Część 4: The Acquiring of the Arsenal & The Vatikan Fuckdown

Styczeń 7, 2010

UWAGA: Część ta obraża pamięć JP2 i przeznaczona jest tylko i wyłącznie dla tych, którzy… „nie widzieli w nim autorytetu moralnego” 🙂

Siedział se Prosiaczek w zajebisty poranek koło kompa i zajmował się nie wiadomo czym.
– Hej, lapsie! – huknął Puchatek, kładąc Świniakowi rękę na ramieniu.
– Aaaaach! Spierdalaj!!!!, zasrańcu… – ryknął Prosiak i podskoczył, podnosząc natychmiast Raila i celują Puchatkowi w głowę. Na uszach miał słuchawki.
– No co ty, kurwa, kutasie! TO MY!!! – wyjaśnił Królik. – Ochujałeś, kurwa?!
– Sorki, panowie. – odrzekł Prosiak, zdejmując słuchawki – Całą noc w Q3A popierdalałem, wszędzie widzę wroogów…
– A teraz co robisz? Idziem się nachlać? – przyjaźnie zapytał Kubuś.
– Aaaa…  Wczoraj przysłali mi z id Software plik tekstowy z ofertą zakupu broni… z dokładnym opisem każdej z nich! – Prosiak zmaksymalizował okienko, pokazując katalog okraszony zdjęciami.
– DAWAJ PRZECZYTAĆ!!!! – huknął Puchatek, a w jego majtkach pojawiła się plama.
– Faktycznie, może to być ciekawe… – również Królik silił się na zdawkowy ton, z dużym trudem kryjąc entuzjazm.
– A spoko, czytajcie! – Prosiaczek miał już lekturę za sobą, więc udał się do łazienki umyć się, a pozostała dwójka dopadła kompa.

Oczom ich ukazało się coś niebywałego. Kolesie z id software wystawiali na realną sprzedaż broń, którą chłopaki znali z gier tej korporacji, i to również z Mission Packów takich jak Scourge of Armagon, Dissolution of Eternity albo Quake 3 Team Arena. Nie brakło również wymyślnych dział z missionpacków dla Quake’a 2, The Reckoning i Ground Zero. Gdy broń miała idealny lub bliski odpowiednik w innej grze, sprzedawane były jako różne layouty po zbliżonej cenie (np Hyper Blaster i Plasmagun), jednak nadal były dostępne biorąc pod uwagę potencjalnych kolekcjonerów. Broń wahała się w cenie od 250€ za siekierę z Quake’a 1 do 25000€ za BFG10K z Quake’a 2. Starczy rzec, że to w chuj drogo.

Gdy nasi dzielni wojowie skończyli czytać i zachwyt powoli zaczął przywracać im dech, fakt kosztowności ich marzeń mówił sam za siebie. Nie wygrzebalibv nawet tych 680€ na jednego Gauntleta, więc zaczęli się poważnie zastanawiać nad realnym sposobem skombinowania mamony na pełen arsenalik. Jak Królik obliczył, dla nich pięciu wynosiłoby to 610325 €. Kurwa. W związku z tą oczywistością, przez następne dni cała piątka żebrała, odwalała cyrki na drogach i takie cuda odpierdalała, że to się Czoplin i Benny Hill nie powstydziliby, wcale a kurwa wcale. Jakim błogosławieństwem okazał się fakt, iż jakiś miesiąc później id software ogłosiło supertajny konkurs dla beta-testerów ich uzbrojenia. Królik dowiedział się o tym przez tajnego e-maila od samego Johna Romero.
– Co? – spytał Kubuś, gdy pewnego ranka Królik oznajmił o tym przy winie całej piątce – Ja pierdolę, jaki fart!
– Słuchać mnie. DEBILE! – uciszył ogólny rwetes Królik – Nie mamy już amunicji, wszystko wyjebaliśmy na walkę ze Szpanerobotem!
– Znaczy się, że chuj? – Kłapek był gotów porzucić nadzieję.
– No i właśnie tutaj jest ten cały widz! – Królik uśmiechnął się szelmowsko – Wczoraj byłem u Sowy, żeby skumać, czy może on ma coś do powiedzenia i zorientowałem się, że skurwiel pomontował system obserwacji po całym Lesie! JEGO KAMERY NAGRAŁY WALKĘ ZE SZPANEROBOTEM! I WSZYSTKO, KURWA, INNE TEŻ!!! – dokończył z właściwą sobie żywą gestykulacją.
– KURWA! TY MASZ ŁEB! – ucieszył się Tyger, po czym wszyscy z euforycznym okrzykiem zaczęli zacierać ręce i w inne sposoby dawać do zrozumienia swój entuzjazm.
– Idziemy do Prosiaka! – rzucił Kubuś, poczym cała czwórka zebrała się na nogi i opuściła norę Królika, będącą miejscem wczorajszej libacji.
I tak poszli do domu Prosiaczka, a z jego komputera po niemałym trudzie włamali się do tajnego, podziemnego serwera Sowy, z którego zapierdolili materiał dowodowy z walki ze Szpanerem. Praktycznie od razu wrzucili go na FTP a adres posłali w e-mailu Johnowi Romero.
Na odpowiedź nie musieli długo czekać. Po 20 minutach przyszła wiadomość  – okazało się, że nakręcili taki zajebisty filmik, że wygrali pierwszą nagrodę o wartości miliona euro.
– HURRRAAAAAAAAAA!!!!! – rozległ się okrzyk wszystkich tych, którym nie odebrało głosu po wczorajszych ekscesach ze spirytusem.
– Łomatko!!! ŁOOOOJAPIERDOLE… – sapał Prosiak, inaczej szczęścia okazać nie umiejąc.
– A więc co? CAŁY ZESTAWIK DLA KAŻDEGO? – spytał retorycznie Tyger.
– ŁAJAK, KURWA!? – odburknął po wieśniacku Kubuś. Dawno nasza brygada nie była tak szczęśliwa. Wszystkie działa, armaty, gnaty i giwery z ich snów miały znaleźć się w ich posiadaniu już wkrótce! Dzięki wykurwiście sprawnym szlakom handlowym za pięć dni każdy miał już swój arsenalik, każda sztuka broni ładnie zapakowana w plastikowym, oznaczonym osobnym kolorem dla każdej broni pudełku, a pieniędzy zostało im nawet koło 400000 €, co i tak przehulali wszystko w króciutkim czasie (ciuchy, dziwy, alkohol itd.). Tydzień od przybycia broni, po libacji, która pochłonęła prawie ostatki ich kapitału, leżeli u Kubusia brzuchami do góry. Gdy w Jedynce leciały wiadomości, zobaczyli papieża JP2 jak ględził i ględził.
– Hej! – wkurwił się antyklerykał Królik – Nie mogę tego, kurwa, słuchać! Proponuję przejechać się do tego całego Wakytanu, czy Waty… No kurwa nieważne, ale chodźmy zajebać tego geriatrę i jego ludzi!
– Osobiście jestem za. – rzucił bez entuzjazmu Kubuś. – Ale przecież ten gościu Jan Paweł II jest naszą dumą narodową! Nieprędko będziemy znów mieli papieża Polaka, prawda?
– Tak czy siak to klecha, tyle że cholernie wpływowy. – odezwał się Kłapek. – A jego niezrozumiałe ględzenie przyprawia mnie o nudności!
– A mnie, kurwa mać o schizomatyczne swędzenie zwieracza! – wykrztusił Tyger po czym mimowolnie chlusnął z odbytu strumieniem kału, biedaczek.
– No co wy, kurwa! Nie bądźcie dziećmi! Sprzeciwiam się! Nie będzie zabijania największych Polaków wszechczasów! To przecież Papież! Nasz Karol Wojtyła! Ochujeliśta? – Prosiaczek jak zwykle powiedział co wiedział.
– Klecha. – powiedział spokojnie, acz z naciskiem Królik. – No nie, kurwa! blablablabla! mlemlemlemle! Nie mogę tego kurwa wasza macocha słuchać! – dodał już nie z takim spokojem. – Poza tym po coś kupiliśmy sobie te wszystkie gnaty, prawda? Jak lepiej można je przetestować, niż na systematycznym ludobójstwie niewinnych, bezbronnych chrześcijan?
– Czasem pierdoli jak ten pojeb, ale ma skurwiel rację, yhya! – podsumował Tyger.
– A więc ustalone! Lecimy następnym samolotem, na który zdążymy. Mamy dość keszu, powinno starczyć i na powrót. – rzekł Puchat dumny, że dokonał tak ważnego wyliczenia.
– Te sprawy zostaw mnie, ty łapciaty grubasie! – grzecznie odpowiedział Królik. – Obawiam się, że może nam nie starczyć nawet na podróż w jedną stronę! Będziemy musieli opierdolić jakiś sklep, albo stację benzynową po drodze.
– Nie ma żadnego problemu! Dobra, przygotowujemy się to wyjścia, w mordę jebane, to sprawa nie cierpiąca zwłoki! – zarządził Tyger, wycierając odbyt palcem.
– Dobra, pomogę wam, ale nie myślcie, że podoba mi się to wszystko. – patrząc na Prosiaczka odniosłoby się wrażenie, że myśli, że robi wielką łaskę swym kumplom.
Nasza piątka więc, wymyła się i wypryskała, gotowa do wyjścia. Każdy zabrał wielką torbę podróżną, do której powkładali każdy po kilka gnatów od id software, z zamysłem przetestowania ich wszystkich. Bezczelnie opierdolili kilka sklepów przy wrocławskim dworcu, za co mieli nadzieję polecieć i wrócić, łącznie z biletami kolejowymi do Stolicy na Okęcie i z powrotem. Na warszawskim lotnisku znaleźli się po pięciogodzinnej podróży pociągiem i dłuższą chwilą w objęciach warszawskiego MPK. Ich samolot był gotów, gdy przybyli, więc Królik posłużył się swoim wybitnym talentem mówczym i przekonał bramkarza, aby ten nie sprawdzał ich bagaży (niestety, musiał w tym celu znacznie uszczuplić swe zasoby finansowe). Weszli więc na pokład i zajęli miejsca. Królikowi na nieszczęście przyszło siedzieć koło pewnej starszej pani, która niedługo po starcie samolotu zaczęła odmawiać różaniec.
– Hej, starucho! Możesz nie pierdolić tego gówna?
– Toż… toż to jest Różaniec Święty!
– A chuj mnie, kurwa obchodzi, czy to kurwa, różaniec, czy, kurwa ulotka od Geriavitu! – żachnął się poirytowany długouchy – Po prostu łeb mnie napierdala od twojego głosu! Ale fakt iż jest to różaniec, też tu kurwa raczej sprawy nie poprawia!
– Zdrowaś Mario łaskiś peł…
– KURWA! Mam tego, kurwa, dość! – Królik podniósł się z fotela i wyszedł na środek samolotu, a reszta grupy poszła w jego ślady. Gdy byli już razem na środku samolotu, Królik przemówił.
– Jak wszyscy zaraz nie przestaniecie odpierdalać różańca, to jebnę wam wzdłuż kadłuba kulkę z BFG i nikt nie przeżyje. Na chuj wam to?
– A coż to za BFG, co przeciwstawi się potędze Boga?! – odezwał się jakiś stary Katol.
– A… TO! – i wyjął Królik ogromny gun, przeładował i zamierzył wzdłuż samolotu. Stary wał znów się odezwał.
– Przecie to zwykła atrapa! Spójrz na moją broń! – I wyciągnął w górę rękę trzymającą różaniec.
– Kurwa, Królik! – odezwał się Tyger. – na tych debilach zwykły pistolet zrobi większe wrażenie niż BFG. Weź wyprostuj tego kolesia bo nie mogę patrzeć na niego!
– Mówisz, masz, Tygrysek. – Królik stanowczym tonem podszedł do Katola i zagadał: Wiesz co stary? – rozpoczął kwestię wyciągając Gauntleta, który przyłożył kolesiowi niebezpiecznie blisko szyi, i uruchomił go. Naelektryzowana piła tarczowa obracała się niebezpiecznie blisko jego twarzy, a generowane przez nią impulsy elektryczne muskały mu szyję. Chuj, on i tak wciąż pieprzył o religii.
– Tylko takie atrapy macie przy sobie?!
– Słuchaj, pierdolony, skurwysyński chrześcijaninie. – powiedział Królik z takim przekonaniem, że wszyscy natychmiast zamilkli – Jeśli chcesz mnie wkurwiać, to zdecydowanie odrazam, bo tym cackiem bez zbytnich problemów ujebę ci tą zaKatolizowaną pałę.
I wtedy odezwał się Prosiaczek.
– Nie zabijaj go. Zauuuuufaj mi… – zaseplenił.
– Widzisz, zły Króliku? To dziecko to prawdziwy Katolik! – okrzyknął tryumfalnie staruszek.
– Nie, no kurrrrwa no nie!! ZAJEBĘ JAK PSA! – Królik wychodził z siebie. Schował Gauntlet za pazuchę płaszcza i wyciągnął siekierę – taką samą, jaką Ranger z Quake’a rąbał mięcho od 1997 roku.
– Nie rób tego. – powtórzył Prosiak.
– Dlaczego nie? – spytał Króliczek.
– Jest dobrym człowiekiem, że odciąga cię od grzechu! – wtrącił się jakiś chrześcijanin siedzący za nimi.
– NIE! – zabrał głos Prosiaczek. – Po pierwsze, jak go rozjebiesz Siekierą albo Gauntletem, to giby się rozbryzną po całym samolocie i będzie bałagan, a po drugie…<<PUSZCZA OKO KRÓLIKOWI>>
– Nie, nieee! Skąd taka myśl! – wtrącił się Kubuś – Nie zabijemy ich na Placu Świętego Piotra w Rzymie, jeśli o to ci chodzi!
– Ja pierdolę, ty to jesteś naprawdę kretynem – stęknął Kłapouchy chowając twarz w dłoniach.  – Królik, odkręć to do kurwy nędzy! – szepnął do przywódcy brygady.
– Przepraszamy was za ten plugawy wyskok, to się więcej nie powtórzy! – przemówił Królik – My damy spokój wam, wy nam i spędzimy tę podróż w zgodzie!
– Pan nasz dobry jest i miłosierny – odparł starszy pan z różańcem, uśmiechając się szeroko. Kolesie usiedli więc na swoich miejscach i starali się nie psocić.
– Kurwa, co za pojeby… – mruknął tylko pod nosem Tyger.

Więc lecieli w jakiejś tam zgodzie z Katolami. Po czterech godzinkach lotu wylądowali w Watykanie. Udali się do Bazyliki Św. Piotra, a stamtąd ukradkiem, korzystając z zamieszania stworzonego przez gęstniejący tłum, przedostali się na klatkę schodową wiodącą na dach. Gdy już się na nim znaleźli, rozeszli się, ustawiając pięciokąt foremny – czterech z nich ukryło się za czterema największymi statuami odpowiadającymi każdemu filarowi kolistego budynku otaczającego plac, a piąty będący Prosiaczkiem, za centralną statuą na dachu Bazyliki Św. Piotra. Błogosławiąc katolicką głupotę i ślepotę, wielce uradowani, że nikt ich nie zauważył, poprzebierali się w czarne, snajperskie stroje z napisem GROM – uzyskane po zneutralizowaniu kilku wysłanych za nimi w pościg po zrównaniu z ziemią Radia Maryja komandosów. Stroje udało się uzyskać w nienaruszonym stanie, chłopaki mogli więc po wszystkim rżnąć głupa i  wmieszać się w oddziały przysłane na odsiecz.
– Królik do Kłapka… jesteś pedałem, odbiór!
– Spierdalaj, bo cię rozpierdolę, bez odbioru!
– Hahaha obaj jesteście penisami!
– A ty się Puchatek zamknij, bo masz małego chuja, hyahyahyayha!
– Wszystko działa, panowie – zakończył Prosiaczek – jeszcze chwila i rozpocznie się audiencja, plac szybko się wypełnia…
Plan Królika oprócz kolosalnej rzezi przewidywał jeszcze oczernienie całego pojęcia religii, więc Kłapek wziął ze sobą w torbiecoś w stylu  składanego, zdalnie sterowanego latającego spodka zabawki (zamówionego za półdarmo od Ormian, którzy z kolei ukradli go z czarnego rynku w Chinach) i zaczął składać. Zabawka miała osiągać sporą średnicę 1,20m.
– No nie! Oni aż tak są zaabsorbowani tym jebanym białym geriatrą, że nie interesuje ich nadchodząca zagłada! – rzucił królik przez mikroport, co odebrane zostało sprośnym śmiechem wśród reszty drużyny.
Podczas zabawy U.F.O. miał wylecieć nad plac i obalić katolickie poglądy, mówiące o braku kosmitów. Wieść o przybyszach z innej planety rozniosłaby się i Katolicy straciliby wiarę. To był wielki plan, którego drugą częścią miała być krwawa zagłada i terror.
– Kurwa mać, zawsze męczyło mnie pytanie, dlaczego oni go tak kochają, skoro nawet go nie znają, tego papieża? – spytał Prosiaczek.
– Bo są popierdoleni! – odpowiedział bez namysłu Królik, po którego tonie poznać się dało, że chciał ich wszystkich zajebać i to jak najszybciej.

Więc zgromadzonko nadeszło. Z założenia miały to być obchody chyba Bożego Ciała, ale z pomocą naszej brygady, miał to być sądny dzień dla stu tysięcy osób. Gdy JP2 przemówił, chłopaki posłuchali chwilę z jego przemowy, ale nie uznali jej za zbyt zajmującą, więc w końcu nadszedł czas na działanie. Kłapouchy wcisnął guzik na pilocie i niewielki statek kosmiczny napędzany turbiną wietrzną uniósł się w powietrze i wleciał nad plac Św. Piotra, gdy papież odpierdalał modlitwę. Katole się oburzyli i zaczęły krążyć teksty jak np:
– Przecież nasza wiara mówi, że nie ma kosmitów!
– To niebywałe, nie…
– Precież Pan Bóg stworzył tylko człowieka!
Plan Kłapka i reszty zadziałał perfekcyjnie.
– Ej, co on tak ciężko fruwa, ten stateczek? – zdziwił się Kubuś, gdy ujrzał ufo chwiejące się i wolno wznoszące w górę.
– Haha! Trochę podrasowałem sprzęciorzyk, zamocowałem na nim działo BFG10K z amunicją na dwa strzały! To nam pomoże przy rozpierdusze! – Kłapouchy był niezmiernie dumny z siebie.
– STARY! NIE WIEMY JAK CI DZIĘKOWAĆ! – ryknął Królik przez nadajnik, w imieniu całej brygady.
– Wystarczy, jak mi fundniesz kilka flaszek dykty…. – Kłapek uznał, że to nic wielkiego, co zrobił, ale nagroda się kurwa należy.
– Dobra, skoncentrujmy się na robocie! – ponaglił ich Puchatek. – Te miejsca są zajebiste! Wygodnie, wysoko i nikt nas nie zaluka, hihi!
– Zamknij się! Chcę posłuchać ich dialogów. – uspokoił konwersację Królik, choć raczej ciężko usłyszeć jakąś pojedynczą wypowiedź z wysokości 30 metrów w stutysięcznym tłumie.
– Gotowi? ZACZYNAMY ZABAWĘ! – powiedział w końcu przez mikroport Królik. Na dobry i śmieszny początek Prosiak walnął granat z ProxLaunchera pod takim łukiem, że poleciał niezauważony przez Katoli. Gdy wylądował, fartem nie trafił w nikogo (Katole byli gęsto upakowani na placu, więc to nie lada wyczyn) nie wywołując afery. Jak to Prox Gun ma do siebie, wystrzelony zeń granat przylgnął do ziemi, więc dopiero, gdy jakiś chrześcijanin zdecydował przestąpić z nogi na nogę rozległ się wybuch i kilka osób zamieniło się w giby.
– HASTA LA VISTA, BABY! – ryknął Kłapek tonem szaleńca, który to właśnie się w nim obudził. Reszta również wydawała z siebie jakieś euforyczne odgłosy ku uczczeniu rozpoczęcia dzieła zniszczenia. Po chwili jednak, dosyć niespodziewanie, Kubuś przemówił łamiącym się głosem:
– H-hej, możemy nie zabijać tych kolesi?
– No nie! – odezwał się zapowiadająco Królik – masz nawroty klątwy!
– N-nie.. Już dobrze. Ale popatrzmy chwilę na reakcję ludzi po tym granacie! – Kubuś zdecydowanie walczył ze sobą.
– Dobra. Luz. – zgodzili się wszyscy i poczekali chwilę w gwarze. Nie rozczarowali się, kurwa!
– BOSKA KARA! TERRORYŚCI! KONIEC ŚWIATA! WYZNAJMY WINY! – z trudem wychwycili z tłumu taki tekst (nie mówiąc o innych). W końcu Królik stwierdził:
– Że boska kara, to się zgadzam, ale zaraz pokażemy im takie rzeczy, jakich terroryści nie robią! Lekarstwo na nudę – railgun! Proponuję zajebać jednego kolesia z pięciu kul naraz! Zobaczymy, czy się uda! Trzy czte – ry! <<PZIUUU>> – Wszyscy, za wyjątkiem Prosiaczka kupili sobie Railguna 2, żeby łatwiej im się celowało, dlatego też ich czerwone slugi stworzyły efekt „krwawej gwiazdy”, co prawda z jedną gałęzią jako niebieski korkociąg od Raila Prosiaczka.
Kolesia rozpierdoliło pięć pocisków naraz, co z góry patrząc, sprawiło właśnie taki efekt „śnieżnej gwiazdki”. Wszyscy więc wykazali się celnością godną Prosiaczka, najlepiej obytego w tym fachu. Rozpad na krwawe szczątki był wspaniały, a wśród wiernych wybuchła panika.
– BOŻE, NIE KARAJ NAS TAK!! KRWAWE GWIAZDY SPADAJĄ NA NAS! – i.t.p. pierdolili Katole, a papież chyba nic nie dostrzegł i kontynuował prowadzenie mszy. Starość nie radość.
– Hej, a może jakiś piorun na nich spadnie, co? – podniecił się Królik i wyciągnął z torby Lightning Gun. Reszta poszła jego śladem, by po chwili uszłyszeć m. in. „ODPUŚĆ NAM, O NAJWYŻSZY! NIE RAŹ NAS PIORUNEM!” W końcu jednak i sam Królik znudził się robieniem na chrześcijanach elektryzującego wrażenia, więc począł rozkazywać:
– Kurwa, czas na rozjekurwabanie kolesi en masse! Wyciągamy BFG wersja Q3A! – I wyjęli te ulepszone Plasmaguny, by w zawrotnym tempie rozwalać Katoli. Papieża chcieli zostawić na sam koniec. Strzelali na przemian, żeby zmylić tępych z natury świąto(je)bliwych, którzy biegali w te i wewte jak jakieś głupie pajace. Walili, wybijali Katoli co do sztuki. Jak jakiś próbował uciec, to dymili z niego giby Railgunem z precyzją profesjonalnych snajperów, jednak tu było o wiele łatwiej, gdyż Katole byli powolni, tępi i niezdecydowani. Kretyni nie wiedzieli co robić. Myśleli że to koniec świata, i nie wiedzieli, czy gapić się na UFO, czy wiać. Papież cały czas pierdolił smuty, tak jak to orkiestra na Titaniku grała do końca, jak gdyby nigdy nic. Nagle Królik zauważył transparent trzymany przez grupkę Katoli w jednym z bliższych rzędów, a mówił on „Polska Młodzież Kocha Papieża”.
– Kurwa, mamy tutaj tę jebaną katolicką młodzież! Dajmy im coś specjalnego! – szepnął jadowicie do mikroportu.
– No nie wiem, czy mamy coś w swoim arsenale, co byłoby dla nich dość straszne! – stwierdził mściwie Kłapek przerzucając giwery – Wiem, ja wybieram Działo Cząsteczkowe Phalanx!
– Zajebisty gnat! – pochwalił Królik. Po chwili ujrzał dwie akcelerowane kule magnezowe, pędzące na kurs kolizyjny z grupką młodzieży, by zakończyć się dwoma eksplozjami średniej mocy.
– Łał kurwa, przeładowuje się jak shotguna. Super gnat! – Kłapek był pod wrażeniem, zaczął więc napierdalać do przypadkowych celów. Kubuś, jako że uwielbiał karabiny energetyczne, wypróbował Ion Ripper – karabin wystrzeliwujący odbijające się od wszystkich powierzchni pociski energetyczne przypominające ostrza. Jednego chrześcijanina pozbawił głowy, innego znowu przeciął na pół po wspaniałym rykoszecie od brukowanej posadzki. Królik wziął na warsztat Plasma Beam, broń, która działała podobnie do Lightning Guna, jednak nie miała limitu odległości i topiła zamiast razić prądem. Trzy sekundy koncentracji ognia i cały Katol zamieniał się w ser topiony. Następnie Królik wybrał Multi Rocket Launcher, który wystrzeliwał rakiety dzielące się w locie na cztery. Niesamowicie potęgowało to zniszczenia.
– Kurwa, panowie, musicie wypróbować Super Nailgun wyposażony w Lava Nails! Bez kitu, yhya! – Tyger był w swoim żywiole wystrzeliwując baraże rozgrzanych do czerwoności gwoździ w bezbronnych chrześcijan.
– No to spójrzmy na Plasmagun z Dissolution of Eternity, haha! – ryknął szaleńczo Kubuś, po czym samemu zadzierżył w swych łapach ową broń wystrzelił w kierunku skupiska pachołków Kościoła. Broń strzelała pojedynczymi kulami niebieskiej plazmy, które po uderzeniu w beton wyzwalały przypiekające wszystkich dookoła błyskawice. – Łał, kolesie z Rogue naprawdę wiedzieli jak zaprojektować fajnego gnata!
– Ja tam przestaję się bawić i przechodzę do trybu wydajnego! – warknął Kłapek i wyjął własną Multi Rakietnicę – Tego nie wytrzymają sukinsyni!
– Trochę mi ich żal, tacy młodzi są. – Prosiaczek właśnie stopił Plazmowcem z Quake 3 pewną dziewczynę, na oko siedemnaście lat.
– Robimy im przysługę! Nie ma przed nimi żadnej przyszłości. Lepiej dla nich, że umrą, niż będą jak ich rydzykolubni rodzice. Bić, nie oszczędzać! – wyrzekł Królik, święcie przekonany o swej nieomylności.
Gdy w całej okolicy zostało około tysiąca Katoli (tłumy poza okręgiem placu widząc, że tłok się przerzedza, od razu lgnęli bliżej papieża, więc podkładali się pod ogień), Kłapek poprzyciskał coś na pilocie, i ze spodka wystrzeliła kulka BFG.
– BOŻE, NIEEEE! NAJPIERW BYŁA GWIAZDA KRWI, PÓŹNIEJ DIABELSKI KWAS, PIEKIELNE GRANATY, ROZŻARZONE GWOŹDZIE, A TERAZ LECI NA NAS KULA GRZESZNEJ ZIELENI! – ryknął jakiś Katol w panice, doprawdy pełno takich tekstów tam padało.
Po jednej „kuli grzesznej zieleni” padła cała zbieranina, oprócz jednego, widać szczęściarza Katola. Znieruchomiał ze strachu, a prościusieńko na niego UFO wywaliło drugą i ostatnią kulę. Ta spadając na niego odcięła mu głowę odchodzącym od niej promieniem, zanim rozwaliła go na cząsteczki elementarne, gdy się z nim zderzyła. Papieżowi na widok takiej ilości krwi odjęło mowę. Ten moment nasi GROMowcy wykorzystali na zejście z dachu (we wnętrzu Bazyliki darli się hasłami typu „Save the Pope! Save the Pope!)”. Po wybiegnięciu z kościoła, błyskawicznie usunęli obstawiających papieża murem biskupów i kardynałów, po czym samego JP2 pochwycili i zatargali na środek placu. Następnie każdy wyciągnął ze swojej torby coś, co wyglądało jak kloc drewna, a po złożeniu okazało się indiańskim totemem. Przywiązali do niego papieża i zaczęli tańczyć przy nim jak dzikusy odpierdalając „Taniec Rytualny Kumuele” stosowany przez Masajów do oddania szacunku upolowanej ofierze. Na placu zebrało się kilkudziedięciu następnych kolesi, mieszkańców Watykanu, aby obejrzeć spektakl. Myśleli, że to tylko blefowanie, więc, pomimo zdziwienia, nie próbowali powstrzymywać naszej dzielnej brygady – jak bardzo się mylili!
– Wyciągajcie swoje blastery! Poznęcamy się nad staruchem! – rzekł Kłapek.
I wtem ujrzeli nadlatujące helikoptery FBI. Prosiaczek – arcymistrz Railguna – zestrzelił dwa.
Królik używał RocketLaunchera, i skutecznie! Rozwalił dwa coptery jeszcze w powietrzu,  nie mówiąc o tych, które po chwili roztrzaskały się o ziemię. Zasadził też dwie Proximity Mines, o które na swoje nieszczęście potknęło się dwóch nadbiegających funkcjonariuszy SWAT Elite Guard – i to tak niefortunnie, że podstawili nogę kolegom z tyłu, a z tego zamętu zrobił się karambol, którego ofiary zagospodarowały drugą minę. Korzystając z sytuacji nasi ninja rozpieprzali samochody FBI, helikoptery usuwali rakietami,  kolesiom robili ogromne dziury w klatach za pomocą Railgunów. Gdy zostali otoczeni kolejnym dzielnym (albo głupim) oddziałem SWATu, Prosiak wpadł na pewien pomysł.
– Na nic już nam kamuflaż, wiedzą, że nie jesteśmy z GROMu!
– Bystre spostrzeżenie kurwa! – odburknął rozjuszony Kłapek, oceniając liczebność nieprzyjaciela.
– Wyciągaaaajcie kosiary… na mój znak… – zaseplenił Prosiaczek po cichu. – Na trzy. Najpierw skierujmy się w pięć stron! Jesteśmy otoczeni, więc rozbijemy ich atakiem okrężnym! Mamy przewagę uzbrojenia!
– Poddajcie się, a weźmiemy was żywcem! – zagadał dowódca oddziału.
– Raz… – zaczął Prosiaczek.
– Powtarzam… poddajcie się, a dożyjecie jutra!
– Dwa…
– Fajne karabiny, panowie! – rzucił protekcjonalnie Królik.
– TRZY!
Błyskawicznym ruchem chłopaki sięgnęli do toreb i wyciągnęli Chainguny.
– A to nasze karabiny! – zakończył Marheva. – OBRACAĆ SIĘ I… OOOOOGNIA…
<<TRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR>> – Kolesie po prostu obracali się i mielili agentów na miazgę. Padała jedna fala po drugiej, nie byli w stanie przeprowadzić jakiegokolwiek kontrataku. Po chwili cały batalion już nie żył.
– Haha! Padli trupami! Wyciągajcie plasmaguny lub hyperblastery, to dokończymy papieża! – zakomenderował Królik.
– Luz! – odrzekł Tyger. Chłopaki sięgnęli do toreb i umieściwszy w nich nagrzane karabiny łańcuchowe, wyciągnęli te energetyczne.
– OGNIA W ZGREEEEEDA….. – Już mieli naciskać na spusty, kiedy…
– STOP!
– Co? Kto do kurwy jego maci? – spyrał zdezorientowany Króliczek.
– Stać! Tu agent Mulder i agentka Scully! – dwójka agentów pokazała odznaki FBI. Przybiegli właśnie na plac, wysadzeni poza jego terenem, by uniknąć zniszczenia helikoptera.
– Co to ma kurrrwa znaczyć?! – spytał wnerwiony Króliczek – Mulder i Scully? Nie wierzę… Dana Scully!
– Tak, to ja. – odparła sucho Scully – Jesteśmy tu, by…
– Dla mnie jesteś ideałem kobiecości! – przerwał jej gwałtownie Królik, natychmiast podbijając do niej i łapiąc ją za ręce. Reszta brygady zaczęła dusić się ze śmiechu – Umówmy się na drinka! Proszę! Chodźmy razem do kawiarni! Przedstawię ci moje naukowe tezy na temat reakcji na pięć i więcej promili alkoholu we krwi u Rosjan i Polaków… Normalnie moja idolka… Te włosy!
– ZAMKNIJ SIĘ WRESZCIE! Onieśmielasz mnie!… Nie wiem czemu, ale to nam przydzielono misję obronienia papieża przed wami! Wiemy, że współpracujecie z nielegalną w 100%, handuljącą najlepszą bronią na Ziemi za marne grosze korporacją id! – Scully ignorując zaloty Królika, z każdym słowem coraz bardziej skupiała się na swojej kwestii.
– Gówno prawda, że są nielegalni! – bronił swoich dobrodziejów Prosiaczek – Byłem u nich na stronce! Mają na wszystko papiery! A poza tym, ciekawe dla kogo 25000 euro za BFG to grosze?
– Każdy pierwszy lepszy bogacz może sobie na nie pozwolić! A czemu w ich podziemnych magazynach znaleźliśmy matryce do produkcji papierów wartościowych i aktów hipotecznych? – retorycznie spytał Mulder.
– To niemożliwe, nie może być! Stosujecie chwyty psychologiczne, bo id jakby chcieli to by rozpierdolili cały świat, a wy macie defa. HAAAAAA! – rozpracował ich Królik. – A poza tym wiem, czemu was tutaj wysłali! Was wysyłają wszędzie, gdzie dzieje się coś dziwnego, pewnie donieśli wam o naszym spodku zabawce! – wskazał na przetopione szczątki plastikowego UFO.
– Prawda, czy nieprawda, mamy was powstrzymać. – powiedział Mulder, jednak po chwili do niego dotarło – ZA… ZABAWCE? TO UFO TO BYŁA… ZABAWKA?
– No bingo, Sherlocku? Co prawda miała zamocowane BFG, ale zabawka! Zgadza się… – wyjaśnił Kłapek, kierując się w stronę spodka, by odmontować BFG10K. Za drogi i zbyt niebezpieczny sprzęt, żeby ktoś niepowołany położył na nim łapska, pomyślał.
– Chyba złożę rezygnację! To niemożliwe! Ciekawe kto mógł nam sprzedać taki kit! – nie mogła uwierzyć Scully.
– Hahahahahaaa! Wiecie, jacy są niektórzy ortodoksyjni Katole! Logika nie jest ich mocną stroną. Ani wyciąganie wniosków, hehehe – Królik znalazł kolejny powód, aby pośmiać się z Katoli, a cała reszta poszła w jego ślady.
– DOSYĆ GADANIA! RZUCIĆ BROŃ RĘCE NA GŁOWĘ! – ryknął rozgoryczony Mulder.
– Fox… nie chcesz tego. I ja tego nie chcę. – Kłapek spojrzał się na agenta tak wymownie, jak tylko umiał.
– Eee… – Mulder stracił całą parę, jednak Scully wykorzystała sytuację i podbiegła natychmiast do przywiązanego do totemu JP2.
– Jeśli chcecie zabić Jana Pawła II, ja zginę razem z nim!
– O kurwa, to nas jebana suka ma. – zauważył posmutniały Tyger. – Jak ją zabijemy to nie nakręcą więcej „X Files” i nie będzie kurwa co oglądać!
– Dobrze, wygrałaś! – Królik opuścił swój HyperBlaster tak szybko, że aż uderzył się nim w kolano.
– Nie zabijemy wam tego papieża, przynajmniej teraz – rzekł Prosiaczek, która to decyzja nieco uspokoiła jego sumienie. – Ale jak chcecie, żeby przeżył to musicie się pospieszyć. Już krwawi.
– Haha, chłopaki! WYNOSIMY SIĘ STĄD! Our Job Is Done! Żegnaj, Dana! – Królik zrobił maślane oczy spojrzawszy na agentkę Scully. Po chwili jednak spojrzał na jej partnera – A ty skurwielu nie próbuj jej tknąć, bo cię kurwa znajdę!
Mulder przełknął ślinę.
–  Spoko był odcinek 127! – rzekł Prosiaczek, po czym dał reszcie znak do odejścia. Zarzucili torby na ramiona. – Nara!
I kolesie mieli się już się zwijać, ale nagle przyleciało pięć helikopterów, których nasza brygada nie zauważyła, zaabsorbowana przez dwójkę agentów. Do jednego z nich wsiedli agenci, z jednego wysiadł oddział medyczny po Papieża, a z trzech pozostałych wysiedli komandosi. Na pomstę przybył ostatni najbardziej elitarny oddział, którego członkowie w mig rozbroili Proximity Mines, którymi Królik spodziewał się zatrzymać każdego. Po tej czynności, zaczęli mierzyć ze swoich M16 do naszej brygady. Jeden trafił Puchatka w nogę. Pożałował.
– Ale żeś mnie wkurwił, ty pierdolony skurwysynu, ty zruchany impotencie, ty skurwiały zamlasco bez kutasa! – te epitety wykrzykując, Puchatek wyciągnął BFG10K i zajebał oddziałowi „kulę grzesznej zieleni”. Ona załatwiła sprawę.
– AAAAAAAAAAAAAA! – darli się żołnierze w agonii, po to tylko, by po chwili mierzyć 4 cm nad ziemią i przybrać płynny stan skupienia. Medyków nasza drużyna postanowiła oszczędzić, gdyż dali słowo, że oszczędzą papieża, a w tym celu potrzebne były działania lekarzy. Po chwili sanitariusze zabrali JP2 do helikopteru, wszystkie trzy maszyny odleciały i nasza brygada znajdowała się teraz sama na środku Placu Św. Piotra, który w tym momencie był jeziorem krwi i gibów sięgającym do kostek.
– NO I CO, SKURRRRWYSYNU! ZRÓB NAM COŚ, BÓG! JEBNIJ NAS PIORUNEM, KURWO! – bluźnił Królik, który wpadł w coś, co można nazwać połączeniem wielkiego rozczarowania i usilnej chęci pierdolnięcia komuś. Zaczął żałować, że papież uniknął śmierci, w ten sposób odreagowywał więc gniew. Nagle znikąd i nie wiadomo w jaki sposób zaczęło padać i zagrzmiało.
– O jejuuu!!! No to żeś się, brudasie, doprosił…. – cichym głosem rozpaczy zagadał Tygrysek, żałośnie kładąc uszy po sobie.
– O kurwa… to on istnieje… POMOCY… Dlaczego nie chciałem wierzyć.. .on istnieje! To znaczy, że to on stworzył świat i wszystko inne, KURWA! – Prosiaczek nie mogąc się pogodzić z tym zdawałoby się faktem, wpadł w istną panikę, a burza rozszalała się już na dobre.
– Kurwa, chłopaki, nie pękajcie! Dzisiaj w prognozach była burza zapowiedziana! To nie jest sprawka żadnego Boga! – wrzasnął Berzerker Kłapek, jedyny, który nie stracił zimnej krwi w tym momencie. – Schowajmy się gdzieś bo przemokniemy!
– A ja proponuję znaleźć jakieś pięć dość dobrze zachowanych zwłok, póki nie rozpada się na dobre, zaciągnąć je gdzieś i przebrać je w kombinezony GROMu! – zarządził Tyger, wykazując się trzeźwym myśleniem. Mimo, iż przyznali zgodnie, że znaleźć dobrze zachowane zwłoki będzie trudno, wkrótce odnaleźli jakieś prawie kompletne i błyskawicznie. W oddali słychać było łopotanie śmigieł helikopterów, syreny radiowozów, a nawet toczenie się czołgów. Najszybciej jak umieli, zaciągnęli więc ciała między filary i przebrali w uniformy, sami przywdziewając zabrane w drogę płaszcze i kurtki. Napisy GROM dumnie widniały na plecach nieboszczyków, a nasza brygada oddaliła się natychmiast z miejsca zbrodni ku parkowi Viale Centro del Bosco, gdzie po prostu rżnęli głupa udając normalnych turystów. Minutę po zajęciu wygodnych miejsc na ławkach przez Kubusia i resztę, Plac Świętego Piotra zajęło pięćdziesiąt radiowozów, około tuzina czołgów i rozpoczęła się obława.

– Hahaha… byliśmy w kominiarkach! Nikt nas nie pozna! Jestem kurwa genialny. GENIALNY! – Królik powrócił do swojej bezbożnej i aroganckiej euforii –
HAHAHAHAHAAAA!!! BÓG, NIE ZESRAJ SIĘ!!! HAHAHAHA!!! ZASRANIEC!!! – Takie i tym podobne teksty cała piątka wysłuchiwałaby z ust Królika pewnie przez następny kwadrans. gdyby Kłapek nie sprowadził go do pionu mówiąc, że tylko wyda że to oni.
– Posiedzimy jeszcze chwilę i idziemy na lotnisko, co? Nic tu pooo nas… – zaseplenił melancholijnie Prosiak. – A poza tym, Królik, jeśli czegoś nie ma to jest jakiś sens too obrażać? – podsumował z westchnieniem.
– Masz rację! BÓG CHUJ! I basta! – Królik musiał mieć ostatnie słowo, ale przynajmniej wyczerpał swój bluźnierczy ciąg.
– Stary, ale wykumaj! Jak oni teraz oczyszczą ten placyk! Haha! – Kubuś przypomniał sobie widok jeziora krwi i mięcha pokrywającego Plac Świętego Piotra.
– Nie wiem, a może uznają to jako znak od Boga i ta cała krew tu zostanie? Znając Katoli może być i tak, kurwa! – stwierdził Tyger z nieukrywaną ciekawością.
– Ale ci Katole to są ostre chuje, to ja nie mogę! – wrzasnął Królik niecharakterystycznie głośno, waląc się otwartą dłonią po czole. – Żeby myśleć, że nas tak w chuja zrobią! Ale z papieżem to się może pomyliłem! Możliwe, że faktycznie jest to jedyny dobry klecha na tej planecie…
– Nawet jeśli przeżyje – wciął się Kłapouchy – Teraz, gdy w ciężkim stanie walczy o życie, Katole na pewno osłabną w wierze! –  podsumował markotno – Nie mówiąc już, że dziś na placu zginęło lekko licząc sto tysięcy ludu! Gdy mieli się już zbierać, podbiły do nich jakieś dwie włoskojęzyczne zakonnice z zatroskanymi minami. Jedna z nich najwyraźniej uznała Kubusia za jedną z niedoszłych ofiar masakry i wyciągnęła mu na miejscu z nogi kule i zrobiła opatrunek. Odpowiadając cynicznie „Senkju very mać”, Kubuś bezczelnie uwiesił się razem ze swoją torbą na plecach Tygrysowi i nasi dzielni bohaterowie mogli udać się w końcu się na lotnisko i wzięli pierwszy samolot na Okęcie. Ot, i tak właśnie wszczyna się na świecie kryzys wiary!
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: