Część 3: Spanner’s Fall

Grudzień 23, 2008

Był piękny zajebisty poranek, tydzień po heroicznym powrocie naszych bohaterów z Torunia, furgonetką jakiegoś pijanego rzeźnika (zanim zakopali go żywcem przy drodze, upewnili się, że nie miał rodziny).
Po przeżyciach z Radiem Mamordę przyjaciele mieli cały tydzień świętowania!!
– Wznieśmy toast, hahaha, za szczątki i giby księdza Muchomorka – niech gniją w spokoju! – rzekł Tyger wesołym tonem.
– Haha! Toast! – wszyscy trzasnęli się szklankami.
– Aaaaaalbo…… za mój Railgun – do tej pory ani razu mnie nie zawiódł! – rzekł Prosiaczek
– Albo za id Software – to oni dali nam najlepsze, kurwa wasza mać, uzbrojenie! – rzekł Królik.
– Za przemówienie Prosiaczka o orgazmach – takich w TV i radiu nie dają!!! – rzekł Puchatek i wyciągnął szklankę z winem „Portos” w górę.
Ciągle rzucali tym podobne slogany na poziomie i bawili się w najlepsze.
Na podwórku napierdalali śnieżkami, w domku gapili się na pornole! Po prostu żyć, nie umierać!!
– Hej, dekle, po chuj mamy oglądać jak się tną na ekranie, skoro sami możemy to uczynić?! Może pójdziemy poruchać Kangurzycę? – zasugerował Tygrysek, więc wszyscy oprócz Prosiaczka, który zagłębił się w kontemplację, poszli do domku Kangusi ją przepiłować.
– Kanga! Kangusia! Kangurzynia! – zapukał do drzwi Tyger.
– Tak? Ach, to wy. Wejdźcie! Nie jesteście głodni? – grzecznie przywitała kolesi Kangurzyca.
– Jesteśmy głodni – ciebie, mała. – odparł Królik.
– Nie mogę teraz… mały cały czas się tu kręci, trzeba go spławić!
– Ja z nim pójdę brykać, potem go zgubię w lesie i przyjdę cię pierdolić! – zgłosił się Tygrys, z jakże bohaterską inicjatywą odmówienia sobie dunga-dunga, chociaż na chwilę.
– Ja może jednak zrezygnuję. Idę do Prosiaczka. – Kłapouchy także się rozmyślił i wyszedł. Od początku za bardzo nie miał ochoty, poza tym coś mu moralnie nie tykało z ruchaniem kogo popadnie, zwłaszcza, gdy był zupełnie trzeźwy, jak teraz.
– No to jak to tak to kurwa? Impotencja? – zaskrzeczał rozbawiony Królik – dobra, jebać ich, przerżniemy cię we dwójkę. – zasugerował w końcu. – Ja w pizdę, a Puchat w mordę.
Nasza brygada więc, w uszczuplonym składzie pierdoliła Kangurzycę z całych sił.
– Oh, yeah, oh yeah! That’s right! – angielszczył Puchatek, który miał zaszczytne miejsce przy mordzie Kangurzycy.
– Twoja pizda być zajebista! – Królik sunął sztosy koło dziesięciu razy na sekundę, jak to na królika przystało. Po jakiejś godzinie skończyli, pożegnali się z Kangurzycą i poszli na chaty…

Żyli se tak przez całe dwa tygodnie, aż do lasu nie wiedzieć skąd przybył taki jeden kutas przedstawiający się jako Szpaner Hói… i zaczął go dokumentnie rozpierdalać.
Tygrys z Maleństwem właśnie doskonalili się w sztuce brykania i za wyniesieniem jednej polanki zobaczyli jak Hói rozpierdala las, skurwysyn. Piłą łańcuchową.
– Ej, ty zapiździały berłomlasco!!! Odpierdol się od Dębu, bo jak ci z napleta wyprowadzę, to ci chuj odpadnie!!! – wrzasł obrończo Tygrysek.
– Uważaj, do kogo mówisz, ty gównogębny spermo-kutaso-jebny wypierdku klozetowy!
– JAAAAAK?!?!?!
– Ty gównogębny spermo-kutaso-jebny wypierdku klozetowy, głucha pało. – powtórzył Hói, bardziej zaciągając sylaby.
– No niee! Kurwa, za to cię nie oszczędzę, chuju! – Tygrysek wpadł w zimną furię. Złapał Hói’a za kołnierz i podniósł do góry. – Gadaj, po co rozpierdalasz nasz Stumilowy Las!?
– Muszę mieć drewno na zbudowanie maszyny, która da mi władzę nad światem! – odparł Szpaner chorym tonem pozbawionym strachu.
– Wybij se z głowy, ty wdwójnasób posuwany drewnianym ogórkiem nadgryzionoprąci zakurwieńcze! – zripostował Maleństwo (w jakie to on wpadł towarzystwo…). Szpaner zamilknął na chwilę, złapał się za brodę, po czym rzekł rzeczowym tonem:
– Dobrzy jesteście w te klocki. Mam pomysł. Spotkamy się jutro i urządzimy bitwę słowną. Jak wygracie, nie zbuduję mojej maszyny i wyniosę się stąd! – rzekł zaintrygowanym, acz jadowitym tonem.
– DOBRA! Wchodzimy w to. Jutro na polanie przed norą Królika. A teraz lepiej już wypierdalaj ty niemoto niedojebana! Yhyahyahya! – pożegnał się Tygrysek. Naiwniak.

Na drugi dzień spotkali się tak jak mówili, na polance – para Tygrys i Mały doniosła wszystkim o pojedynku, więc zaczęli ustalać zasady:
– Każdy za wygranie pojedynku dostaje dwa, za remis każdy jeden, a za waszą przegraną JA dostaję dwa punkty. Każdy chętny mierzy się ze mną. Gotowi! START!!!
Zaczęli Szpaner i Kłapouchy (gdy pałał do kogoś nienawiścią, jego umiejętności ulegały znacznej poprawie):
– Ty kabato-lanco-jebny, spermotrysły chujomlasco. – rozpoczął raperskim akcentem Kłapouchy.
– Dobre, ty zjebo-rucha-kurwicielu, mlaszczący napletek koczkodana, dupossący skurwieljebny pawianie.
– A ty jesteś schizowtryskiem i kazirodnym wielbłądojebnym obciążyfredem!
– Ty skurwiały zmesturbowany przez kutasa chędożycielu, pierdolony zapleśniały jogurcie, zlaksiały drobnoustroju, skurwiała surykatko z dupy karibu… – wyliczał bez trudu Hói.
– KURWAAAA, JAK MU ZARA PIERDOLNĘ! – ryknął Kłapouchy, tracąc panowanie, gdyż wiedział, że Hói’a nie przebije.
– Spokojnie Kłapouchy. Oddajmy mu tę rundę. Dwa/zero dla Szpanera – powiedział sędzia Pan Sowa.
Nadszedł czas na gigantyczny pojedynek Szpanera z Królem Bluźnienia w Dobrej Sprawie, którym był Królik.
– Ssij moją dupę, ty zasyfiona lafiryndo jebiąca nosorożce i liżąca odbyt słoniom! – rozpoczął beztrosko Marheva.
– Genialne, ty kurwicielski laksonurku! – odparł Hói, nie pomyślawszy, że owa riposta mogłaby być za krótka, by przebić Królikowy baraż.
– No cóż! Pana Szpanera trochę poniosły emocje! Dwa zero dla naszego Króliczkaaa!!! Jak mogło być inaczej!
– Kurwa!!! Niemożliwe! Zagapiłem się. KURWA! – darł się Szpaner Hói, nie mogąc uwierzyć w swoją głupotę.
Przyszła kolej na Prosiaczka, a wynik był dwa/dwa.
– Nooooo…..!!! ty….kurwo….. -wysapał bardzo niepewnie Prosiaczek. Był spięty i niezbyt pewien siebie.
– Haha! Coś czarno to widzę! – zadrwił Szapner swoim ultramegawkurwiającym głosem pełnym poczucia wyższości. Może ja zacznę! Jesteś GEJEM! – zlekceważył Prosiaczka – nie wiedział jednak o jego wyczynach przed mikrofonem Radia Maryja, więc nie spodziewał się niespodzianki.
– No… przełam się, Stary! Od Ciebie zależy los Lasu, pamiętaj! – podbudowywał go Kubuś.
– Hej, łap! Wypij to! – Tygrysek postanowiwszy przejąć inicjatywę, rzucił Prosiaczkowi nową nalewkę ziołową własnej receptury w prostopadłościennej korkowanej butelce.

– Dzięki! – Prosiaczek wsadził karafkę do ryjka i wychylił całą zawartość jednym haustem. Ryknął tryumfalnie, po czym wyrzucił z siebie nieustępliwy baraż: -Ty kurwopenisopermojeblizojebny, dupossący, chujoblaszczący skurwielokutaruchijebco!!!
– Od razu mówię, że cztery/dwa dla nas! – ucieszył się Sowa, akcentując to wyniosłą miną.
– Nieeeeeeeeee! …możliwe. – nerwy już popuszczały Szpanerowi H. Spod aroganckiej, kurwa,  fasady, wypływać zaczęła przewrażliwiona i krucha, kurwa, psyche.
– Ale jazzzzdaaaa! – warknął na dokładkę Prosiaczek. Wypicie całego litra nalewki nigdy nie było czymś, co się zapomina. A zwłaszcza TEJ nalewki. Nie była to bowiem zwykła nalewka, oj nie…
– Następny kombatant – KUBUUUUŚ! – darł mordę podekscytowany Pan Sowa.
– Ach tak. Więc mam bluźnić do tej nedorobionej, puchatej, sraczkowatej masy? – Szpaner najechał, jednak poczucie pewności siebie było już wyraźnie, kurwa, niższe.

– Coś ty powiedział, ty jebany skurwysyński matkojebny chujowaty szumowiński katolicki kutasie?! – Kubuś preferował słowa pełne.                             – SZEŚĆ/DWA!!! Sensacja!! Wygramy!! – Sowa niemal wychodził z siebie. Szpaner również, ale z powodów przeciwnych.                                                                – Zapraszam Kangurzycę! – Sowa uczynił swą powinność. Kobieta wyszła stawić czoło Hói’owi.
– Ty jebana, torbowata, puszczalska, lafiryndo z niedorobionym dzieckiem, myślisz, że się ciebie boję? – i tutaj Szpaner pojechał lekko, lecz to ze strachu  i rezerwy, których to już zdążył, kurwa, nabrać. Czekało go jednak pozytywne zaskoczenie.
– Ach. Jak możesz ty… ty… gburze! – Kangurzyca była dotknięta.
– Hahahahaha! – zaśmiał się zuchwale Szpaner, zadowolony, że los w końcu zesłał mu choć mały prezent.
– No cóż. niestety jest już tylko sześć/cztery dla nas. – oznajmił Sowa, a po jego czole spłynęła strużka potu.
– Kurwa, co za debil wystawił Kangurzycę? Przecież to samobójstwo! – zirytował się Puchatek, a po chwili zobaczył zaczerwienionego już zupełnie Sowę. Nabrał swoich podejrzeń i słusznych zresztą – faktem było, że zeszłej nocy Kangurzyca ojebała Sowie laskę – Jak przez to przegramy, Sowa, to osobiście osram twój grób. Dam kurwa głowę, że dała ci dupska, a ty nie miałeś jak zapłacić…
Tygrys, nie mogąc ustać bezczynnie jak ten chuj, wziął się za sprawę.
– Jak ci pierdolnę w tego zeschniętego kikuta pod jajami, to piśniesz tym lafiryndzkim głosikiem że cię usłyszą w kambodżańskiej puszczy, ty kutasie nieztrzepany!! – wygarnął.
Co, ty futrzany skurwielojebny kutasowaty ruchający zaspermochujowaty zjebikutaśny chomikojebiący laksopijco!?
– No cóż… minimalnie, ale wygrywa Szpaner. – orzekł niepocieszony Sowa.
– Hej! To jest tkurwa nie fair! Ja mu zaraz kurwa pokażę! – wkurwił się Tygrys, a uśmiech zawsze obecny na jego twarzy zniknął, by ustąpić miejsca groźnej minie.
– Niestety nie można robić drugiego podejścia… – tłumaczył jeszcze bardziej niepocieszony Sowa, czując na swoim karku rozwścieczony wzrok Puchatka – Myślę, że powinniśmy wygrać to FAIR, a nie kanotwać, jak ten kutas…
– Hói. – poprawił go rzeczowo Szpaner.

– PIERDOLIĆ PRZEPISY! – wrzasnął Tygrysek i polazł obrażony w pizdu.
– Dziękuję za nalewkę! – krzyknął za nim Prosiaczek.
– Mam jej jeszcze dużo. Pędzę z polnych ziół. – rzucił na odchodne Tygrysek i polaaaaazł w piczu.
– Więc sześć/sześć. – sprawiedliwie zasądził Pan Sowa.
– Hej! Kogo my możemy jeszcze, kurwa, wystawić?
– Oto jestem, kurwa, JA!. – A to Maleństwo przybrykało spod drzewka.
– TO?!? – drwił se Szpaner, wyraźnie rozbawiony. – To wytarte, małe gówno ma mnie pobić!?
– A żebyś kurwa wiedział, ty zjebany, chujo-bez-wytrysku-jebny zamlaskany we własnym członie, spermosiorbny, wytrzeszczony kabacie! Mój kutas ma więszką głowę, niż twój ojciec – którym zresztą mógłbym być, gdyby nie uprzedził mnie spocony ormiański imigrant bez nogi! Twoja matka jest tak brzydka, że sam nie wiem, ile musiałem wypić, żeby ją wyruchać! Jesteś…
-<<SZPANEROWI SZCZENA OPADA>> DOSYĆ! Przestań już, nawet nie znasz mojej matki… Wygraliście!
– Hahaha!! OSIEM/SZEŚĆ!!!! BRAWO, MAŁY!! – ucieszył się Sowa Wodzirej.
– CHWAŁA MALEŃSTWU!! – wszyscy wrzeszczeil w radości.
– Masz u mnie flaszkę! – Kubuś poklepał kangurka po plecach. Sowie udzielił spojrzenia z rodzaju „ale ci się upiekło, skurwysynu”.
– U mnie masz dwie! Stary, albo nawet trzy! – przebił Królik.
– Dobra, wygraliście… Idę w pizdu… – To powiedziawszy Szpaner polazł chwiejnym krokiem chuj wie gdzie, głowa jego była spuszczona.
– Robimy bibę na cześć Maleństwa!!!! – od razu zaproponował Królik.
– TA JEST, KURWA! – wszyscy jak zwykle odpowiedzieli chórem.
No i bawili się! Biba była, oj była! Browar się lał, pornole się widziało, perwersyjne cuda się odpierdalało! Kurwa! Maleństwo był tak napierdolony, że pomylił własną matkę z Tygryskiem i puszczał takie wiąchy, że Kanga zemdlała z przeciążenia uszu.

***

Nazajutrz, pięknego, słonecznego popołudnia, Prosiak siedział se na necie na stronach id Factories, aby zobaczyć inne uzbrojenie oferowane przez korporację, która tak wielkiej pomocy udzieliła w oczyszczeniu Torunia. Wyhaczył Plasmagun, czyli bardzo szybkie działko plazmowe i drugą wersję BFG10K, broni, której jedno wcielenie już bardzo dobrze poznał. Postanowił zrobić kolegom niespodziankę i zabookował karabiny na wypożyczenie, w ramach programu beta-testingu. Potem przeczytał historię ulubionej broni – Railguna, i odkrył, że jest już Rail Gun: model 2.

Nie był jednak wiele lepszy. Różnił się jedynie kilkoma wizualnymi zmianami i rodzajem wystrzeliwanych pocisków, przez co uznał, że nie weźmie egzemplarza dla siebie. Następnie Prosiak zagrał sobie w Qłejka 3 Arenę i bardzo go wciągnęła ta gra, zauważył u siebie również niezwykły do niej talent. Dzień minął bez większych komplikacji. Już nazajutrz broń była pod jego skrzynką pocztową (cargo było naturalnie zbyt duże, by się w niej zmieścić). Postanowił jednak, że lepiej będzie jeszcze nie pokazywać nowego nabytku reszcie brygady, upakował więc towar u siebie w piwnicy.

Minął tydzień. Maleństwo i Tygrysek właśnie brykali se właśnie przez las i zobaczyli coś, co ich zszokowało. Szpaner Hói w swojej jebanej szopie kurwa, piłował coś piłą, kurwa!
– Ćśśś, mały! Przyglądaj się mu, a ja popierdolę po resztę, i po doping z mojej super Nalewki. – szeptał Tiger. Cichutko i śledź śledzia!
– Tak jest! – odparło Maleństwo.
Tygrys przyprowadził towarzycho w dyżurnym stroju garnka na głowie, uzbrojonych w BFG10K.
– Co jest, KURWA, że musisz nas sprzed telewizora z oglądania pornoli wyciągać??! – prawie wrzasnął Królik, gdy jeszcze byli w drodze.
– ĆŚŚŚŚŚŚ! POJEBIE! BO NAS PRZYSŁUCHA! Póki piłuje nic nie słyszy, ale lepiej siedźmy cicho za Dębem. Maleństwo! Co zauważyłeś?
– Ten jebany – i w tej chwili zaczął szeptać, bo Szpaner skończył piłować – Chuj coś tam się śmiał, coś pierdolił, że jest niepokonany i że zawładnie światem!
I w tej chwili Prosiaczek zauważył, że Hói zbliża się do jego komórki, która stała kilka metrów od Dębu, aczkolwiek ostatnio rzadko do niej zaglądał. Tym niemniej, perspektywa naruszenia własności bardzo go bolała, więc wyskoczył zza Dębu i ryknął ze wszystkich sił:
– SPIERDAAAAALAJ!, ZASRAŃCU…TO MOJA KOMÓRKA, SKURWYSYYNU!!!…..
To był błąd – komórkę by się odbudowało, ale ukrytej pozycji już nie.
– Ach to wy! KURWA, wy! Stęskniłem się za wami, przyjaciele. Hehehehehe! Hehehehehehehe!
– Co ty jebany zdradliwy skurwysyński lapsowaty chuju, sobie wyobrażasz, kurwa! Przecież była umowa!
– Umowa, śmowa… Hói jej nigdy nie dochowa! – pan Szpaner popisał się zdolnościami poetyckimi.
– Kurwa, bo ci pierdolnę, nie ręczę za siebie!!! – wrzasnął Prosiaczek, któremu właśnie uaktywniała się ta jego chrapliwa nuta „vel mafioso” w głosie.
– Ej, weź ty , kurwa, SPIERDALAJ!!! – oburzył się Królik – Najpierw się zakładasz, a teraz KURWA kłamiesz jak, kurwa, chuj!
– Jak chuj? Ja JESTEM Szpaner Hói. No ale koniec gadania. Przygotujcie się na śmierć wskutek stopienia kulką z BFG, albo przejechania na wylot kulą z Railguna, albo w jeszcze innych parę sposobów, Zresztą nieważne. Zaraz się przekonacie. Przedstawiam wam Szpaneronobota!!! – Gdy to powiedział, wskoczył do 15-metrowej puszki z drzewa Stumilowego Lasu i przejął sterowanie tej machiny zagłady.
Kolesie aż westchnęli  z podziwu i jednocześnie strachu, gdy to coś wyłoniło się spośród drzew.
– Kurwa, jaki down! Robota z drewna budować, debil! – Królik widocznie musiał coś powiedzieć, ale nigdy coś, co zdradzi jego strach.
– Ty się lepiej zastanów, skąd on ma id’owskie uzbrojenie! Pewnie kolesie z firmy niezbyt ściśle kontrolują swoich internetowych klientów… – dorzucił swoje Kłapek.
– GIŃCIE W IMIĘ SZPANERA HÓIA! – odezwał się mechanicznym głosem Szpanerobot.
– Mania wielkości, hę… – mruknął nieznacznie Kłapek.                                                   – SŁUCHAJCIE, KRETYNI! – Królik dowódca podniósł głos, gdyż robot strasznie hałasował – NIE MAMY DUŻYCH SZANS! KOLEŚ JEST UZBROJONY PO ZĘBY!! SKĄD MA BROŃ OD id’A TO TYLKO ON WIE! ALE ZABIERZE TĄ WIEDZĘ DO GROBU!! MY MAMY NASZE BFG! KAŻDY JE MA?!
– JAHA!!! – odpowiedzieli ziomale.
– NASZA STRATEGIA: KULKA Z BFG I KRYJEMY SIĘ ZA DRZEWO NA CZAS OSTRZAŁU! POWTARZAĆ DO SKUTKU!
– TAK JEST, PANIE KAPITANIE!! – wszyscy jak zwykle usłuchali Królika, tylko Kłapouchy dodał „kurwa”, po słowie „panie”.
– ZACZEKAJCIE! – wtrącił się Prosiaczek – WYPOŻYCZYŁEM DLA NAS BROŃ OD id’A! MAMY BFG10K2, PLASMAGUNY I RAILE!
– TAAAAA?! KURWA!… KURWA MAĆ URATOWAŁEŚ NAM ŻYCIE, ŚWINIAKU! DZIĘKI CI, KURWA! HAHA! – wyraźnie rozpromienił się Królik – ALE NIE CZAS NA SENTYMENTY! MAMY TERAZ ZADANIE!

– WSZYSTKIE GNATY SĄ U MNIE W KOMÓRCE NA TACZCE! – kontynuował Prosiaczek.

– ZAJEBIŚCIE! PUCHATEK, ZAPIERDALAJ PO UZBROJENIE, NAJMNIEJ SIE NAM PRZYDASZ! – zarządził Królik, po czym z lufy jego BFG wydobyła się wielka kula, a on sam znów schował się za drzewem.

– No kurwa super, jeszcze ci kiedyś pokażę, skurwielu pierdolony… – odparł wnerwiony Kubuś. Czemu ten kutas Królik nigdy go nie doceniał? Zdawał sobie jednak sprawę z powagi swojej misji i już po chwili znalazł się z powrotem na polu bitwy z taczką, na której usypana była góra groźnie wyglądających giwer.

– WOW, ALEZAJEBISTE GNATY! – ryknął Tygrysek.

– CO MÓWIŁEŚ?! – Kłapek niedosłyszał.

– WOW, ALEZAJEBISTE GNATY! – powtórzył radośnie Tyger, po czym sam oddał strzał z BFG.

– ZAMKNĄĆ MORDY I SKUPIĆ SIĘ! – opierdolił ich Królik, z niemałym trudem zdążając ukryć się a coraz bardziej nadżeranym przez pociski Szpanerobota drzewem. Po chwili kucnął i wyjął z plecaka pięć flaszek danej mu na przechowanie Tygrysowej ziołówki. Postanowił, że tego dnia dobrze będzie ją ze sobą mieć i nie przeliczył się. – NO TO KURRRRRWA MAĆ, CHLAĆ ZIOŁÓWKĘ I DO BOJU!!
Każdy opierdolił całą karafkę w swoim tempie, każdy poczuł przypływ wigoru, w końcu wszyscy ryknęli jak jeden mąż: – ZA STUMILOWY LAAAAAAAS! – wrzasnęli wszyscy razem i ruszyli do boju.
Odnalazłszy tę nową siłę, dalej ścierali się ze Szpanerobotem, nacierając cyklami z BFG według instrukcji Królika i dziwili się, dlaczego jest taki wytrzymały. Drewno powinno zostać unicestwione przez potęgę kulek z BFG, przy których, przynajmniej w grach, wszystko wymiękało niemal od razu.  Zmęczeni bohaterowie mieli tylko po sześć strzałów z BFG, a te powoli się kończyły.
– KURDE! Gościu jest tak silny jak Makron z Quake’a 2, a może nawet silniejszy! – zaniepokoił się Kubuś. – No taa… Tamten wymiękał już 24 kulkach…..
– Jeżeli dobrze pamiętam, to 6 kulek na Quad Damage…. – ciągnął tę rozmowę Tygrys.
Czasami krycie się daleko w głebi lasu za drzewami nie pomagało w unikaniu BFG Szpanobota, bo od kulek odchodzą promienie lasera do wszelkich celów organicznych. Królika podparzyło parę razy, ale najbardziej uszkodziło Prosiaczka.
– Ach! Co za robota! – stękał spocony Tygrys oświetlany kulkami BFG.
– Masz rację….. – odparł Prosię w tej samej sytuacji.
– Hej, Prosiaczku! Co ci jest? – zaniepokoił się Tygrysek, widząc filigranową postać Prosiaczka w niezbyt dobrym stanie.
– Kurwa… Chyba zajeeebał mnie… – odparł Prosiak.
– Niemożliwe, Kurwa!! Walcz, pomogę ci!
– Nie dam rady walczyć z nim…
– Nie z nim, idioto! Z ranami! Ze śmiercią, kurwa mać!
– Aha… Daj mi chustkę, będę leżał… – Prosiaczek wskazał na typowo katolicką bandanę, jaką Tygrys miał zawiązaną na głowie. Tyger oczywiście oddał mu ją, po czym ten przycisnął ją sobie do lekko krwawiącego boku. – I daj mi mojego Raila! Po prostu… mi go daj.
– Pamiętaj! NIE PODDAWAJ SIĘ!! Muszę już iść… – dzielny wojownik Tyger, skoro tylko oddał Prosiaczkowi z przechowania jego umiłowaną broń, wrócił w podbrykach na pole bitwy.
Kolesie zmarnowali całą amunicję do BFG, i musieli zmienić taktykę.
– PLASMAGUNY!!! – darł się pan Kapitan i każdy pochwycił  potężne i szybkie plazmowe działko z taczki.
– Walcie w niego!! ZA PROSIACZKAAAAA!!!
I walili i kryli się, walili, kryli się. Szpanobot był zajebiście uzbrojony. Dwa ręczne działka BFG10000, dwa ręczne Plasma Guny, dwie wyrzutnie rakiet, railgun w głowie i maszynówy na łokciach.
Przyszedł czas, gdy plazma się skończyła, robot ledwo dyszał, drzewa, za którymi można się było ukryć kończyły się powoli, a obrońcy mieli już tylko Railguny i drugie odsłony BFG (czyli jakby plasma Gun walący wolniej, ale o wiele potężniej z pocisków radioaktywnej, wybuchowej plazmy). Zaczęli z Railgunami przebijając puszkę setki razy na wylot. I w końcu nadszedł oczekiwany moment! Supersilny wytwór chorego umysłu Hói’a zaczął chwiać się na nogach, po czym potknął się o własne nogi i padł. Został unieszkodliwiony. Kule w Railgunach skończyły się, ale mściciele chcieli ujrzeć rozczłonkowane zwłoki Szpanera, uwięzionego w drewnianym ciele robota.
– No to jak? – spytał Dowódca – Przetestujemy prezent od id software – BFG10k, wersja Q3A?
– Jacha, kurwa, jacha!- odparło towarzycho.
Sypali więc kurwa, z futurystycznych dział śmierci wybuchową materię z prędkością 4 strzałów na sekundę, iiiiiii… w końcu osiągnęli spektakularny sukces!!! Pociski przeżerały się przez drewno z ogromną łatwością. W końcu odsłonięty został rezydujący w samym środku robota Szpaner, kutas jeszcze żył.
– No i co, Hói’u? – podszedł do niego Kłapek, oczy nabiegły mu krwią. – Już nie taki kozak, co?

– Jejku, zawsze zaczynam bać się Kłapka, gdy robi te oczy… – powiedział Puchatek, przypatrując się spektaklowi.

– Mmmmm!!! – jęczała ofiara, gdy osioł wciskał mu karabin BFG w usta. Po chwili człowiek imieniem Szpaner Hói był już tylko chmurą czerwonej materii organicznej, a Kłapek odleciał na kilka metrów, odrzucony siłą wystrzału i eksplozji.

– TAAAK!!! – rozległ się ogólny okrzyk triumfu, jeden nawet drugiego objął.
– Robimy porno-bibę na cześć id Software!! Taką broń nam dali, że to w ogóle się nie mieeeeeści….. w pale… – wesoło zaseplenił Prosiaczek.
– PROSIACZEK!! – przypomnieli sobie przyjaciele, podchodząc do leżącego – Żyjesz? – od razu spytał zatroskany Puchat.
– Tak. Zabierzcie mnie do domku. Chcę przyjąć sakrament Namaszczania Chorych!
– Co ty znów pierdolisz? -burknął z wkurwieniem w głosie Królik.
– No co ty? Nie znasz się na żartach? – Prosiak pokazał mu język – Wszystko będzie ze mną dobrze!
– Całe kurwa szczęście, ty mały, jebany wieprzu! – wypalił wzruszony Tygrysek.
– Hej, tak się zastanawiam, kiedy w końcu będę będę mógł się porządnie ZMESTURBOWAĆ? – przerwał im Kubuś, co było powtórką z poprzedniego razu, Radia Maryja.
– Stary, twoja głupota oraz zupełny brak taktu naprawdę nie są zabawne… – odrzekł mu srogo i ponuro zarazem Królik. – Panowie, wracamy do domu. Jest impreza do zrobienia!
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: