkim Raila, a żeby kogoś usmażyć Plazmowcem, albo sfragować Rocketterką, trzeba wiedzieć, gdzie się poruszy za chwilę. Na przykład stał se Prosiak na moście, a koło niego były dwa korytarze (to chyba było Q3DM9). Walnął rakietę w jeden zupełnie spontanicznie i sfragował kolesia. To ważna sprawa, żeby poznawać i spontanicznie walić w miejsca najbardziej uczęszczane na mapie, w których mogą być wrogowie. Nie można pozwolić sobie na zabawę, niecelność i nie powinno się campować, ponieważ to osłabia czujność w oczekiwaniu na wroga. Królik nauczył Prosiaczka wszystkiego co wiedział i co było bezcenną wiedzą. Prosiak już od dawna był ich głównym specem od sabotażu, mianowanym przez Królika, ale teraz udoskonalił się w walce otwartej (zakładając, że wiedza z gry przełoży się na rzeczywistość).
Ostateczny jego test to przejść ostatni level w Q3A, na 100 fragów z handicapem co najmniej 50 na Nightmarze. Pokonał Honored Mastera 100 do 13! Szukając jeszcze trudniejszych przeciwników, Prosiaczek odwiedził serwer najmocniejszych wymiataczy. Jak można było się spodziewać, nikt mu nie dorównał.

***

Nadszedł dzień konkursu. Warszawa. Kafejka specjalnie przygotowana na czas konkursu. Prosiaczek się wkurwił, że na Śląsku żadnych takich kafejek nie było, musiał więc przejechać samotnie w PKP dwieście kilometrów do stolicy (Pozostała czwórka nie chciała z nim jechać, ale obiecali, że uproszą sobie przepustki od id i będą go oglądać w trybie Spectator). Prosiaczek zajmował już swoje kurwa stanowisko przy kurwa komputerze z modemem 12 MB wśród około setki innych Polaków. Władował grę, włączył się na gigaserwer konkursowy i… Rozległ się pierwszy dzwonek – na eliminacje. Połowa graczy, a więc koło trzech i pół tysiąca przejdzie do następnego etapu. Spiker zapowiadał, aż w końcu powiedział: START! Pierwsza potyczka to była kaszka z mleczkiem. Zwyciężona 100 do 56 (dziewięciu przeciwników, Prosiaczek nie dostał fraga), pozostałe zdrowie 97. Zostało wyłonionych trzystu pięćdziesięciu graczy, którzy posiadali jakieś umiejętności. Prosiaczek wygrał kolejną potyczkę, tym razem dla pięciu graczy z fraglimitem 30. Bez trudu więc znalazł się w pierwszej siedemdziesiątce graczy świata. Jak można się było tego spodziewać, teraz już zaczęła się prawdziwa zabawa. W tym etapie znajdowali się już naprawdę godni przeciwnicy. Wszyscy grali dobrze Railgunem i Plasmagunem, lecz jeden się wyróżniał. Miał ksywkę Kukksy i był porównywalny nawet z Prosiaczkiem. W finale została siódemka. Pojedynki były w stylu turnieju. Każdy z każdym 10 fragów, a ten, który wygrał najwięcej potyczek, kwalifikować miał się do finału. Po sześciu spektakularnych pojedynkach wygrali ex aequo Prosiak i Kukksy, mając po pięć zwycięstw, ale na każde z nich naprawdę musieli pracować. „WIELKI FINAŁ!” – ogłosił komentator w kafejce.
Prosiaczek grał skinem Razora, a Kukksy – Xaera, co pewnie miało nastraszyć przeciwników, jednak Prosiaczek miał takie zagrywki w dupie. W końcu zaczęło się. Pierwszy frag przypadł Prosiaczkowi, gdy zmielił Kukksyego z machineguna. Niestety świeżo sfragowany trzymał już wtedy Shotgun… i był dobry. Ten nie lada wyczyn kosztował Prosiaczka ten 1 punkt zdrowia, który teraz widniał na ekranie. Kukksy spawnował się koło niego i podziurawił go maszynówą. Później oboje chodzili z dobrymi brońmi i szukali BFG2, którego Prosiak już używał w realu. Gdy Kukksy z Rocket Launcherem wyłonił się z kąta, Prosiak spiekł go Lightningiem i wziął jego broń. Później zatłukł nim Kukksy’ego ale wykończył amunicję i musiał zmienić na Plazmowca. Spotkał wroga w jednej alejce, ale padł pod jego railem. Było 3:2 dla Prosięcia. Pomielił z ukrycia Kukksyego z Machineguna i wziął najukochańszy Railgun. Od razu doszło do potyczki. Kukksy ostro poraził Prosiaczka Lightningiem, ale ten wpakował mu w pierś 2 kule z Raila i rozgibał gnoja. było 5:2, ale Kukksy dobił Prosiaczka Shotgunem, który znalazł po drodze. 5:3. Prosiak łaził, i znowu znalazł nowiutki Railgun, z którym był śmiertelny. Kukksy nadszedł i schronił się na czymś w stylu balkonu, i walił z Rocket launchera. Zanim pierwsza rakieta wystartowała, Prosiak zwrócił swoje cyfrowe ego do tyłu i dał Kukksyemu kulkę z Raila, ale nie zniósł dwóch rakiet, przed którymi nie zdołał umknąć. 5:4. Później Prosiak dostał fraga znów, ale całkiem przez przypadek, bo Kukksy ze szczęścia posłał dwie rakiety w kąt, w którym właśnie Prosiak miał swój spawn. Świn znów się spawnował, wziął Railguna i z balkoniku fragnął Kukksyego. Wynik był 6:5 dla Prosiaczka. Szli łeb w łeb, ale Kukksy nie był tak dobry jak Prosiak – dopiero teraz było to jasno widać. Po prostu sprzyjał mu fart. Potem Kukksy zacampował i pobawił się nowym BFG. Kręcił się w kółko i walił. Trafił Prosiaczka dwa razy i fragnął, ale ten jeszcze mu dał raza z Railguna i znacznie osłabił. 6:6. Potem Prosiak zalazł go od tyłu i zastrzelił strzelbą. 7:6. Następnie Kukksy zestrzelił go z Raila i wyrównał po 7. Walka toczyła się zacięcie, aż w końcu dograli do remisu po 8. Wtedy Prosiak taką akcję zarzucił, że patrzcie! Kukksy miał BFG, a Prosiak Rocketterkę. Prosiak właśnie wyłaził z korytarza podleczony na 62 zdrówka. Kukksy zaczął naparzać z BFG w Prosiaczka, ale Railgun Guru uniknął strzałów waląc rocketjumpa. Znalazł się nad oszołomionym Kukksym ze zdrówkiem 12 i parznął w niego dwie rakiety! 9:8 dla Prosiaczka! Pozycja wygrana! Potem wziął BFG i małpując głupkowate zachowanie przeciwnika, całkiem dla jaj walnął kulkę w spawnpoint. Fartem, właśnei tam pojawił się Kukksy, w konsekwencji czego miał już tylko 20 punktów zdrowia. Zsapany i spocony na zewnątrz Prosiaczek zmienił wewnątrz na Railguna i stanął twarzą w twarz z Kukksym. Mimo to, że siedział przy komputerze na być może drugim końcu świata co Kukksy, i że ten moment trwał zaledwie ułamek sekundy, poczuł dreszcz. Walnął sluga z Raila, zatłukł Kukksyego i wygrał z 10 fragami! Wszyscy w całej warszawskiej kafejce przyjęli jego zwycięstwo głośnymi owacjami. Prosiaczek został mistrzem świata i dołączył do grona Quake Gurus – tak nazywali zwycięzców tego konkursu. W ramach zwycięstwa otrzymał szczerozłoty puchar (w każdej kafejce konkursowej trzymali jeden na wszelki wypadek), informację, że na jego konto zostało przelane dziesięć tysięcy euro, oraz zaproszenie na turniej turniejów – Quake Guru Championship, mający się odbyć za cztery lata, obejmujący dziesięciu Quake Gurus. Szczęśliwy Prosiaczek wziął na ramię swoją torbę (co prawda, była ona większa od samego Prosiaczka, ale chuj) i bez słowa, z lekkim uśmiechem na twarzy, podążył w kierunku Dworca Centralnego.

***

Pogoda była brzydka, było chłodno i pokropiwało.
– Kurde, to przecież Centralny! – pomyślał. – Mogę kupić chłopakom jakichś spidzików! Może i jakiś tani trunek znajdę?
Dowiedziawszy się, o której ma pociąg, zaczął zwiedzać dworzec. Na wszelki wypadek pod kurtką trzymał swojego Raila.
– Panie! Wspomóż pan głodnego! Daj trochę kasy! – usłyszał zza pleców.
– Jesteś pan głodny?… Weź pan… – Prosiaczek zaczął grzebać w torbie i wyjął dwie kanapki, kórych nie zdążył zjeść. Z uśmiechem wręczył je żulowi, odszedł kilka kroków…
– Powiedziałem skurwysynu, że chcę KASĘ! – żul cisnął kanapkami o ziemię, a natychmiast podpełzły po nie głodne dzieci z Albanii, które mieszkały w tekturowym pudle pod pewnym kioskiem.
– Tego już za wiele, ty pierdolony żulu! – Prosiaczek stracił dobre serce. Zrzucił torbę, wyjął Raila, i zajebał nim żulowi po brzuchu, jak bejzbolem. Skulony żul był zatkany, gdyż dostał w splot słoneczny pod wątrobą. – Jak chciałeś na wódę, albo dragi, to mogłeś po prostu powiedzieć!
Uświadomiwszy to żebrakowi, Prosiaczek ruszył dalej, szukając dealerów. Czemu był skłonny podzielić się kasiorką z bezdomnym? Albo z dobrego serca albo dlatego, że znał metody uzyskiwania towaru bez niej…
– Mam półtorej godziny. Dopiero trzecia. – spojrzał na zegar, który wisiał nad peronem. – Najpierw kupię troszku LSD, później chyba pójdę do jakiegoś alkoholowego i kupię jakiś przyzwoity łiskacz, albo coś w tym stylu.
– Hej, hola, bro! I am Rock! I deal in drugs! Joł jak sie masz, kurduplu! Chcesz coś zajebistego? – zaczepił go pewien diler, w żółtej koszuli w kwiaty z afrem, wystylizowany na krzyżówkę rastafarianina i hipisa.
– Ożesz, kurwa! Z nieba żeś mi spadł, skurwielu! Wyskakuj z towaru! – przystąpił do transakcji Prosiaczek.
– Whoa, whoa, whoa! Nie tak ostro, maluchu! Ja tu mam bardzo good shit! I aint’ oddawać it for free!
– Ty mi tu kurwa nie angielszcz, ty zajebany afroczarnuchu, tylko wyskakuj z towaru! – ponaglił Prosiaczek dość cierpliwym tonem. Odpiął jedną z przegród swojej podróżnej torby. – Możesz pakować to tutaj.
– A what will you zrobić to me, you mały dickhead? – afrol zaciągnął się petkiem z gandką.
– Zadzwonię po pigs. – przeciągał rozmowę Prosiaczek.
– Oh, pigs gówno mi zrobią! I will give them w łapę, and they will leave me w spokoju.
– Dobra, kurwa, I give up. Show me what you have. – Prosiaczek postanowił najpierw obadać sytuację, wolał na wstępie dowiedzieć się, co ukradnie.

– Oh, man! LSD 30 years old, from the różowe 70’s! – czarnuch pokazał swój ładunek specyfiku dzieci kwiatów. – Oprócz this, ja have some cocaine, trochę amphetamine, two torebki of heroine, kilogram of DRD also known as GHB, and some liście of Indian Cannabis, how do you to nazywać inaczej… Ah, ziele. And yet, a tytka of Methylenedioxymetamphetamine, if you wiesz, co to is. That’s all what i have. You can mieć it all for one bańka.
– You can suck my pała, motherjebco. Wyskakuj z towaru, bo ci TO wsadzę w dupę. – Prosiaczek wyjął spod swojej zielonej kurtki Raila.
– Whoa, man! Back off! I’m dawać you all! Calm down! – Murzyn zaczął pakować wszystko co miał do wskazanej przez Prosiaczka kieszeni.
– You are givin’ me your koszula too.
– What? Fuck off!… AAAU! – Obiekcje rastamana zostały rozwiane przez cios Railem w potylicę. – Ok, ok! I am givin’ you my najlepsza shirt too!
– And this boombox too. – Prosiaczek wskazał Railem wielki magnetofon, z którego dobiegały dźwięki muzyki reggae.
– Man, miej mercy! That’s wszystko I have! All what mi zostało to wisiorek z Mother of God!
– You can stick with your Matka of God, i am not wierny.
– Please, nie zabieraj mi boombox!
– Taka is the price for twoje motherfuckin życie! – poganiał go Railem Prosiaczek.
– I’ll be seeing you in piekło! – odgrażał się Rock, oddając dumnemu Prosiaczkowi wielki grający prostopadłościan.
– Loosen up, Rock! I am gonna live forever! Don’t worry, be happy! – Prosiaczek zapakował również grające pudło do torby. – See ya!
W ten sposób nie wydając ani grosza Prosiak podłowił się o najczystszy szit (zdążył już przetestować), zajebistą reggae-koszulę i wielkiego boomboxa z lat 70. Podróżna torba Prosiaczka znacznie przybrała przez to na wadze, ale nie było to nic, z czym nie mógłby sobie poradzić.
– Dobra, dragów mamy już więcej niż dość, teraz kupię alkoholu. – nasz mały kozak wyszedł poza teren dworca na miasto, szukając sklepów alkoholowych w stolicy. Znalazł jeden przyzwoicie wyglądający, całkiem niedaleko. Szyld mówił: „Pierre’s Bonnes Vins & Eaux-de-vie”. Wszedł do środka. Goniony przez czas, niechętnie zaczekał na swoją kolejkę.- Dzień dobry. Poproszę cztery butelki najlepszej nalewki babuni, cztery butelki najlepszej whisky, cztery butelki nalewki ziołowej Jägermeister, z najlepszego rocznika, cztery butelki najlepszego advocata i cztery najlepszego malibu. Jeszcze cztery najlepszego wina czerwonego jakie macie. Wszystkie w największym formacie, oczywiście. Ach, i jeszcze na dzisiejszą bibę, dziesięć litrów spirytusu Polmosu.
– Oh, une fete? – spytał francuszczący sprzedawca pakując mu do torby flachy.
– Oui. Une fete, tres magnifique. Nie mam czasu, streszczaj się pan. – ponaglił go ninja przy okazji popisując się francuskim.
– Voila, c’est jedenaście tysięcy dziewięćset siedemdziesiąt siedim złotich, dwadzieścia siedim groszi.
– Je n’ai pas d’argent. – Prosiaczek uniósł wielką lufę Railguna.
– Oh, chiba muszę zawołać la police!
– Les flics? Prędzej umrzesz, żabojadzie! – Prosiaczek przyjebał sprzedawcy w ten sam sposób, co żebrakowi na dworcu, tyle że w głowę, po czym wyszedł z darmowym łupem, mając nadzieję, że uderzenie pozbawiło Francuza pamięci.
– No. Teraz wracam na dworzec, usiądę se na peronie i poczekam, jakaś godzina mi została. – Prosiaczek zdał się na wyczucie czasu. Niestety, dzwonienie flaszek i niesolidnie zapakowane do bocznej kieszeni dragsy, sprowadziły na Prosiaczka kłopoty.
– Ty, ziomek, wyskakuj z piwska i gandki, zero ściemy, skumaj to! – Kombinacja Skejt – Dwóch Drechów zaczepiła Świnkę, jak wchodził na dworzec.
– Spierdalaj, kutasie! Myślisz, że wszystko na świecie to piwo i gandzia? Ja tu mam alkohole świata, Malibu, Advocata, Jacka Danielsa! A z dragów, to dla was zdecydowanie za ciężkie! Wiecie co to jest metylodioksymetamfetamina?… – Nie wiadomo, po co Prosiaczek to powiedział, w każdym razie, nie ostudził tym zapału chuliganów.
– Powiedziałem, wyskakuj, kurwa z towaru i się nie mądruj! – przycisnął go jeden zbir. – Bo jak ci wypierdolę z bejzbola to cię będą łyżką zeskrobywać z ulicy, ty śmieciu jebany! – hiphopowiec popisał się elokwencją uliczną.
– Chuj ci w dupę, ty w mordę pierdolony golony łbie! – Prosiaczek znów wprowadził do obiegu Raila, a że nie chciał nikogo zabić, znowu wywijał nim jak bejzbolem. Całkiem dobra technika, zero trupów, full amunicji. Po chwili, trzej fani, odpowiednio hiphopu, drum’n’bassu i discopolo, leżeli płasko na ziemi.
– Kurwa, jak ja to jednak dobrze zrobiłem, że zabrałem ze sobą Raila! – pomyślał Prosiaczek. – W dodatku nawet nie musiał być naładowany! Po co ja to zrobiłem? Wyjmę slugi, wystrzeli mi przez przypadek i chuj. Jeszcze by się psy zjechały, jakby ludzie giby zobaczyli. Hihihi!
Prosiaczek usiadł na ławce, przezornie opróżnił magazynek Raila i zaczął oczekiwać na pociąg. Nagle zaczepił go pewien dzieciak.
– Proszę panaa!
– Czego, ty mały chuju? – Prosiaczek nie był w nastroju do konwersacji.
– Może mi pan pomóc szukać mojego samochodzika?
– Mogę ci TO wsadzić w dupę. – Prosiaczek znowu wyjął Raila. – Chcesz?
– Jaka fajna zabawka! Skąd pan ją ma? Mogę ją?
– Wypierdalaj, gnojcu, to nie jest żadna jebana zabawka! To śmiercionośna broń!
– Nie? Szkoda. A taka była ładna… – dzieciak gdzieś poszedł. Prosiaczek ujrzał, jak rozmawia najpierw ze swoim ojcem-pakerem, a potem z SOKistą, po czym z tym pierwszym podszedł do Prosiaczka.
– Tato, to on mi ukradł samochodzik! – krzyknął chłopczyk.
– Natychmiast oddawaj samochodzik mojego synka, ty przyduplu. – odezwał się rozeźlony tatuś.
– Kurwa, jak ja nie mam żadnego w mordę pierdolonego samochodzika! – wypierał się Prosiaczek.
– A to pod kurtką, to niby co? – facet wskazał Raila.
– To nie jest kurwa w chuja obciągany samochodzik, jak pan widzi. – Prosiaczek znów wyjął Raila i wymierzył w faceta. – I nie czepiać się, kurwa, mam na to w mordę pierdolone zezwolenie!
– W takim razie gdzie jest samochodzik? – spytał ojciec.
– Ten pana syn, powiedział, żebym pomógł mu kurwa szukać, a ja kurwa nie chciałem, więc kazał mi kurwa oddać mu moją broń, też nie chciałem, to wtedy polazł kurwa do pana!
– Tak było, synu? – ojciec surowo spojrzał na syna.
– Nie! Nie! Ten pan mi go ukradł! – upierał się maluch.
– No to spójrz, gnojcu, tam! – Prosiaczek wskazał trójkę gołych, murzyńskich dzieci, które sterowały sobie na zmianę samochodzikiem.
– Dziękuję panu, ten mój synalek ma bujną wyobraźnię… – wytłumaczył go ojciec. – Idziemy!
– Kurwa, no co za gówno… Ja pierdolę, Jak w ogóle coś takiego mogło mi się zdarzyć! – pomyślał Prosiaczek, odprowadzając wzrokiem dzieciaka, raz po raz kopanego w dupę przez ojca.
– No cóż, za parę minut pociąg! Dowód jest, bilet, bilet…BILET! NIE KUPIŁEM BILETU! – Prosiaczek zabrawszy torbę, ze względu na cenną zawartość, pobiegł do kasy biletowej. Kupił bilet do Wrocławia i cudem zdążył na pociąg, który właśnie wjeżdżał na peron. Wszedł do środka, do czerwonego wagonu z napisem „1”, zaczął szukać osobnego przedziału. Po pięciominutowej tułaczce, znalazł w końcu przedział, w którym mógł być sam i oddać się kontemplacji (Prosiaczek miał świra na punkcie jogi). Nagle do przedziału wparowało siedem osób, w tym kobieta z dzieckiem i dwa psy.
– Kurwa, co to ma być? Ani chwili spokoju! Wypierdalać mi stąd! Raus! – był szczery ponad miarę.
– Ależ, tu nie ma nic wolnego! Wszystko zajęte! – zapierała się jedna facetka.
– No to zostańcie, ale jeden najcichszy dźwięk i po was. – Prosiaczek pokazał ogromną lufę swego Raila, aby tylko móc w ciszy medytować. Pięciogodzinną drogę spędził ciekawie. Przez pierwsze trzy godziny medytował w spokoju, później przeczytał rozdział dzieła joginistycznego Hatha Yoga Pradipika, a jeszcze później włączył się w konwersację z pasażerami.
– Hej, która godzina, zboczku? – zapytał kolesia, który grzebał w majtkach.
– Ach, jest osiemnasta dwadzieścia dwie. – odpowiedział facet z pretensjonalną manierą w głosie.
– Gej? – odczytał z niej Prosiaczek.
– Ależ nie! Ja tylko zachowuję zasady savoir-vivre!
– A w ryj chcesz? – dziwny gościu zaczął ostro wkurwiać Prosiaczka, który postanowił go nastraszyć.
– No! Tylko bez takich!! Ja tu mam siedmioletnie dziecko! – wzburzyła się jedna kobieta, wyglądająca na nadzianą.
– Mamo, ale ten mały pan jest kurwa zajebisty! Hej, proszę pana, pierdolił pan kiedyś Pamelę? – zaczął recytować dzieciak.
– Synu! Proszę natychmiast przestać!… Przepraszam pana, nie wiem, co w niego wstąpiło. Naprawdę, nigdy się tak nie zachowywał! – kobieta zaczerwieniła się.
– Nie ma sprawy, proszę pani. Hej, młody, jarasz gandkę? – podtrzymywał rozmowę Prosiaczek.
– No a jak! Jaram gandkę, jak stara da dupska dilerowi, albo jak kupi za kasę, którą zarobiła u innych alfonsów!
– Co ty taki mądrala w tym wieku, młody? – Prosiaczek był wyraźnie zainteresowany „złotym” dzieckiem.
– No, jak to? Jak ta pierdolona pizda moja matka wpierdoli na chatę meliniarzy, i ją ruchają trzy po trzy, to jaki mam być, kurwa, nie mądry?
– <<<Zupełnie jak Maleństwo! Kurwa! Przecież to jakby on!>>> No cóż, cwaniaczek! – odpowiedział Prosiaczek.
– Chcesz, to ci, kurwa, opowiem, jak moja stara dała się zerżnąć na gorąco przez listonosza! Nakręcili nawet pornola i sprzedawali go ostatnio u ruskich na straganie! Też była przebrana za listonoszkę.
– Tak? Jakbym był jednym z moich kumpli, to na pewno obejrzałbym ten film… – powiedział bez wyrazu Prosiaczek.
– No wie pan co? Dziecko mi pan paczy! – oburzyła się kobieta.
– Proszę pani… pani synek jest tak spaczony, że nie można spaczyć go bardziej… – z westchnieniem podsumował Prosiaczek, rzucając matce litościwe spojrzenie.
– A ja sam kiedyś przeruchałem świnkę morską przez odbycik! – pochwalił się chłopczyk wyraźnie dumny z siebie. – Pękła!
– <<<Nie, on jest gorszy od Maleństwa!>>> – szepnął sobie pod nosem Prosiaczek.
– Hej, ja chyba pana, kurwa poznaję! – dziecko miało minę jakby chciało sobie coś przypomnieć, ale mu nie wychodziło.
– Tak? Ciekawe. – Prosiaczek chyba już wiedział, jednak minę miał niespecjalną.
– W Quake III Arena pan grał? To chyba pan jest tym mistrzem, co tak o nim w telewizii pierdolili godzinę temu w wiadomościach on-line! Chcą z panem zrobić wywiad!
– Pisali o mnie w necie? Serio? Szybcy są!… – Prosiaczek dowiedział się czegoś nowego. – A wywiad to mnie nie obchodzi, dobrze swoją drogą, że mnie w kafejce nie złapali… Ale jak nie będę chciał im go udzielić, a będą nazbyt namolni, zawsze mogę ich rozjebać… – mówił już bardziej do siebie.
– Synu! Mówiłam ci przecież, że masz zakaz choćby wspominać o tej krwawej grze! – wtrąciła matka i wytargała syna za ucho.
– Spierdalaj, ty kurwo! Zajebać ci? – na te słowa małego synka skierowane ku matce, przedział opuściły cztery osoby, jadąc równo wzrokiem po matce bachora. Teraz Prosiaczek był tylko w towarzystwie jednego dresiarza zainteresowanego rozmową, mamuśki i wyrodnego jej podopiecznego.
– No więc to naprawdę pan? – dokończył ignorując matkę dzieciak.
– Tak, jestem mistrzem świata w Quake’a 3. – skromnym tonem przyznał Prosiaczek.
– Łaaaaaał! – chłopczyk nie krył podziwu. – Wie pan, co? Zagrajmy partyjkę na 50 fragów! Matka ma laptopa, ja też! Zagramy!
– No cóż, jeśli się ośmielisz… Alboś odważny, albo głupi. – głos Prosiaczka epatował dumą. Rozłożył laptopa, którego otrzymał od chłopczyka.
– Tutaj jest kabel, proszę pana! – chłopczyk podłączył LAN’a pod oba komputery.
– Na drugi raz kupujcie laptopy z Wi-fi! – Prosiaczek po zaprezentowaniu tej uwagi włączył grę. – Musicie być bogaci, skoro taki mały chłopczyk ma własny komputer!
– No wie pan, jak ojciec ma własną firmę a matka daje dupy największym osobistościom w kraju to hajs się ma! – pochwalił się chłopczyk, który niewątpliwie wzbudziłby zazdrość w Prosiaczku, gdyby nie to, że jako jogin nauczył się nieprzywiązywać uwagi do rzeczy materialnych (z wyjątkiem swojego Raila).
Chłopczyk stworzył serwer z szelmowskim uśmieszkiem, jakby nie doceniał Prosiaczka.
– Która mapa? – spytał Prosiaczek.
– Q3TOURNEY5! – odpowiedział chłopczyk. Prosiaczek, tak jak na turnieju, ustawił sobie bota Razora (swojego ulubionego), po czym rzekł:
– No cóż, pana Uriela rozwalam z palcem w… nosie! – nie chciał się narażać matce chłopaka, gdyż była całkiem całkiem (sam nie ulegał pokusie, ale dostarczyłby ją kumplom).
Minęły dwie godziny zaciętej walki. Prosiaczek oczywiście zatriumfował. Co prawda wygrał tylko 50 do 8, ale miał ustawiony handicap 10, więc miał tylko 10 punktów życia i damage’u zadawał tyle co nic.
– Łaaaał! Proszę pana! To było, kurwa, coś! Mogę pana autograf? Wszyscy będą mi zazdrościć, że pana poznałem i z panem grałem! – Chłopczyk niemal się popłakał z radości, gdy Prosiaczek nabazgrał mu na papierku swoje imię.
– Ładna partia! Jednak i tak jesteś dobry, że sfragowałeś mnie aż osiem razy!
– Przecież wyczułem ten pana handicap! Pan jest po prostu świetny!
– No cóż… Wrocław Główny! Moja podróż dobiegła końca! <<<Psst, mały, jak się nazywa twoja matka?>>> – wziął chłopca na stronę.
– <<<Aneta Majewska.>>>
– <<<Numer telefonu?>>>
– <<<345692746.>>>
– <<<Ok, dzięki, nara!>>> – Prosiaczek zabrał torbę i opuścił pociąg.
Powolnym, wesołym krokiem udał się w kierunku lasu. Po czterdziestu minutkach drogi zaczął już wchodzić na teren tego kilkuosobowego zacisza, po chwili zapukał do domu Królika, w którym jako jedyne w całym lesie, paliły się światła i tłukła głośna punkowa muza, a mimo że była godzina 23:25, nikt z pozostałych mieszkańców nie śmiał uciszyć imprezującej czwórki.
– Otwórzcie, zasrańcy! – Prosiaczek od razu zaczął łomotać w drzwi, próbując zagłuszyć punkową waleninę.
– Cojest-kurwa-mać-komu-mam-zajebać!? – do drzwi przyturlał się najarany gandką Tygrysek. – Kurwa, Prosiak? Wpierdalaj się! EJ! PROSIAK WRÓCIŁ! WYŁĄCZAJCIE MUZĘ! Właź, kurwa, właź!
– Prosiak? Ale zajebiście! Stary! Tylko skończymy z  dziewczynkami i cię ugościmy! – powitał Prosiaczka Królik, który obsługiwał właśnie pewną wrocławską gimnazjalistkę. Drugą brali we dwójkę Kubuś i Kłapek, a Tygrys właśnie się dołączał do pierwszej. Całą izbę wypełniała atmosfera wódczanych oparów i dymu z gandki. Prosiaczek cierpliwie odczekał te dwadzieścia minut, gdy nasza brygada grzecznie pożegnała dziewczynki.
– Dobra, to my się jeszcze może umyć pójdziemy… – zaproponował Kubuś, co Prosiaczek znów przyjął lekkim uśmiechem.
-<<<Jak za chwilę was tu nie będzie, rozpierdolę tą chatę>>> – szepnął sam do siebie. Odczekał jednak swoje, gdy cała piątka siedziała już przy stole, zaczął zdawać relację.
– No więc, jakby wam to powiedzieć, wiecie, że wygrałem no nie?
– Jasne, że wiemy, stary! Congratki! – ten i tym podobne teksty walili kumple na zmianę, klepiąc Prosiaczka po plecach.
– No to powiem wam coś fajniejszego. Mam dla całej piątki, dla siebie też, prezenty! – Prosiaczek ucieszył się widząc uśmiechy na twarzach czwórki. – Wszystkie rzeczy w tej torbie – położył torbę na stole – mam za darmo! Dokonywałem transakcji tylko za pomocą Raila!
– Zabijałeś? – spytał Kubuś.
– Nie musiałem, przez cały czas miałem nienabitego. Więc, oto łup. – Prosiaczek odpinał kolejne kieszenie torby ukazując skarby – To jest mój ukochany puchar. Ustawię se na monitorze. A dla wszystkich: 5 kilo najpopularniejszych dragów świata, zarąbałem pewnemu reggaemurzynowi, tutaj reggaekoszula, też mu zarąbałem, a tu jest jego boombox! – Prosiak wyjął z torby rzecz, która zajmowała największą jej część, ale nasza czwórka tkwiła wzrokiem w narkotykach. – I to wszystko za darmo!
– Ostro żeś szczyścił tego reggae’owca! Puściłeś go chyba w samych spodenkach, co? – spytał wesoły Tygrysek.
– Żebyś stary wiedział! A teraz łup z napadu na najlepszy monopolowy w stolicy! – Prosiaczek zastawił stół wykwintnym alkoholem, uzyskanym również za darmo. – Czacha dymi, co?
– Stary! Słyszałem, że mleko kokosowe w połączeniu z LSD daje bez porównania lepsze tripy niż czyste LSD! – podniecił się Tyger.
– No to upędzi się nowego druga! Mamy malibu! Stary! Kiedyś stworzymy własny rynek narkotykowy! Nikt nie będzie znał naszych receptur. I nikt nigdy nie pozna…. – Kubuś snuł marzenia.
– No dobra, to już moje rzeczy… – Prosiaczek zostawił w torbie swoje podróżne rupiecie. – Powinniście podziękować JEMU! – wyjął Raila i położył na stole.
– Dziękujemy Ci, Railu Prosiaczka! – odklepała nasza czwórka.
– Jeszcze chciałem się wam pochwalić, jak sam poradziłem sobie z trzema drechami! – Prosiaczek unosił się dumą. – Drechy myślały, że niosę browar i gandkę, więc mnie zaatakowali, no nie? To jak przyjebałem jednemu z drugim Railem w nery! Luudzie….
– A z trzecim co było? – zapytał Kubuś.
– Rozbiłem mu czachę w ten sam sposób. Railem jak bejzbolem! No a jak!
– Hahahahahahahahaaa! – roześmiali się wszyscy.
– Dobra, to ja wypierdalam na dom, późno już! – Prosiaczek zarzucił przepastną torbę na ramię.
– Nic z tego! Musimy skonsumować, co nam przyniosłeś, i to jeszcze dzisiaj! – podniecił się Kubuś.
– Nie! To ma nam wystarczyć na długo! Dzisiaj żadnych narkotyków, ale zapomniałem wyjąć coś z torby… – Prosiaczek wystawił na podłogę 10 litrowych butelek spirytusu, a wykwintne alkohole i dragi zapakował do torby. Koszulę podarował Kłapkowi na poprawienie nastroju a magnetofon zostawił na stole – Dobra, chyba wystarczy, co?
– No jasne! Po dwa litry spirytu na łeb, oczywiście, jeżeli z nami będziesz chlał! – obliczył Królik. – A jak masz chlać, to się decyduj szybko, bo zaraz się zaczyna X-Files.
– Eee… No doobra!
Zadowoleni decyzją Prosiaczka, nasi przyjaciele obejrzeli na Polsacie dwa odcinki X-Files, po czym włączyli sobie całą kasetę VHS z 25 najlepszymi odcinkami przygód Muldera i Scully. Cała noc spłynęła im w atmosferze tajemnicy potęgowanej rektyfikowanym spirytusem Polmosu.
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: