Część 1: The Controversy of Tyger

Grudzień 22, 2008

Był piękny, zajebisty sierpniowy poranek w podwrocławskim Stumilowym Lesie, kiedy to kurwa, Kubuś jak co dzień rano siedział se na zielonej trawce i medytował se kurwa, jakby tu zapierdolić Królikowi troche miodku…
– O kurwa! Kiszki mi, kurwa jego mać takego marsza grają, że aż mi chujek stanął, lepiej się zmesturbuję! – wywiódł bystrze, po czym sięgnął do majtek.
– Yhyhyhyhyaaaaa! – dał się znienacka słyszeć głos świra.
– Ej, złaź ze mnie! – wkurwił się Kubuś, gdy Tygrys wtoczył mu się na pusty brzuch wywołując rwący ból. O zniweczeniu onanistycznych aspiracji już nie mówiąc.
– No, to…  znaczy, witam cię tego pięknego dnia! Chciałem ci, kurwa, powiedzieć, że…
– Spierdalaj, bo ja ci coś zaraz powiem, ty fiucie jeden! Ja tu męki Tantala cierpię, w mordę jebane, a ty mnie jeszcze kurwa jego mać, napastujesz? Jesteś chujem, stary!
– Aaaa… a w mordę byś nie chciał, bo wiesz kurwa, ja dziś mam taki dzień, że jak kogoś bryknę to już kurwa… – tłumaczył Tygrysek (Kubuś nie wiedział w ogóle o co się rozchodzi).
– Zamknij ryj i spierdalaj, popierdoleńcu zajebany! Naćpałeś się, czy jak?
– A chuj ci w dupę, jeśli takie buty! Ja tu przybywam z radosną nowiną, kurwa i z dobrego serca chcę powiedzieć jak jedzonko zdobyć, a ty, wyjebany impotencie…
– Że co kurwa? Mówiłeś coś o małym co-nieco? Prowadź, kutasie! – Kubuś zupełnie odmienił swe nastawienie. Żarłok jebany.
– Teraz to spierdalaj. – Tygrysek nie dał sobie w kaszę dmuchać. Jeśli skurwiel miał być miły tylko, jak czegoś chciał, to niech spierdala, o!
– Weź, Tygrysek, nie bądź cham!
– Chuj ci w dupę!
– No weeeeeeeeeeeź! – Kubuś zrobił najbardziej błagalną minę, na jaką pozwalało mu alkoholowe porażenie mięśni twarzy.
– Słowo moje ostatnie, wypierdalaj brzmi! A tu czas ucieka, a tu czasu szkoda! Miło mi bardzo było, że ee… tentego… tak mi się odwdzięczasz za dobre serce, więc eeee..  wypierdalam, na razie! Yhyhyhyhyhyhy! – Tym dzikim śmiechem zakończywszy swój bełkot, Tygrys w podbrykach udał się, kurwa, przed siebie.
– A idź w pizdu, skurwielu! – rzucił Tygryskowi na odchodne rozgoryczony miś.

I tak Kubuś, żarłok zajebany został sam, a Tygrys polazł gdzieś las brykać z Maleństwem. – No i chuj, że jestem sam, tera to się pójdę, kurwa mesturbować z Królikiem. – wywiódł nieco urażony, kurwa, Kubuś, po czym popierdolił w norkę Królika mając oprócz powyższego zamiaru nadzieję odnaleźć, kurwa, nieco miodku.
– Króliczku, króliczku! Gdzie się ukrywasz? Wiem, że tam jesteś! No kurwa co za kutas! Nie dość, że myśli, że się mnie pozbędzie, to jeszcze gra na zwłokę, no! YYYYYCH! AAAAA! Aach! Kurwa, jakoś się wcisnąłem do tej zabitej dechami nory jebanej… Ahaa! Tu jesteś, Królik! Dawaj miód, fiutogryźco!
– Nic nie mam… spierdalaj! I to w tym, kurwa, momencie. –  Królik, niczym rażony gromem wbiegł do izby.
– Króóóliiik! – Kubuś zrobił maślane oczy.
– Dobra… – Króik zdjął z półki pierwszą lepszą baryłkę miodu, ostentacyjnie przechylił i od razu zabrał, gdy jedna jedyna kropla dotknęła talerza. – Więcej nie dostaniesz, kurwa, co się tak gapisz? Sępie jebany?!
– A żeś mi nalał, ty pazero zajebana! – Kubuś spojrzał na Królika jak gdyby ten powybijał mu całą, kurwa, rodzinę. Zanim Królik zdążył zareagować, Kubuś poderwał się, wepchnął go za drzwi sypialni, zastawił je krzesłem i przemówił: – Wiesz, co kurwa? Ty sobie tam kurwa posiedź, a ja się tu, kurwa, najem! Już się nie martw, potem se pójdę w pizdu! Tyle mnie będziesz widział!
I tak, ignorując zupełnie dość dobrze słyszalne złorzeczenia Królika, wpierdalał se Kubuś miodek. Od razu poszły dwa słoiczki miodku, trzy słoiczki miodku, pięć, dziewięć, czternaście… Wszystkie zakamarki Królikowej, kurwa, kuchni zostały doszczętnie, kurwa, ogołocone. Tak się nawpierdalał, świnia jebana, że zobaczycie jakie jaja to będą dopiero teraz!!
– Aaaażem się najadł! No, żeś mi, Królik dopomógł, kutasku poczciwy! – Kubuś uwolnił Królika z sypialni.

– Ty skurwysynu! – rzucił od razu wkurwiony Królik. – Co ty sobie kurwa wyobrażasz, jebańcu? Wypierdalaj stąd, pókim jeszcze świadom swych, kurwa, czynów!

Kubuś zauważył, że jego dobrodziej jest już na skraju, postanowił więc usłuchać go. – To tego, dzięki za wszystko i do zobaczenia! – Kubuś wcisnął się do wejścia frontowego nory – Ej, c-co? MMMMF! Mmmmmf! Ożeż, kurwa jego mać! Tylko mi nie mów… Zaklinowałem się, do kurw…
– CO, KURWA, POWIEDZIAŁEŚ!?! – Królik tylko tyle wyrzekł. Na więcej nie pozwolił mu szok i poczucie beznadziei. Po chwili jednak się przełamał. – No to, kurwa zajebiście! No ja pierdolę… Hmm… Spróbuj się pchać, wiercić albo coś w tym stylu, bo ja tu kurwa nie wyrobię!
– YYYYYYCH! – Kubuś wytężył wszystkie swoje siły, jednak zdało się to na chuj – Nie mogę!! No nie mogę! Pomóż, kabacie!
– Dobra… 3-4-ry! – Gospodarz wziął lekki rozpęd, po czym przyjebał z impetem w Kubusiowy zad – Uuch.
– EEEEJ! Nie ładuj mne od tylca ty pedale jeden! Hehe! Hehehehe! – Kubuś źle zinterpretował zapędy Królika. – Och, kurwa, chyba jednak poczekam se ździebko w tej zabitej dechami…

– Te, kurwa! – wkurwił się Królik. – To ty zabiłeś mi norę dechami, żeby, kurwa, była jasność! – schował twarz w ręce i trochę pomyślał, po czym nieco się rozchmurzył –  Czekaj, czekaj… Być może jestem w stanie znaleźć dobre strony twojego stanu! Mam od Kłapouchego taką zajebistą ramkę na obraz, dostałem na 29 urodziny…
– Taa? a ja kurwa dostałem budzik od Prosiaka na 27, no i co? – Kubuś nie dość, że znów dał po sobie poznać niedobory intelektualne, to w dodatku nie był w nastroju.
– Przekonasz się za chwilę, hehehe… – Królik nie przebierał w słowach. Puchat usłyszał, że gospodarz odchodzi do piwnicy. Po dwóch minutach powrócił i od razu zawiesił na tyłku Kubusia ramkę od obrazu, na nogach położył  półkę, na niej kwiatki i świecznik, a po tym zaczął bazgrać mu, kurwa,  na dupie jakiś ryj.
– Ha! To dobre, hia hia! Kurwa, jestem ten, no… Picasso, albo jakiś inny zjeb! Ehehe! – Królik zachwycał się swoim malarskim zacięciem.
– Hehehehe… Nie łaskocz mnie, kabacie! HAHAHAHAHA! – Podczas tej czynności Kubuś był niestety bezpardonowo łechtany w kanał odbytowy. Nastąpiło rozluźnienie zwieracza, akompaniowane wydobyciem się gazów trawiennych.
– AAAACH! KURWA! ALE CI ZA TO ZAJEBĘ, KURWISZONIE, JUŻ NIE ŻYJESZ! ALE SMRÓD! YYYYYYYYYCH! – dźwięki wydawane przez Króliczka przypominały jęk rzygającego hipopotama.
No i mijały godziny, Kubuś tak samo niestrudzenie jak przed godziną albo dwoma, zasmradzał Królikowi mieszkanie. Czas dłużył się misiowi niemiłosiernie, ale w końcu nudę i monotonię przerwał dziwny odgłos dobiegający spod ziemi. Po chwili tuż przed norą Marhevy wykopał się Pan Kret.
– Heeej! Szkuźfyszyny! – przywitał się po swojemu.
– Co jest, ty mały chuju? Spierdalaj! – odwzajemnił uprzejmość Kubuś.
– Wypieźdalać mi stąd, skuźfyszyny, bo ja pracuję tutaj, kuźfa! Mam liczenczje, żresztą, patrzcie tutaj wiżytówka i żleczenie…
– Elo elo, pięć dwa zero! – przywitał się Kłapouchy, który właśnie zaszedł do nory Królika z kilkoma browcami i pornolem na wideo. – Siemasz Puchat, co tu robisz ty i ten niedojeb?
– Skurwiel to nie wiem, co robi, ale ja się zaklinowałem w chuj – odrzekł bez ogródek Kubuś.

– Ja pierdolę, ty weź mu kurwa, Kret, pomóż! – Kłapek od razu wykazał się inicjatywą, widząc kumpla w takiej opresji.

– Ale czo ja do ciężkiej kuźfy mogę? Mogę spróbować zrobić podkop! – Kret rozpoczął próbę poszerzania wejścia do nory Królika, jednak wszelkie próby spełzały na niczym – Szorki, kuźfa, ale nie da rady. Jeszteś takim opaszłym szkuźfyszynem, że twoje brzucho robi podciśnienie i utwardzia piach, więcz nie mogę kopać!

– Żeś mnie stary pocieszył! SPIERDALAJ MI Z OCZU, NAPLECIE ZMLASKANY! – Kubuś zaczął na oślep zagarniać łapami, mając nadzieję zdzielić Kreta.
– A żebyś kuźfa wiedział, że pójdę! Wkuźfiasz mnie, niewdżęczniku! – Kret zdawał się być dotknięty do cna.
– A idź w pizdu, kutasie! BO JAK NIE TO CIE ROZMAŻĘ PO ŚCIANIE! – Kubuś znów wykonał bezradny, spazmatyczny ruch łapami.
– No i żebyś wiedział! – Kret nie patrząc pod nogi udał się w kierunku przeciwnym do wejścia do nory Królika – Hm! Czo ża kuźfa kutas! Zamiast okazać trochę wdzięczności to jebany CHUUUUUUUUUUU!!! – ostatnie przekleństwo wkrótce utonęło w czeluściach ziemi, gdyż Kret niestety wpadł w inne niedawno wykopane przez siebie ujście tunelu. Głębokie. Chuj.

***

Mijały kolejne godziny, różni śmiałkowie próbowali na różne sposoby wyciągnąć Kubusia z nory, ale jebaniec nie mógł się nawet cofnąć, za głęboko się wcisnął.
– Heeej! Królik, po chuj tak tu stoisz na straży, chociaż daj mi coś do żarcia! – burknął w końcu wygłodzony miś.
– Taaa? Jak się tak nawpierdalasz jak przedtem, to nigdy się stąd nie wygrzebiesz!  – odburknął Królik z wnętrza nory znudzonym tonem, nawet nie patrząc w stronę więźnia (był zajęty czytaniem Mein Kampf).

– Taa? Zdechnę se z głodu to zobaczysz, kurwa! – smęcił rozpaczliwie Puchat – Będziesz mnie, kutasie, miał na sumieniu jeszcze!
– To se kurwa, zdychaj, wytrzeszczu! – Królik był niewzruszony – Choć z drugiej strony może lepiej nie, bo jak ja się, kurwa, zwłok pozbędę? Prędzej się przekręcę od tego jebanego SMRODU!
– A my byliśmy przyjaciółmi! Królik, ty skurrrwysynu! – miś poczuł się naprawdę zdradzony.
– Phi! Bierz mnie kurwa na litość dalej, kutasie. – Królik już nie wytrzymał. Podszedł do Puchatka i zajebał mu trzy kopy w zad. Po tym dodał tonem zakańczającym dyskusję -To ja muszę co kwadrans znosić twoje gazy, jebany kutasie, więc ZAMKNIJ TEN TĘPY RYJ!

– Za jakie grzechy, kurwa, za jakie… – mruknął do siebie zrozpaczony Puchatek, gdy Królik wrócił na swoje krzesło.

***
Nadeszła nocka. Późna nocka. Wszyscy mieszkańcy lasu pogrążeni byli we śnie, tylko Kubuś tkwił ciągle w wejściu do norki, kurwa, Królika. Naturalnie nie mógł zmrużyć oka ze względu na ciągłe bolesne wzdęcia, jednak jego cierpiętniczą nudę przerwało nagłe pojawienie się, kurwa, Kreta.
– Heeej! Szkuźfyszyny! – wydarł się na cały głos z właściwym sobie akcentem.
– MOOORDA DO KURWY NĘDZY! – szepnął Kubuś tak boleśnie, jakby głos Kreta kłuł go w uszy. Może i kłuł, chuj tam to wie.
– Wiesz czo? mam tutaj w tej teczce śniadanie, czy tam kolację. Żjem sze ją. Mam też narzędzia, Żrobię ci operaczję i wyjdziesz sz tej żabitej deszkami nory (jakaś dziwna spójność zdań na temat lokum Królika, nie sądzicie?). <<MNIAM MNIAM>>
– Weź ty spierdalaj stąd. – Kubuś był sceptyczny. – Już ja kurwa, wiem jak ty mi pomożesz. No, chyba że jakimś cudem masz trochę miodu.
– Jak żwykle we mnie wątpisz, jak żwykle, kuźfa wątpisz! A widżisz kuźfa? Mam tu właśnie czałą baryłkę miodu! – odrzekł gorączkowo Kret wygrzebując z walizki baryłkę leżącą dokładnie w ten sam sposób, co Kubuś w wejściu do nory.

Po trzech sekundach niczym oparzony przybiegł Królik.
– NIE DAWAJ MU MIODU! NIE DAWAJ MU, KURRRRRWA, MIODU! NIE DAWAJ MU! Co ty kurwa ochujałeś, pisiorze uruchany? Patrz tu. ZAKAZ KARMIENIA PIERDOLONYCH MISIÓW! ZAKAZ DOKARMIANIA NIEDŹWIEDZI! – Królik wskazał tabliczkę, którą właśnie wbił przed norą.
– Mniam, mniam, no kuźfa, wiesz czo? Ja pieźdolę! – Kret był zdecydowanie niepocieszony – Żnowu mam dobre intenczje i żnowu, kuźfa, nikt nie chcze mojej pomoczy! Obrażiłem szię na cziebie, ty żłamaszie! – tu spojrzał na Królika. Wygroził mu dwa razy pięścią, po czym obrażony odmaszerował w przeciwnym, kurwa, kierunku. – Hm! Żnów to szamo… muszę odejść od niewdżięczników… Szpierdalam sztąd… ŁAAAAAA!!! – niestety ponownie, kurwa, wpierdolił się do nory i spadł długi dystans, i tyle go, kurwa, było widać.

***
Nadszedł poranek, do życia budził się, kurwa, następny zajebisty dzionek w Stumilowym lesie. Nasi przyjaciele wzięli się w garść i poczęli planować jakąś inicjatywę ratunku Puchatka. No więc plan był, kurwa, taki, że mieli go wyciągnąć całym lasem. Cała ekipa już zebrała się pod norką, kurwa, Królika. No i znów pojawił się Pan Kret. Kurwa, że też jemu nie dość…
– Heeej, Szkurwyszyny! Sziema! Ja mam tu narzędzia, żrobię operaczję Puchatkowi i wygrzebie się! ż dziury!
Pierwszy zripostował Pan Sowa.
– Ja tu jestem od myślenia, kumasz, mały? Ja jestem Pan Sowa i wszystko wiem najlepiej. Masz coś przeciwko – dostajesz w mordę!
– Taa? Ty to jesteś kuźfa Pan Pedał, nie Pan Sowa, kuźfa. – odwarknął znerwicowany Kret. Złe traktowanie już dawało mu się nieźle we znaki.
– Ja Pan Pedał? A ty nie umiesz pisać ani czytać i nie masz jajek! – Sowa mimo pogróżek uciekał się jedynie do argumentów słownych.
– A chuj czi w dupę i wam wszysztkim też! Żnów sizę obrażiłem na wasz, idę w piiiiiiiiii!!!!! – nie dokoczył Kret, gdyż wpadł w ujście, kurwa, korytarza – tym razem tego samego, który właśnie wykopał. Zupełnie ignorując ten drobny incydent, nasi przyjaciele przy akompaniamencie bębenka Krzysia, (który rychło w czas zdążył się zjawić wróciwszy ze szkoły) podśpiewywali sobie dziarsko i ciągnęli Puchatka. Ale…

NA CHUJ SIĘ WPIERDALASZ Z TYM W MORDĘ PIERDOLONYM BĘBENKIEM, SKURWYSYNU? – Kłapouchy nie mógł znieść tego lamerstwa i na dzień dobry zapierdolił Krzysiowi znalezionym niedaleko kamieniem po mordzie, a później zaczął po nim skakać, a jego plecak rozerwał na dwie części i wrzucił do potoku płynącego nieopodal.
– Możeta zaczynać, element niepożądany został wyeliminowany… – mruknął ponuro Kłapek. – Niedopierdolony perkusista, kurwa, bękart osrany, mlasca….. – Skoro jednak ta sprawa została, kurwa, załatwiona, nieustępliwy Kłapouchy i reszta zaczęli śpiewać wesoło:

Zaprzemy się dzisiaj,
by wyciągnąć Misia.
Zaprzemy się mocno.
Będziemy go ciągnąć.
Tak się zaprzemy,
Że wyciągniemy!

– YYYYYYCH! Królik, możesz pchać! – dał znak Prosiaczek.
– Dobra, kurwa, nał or newer! – Królik, który pozostał we wnętrzu swojej nory, wziął duży rozpęd, i… – DŻERONIMO KURWAAA! – I kurwa… jak, kurwa, nie jebnęło! Kubuś wystrzelił z nory jak korek z butelki szampana, przewrócił wszystkich, kurwa, na ziemię i wylądował, kurwa w dziupli z miodem jakieś trzydzieści metrów dalej.
– Yyyych, eech – wysapał Królik – No KURWA MAĆ! Co ja mam z tym tłuściochem tooo….
– Heej, Królik, dzięki wielkie! – krzyknął szczęśliwy Puchatek. – Ale tylko, kutafonie, pisiorze jebany mnie spróbujesz stąd wyciągnąć, to zobaczysz, kurwa. Tylko, kurwa, spróbuj!
Wszyscy podsumowali tę doprawdy, kurwa, nieco ironiczną sytuację kwadransem śmiechu, a sam Kubuś jeszcze długi czas obrabiał dziuplę pełną miodu (nikomu zresztą nie chciało się już drugi raz skurwiela wyciągać). Reszta bohaterów, w ramach świętowania powodzenia w swej misji, rozpierdoliła Krzysiowi bębenek i tym jebanym sposobem Kubuś Puchatek wydostał się z zabitej dechami nory biednego Królika.

Przez te długie dwa dni o Tygrysku nie dało się słyszeć ani jebanego słowa, jednak po rozwikłaniu kryzysu Puchatkowej flatulencji w norze Królika, cudownie się odnalazł. Najwyraźniej po obbrykaniu całego Hundred Mile Forest wzdłuż i wszerz, znów zapragnął towarzystwa… pierwszym szczęśliwcem okazał się Prosiaczek.
– Yhyhyhyhyyya! – powitał go wtaczając mu się na brzuch.
– Spierdaalaaaaj!!, zasrańcu… – Prosiaczek odpowiedział nieco niewyraźnie wysokim głosem. Od dziecka seplenił.
– Cześć ty, pierdolniętyyy… yyy… znaczy, Prosiaczku!
– Złaź ze mnie, bo ci pierdoln! – głos Prosiaczka zrobił się teraz niski i ochrypły „vel Mafioso”, było to znakiem, że mały robi się wkurwiony.
– Ooch, kurwa jego mać! Yhyahyahya… ja tylko szukam towarzystwa! – odrzekł Tygrys równie lunatycznym tonem, który nie zdradzał żadnych konkretnych uczuć oprócz chorej euforii.

– Chuj ci w dupę, złamaaasie… – Prosiak znowu zaseplenił, przeciągając po swojemu sylaby – Gdzie żeś, kurwa, był przez te całe dwa dni? Teraz to spierdalaj, nie mam ochoooty! … z tobą gadać kurwa.

– A to chuj ci kurwa w dupę, palancie jebany, yhyahyahya! – Tygrys zszedł z brzucha Prosiaczka, nieco zawiedziony – Jak kurwa nie chcesz ze mną rozmawiać, to ja spierdalam i chuj! Yhyahyahyahyahya!
– A SPIERDAAAALAJ!… Szmato… – Pożegnanie Prosiaczka mówiło samo za siebie, gdy z pogardą i politowaniem odprowadzał brykającego Tygrysa wzrokiem. Skurwysyna dalej zaniosło do Królika. Ledwo się kurwa pozbył jednego nieproszonego gościa, a tu kurwa już od razu…
– Ale mam zajebisty ogródek, wyjebisty! Marchewki jak fiuty nietoperza! – Królik zachwycał się swoimi zbiorami – Ach, kurwa mać chyba zaraz tu będzie Tygrysek, o kurwa, zbliża się, SPIERDAL…! – niestety nie dokończył, gdyż hiperaktywny, kurwa, Tygrys już się na niego wtoczył. A z ogrodu co zostało, tego kurwa mówić nie muszę!
– Yhyhyhyhyaa!
– AAAAAAA!!! Weź kurwa spierdalaj! Nie widzisz, żeś mi rozwalił wszystkie marchewki??! Jeebańcu!
– Yhyhyhyhyhyaahyhyhyaa! – Tygrys wciąż nie mógł się uspokoić, nadal tarzał się, kurwa, w tych marchewkach i innych sałatach, kurwa…
– Uspokój się, kurwa mać, chuju! Narozpierdalałeś mi tu jak w burdelu! – opierdolił go zrozpaczony Królik. – Będziesz to sprzątał, kurwa, przez cały Boży tydzień!
– Ej no, Królik, weź no kurwa nie bądź taki, mam do ciebie ważną spra… – zaczął Tyger, ale nie dokończył.

– Chuj mnie obchodzi twoja sprawa, złamasie jebany, wypierdalaj mi stąd, ino migiem! – ryknął Królik, ciągle lamentując w duszy nad resztkami swojego, kurwa, ogródka. Wypchnął Tygyrsa poza swą posesję, po czym z całej siły zajebał mu kopa w dupę – Już cię kurwa nie widzę, ty jebany psycholu ty!
Tygrysek nie był pocieszony. Odburknął coś smutno pod nosem, jednak Królik nie usłyszał.  Spierdolił Tygrycho chuj wie gdzie, znowu przez kilka następnych dni nie było ani widu ani o nim słychu.

***

W związku z powyższym, w Stumilowym Lesienastał kurwa, taki wypizdówek, że wszyscy się zebrali u Królika, by omówić parę spraw…
– Słuchać mnie, DEBILE! – rozpoczął zebranie Królik – Ten Tygrys… Że Popierdolony jest z deczka to wiadomo nie od dzisiaj, ale ostatnio to kurwa ja nie wiem!

– Pojebało skurwiela! – podsumowa Kłapouchy, zwięźle acz trafnie.

– No otóż to, kurwa! – przyznał rację Królik – Ja wiem, kurwa, że on niezdara i że na dupie nie usiedzi, no ale kurwa straty w mieniu? Ja pierdolę! Jak kurwa marchewek nie rozpierdoli… – Tu Królik musiał urwać i przełknąć ślinę, zajebiście mocno odczuwał stratę marchewek. – No zawadza jak skurwysyn! Podajcie swoje propozycje, jak go, kurrrrwa, usrać! Prosiak!

– Go tak wykastruję, że nie będzie choodził! …Zasraniec jebany…
– Ale ty jakiś pierdolnięty jesteś, wiesz? – Królik nie mógł ukryć irytacji – Nie dość, że mówić nie umiesz… eech. Puchatek. Powiedziałem, kurwa wasza mać, Puchatek! Czy ja mógłbym tutaj, kurwa, liczyć na odrobinę wsparcia?!
– Ej! wstawaj, Puchat! – Prosiaczek szturchnął śpiącego obok w fotelu Kubusia.
– Co, ożesz kurde mać! Do szkoły?! – Puchatek niezbyt przekonująco udał nagłe przebudzenie. Widząc, że kolegów, kurwa, nie przekonał, zmienił nieco taktykę – Ojjjjojj! Ale mnie kac męczy! Pocoście mnie skurwysyny w mordę obudzili!?
– Trzeba było, do kurwy nędzy nie przysypiać! Obowiązki, kurwa, najpierw! – Królik poczochrał się po łbie – Co zrobisz Tygrysowi jak go złapiesz?
– Tygrysowi? No nie wiem kurwa…  można, kurwa, przytulić na do widzenia, potem łopatą w łeb, do rowu i zajebać piachem skurwiela!
– A po co? DEBILE! – Królik na chwilę zamilkł, po czym podjął, kurwa, ponownie – N-no tak… można mu zajebać, ale nie kurwa łopatą, tylko kulkę w łeb! Będzie tak… zwięźlej… i łatwiej, do rowu i zapierdolić piachem skurwiela-ha-ha-ha! DEBILE!!! – ryknął Królik śmiesznie jebiąc pięścią w stół (Na kacu wyżyć się, kurwa jakoś musiał i kurwa basta).
– Whatever kurwa, whatever – burknął Kłapouchy wyrażając umiarkowane zainteresowanie – Ja to bym się czegoś kurwa napił!

Osłu zawtórował zgodny lecz niezbyt entuzjastyczny, kurwa, pomruk. Chłopaki zaczęli się licytować, kto skacze do Wrocławia po alkohol, jednak każdy miał takiego lenia, że spotkanie w końcu zostało, kurwa, rozgonione i każdy zajął się własnymi, kurwa, sprawami.
C.D.N…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: