Był wspaniały, letni, aczkolwiek ku dezaprobacie naszej brygady, zajebiście wczesny poranek, kilka tygodni po akcji w dyskotece. Spali każdy w swoim domu – czego robić nie lubili, gdyż zazwyczaj po libacjach zasypiali w jednym miejscu. No więc, Prosiaczek zrobił kurs po lesie budząc naszą piątkę. Gdy zebrani byli już w norce Królika, mógł się rozpocząć opierdol.
– Ty mały, łysy, pierdolnięty wieprzu! – darł się Kubuś – Tak mnie łeb napierdala, że gdybym strzelał falami mózgowymi, rozjebałbym cały Wrocław!
Każdy dorzucił coś od siebie, ale najbardziej wymowny był Kłapouchy, który tylko spojrzał na Prosiaczka swoimi podkrążonymi oczami.
– Dobra, dobra! Nie wkurwiajcie się tak! Po to was obudziłem, żebyśmy znowu poszli do szkoły zrobić rozpierduchę!
– Kurwa, my chodzimy do szkoły raz na pół roku! Dlatego kiblujemy! Ty tak samo, ale ty nie byłeś w szkole chyba od trzech lat, ostatniego razu nie licząc. Kurwa, ja wiem, że wszystko, czego tam nauczają za bzdury, ale chyba by kurwa nie kazali… – rozpoczął wywód  Tygrysek, jednak nie dokończył.
– No bo to są kurwa bzdury! – uciął Prosiaczek. – Ale naprawdę może być fajnie! Zobaczymy, czy coś się zmieniło od ostatniej wizyty. Chyba jesteśmy w czwartej klasie podstawówki, chuj, sam nie pamiętam…
– Dobra, dobra, to chyba pójdziemy, bo co do roboty? – przystał Puchatek. – Interesy pozałatwiane, możemy zacząć się w ten sposób zabawiać, jak do szkoły chodzić i rozpierduchy tam robić, póki nas nie wypierdolą.
– Masz rację. Myjem ząbki i idziem, prawda? – zasugerował Kłapouchy, po czym brygada poszła do często ostatnio uczęszczanej łazienki Królika, umyła się, rozeszła do domów, by się ubrać, i udała się do swojej szkoły podstawowej we Wrocławiu. Pierwszą lekcją był polski.
– Kłapouszku! Przeczytaj nam swoje wypracowanie! – rzekła wesołym tonem pani polonistka (liberalna była, ale dla naszej brygady nie dosyć).
– Ale które!? Przecież jestem w szkole pierwszy raz w tym semestrze! – burknął Osioł z wyrzutem.
– To na temat stosunków międzyludzkich! A właśnie! Skoro tyle czasu cię nie było, to gdzie masz usprawiedliwienie za nieobecność? – zaczęła drążyć oskarżającym tonem.
– Matka mi nie napisała. Ojciec zresztą też, bo oboje ich porąbałem siekierą jakieś 10 lat temu, bo mi nie chcieli dać złotówki na gumę Don Anald. – wyjaśnił osioł wzbudzając sprośny śmiech pozostałej czwórki i westchnięcie przerażenia wśród reszty klasy.
– Nie strasz klasy, Kłapouchy! Bo ci dosypię karniaków! Przeczytaj wypracowanie.
– Tak, proszę pani! – Kłapek wyjął z kieszeni płaszcza coś, co w latach świetności mogło przypominać zeszyt, a następnie zaczął czytać: „Stosunki międzyludzkie. Jak się człowiekowi podoba towar to on zaczyna ruchać towar w piczę albo w odbyt a jak się mu znudzi to porąbie siekierą i poszuka se nowego.”
Nauczycielka przez chwilę nie mogła wykrztusić słowa z osłupienia, jednak po chwili przemówiła…
– Co to ośle jest?!!? DEMORALIZUJESZ MI DZIECI!! Masz 100 karniaków! A razem to będzie już 12779! Siadaj!
– Dobra, psze pani, na chuj sie tak pani rzuca, już siadam! – Osioł powlókł się do ławki, którą zajmowała, jak zwykle w piątkę, nasza brygada. – Punktowy system oceniania to chujowy pomysł!
– Co? Jeszcze 5 punktów za przeklinanie! – belferka dopisała coś na karteczce – Malinowska! Przeczytaj nam wypracowanie! – Uczennica wskazana przez polonistkę wzorowo odczytała swoje długie na 10 stron wypracowanie i odpowiedziała na pytania nauczycielki.
– Siadaj Malinowska! Masz szóstkę!
– Dziękuję, pani profesor! – uczennica zrobiła tępą minę i wróciła na miejsce. Tego Kłapek już nie zniósł.
– Kurwa! Co za pierdolony kujon! Jakbym chciał to bym napisał o parę klas lepsze wypracowanie!!!
– Kłapouchy! Natychmiast przestań! Nie dosyć masz już punktów karnych? Ty masz dwadzieścia kilka lat! Nie porównuj się z dziećmi! – nauczycielka usiłowała uspokoić Kłapka.
– Chuj z tym! Mam już was dosyć, kurwy! – po tych słowach osioł wyciągnął zza pazuchy Chainsawa i zaczął go rozgrzewać. – DIE, YOU FUCKIN’ NERD!!!!! – Ruszył wymachując piłą na Malinowską, a później na nauczycielkę. Historia się powtórzyła, kolejne morderstwo piłą na koncie Kłapka, tym razem z premedytacją (Nie muszę chyba mówić, co  zostało z nauczycielki i uczennicy). Kłapek wrócił na miejsce, do pierwszej ławki w środkowym rzędzie, gdzie Królik, Tyger, Kubuś i Prosiak przeglądali świerszczyki i raczyli się Ziołówką Tygryska. Po chwili jednak ich beztroska została zburzona, gdy do sali wszedł na kontrolę dyrektor (nowo wybrany, gdyż jak pamiętacie poprzedni niestety nie przeżył zaszczytnego spotkania z naszą piątką).
– Aa… aaaaaa… aaaaaaa… – wydusił z siebie Dyr, sparaliżowany widokiem zmasakrowanej nauczycielki i uczennicy.
– A..aaaa… aa… aale to ty dyrulo spierdalaj, bo ci rozpierdolę ryja! – miło i jak zawsze inteligentnie zagadał Kubuś P.
– Matko! Co tu się działo! Moje serce! Aaaaach!! – Dyrektor szkoły wiekowo już przekwitał, więc jak to dość kurwa pospolite, miał problemy z sercem.
– Morda! Bo mnie znowu zaczną jebać po głowie te wyrzuty sumienia. – mruknął Kłapouchy, jak to on w podobnych sytuacjach.
– Skąd ty kurwa bierzesz tyle tych karafek? – spytał Królik podejrzliwym tonem, gdy Tygrys wyciągnął z torby już kolejną z rzędu prostopadłościenną flaszkę pełną zielonej cieczy. Był zupełnie niezainteresowany sprawą z dyrektorem.
– A, we Wrocławiu w jednym takim monopolowcu, rozjebałem kiedyś dwa drechy gwoździo-gunem, a sprzedawca zrobił się jakiś taki dziwnie miły. – Tygrysek był niezmiernie zadowolony z siebie, zaczął rozpracowywać korek od flaszki. – Powiedział, że zrobi wszystko, żebym go oszczędził, więc przy odpowiednich argumentach załatwiłem sobie cotygodniową dostawę flaszek po Nalewce Babuni!
– DOŚĆ! ZAMKNĄĆ SIĘ! – ryknął Dyro ledwo słaniając się na nogach, po czym wydobył z kieszeni komórkę, i wykonał telefon. – Kapral Ochociński! Proszę przyjechać tutaj z oddziałem antyterrorystycznym!… Tak… Pod szkołę, tak. Tylko szybko! WSZYSTKIE DZIECI OPUŚCIĆ KLASĘ!!!!!
– O Kurwa! – powiedział Kubuś, gdy dzieciaki potykały się o krzesła w rozpaczliwej próbie ucieczki.
– No! Racja! – odpowiedział Królik.
– Co się odwala, zlapsiałe ryje? – grzecznie zapytał Prosięcie.
– Oni nas chcą do woja zabrać! – oznajmił posępno-rozpaczliwo-żałobnym tonem Kłapouchy. – Skurwiel dyro najwyraźniej ma znajomości…
– Stary! Ja i jedna „kula grzesznej zieleni” rozwalimy cały ten ich oddział antyterrorystyczny. – warknął pełen zapału i przekonania amator Energy Weapons, Puchatek. Klasa była już pusta, byli w niej tylko oni i Dyr.
– No taa… chyba że ześlą nam falę EMP, która niszczy każdą elektronikę, a większość broni id ma w sobie coś elektronicznego, więc… emm… może być przejebane. – wywiódł Królik.
– HEJ! CZEMU ZGASŁO ŚWIATŁO? – zrozpaczył się Prosiaczek.
– Ożeż w RYJ! O W MORDĘ! O KURRRWAAA! – klął Kłapouchy depcząc swoją fuzję.
– Chyba kurwa wykrakałem. Prze-je-ba-ne!! – stwierdził akcentując każdą sylabę Królik.
– Hej, my wygraliśmy milion w tym konkursie id’a, a na bronie na pewno nie wydaliśmy całości… – przypomniał sobie z nadzieją Kubuś.
– A tobie się znowu urwał debilu film i nie pamiętasz, że w drugach mamy kurwa miliony? – opierdolił go Tygrys – Poza tym, w szafeczce u ciebie wciąż trzymamy paręnaście tysięcy zyli za tamte gnaty, na drobne wydatki, AMNEZJO JEBANA TY!!!
– No ale chuj kurwa, że jesteśmy przy kasie! Mój Railgun to mój Railgun! Ja nie chcę drugiego, jeśli to macie na myśli! To już model muzealny! id produkują już tylko model 2! A zresztą niby kiedy kupimy nowy zestaw broni zanim przybędą tu antyterroryści?
– To już będzie problem! Ale nie martw się, może Sowa ci naprawi, nasze też zresztą musi, jak już będzie po wszystkim. A jeśli nie, kupimy ci nowy, może nawet model 1! – pocieszał Prosiaczka Puchat.
– ALE TO ON MI PRZYNOSI SZCZĘŚCIE!!! – rozpłakał się Prosiaczek wskazując na bezużyteczną już broń. – Ja znalazłem go pod Dębem!!! Ja miałem go najwcześniej! Ja oddałem pierwszy strzał!!! W DODATKU ZDJĄŁEM NIM KSIĘDZAAAAAAA!!!
– Nie płacz, Wieprzek,  jakoś! TO! BĘDZIE! – Kłapouchy wciąż skakał po swojej fuzji, aż w końcu wystrzeliła raniąc Dyrka w nogę.
– AAAAUUUUUUU! – „odrzekł” Dyr.
– Kurwa, więc stare wersje Shotgunów działają! Szkoda, że tylko Kłapek posiada obie….  –  ucieszył się Tygrys. Pogrzebał pod płaszczem w poszukiwaniu giwer, które zwykł mieć przy sobie – Nailguny i Machineguny chyba też będą działać… no nie? – Tygrys wypróbował Naila, jednak ten nie wystrzelił. Spróbował więc z Super Nailem, przybijając Dyrka za garniak do ściany, a potem z maszynówy oddał mu serię po nogach.
– No to już mamy małą rewoltę w woju! – ucieszył się Królik. – Ja mam rakietnicę, która ma elektryczny system odpalania rakiet, więc ni chuja. Zostaje mi Grenade Launcher. Railgun na pewno nie zadziała, ale to, co mamy, powinno nam wystarczyć. A to, co nie działa, musimy gdzieś schować, żeby nam nie zajebali.
– Det is e gut ajdia. – odrzekł Puchatek – Ale, kurwa, GDZIE? Za pazuchą, kurwa? To nic nie zmieni!
– Sziadap, men. Don’t ask mi hier sacz stupid kłeszczyns. Łi łil fink samting ap! – popisał się swoim angielskim Królik.
– WIEM! MAM AJDIJĘ! – wyrwał się Tygrys.
– Tylko szybko, zbliżają się! – ponaglił go Królik.
–  Pod obluzowaną płytką jest tu taki magazynek, możemy wszystko wcisnąć tam! Jak rozjebiemy wojowych, wrócimy tu po broń, a potem w głąb lasu bronić się przed FBI, itd.
– Mądry plan, ale kto później nam to wszystko odEMPuje? – spytał Kubuś.
– Pan Sowa, debilu! – odparli wszyscy chórem.
– Sam o tym przed chwilą mówiłeś! – przypomniał Prosiaczek. – Ten alkohol to ci kurwa ze łba zrobił siekę!
– Ej, odwal się! – odburknął pokrzywdzony Kubuś.
– No to ładować wszystko, co nie działa. – rozkazał z rezygnacją z powodu straty wielu możliwości Królik. Najmniej cały kryzys odczuwał Kłapouchy, który jako jedyny zakupił sobie Shotgun wersję Pump Action i Super Shotgun wersję Fuzja, która sprawiała mu więcej przyjemności z używania niż nowoczesny szturmowy Super Shotgun i co najważniejsze, obie giwery strzelały. Ubolewał jedynie, że piła mechaniczna wspomagana elektrycznością nie chciała zasuwać. Puchatek pozostał nieuzbrojony, gdyż musiał się pozbyć BFG oraz Plasmaguna, które lubił nosić na wszelki wypadek.
– Aha. Jest jeszcze jedna sprawa nie cierpiąca zwłoki. – rzekł Kłapek i podszedł do Dyra. – Otwieraj mordę, skurwysynu jebany! – zakomenderował, a gdy tylko pan dyrektor lekko rozchylił wargi, Kłapcio wepchnął mu do ust swojego Super Shotguna i pociągnął za spust. Mózg obryzgał mu całą twarz. – No. Świadków już nie ma. – rzekł dumny z siebie.
– Że też sam na to nie wpadłem… Oho, i jeszcze Prosiaczek, chcesz to zabierz tego Raila, jako szczęśliwy talizman. Może zdarzy się cud i wystrzeli… – westchnął Królik.
– Tak zrobię! – Wieprzek trochę się rozchmurzył i natychmiast chwycił swojego wiernego Railguna. Chwycił tak, jakby już nigdy nie miał go puścić.
Po pięciu minutach zakończyli pakować co każdy miał przy sobie z Arsenału Cudów id Software i przykryli obluzowaną płytką, a Tygrys zapieczętowywał już kłódkę i zakrył brakującą płytką cały schowek. To, co mieli pochowane po domach w Lesie uznawali za bezpiecznie ukryte, więc nie martwili się akurat o to.
– No! Teraz to już sobie mogą przyjechać! Mamy miniarsenał, ale wystarczy. – rzekł z małym bólem na duszy Prosiaczek.
– Dobra, mamy wszystko, Kubuś? – spytał Tyger, który chciał, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Kubuś zaczął grzebać w kiejdach swojej czerwonej kamizelki, oraz wyliczać:
– Pięć strzykawek Thrilum, z osłonkami na igłach oczywiście, mały słoiczek miodku na umilenie, paczka dziesięciomilimetrówek, paczka gwoździ, dwie paczki łusek do shotgunów, amunicji powinno wystarczyć, pięć gum Don Anald… AAAA! To oni! – Kubuś szybko opuścił kamizelkę.

Do sali wtargnął cały batalion GROM, FBI, CIA, SWAT, ZOMO i TOPR.
– Poddajcie się! Pójdziecie z nami, albo użyjemy siły! – zagroził naszym kumplom dowódca. – Udacie się na roczne przeszkolenie w podwrocławskiej bazie polskich wojsk i szkole kadetów.
– Super! To o rzut beretem stąd! Prowadźcie, panowie! – odpowiedział Puchatek, realizując pierwszą część planu.
Nasi bohaterowie zostali skuci i wyprowadzeni na dwór, a tam czekały już eskortowane wozy więzienne. Wyglądało to tak, jakby nasi przyjaciele właśnie mieli zapłacić za wszystkie zbrodnie, których się dopuścili. Kolesie wpierdolili naszą brygadę do jednego vana, po czym zatrzasnęli im drzwi do wolności.
– Ojejkuu… Ja nie chcę umierać! – szlochał Prosiaczek.
– Nie maż się. Dopiero co żeś się uspokoił to znowu. – rzekł posępnym tonem Kłapouchy. – Po pierwsze to tylko rok w wojsku, a po drugie… – nie dokończył, gdyż Prosiaczek wybuchł płaczem.
– ALE JA NIEE CHCĘ!!!! Jak se wyobrażasz rok bez Quejka III Areny, alkoholu, dragów, medytacji, rozpierduch, NO JAK, KURWA JAAAAK!???
– Uciszcie tego jakmutam, Świnię! – odezwał się jeden ze GROM-owców – sąsiad kierowcy.
– BEDZIE CICHO! – zapewnił kolesia Kłapouchy i wrócił do Prosiaczka. – Nie dałeś mi dokończyć! Po drugie mamy Thrilum, karabin maszynowy, super nailguna, obrzyna oraz twojego raila, więc jak nie zdezerterujemy za dwa dni, to znaczy, że coś spierdoliliśmy.
– Świetnie! – wykrzyknął Prosiaczek, który już zdawał się zupełnie porzucić dąsy. – Weź mojego Raila, Kłapku. Na czas transportu.
– Okej… – rzekł swoim beztroskim tonem Osioł i wsadził Raila do kieszeni swej kurtki. – Będę go strzec jak oka w głowie.
– Hej, wiecie co? Możemy tam zostać na parę dni więcej, narozpierdalać im tam, później zwieźć alkohol i dragi i zrobić w obozie burdel! – dorzucił swoje Królik.
– To jest myśl.. Zrobimy se tam obóz letniskowy, bedziemy handlować dziwkaami! – mówił Tygrys, jakby nie mógł się tego doczekać.
– Taaaa… będziemy robić melą…melanże! – rozmarzył się Puchat. – I w końcu będziemy mieli duże tereny na produkcję nowych drugów!
– Wy to byśta tylko a alkoholu myśleli, a jak trzeba walczyć to się opierdalata! – ochrzanił ich Królik, by później zostać równo zjechanym pod ich krwiożerczym wzrokiem. – No, może tylko Xaero coś tam jeszcze umie… – zreflektował się nieco.

***

- Chyba dojeżdżamy, panowie! – zauważył Kłapouchy po dwóch godzinach drogi przez deszcz.
– Rekruci: Kubuś Puchatek, Królik, Tygrysek, Prosiaczek i Kłapouchy? – spytał Pan Kapral Ochociński.
– Tak jest! – odpowiedział Kubuś, który żuł od niechcenia gumę Don Anald, którą przemycił.
– No, faktycznie, dobrze, że was do mnie przysłali… DEBILE! WYPLUĆ TE GUMY! – wkurwił się niesubordynacją Kubusia Kapral.
– Tiaa… już, panie kapral. Plujemy chłopaki! – powiedział tonem ćpuna Królik, a po chwili wszystkie pięć gum było już na twarzy Kaprala.
– ZABRAĆ ICH! NA PRZESZKOLENIE ICH! DO SIERŻANTÓW! – wrzeszczał oślepiony Kapral. – Macie szczęście, że dyrektor prosił nas, byśmy was nie zabijali…
– No to luz, stary, teraz zabawa is beginning! – ucieszył się Kłapouchy ściskając kurczowo Super Shotguna za płaszczem.
– SKURWIELE! GNOJE! SYFY! WRZODY NA DUPIE! PICZE! – darł się sierżant, do którego zostali przydzieleni. – Witajcie w piekle, wyrzutki społeczeństwa. Zostaniecie tu poddani szczegółowemu przeszkoleniu, zrobimy z was ludzi, zobaczycie!
– Taa? A nie zasadził ci ktoś kiedyś kopa, ty ozjebie? – grzecznie rozpoczął bunt Kłapciatouchy, by po chwili dostać bejzbolem od swojego oprawcy.
– Ty kurwo męska! TY CHUJU! Kłapouchego?!?! – wrzasnął Królik i zadał sobie prosto w aortę przemyconą dawkę Thrilum.
– Matko święta! – płaczliwym tonem wykrztusił Sierżant, gdy ujrzał jak Królikowi wyrastają szablaste zęby a jego muskuły potrajają swoją objętość.
– Te jebane gryzonie… też bym czasem chciał mieć takie zębiska… – rzucił zazdrosnym tonem Kubuś.
– Ów specyfik, który nie ma ŻADNYCH skutków ubocznych związanych z używaniem, przynajmniej dla nas, mieliśmy wam sprzedać za 10 miliardów dolarów, aby czynił z was największą potęgę militarną na całym świecie. Rozrywalibyście wrogów gołymi rękami, kule by się was nie imały. Niestety zawiedliście nas, więc użyjemy go przeciw WAM!! – przemówił nie swoim głosem Królik – NIKT NIE BĘDZIE OBRAŻAŁ MNIE I MOICH PRZYJACIÓŁ! OOOOOAAAAAARGH!
Królik wyrwał bejzbola z rąk żołnierza i tak go uderzył w środek łba, że go rozciął na pół. Później zaczął żywić się na jego zwłokach.
– Kurwa, co on, ochujał? Szatan cię opuścił, Królik? KRÓLIK! Co ty wpierdalasz do jasnej cholery? – oburzył się Kubuś.
– Am, mniam <<TRRRRRACH!>> Chrup, chrup. – Królik właśnie odgryzł całe udo włącznie z kością – Aaaaaach! Nie wiem czemu, ale jakoś mi smakuje, jakoś tak coś jak wołowinka! A te nerwy jakie, achhhh!
– To chyba przez to Thrilum, wzbudza skłonności do kanibalizmu… – jęknął posępnie Kłapek.
– Może to tylko u niego? – zastanowił się Tyger – Przecież to niezbadany prototyp!
– GÓWNO! Po prostu zwiększa poziom agresji do skrajnie wysokich poziomów! – oburzył się Królik, mający wrażenie jakby go nie zrozumiano. – A to skłoniło mnie do nagłego ataku kanibalistycznego na zwłoki tego gostka i delektację jego włókien nerwowych!
– Hej, kabat, co ty tak jakoś nie po polsku mówisz? – skrzywił się Kubuś próbując zrozumieć mowę Królika.
– Thrilum zwiększa też poziom inteligencji do granic możliwości – wyrecytował beznamiętnie Tiger. – Czujecie? Sowa nathrilumowany! Yhyahyahya! Szalony naukowiec co by świat rozpierdolił! – mówiąc to ożywił się.
– Tiaa… A ile okupu by wziął! – z chytrym uśmieszkiem dodał Kubuś.
– No ale przyznajcie, z tym bejzbolem przez łeb, to było zajebiste! Zupełnie jak bym go Railem przejechał! – zachwycił się Prosiak.
– Ja tam też z tego Raila dobrze strzelam. – Osioł rozzłościł się wiecznym chwaleniem się Prosiaczka i wyjął zza pazuchy szczęśliwą broń.
– On nie działa, Kłapouchy. – znów rozklejał się Prosiak.
– A może i działa? – Kłapek wycelował w jednego żołnierza i pociągnął za spust. <<PZIUUUU>>  – Chuj wie jak, ale DZIAŁA!! – wybuchnął radością Osioł, obserwując odlatujące na kilka metrów zwłoki z ogromną dziurą w torsie.
– DZIAŁA?! – Prosiaczek nie wierzył zmysłom – DZIAŁA? JEZUU!
– TO PRAWDA! HAHAHAHA!!!! – Kłapek zestrzelił precyzyjnie kolejnego żołnierza. – Chyba był jakoś zabezpieczony przed impulsami… <<PZIUU, TRZECI ŻOŁNIERZ PADA>> …elektromagnetycznymi, albo same impulsy przestały działać? Prącie wie… eee, co jest? – Ku zdziwieniu Kłapka Prosiaczek i reszta stali jak wryci.
– Kłapek!  Jak to, że ty tak dobrze celujesz?? Przecież ty jesteś zajebisty! – kolejna rzecz, która Prosiaczka zszokowała nie mniej niż to, że jego broń działa.
– Od zawsze tak strzelałem, tylko tak ja jak i Kubuś, Królik i Tyger nie mamy często po temu okazji! – rzekł dumnie Osioł.
– Nieee… kurważ, będę miał rywala! – Prosiaczek zabrzmiał jak Jedi zwracający się do Padawana.
– Ha. To naprawdę żadna sztuka, wystarczy trochę poćwiczyć! Haha – Kłapek na pewien sposób obnosił się zaszczytem usłyszenia takiego komplementu od samego Prosiaczka Arcymistrza Raila – A zresztą, co, ty nie pamiętasz co odchodziło na Placu Św. Piotra? Jak rozjebaliśmy katola „krwawą gwiazdą”?
– To fakt… Chociaż Kubuś musiał mieć po prostu dobry dzień, bo normalnie to celuje jak kurwa nietrzeźwy. – na te słowa Prosiaczka Kubuś zareagował złością – Dzięki uporczywej praktyce każdy może stać się mistrzem w danej dziedzinie, wielka mi kurwa nowość. – po chwili tę filozoficzną rozmowę między Kłapkiem a Prosiaczkiem przerwał niestety batalion piechoty, który właśnie otoczył naszych przyjaciół.
– STAĆ! RĘCE DO GÓRY! RZUCIĆ BROŃ! – odezwał się commadner.
– Kurde, Kłapek Dawaj MÓJ RAIL!!!! – powiedział Prosiaczek i już po chwili miał w łapkach zabójczy gun.
– Co robić, co robić, no? – zastanawiał się Puchatek – wiem! PATRZCIE, PANOWIE! GOŁĄB ZARAZ WAS OSRA!
Gdy żołnierze spojrzeli się w górę, jeden rząd już nigdy nigdzie nie spojrzał, bo Prosiak zestrzelił ich w mgnieniu oka sami wiecie czym. Reszta też niewiele zdziałała pod gradem gwoździ z Super Naili Kubusia i Królika, nabojów z maszynówki Tygera oraz łusek z Super Shotguna Kłapka.
– Hej, czy to już wszyscy? – spytał Tyger, a nagle z ziemi podniósł się całkiem zdrowy żołnierz.
– Nie zabijajcie mnie! Proszę! Mam żonę i dzieci! Dajcie mi iść!
– Masz rodzinę, a my rodzin nie rozbijamy, jak wiadomo. SPIERDALAJ! – przegonił go Puchat. Nagle z ziemi podniósł się kolejny żołnierz.
– A ty, pało, masz rodzinę? – spytał Tyger.
– Nie, ale… – gościu nie dokończył, gdyż miał już w oku trzy gwoździe z guna dzierżonego przez Królika. Gdy ujrzeli, że koleś ma jeszcze jakieś spazmy i trzyma się na nogach, Kłapek położył go odstrzeliwując mu głowę ze strzelby.
– No cóż. To było nie na miejscu! – rzucił Xaero, nie wiadomo, czy żartem, czy serio.
– Dokańczamy tamtego gostka, co ma żonę i dzieci, no nie? – spytał Królik. Sam fakt, że się zawahał można uznać za kurewsko dziwny, szczególnie, że był na thrilumowym haju.
– A, pewnie! Tam idzie, jeszcze go dosięgniemy… – ożywił się Puchat. – Prosiak, dawaj Raila! Mówisz, że ja nie umiem z niego strzelać? Zobaczymy!
– Spierdalaj. Nie zabijesz niewinnego człowieka! Gościu jest młody, pełen energii, ma życie przed sobą! Ile można, tyle można! – Prosiak próbował powstrzymać zapędy Kubusia, lecz raczej bezskutecznie.
– No proszę cię! Nie bądź taki mały, niewinny Prosiaczek! – nalegał Puchatek – chcę zobaczyć jak się koleś rozlatuje!
– Może i bym ci dał, ale tak się złożyło, że Kłapouchy wyrwał mi go właśnie z łapek i teraz on go ma. – odparł Prosiak, rzucił Raila Kłapouchemu, po czym zrobił gest „ja mam rączki tutaj”. Ten mały szwindelek z pewnością uratował żołnieżowi życie, jednak Puchat nie odpuścił i rzucił się na Kłapka, by giwerę zajebać. W końcu osioł ustąpił i Kubuś zaczął mierzyć w uciekającego.
– Chcę więcej gibów! Chcę więcej krwi! HAHAHAHAAA! – darł się Puchatek ogarnięty furią, jednak nie mógł trafić Railem w gostka, który się już skapnął i zaczął biec slalomem. – Kurwa, nie mogę trafić! – Puchatek marnował sluga za slugiem, ale wciąż nic…
– Pojebie! Chcesz gibów to możesz se rozwalić te ciała! – ryknął Królik niczym bestia (którą chwilowo był).
– Ehe! Tylko ktoś musi mi je podrzucić w powietrze, żeby się fajniej rozlatywały. – zasugerował Kubuń.
– Pojebało cię? – zdziwił się Królik, który nawet po Thrilum nie mógł skumać, co jebnęło Puchatka. – Kurwa, to ja tu jestem naćpany, czy ty?
– Chyba czas na interwencję… – osądził Prosiaczek widząc wybryki misia, wyrwał mu raila z rąk i przyjebał mu nim po łbie. – Jeszcze mi debil wszystkie slugi powystrzela! Poza tym my tu mamy obowiązki! Nie zabawę! Musimy oczyścić teren i przejąć go w posiadanie! – komenderował.
– Tak jest, Panie X. – cynicznie przytaknął Kłapek i wziął nieprzytomnego Puchatka na barana.
– Hej, no kurwa dobrze kombinujesz, ale tu już chyba i tak nie ma żołnierzy… to podrzędna jednostka. Skończyliśmy, Prosiaczku. Wracajmy na chatę, pewnie nam wyślą całe wojska z odsieczą, więc musimy wyrwać naszą broń ze skrytki. – zarządził Królik, toteż nasza dzielna piątka powoli, po sprawdzeniu każdego zakamarka, wywlekła się z obozu.
C.D.N…

Jeszcze tego samego dnia… to było chyba koło 13.00, nasza piątka obudziwszy się i znów zebrawszy się u Królika w norze (ze względu na tuszę Puchatka musieli wchodzić tylnymi drzwiami) zastanawiała się nad swoją przyszłością związaną z nowym super narkotykiem.
– Jak Prosiaczek przyniósł tamte dragi marzyłem o stworzeniu własnej receptury! Udało się! Teraz będziemy musieli zmiksować malibu z LSD, jak to Tygrysek mówił! – podniecał się Puchatek.
– Prawda, ale teraz musimy zająć się dragiem, który właśnie zrobiliśmy! – sprowadził go na ziemię Królik.
– Zanieśmy go Panu Sowie, on bedzie wieeedział… co zrobić. – zasugerował Prosiaczek.
– No taaa… Mamy zajebisty zajob! Na początek full niebiańskich tripów, a później uczucie rozluźnienia – słusznie zauważył Królik.
– No to w zasadzie, jakby na to, kurwa, nie spojrzeć, nie mamy nic więcej od heroiny zmiksowanej z LSD…. – zauważył Tygrys, ale pod presją krwiożerczego wzroku Kłapouchego (ojca owego specyfiku) zmienł zdanie – No kurwa! Nie mówię przecież, że to złe, wręcz przeciwnie! W jednym dragu dwa efekty następujące po sobie. Ja pierdolę!

- Prawda. – skomentował Królik. – Ale faktem pozostaje, że ten jebaniec Pan Sowa bedzie pewnie umiał to zajebiście podrasować.

- A ty się kurwa Kłapek tak nie unoś – Tyger naskoczył na osła – Nalewka jest moja, a klej był Wieprzka, więc połączyć przez przypadek to żadna jebana filozofia!
– Hej, to może nie pierdol tyle, Tygrys, tylko idź z nimi do Pana Sowy, a ja se tu miodku podjem. – dziarsko zagadał Kubuś.
– Ani mi się waż, bo mi znowu utkniesz w wejściu.. – zastrzegł Królik.
– Hej, no to po chuj, jak nie dla mnie chomikujesz tu tyle miodu, co? A poza tym zą tylne drzwi, przez które weszliśmy.
– Po co JA robię miód? Nie twoja sprawa… a zresztą chcesz to se zjedz, tylko poza terenem mojej nory. My już spierdalamy, jak chcesz z nami iść to się zdecyduj. – zakończył konwersację Królik.
Czwórka miszczów wyszła więc w las na chatę do Pana Sowy, a w połowie drogi zaskoczył ich znajomy głos:
– Hej, Kabaty! Zaczekajcie!! – To Kubuś obwieszony słoikami miodu na sznurach, którymi się przepasał, ukazał się zza wzniesienia, śmiesznie biegnąc.
– KURRWA, ILE TEGO MIODU!? – zezłościł się Królik, gdy ujrzał ów obraz.
– Dwanaście słoiczków, wtedy było piętnaście, nie pamiętasz?
– Echhhhh, kurwa, to ja się utyruję co noc wyciskając ten jebany miód, a ten mi wszystko w jedną chwilę zje jak ta świnia…
Więc szli nasi bohaterowie, Królik i Tygrys taszczyli słój z narkotykiem, a Puchatek dwanaście słojów z miodem….
– SOWA! OTWIERAJ, ALFONSIE! TO MY! – rozkazał Królik, jak zwykle kurwa debeściak.
Drzwi zaskrzypiały, a po chwili ukazał się kształt dumnie wypinającego pierś Pana Sowy.
– Co was do mnie sprowadza, młotki przygłupie? – spytał.
– Pamiętasz ten nasz kwach co rano ćpaliśmy? – podszedł Sowę dyplomatycznie Tygrysek. – To my byśmy chcieli, żebyś go nam zbadał, może zmodyfikował…
– Aha, tenteges, rozumiem was doskonale! Dawajcie no mi tu próbkę do badań! – Prosiaczek wyjął z kieszeni szklaną menzurkę i napenił ją fioletową cieczą, którą w drodze uznali, że nazwą „Heresdi” (na podstawie działania, które przypominało działanie Heroiny + LSD). – Dobra… to usiądźcie se gdzieś z tyłu, a ja zrobie co si do.
– Co on tak po góralsku pierdoli? – szepnął Kubuś.
– Chuj go wie! – odparł chaotycznie Tyger, gdy czwórka sobie siadała na kanapie w salonie.
Pan Sowa zrobił im wykład o składzie chemicznym narkotyku i o jego działaniu, na przykład, że w drugiej fazie działania zwiotcza mięśnie i takie inne duperele – fakty, których świadomi byli tak samo jak tego, że Słońce jest żółte. Później wziął kilka saczków z różnymi zajobami, wsadził do młynka i po minucie wszystkie najpopularniejsze dragi świata były już tylko proszkiem koloru kremowego. Sowa zasadził ogromny słój narkotyku pod mikserem, włączył go stopniowo dosypując mieszankę narkotykową, po wsypaniu całej, pozostawił specyfik aby jego składniki doskonale się połączyły.
– No i co? – spytał ciekawie Prosiaczek czyszcząc swojego Railguna.
– Pozostawiłem nowy specyfik na pięć minut, aby się wymieszał. – odpowiedział Pan Sowa, przesadnie przeciągając sylaby.
– A, jeśli można wiedzieć, to cożeś tam dodał? – spytał Królik, a wtedy Sowa wręczył mu przepis.

- Więc tak: – zaczął czytać Tygrysek: Na 10 kilo nowego draga potrzebne jest:

Baza – kleju z konia (zawdzięczanego Prosiaczkowi)
Dodatki – amfa, haszysz, koka, hera, marycha, UFO, LSD,  metaamfetamina, GHB, fencyklidyna (PCP), UFO oraz psylocyny (sproszkowane grzybki halucynki). (stosunki masowe narkotyków podane w procentach) Wszystko doskonale zmieszane aby powstał żółtawy proszek.
Rozcieńczenie – nalewka ziołowa Tygryska.
Baza + Rozcieńczenie zmieszane w stosunku 5:1 = Her-SD – narkotyk tripująco-rozluźnający
Baza + Dodatki + Rozcieńczenie zmieszane w stosunku 5:3:1 = To, Co Teraz Wyszło

- Aha, więc to istna mieszanka wybuchowa! – podjarzył się Puchatek, dojadając resztę miodku.
– Oznajmiam wszem i wobec, że mieszanie się narkotyku dobiegło końca! – z dumą oznajmił Sowa.
– NARESZCIE!!! – wrzasnął rozradowany Kłapouchy, a Pan Sowa odsłonił słój z narkotykiem.
– ŁAAAAAAAAAAŁ – westchnęli wszyscy z podziwem, gdy ujrzeli, że w słoju jest ciecz nie fioletowa, ale krwawoczerwona, w dodatku puszczała bąbelki.
– Stary, ale wypas! Ile byłby wart taki słój? – spytał Tygrys.

- Taki dziesięciolitrowy słój byłby wart jakieś… sześć bilionów dolców? Tak, sześć bilionów. – oszacował Pan Sowa. – Macie kurwa szczęście, że mam łeb na karku i byłem w stanie nawarzyć ponad kilo każdego z najpopularniejszych dragów świata! I że znam się na grzybach! – w uniesieniu próżności napawał się swoim intelektem.

- Cieszymy się razem z tobą, Sowa, ale wiesz… chyba na nas czas. Nara! – rzekł Puchatek, już chcąc zmywać się wraz ze słojem.
– ZARAZ, ZARAZ! – zatrzymał go Sowa – Trzeba go jeszcze przetestować i zobaczyć jak działa! Możliwe, że nie ma nic wspólnego z Her-SD!
– Jak nie, to masz w mordę. – rzekł obronnie Kłapek dumny niezmiernie z działania swojego dzieła.
– Nie zakładam z góry, że jest gorszy! – Sowa nabrał w strzykawkę 10 miligramów narkotyku i zadał jednej z białych myszek ze swojej klatki.
Myszka urosła trzykrotnie, zyskała ogromniaste muły, szablaste zęby i zaczęła ryczeć jak lew.
– Łaaaaaaał – zareagował Kłapouchy – Może i masz rację, Sowa.
– No cóż, super crazy ill! – ocenił Tiger.
Myszka zaczęła wpierdalać swoje koleżanki.
– Moje dzieło! Moje zajebiste dzieło! Zmieni każdego w maszynę do zabijania zwiększając możliwości tak fizyczne jak i umysłowe! – darł się jak szalony naukowiec Pan Sowa.
– A później go zabije? – zasugerował Królik, gdy myszka po zjedzeniu wszystkich koleżanek przewróciła się i znieruchomiała.
– Ehm… no cóż… Taki słaby organizm jak tej myszki nie wytrzymał po prostu!
– A dasz nam gwarancję, że nasze wytrzymają? – spytał Puchatek.
– No cóż.. Może i dałem myszy za dużą dawkę. – Sowa rozpoczynał wykład – Wasze ciała i umysły są zahartowane wieloma innymi narkotykami, a poza tym zabiliście już setki tysięcy ludzi bez najmniejszych wyrzutów sumienia, więc nie wiem jak taki narkotyk mógłby wam zaszkodzić.
– Aha. – przytaknął Tygrys.
– A skoro bez niego sprostaliśce tylu wyzwaniom – kontynuował Sowa – z nim będziecie wręcz niepokonani. Niestety jednak nie ma żadnych właściwości tripująco – rozluźniających.
– Szkoda, ale te właściwości, które posiada mogą być bardzo przydatne. Koni jeszcze w tym kraju nie zabrakło, więc Her-SD jeszcze sobie upędzimy – wywiódł roztropnie Prosiątko – A tak a propos, to jaką damy nazwę temu specyfikowi? Podajcie swoje propozycje.
– Mułojebacz – powiedział Kłapouchy
– Zębokrwaw – powiedział Królik
– Superzmesturb – powiedział Puchatek
– Brykopędziel – powiedział Tygrysek
– Snajperpower – powiedział Prosiaczek
– NIEEE! Bez sensu! – odparł Pan Sowa – To zupełnie nie o to chodzi! Narkotyk musi się nazywać jak narkotyk! Każdy musi umieć wypowiedzieć jego nazwę!
– Przecież każdy powie: „BRYKOPĘDZIEL”, no nie? – wkurzył się Tygrys.
– Chodzi mu o obcokrajowców – odparł Królik – I ma rację.
– Słuchajcie! Nazwiemy nasze dzieło… „Thrilum”! – zaciągnął pompatycznie Sowa, cały dumny z siebie.
– DOBRE! – odparli wszyscy chórem. Skoro było już postanowione, to na uczczenie chłopaki strzelili se po kolejce browca, i po jakiejś godzine wyszli zabrawszy narkotyk.
– Nara, skurwysynu! – śmiesznie zaseplenił Prosiaczek żegnając Pana Sowę.
– Nara, pojeby! Przynieście mi składniki, a zawsze upędzę wam kolejną działkę Thrilum!
– To luz, my już spierdalamy, bożeśmy dawno żadnej potężnej rozwałki ne robili. – zauważył Chodzący_Railgun_Prosiaczek.

***

- Wiesz co, stary? – spytał Królika Kubuś, gdy obaj spacerowali ścieżynką kilka godzin później.
– Łossap? – odpowiedział Zając rozpracowując korek od prostopadłościennej flaszki Tygryskowej Nalewki z Ziół.
– Dawno się nie napierdalałem gołymi rękami i nogami.
– Racja, ciągle robimy krwawe rozpierduchy brońmi od id… Sam bym chętnie komuś zdrowo pierdolnął. – odparł Królik po chwili zastanowienia. Zbliżali się właśnie do punktu zbornego – Kubusiowego domku – Kolesie byli na zakupahahahahahahach……..
– No i mata? Jak ni to spierdalajta bo nie ręczę za siebie. – na dzień dobry zagadał rozdrażniony brakiem koksu Kłapek (mieli Thrilum, stało nawet pośrodku izdebki, ale Her-SD właśnie nie mieli). Wtedy Kubuń i Królik zrzucili z pleców dwa wory świeżutko zmielonej gandzi i maleńki saczek wypełniony po brzegi kolorowymi tabletkami – UFO.
– No to luz… – zagadał Prosięcie najluźniej jak potrafił, i przestał glancować swojego Railguna.
– Dawajta no mi tu ten koks, bo ja muszę… – łapczywie błagał Kłapciatouchy.
– Dobra, zaćpamy cuś naturalnego, a później zajebiemy kilka kłuni i zrobimy sobie kurwa jego mać Heresdi!. – pocieszył Osła Miś wsypując kilka UFO do młynka na kawę.
– Ja to bym se pogrzał helenę… naturalną taką… – rozmarzył się Tygrysek..
– Taaa? A skąd weźmisz kasę? – rzekł Kłapouchy zaćpawszy paloną na łyżeczce Gandzię z zapomogą UFO.
– A skąd wy wzieliście tyle świeżo mielonej ganji, skoro nie u dilerów? – spytał Prosięcie.
– Właśnie u dilerów! Rozjebaliśmy ich i zabraliśmy towar! Dostawa właśnie powinna dojść… – rzekł Puchat, co miało pogłos jakby dumy i radości.
– Hej, panowie… wnosimy – rzekł jakiś żul, po czym cała ferajna zaczęła wtaszczać do domku Kubusia dziesiątki dziesięciokilowych worów najróżniejszych specyfików.
– Oż kurwa! To jacyś zajebiści magnaci narkotykowi musieli być! Po 10 kilo i to tyle worów? Toż to jest kurwa warte fortunę! – Tygrysek mało się nie spuścił z podniecenia.
– I to wszystkich rodzajów, jakie se możesz wymarzyć! Wszyściutkie drugsy z listy na Thrilum, nawet pigułka gwałtu GHB! – rzekł niezmiernie dumny z siebie Miś, który gotów był dalej wyliczać zdobyte drugi.
– Powiedz pan, gdzie mamy to władować, bo chłopcy już ni wyrabiają. – powiedział ten sam żul.
– Do piwniczki – odpowiedział Puchatek, po czym otworzył klapę w podłodze, gdzie najwyraźniej znajdował się magazyn.
– Łaaaaau! – zachwycił się Prosiaczek. Nie wiedział, że Puchatek  przygotował się na chomikowanie pod ziemią dragsów.
– Panowie, tymi schodami w dół, później będzie korytarzyk ze dwa metry i tam takie sporawe pomieszczenie z półkami, to panowie tam zostawią… – ostentacyjnie tłumaczył Kubuś. – Potem dorobi się oznaczenia i posegreguje. Gdy zziajani żule skończyli robotę, jeden się odezwał:
– Proszem pana… daj pan chłopakom no po bełciku jakimś jabolku może… w nagrodę tak, no.
– Ustawcie się w szeregu, panowie. – zakomenderował Kłapciato-uchy – Teraz każdy dostanie swojego mózgotrzepa. BACZNOŚĆ! Z RAILGUNA PAL!! – wrzasnął Kłapouchy, czego chłopi nawet nie zdążyli zrozumieć, bo ich głowy były już w płynnym stanie skupienia.
– No… no… no! – zdumiał się Prosiaczek po tym, jak zestrzelił 20 chłopów jedną kulą z Raila.
– SKURRRRRWYSYNU! T-TERAZ TO SPRZĄTAJ! – Kubuś dosłownie poszczał się z nerwów, gdy spostrzegł przewracające się jak domino ciała chłopów lądujących we własnych głowach (w płynie).
– Dobra, to się zasypie w ogródku Królika, użyźni glebę. – zażartował Różowy Rejlgan sepleniącym głosem.
– GÓWNO! Nie wiesz, że trupy strasznie wodę trują? W promieniu 50 metrów? – obalił propozycję Prosiaczka Królik.
– Przecież żartowałem! – odgryzł się Prosiaczek.
– Opowiadaj więc nam stary, jak zdobyliście szajs! – Tygrysek umierał z ciekawości.
– No więc idę se z Królikiem, kurwa… Słońce świeci kurwa, i nagle widzimy przy wrocławskim monopolu z dwadzieścia limuzyn, kurwa! Na jakichś siedmiu były na przednich szybach różowe chuje, kurwa! – rozpoczął Kubuś.
– Chłopcy Różowochujego! – spostrzegł żywo Kłapek.
– No a jacha… – przejął opowieść Królik. – No to postanowiliśmy z Puchatem, że pomożemy którejś mafii i przede wszystkim sobie! Jak to dobrze, że Puchat cały czas nosi pod tym swoim czerwonym kubraczkiem BFG! Dalej wiecie, co już było!
– Aha, a samochody? Nie spaliły się od BFG? – zapytał Kłapek.
– Nie. Na początku nawet nie wiedzieliśmy, czy mają coś ze sobą! Jak byli już czerwoni i płynni, zaczęliśmy przeszukiwać wozy. Nic nie znaleźliśmy, prócz forsy i kondomów, dopiero aż natknęliśmy się na tamtego wielkiego vana Różowochujego. Po brzegi załadowany był worami! Wszystkie piękne, plecione z lnu, na każdym napisane dane narkotyku, wszystko: moc, pochodzenie, po prostu mistrzowska robota!
– No więc… – przejął Puchatek. – Skrzyknęliśmy wszystkich żuli, co byli przy tej stacji monopolowej, i kazaliśmy im na pieszo zapierdalać aż tutaj z worami! HA!
– HAHAHAHAHAHAHAHAAAAAAA! – wszyscy prócz Prosiaczka wybuchnęli przeraźliwym śmiechem, Królika charakteryzował śmiech piskliwy i przeszywający.
– A ile masz kasiorki? – ożywił się Tyger.
– Hmmm, coś koło trzech tysiorków bedzie! W złotówkach! – przeliczył banknoty Królik.
– Luzik! W każdym razie, znamy teraz „wartościowość polskich mafii”! – rzucił trafną uwagę Tyger, wzbudzając u towarzystwa jeszcze bardziej hebefreniczny śmiech.
– No i teraz, spełnią się moje marzenia, które zacząłem snuć, od kiedy Prosiaczek opierdolił tamtego rastamurzyna na dworcu! Bedziemy mogli eksperymentować! Zrobimy se nawet menu! 10 gramów Her-SD – 10000 zetów! Ha!
– Masz rację! A Thrilum będziemy sprzedawać mafiom jako tajną broń za niewyobrażalne krocie! Chuj im w dupę, że mogą umrzeć po zaćpaniu, ale bedą mieli „jednorazowych żołnierzy doskonałych”! – Królik poczuł zapach pieniędzy.
– Tak! Założymy wielką pięcioosobową firmę! Cała słowiańska europa, może nawet i niesłowiańska, bedzie u nas ćpać! – snuł dalej Kubuś.
– Taa! Będziemy robić zestawy jak w Macdonaldzie! „Zestaw Streetmana” – pięć gramów gandki, tabletka Ecstasy i troszku DRD! – kontynuował Tyger.
– Nie! Debile! Będziemy sprzedawać tylko NOWE i NASZE drugi! Sami będziemy eksperymentować i wynajdywać nowe receptury, które pozostaną znane tylko nam, pomimo, że będą proste, wymagające jedynie troszkę pomyślenia! Nikt nigdy nie odgadnie o co idzie, pomimo, że pod latarnią jest wszak kurwa najciemniej! – wykładał Królik, ale Kłapek mu przerwał.
– Ejejejejejejeeej! Przestań tyle pierdolić, bo mi to źle na tripa robi! Maaan!
– Właśnie! Tobie w spółce z Sową bym powierzył nasze eksperymenty! – wpadł na takowy pomysł Królik. – Zrobiłeś Heresdi, to szczęście może się uśmiechnąć raz jeszcze!
– Królik! Zaczekaj! Pamiętacie wszyscy, jak mówiłem o połączeniu mleczka kokosowego z LSD? – przypomniał Tyger – Już mamy nowy przepis!
– Taa! Prosiak, skikaj po flaszencję Malibu! Znowu będzie płynny drag! – zatarł łapki Królik.
– Ja testuję! – podniósł łapę stripowany Kłapek. Po paru dosłownie sekundach Prosiaczek przytargał z chaty flaszkę Malibu.
– Dobra, dajcie mi moździerzyk jakiś! – Tygrysek przejął inicjatywę, gdyż chciał, aby tego draga zawdzięczano właśnie jemu. Królik wyjął z kredensu w izbie miseczkę i porcelanową ugniataczkę, Tyger ustawił miseczkę na trójnogu nad palnikiem, wsypał na ćwierć objętości sproszkowanego eLeSDeku, po czym dolał Malibu i profesjonalnymi ruchami zamieszał możdzierzykiem i zapalił palnik. Nie zaszły żadne poważniejsze zmiany kolorystyczne, ale reakcja chemiczna niewątpliwie tak, gdyż Tygrysek poczuł na dłoni ciepło promieniujące od miseczki, a także bąbelki i opary o zapachu przyjaranych kokosów.
– Oho! Chyba się połączyło! Nnnno! Hahaaa! Yhyahyahyahyahyaaaaaa! – unosił się dumą. – Mówili o tym w TV, ale pewnie nikt oprócz nas nie uwierzył, ich strata!
– Dobra, jestem już czysty i gotów na więcej! – zaoferował się Kłapciatouchy. – Nazwę nadamy na podstawie efektu, tak jak z poprzednimi dragami.
– Okej, ćpaj! Cpajżeż, ćpaaaaj! Lalalalalaaaaa! – Królik pękał z podniecenia. Więc Kłapek wziął na palec troszkę otrzymanej zawiesiny.
– Kurwa, mamy szczęście, że nie pijemy denaturatu. Jest czym podgrzewać dragi! – zauważył roztropnie Kubuś. Kłapek zjadł porcję narkotyku z palca i na efekty nie trzeba było długo czekać. Nagle zaczął kwiczeć rozdzierająco (typowo po oślemu), wybiegł na środek izby i zaczął wywijać takie salta, że żółtki z Korei to mu by mogli obciągnąć. Po bagatela pół godziny, ocknął się.
– O kurwa! Hahahahhaaaaa! Ja pierdolę! Przez pół jebanej godziny, kurwaaa! Zapierdalałem w kółko na największym rollercoasterze na świecie! – wysapał zlany potem Kłapek.
– Pierdolisz! – Tygryskowi opadła szczena. – Więc mieli rację! Zwykłe LSD  przy tym seryjnie wymięka!
– No to jaką dajemy nazwę? – zapytał Kubuś.
– Hmmm. Trzeba kurwa wziąć pod uwagę, że jest LSD, że jest Malibu, a więc kokosy, a więc jakieś tropikalne wyspy, i jeszcze że jest zajebiście wydajny! – naprowadzał na trop nazwy Królik.
– Stary! To jest lepsze niż AbGymnic! Masz stary taką siłownię i musisz tylko zjeść trochę tego szitu z palca! Gimnastyka na fulla! – dodał Kłapek.
– Moja propozycja to Extreme Trippin’ Tropical System. – rzucił bez namysłu Prosiaczek, oczekując aprobaty wszystkich.
– ETTS! Spoko! Może być! Haha! Masz ty mózg w tej małej różowej pale! – pochwalił pomysł Królik. – Krótko. Zwięzło. Na temat. Słowem – Zajebiście. Komuś coś nie pasi? – Królik na szczęście usłyszał tylko ciszę. No! Pochwalcie Tygryska i jego zdolność oglądania telewizji z pożytkiem, z dawna utraconą w tym jebanym narodzie…
– Ha! No to nasza mała lista powiększa swoją ofertę! – zacierał łapy Królik. – Jeszcze z dwa tygodnie intensywnych badań z Sową na czele i już będziemy mieli własną firmę. Haha! DEBILE!!

***

Z nudów wszyscy wzięli sobie „po palcu” ETTSu, a po skończonym półgodzinnym tripie Tygrysek wpadł na pewną ideę.
– No dobra, chłopcy, to możemy sobie teraz zrobić jakąś rozpierduchę, w mordę jeża. – niecierpliwie dukał z wyczerpania.
– Taaa! Gołymi rękoma! Ale najpierw muszę odleżeć kilka minut, wszystkie mięśnie mnie bolą. – podniecił się Królik. Po upływie kolejnego pół godziny, ziemia nagle zaczęła się trząść, a spod podłogi w Kubusiowym domu wykręcił się…
– Hejjj, szkuźfyszyny! – tak, właśnie Pan Kret!
– Łapać chuja! – zakomenderował Królik, a cała brygada jak szalona puściła się biegiem, by złapać Kreta.
– Mam cię!!! – wrzasnął Kłapouchy – Mam go! Wykończmy go! Zabić! BEEERSEEEERK!!!!!!
Wszyscy w strasznej furii zaczęli kopać Kreta po głowie, skakać po jego brzuchu, i patrzyli jak jego górniczy kask śmiesznie spada mu ze łba, czerpiąc z Kretowego cierpienia niezmierną radość.
– Auuuaa! Żosztawcie mnie! Proszę! – kret wypluł z żołądka strugę krwi, po czym zesztywniał i zaczął broczyć krwią z oczu.
– Kurwa, chłopaki! Cośmy mu zrobili, chuuuuj!!!! – wydarł się Tygrys – Kurwa jego mać, dzwonić po Sowę! Szybko! Bo nam Kret jebnie w eternal sleep!
– Dobra….<<RING,RING>> Sowa! Już tu jesteś, kurwa JUŻ! – zakomenderował Królik, a po 4 sekundach Sowa był już na miejscu.
– Co się stało… CO?! SWOJEGO SKATOWALI?! Biednego małego Kreta… Skurwiele!
– To nie ja… to on! – wrzeszczał podniecony Tygrysek, wciąż w nastroju bojowym.
– Nieprawda… to Kłapouchy! – wypierał się Królik – A tak w ogóle to nie pierdol tyle, tylko go kurwa LECZ!
– ZAMLNĄĆ RYJ! Biorę Kreta do siebie, wyleczę go, stracił dużo krwi… ja pierdolę, biednego małego Kreta…
I Sowa wyszedł.
– Kurwa, to było naprawdę brutalne.. – zauważył Kubuś, targany skurczami mięśniowymi.
– To wszystko Kłapouchego wina! To on wzbudził w nas berserkerską furię! A berserkerzy nie dbają o nic! Tylko napierdalają na oślep! – wkurwił się Prosiak. – Czytałem kiedyś! To taki rodzaj wojownika wikingów, który na zawołanie może wpadać w furię.
– No. Taki berserker to w ogóle nie zważa na własny ból i rany, byle komuś pierdolnąć.. – rzekł Kubuś, wstydząc się swojego postępku.
– A my właśnie tacy byliśmy… – rzekł zasmucony Tygrys. – Ewolucja widać przyniosła nam coś ze Skandynawii.
– Wybaczcie, chłopaki, nie chciałem. Żal by mi było Kreta jakby nam kipnął. – przeprosił Kłapouchy. – Ale teraz mamy przynajmniej okrzyk bojowy! A poza tym, to ten jebany skurwiansyn Królik powiedział „Łapać skurwiela” no nie?
– Ty się tak nie mądrz, Kłapek, tylko posłuchaj, co oni o tobie mówią, chwalą cię przecież, kurwa! – Królik bez problemu wyplątał się z tej sytuacji.
– No! Kłapouchy, jesteś genial! Ten okrzyk zwiększy nasze morale i skuteczność w bitwie. – uświadomił innym Prosiaczek.
– Przecież od tego mamy Thrilum! – spostrzegł Tygrys.
– Kurwa, Tygrys, ty chyba nie kumasz! Człek to je dusza, umysł i ciało, no nie? To Thrilum działa na umysł i ciało. – wytłumaczył z wieśniackim akcentem Kubuś. – Na duszę działają moralne wspomagania! A dusza jest dla wojownika naj-kurrwa-ważniejsza! Jak ma morale to jest odważniejszy i się nie boi walczyć do kuńca! – wygłosił niezwykle światle Kubuś.
– No ale po chuj nam walczyć do końca, skoro tylko ktoś z nas pierdolnąć może w kalendarz? – spytał Tygrys.
– No, racja, nie śpieszno mi umierać! – poparł Kubuś – Ale w każdym razie od dzisiej jesteśmy The Berzerkers Team!
– TAAA! – zgodnym chórem odparli wszyscy i poszli do łazienki umyć się i przygotować w końcu  do dawno już upragnionego wyjścia na miasto. Prosiaczek właśnie wlókł się do rezerwuaru, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
– Ca za skurwysyna tu niesie, do kurwy nędzy! – jęknął wkurwiony i poszedł otworzyć. – Co jest, do chuja?
– I am Garcia, and he is Cisco. We are lookin’ for Puchat and Marheva. – dwóch wielkich, ubranych na czarno latynosów stanęło w drzwiach.
– I don’t know those guys. – odpowiedział Prosiaczek i chciał już odejść, ale latynosi wyciągnęli złote pistolety Magnum i wymierzyli w Prosiaczka.
– Listen up, motherfuckers! If you don’t get the fuck out of here, i will FUCK YOU UP! – krzyknął Prosiaczek i wyjął Raila. Reakcją latynosów było przeładowanie i odbezpieczenie broni oraz te słowa Garcii:
– We are here to avenge our people! Puchat and Marheva have stolen drugs from us and killed our brothers! Puchat and Marheva must die!
– I warned you, fucking latino scum! – powiedział Prosiaczek i rozrejlił głowę Cisco.
– Back off! Don’t kill me! – Garcia od razu zmiękł, widząc swego kompana w stanie półpłynnym.
– Give me the keys to your car! – powiedział Prosiaczek, gdy zauważył przy domku Kubusia czarny van.
– Ok, take them, but don’t kill me! – Garcia walczył o życie.
– Now get the fuck out! – Prosiaczek przyjebał gangsterowi rejlem w jaja, aż ten wypuścił swój złoty pistolet – And tell your friends that we are coming for them!!
W chwili, gdy Prosiaczek uporał się z gangsterem, Królik właśnie wyszedł z Kubusiowej łazienki.
– Co ty się do kurwy nędzy dzieje! – zapytał rozdrażniony. – Kurwa ktoś darł mordę, nie mogę się ogolić w spokoju!
– Mam stary dobre wieści! Przyjechali tutaj mafijni mściciele z Brazylii! Zajebałem im dwa złote pistolety Magnum i kluczyki od ich vana. Zwłoki tu leżą…
– Ależ to jest zajekurwabiście! – Królik nie krył szoku. – EJ! DEBILE! CHODŹTA TU RAZ!
– Co jest, skurwysynu!? – Kubuś wrócił z łazienki tocząc pianę z pyska, właśnie mył zęby.
– Zawołaj Tygrycha i chodźta! Musimy przeszukać vana mafiozów! – Marheva tylko to powiedział i od razu wyszedł na podwórze nie czekając na innych. Po chwili jednak wszyscy stali już przy czarnej ciężarówce.
– Taka sama kurwa jak ta cośmy ją z Królikiem opierdolili! – zauważył Puchatek po czym wziął kluczyki od Prosiaczka i otworzył drzwi szoferki. We dwójkę władowali się do samochodu i zaczęli przetrząsać wszelkie możliwe skrytki. Królik znalazł w schowku kilka woreczków z amfetaminą i gruby, ciasny zwitek banknotów tysiącdolarowych. Pod siedzeniami również były schowki, w nich nasi mali bandyci znaleźli cztery takie same złote Magnumy, a do tego dwa Karabiny Maszynowe Thompsona i jeden karabinek snajperski Steyer. To w jednym. W drugim upchany był lniany wór z pieniędzmi.
– Kurważ jego mać! – rzekł Królik ostro podniecony widokiem takich bogactw. – Ludzie, tyle broni! Najlepsza na świecie!
– Nie jest nam potrzebna ta broń, opierdolimy ją mafii. Za to lukaj na pieniądze! Banknoty tysiącdolarowe, używane tylko w największych przelewach! Jesteśmy bogaci! – powiedział Prosiaczek, wrzucając do worka zwitek znaleziony w schowku.
– Ja proponuję zostawić sobie z tego milion, nasze trzy tysiące złotych zamienić na dolary i zamrozić razem z resztą hajsu na lokacie 10% w jakimś szwajcarskim banku! – rozmarzył się Kubuś, jednak mówił jakże racjonalnie.
– Hmmm. Ci dwaj, ten Cisco i Garcia… KUBUŚ! – Prosiaczek musiał przerwać przez głośne beknięcie Puchatka – ci dwaj kolesie byli pewnie u nas tylko przejazdem i załatwiali jakieś cargo dla swoich pracodawców – w końcu to najemnicy!
– Transport… No tak, masz rację! – przyznał Królik. – ŁADOWNIA! Nie przejrzeliśmy jeszcze ładowni! – To powiedziawszy, Marheva porwał kluczyki z łap Kłapouchego i pobiegł do bagażnika vana. Przekręcił, odsunął drzwi, i…
– O ja jebę w pizdu jebana kurwa mać! – zaklął, gdy ujrzał, że ładownia jest pełna worków. – Chodźcie tu, kurwa, chodźcie!
– Co tu masz… O ja pierdolę! – zatkało Tygryska, gdy ujrzał wory. – Ciekawe co jest w środku! Yhyahyahyahyaaa! – Wysunął jeden worek, aby przyjrzeć się ewentualnym napisom.
– Hmmmm… Co tu pisze…
– Jest napisane… – poprawił Tygryska Kubuś.
– Yhyahyahyaa! Od kiedy ty jesteś taki uczony? Więc pisze tak: Psylocyna. Moc 100%. Pochodzenie: Brazylia, grzybki fungus paraptaelensis, fungus mastiraebelensis, fungus calviora… jeszcze z dwanaście rodzajów tych fungusów.
– Kurwa! Najczystszy szit, taki sam jak zdobyliśmy z Kubusiem! – Królik nie krył podziwu. – Na chuj Prosiaczek zabijałeś tamtych chłopów, teraz my będziemy musieli zapierdalać z tymi worami do jebanej piwnicy Puchata!
– Nie pierdol mi tu fagasie. Musimy zacząć zapierdalać, jak chcemy później czerpać korzyści. No ale nie będziemy sami, czas dokonać oficjalnego testu… – Prosiaczek wyjął spod swetra pięć strzykawek napełnionych Thrilum. Po chwili dały się słyszeć ogłuszające ryki naszej piątki…

***

- Och, kurwa, ledwo żyję! – sapał Puchatek. Było zaledwie piętnaście minut później, a dzień powoli chylił się ku końcowi. – Wszystko mnie napierdala!
– Każdego normalnego człowieka wszystko napierdala jak biega z worami po 10 kilo przez 15 minut i 60 kilometrów na godzinę! – przypomniał Królik. Thrilumowy zastrzyk energii zaczął ich już opuszczać, a na jego miejsce przychodziło uczucie obolałości w mięśniach.
– Kurważ, mamy jeszcze dzisiaj dużo do zrobienia! – wtrącił leżący na schodach piwnicy Kłapek. – Najpierw jedziemy naszym nowym vanem do kantoru zamienić te 3000 na dolce, później zamrażamy dolary na lokacie, później idziemy sprzedać gnaty do sklepu z bronią, za to dostaniemy kieszonkowe na wieczór, a na końcu do tej pierdolonej dyskoteki poobijać mordy.
– Dziękujemy ci za ten harmonogram, o Kłapciatouchy, ale najpierw musimy się otrząsnąć. I bierzemy na drogę więcej Thrilum. Tym razem w strzykawkach dziesiątkach. – rozsądził Prosiaczek i pobiegł do łazienki Kubusia, gdzie przestawiony został z pokoju słój z Thrilum, a także znajdowała się szafeczka ze strzykawkami nad zlewem. Gdy już nasi brutale byli gotowi, zajęli wygodne miejsca w vanie i poczęli realizować swe plany. Zajechawszy do centrum Wrocławia wymienili w najlepszym kantorze 3000 zetów na dolce, założyli oprocentowane konto w szwajcarskim banku, na którym zalokowali całą mamonę (spory worek ciasno ubitych tysiącdolarówek + tysiąc dolców z wymiany) następnie sprzedali gnaty otrzymawszy za to kolejny pokaźny zwitek banknotów złotówkowych, którymi podzielili się po równo. Załatwiwszy uciążliwe sprawy finansowe, pokierowali się teraz ku pobliskiej wielkiej dyskotece pokatować paru kolesi w rytm punk rocka. Przynajmniej mieli nadzieję na punk rocka…
– „Jesteś szalona! Mówię ci zawsze nią byłaś skończ już wreszcie śnić!” <<PFFFFLCZHHH>> – to Prosiaczek rozrejlił głowę wokaliście jakiejś diskopolowej kapeli śpiewającej Boysów. Zapadła nieprzyjemna cisza, wśród której dały się słyszeć tylko kroki naszej piątki. Podeszli do barmana. Królik pokazał granatnik, który trzymał dotychczas pod swoim prochowcem, takim jakie mieli wszyscy z naszej brygady (mimo że ciężko było dobrać rozmiar na Prosiaczka). Barman bez słowa nalał im po najdroższym drinku, nie biorąc nawet zapłaty, co było Królikowi na rękę, gdyż nie chciał rozdrabniać swoich dwustuzłotówek. Nagle Kłapouchy przemówił:
– Kurwa! Ta wasza jebana knajpa funkcjonuje jak bidet z kałotryskiem! – Kłapek zrobił minę, jakby wiedział, że tylko on zrozumiał swoje słowa. Usłyszawszy ciszę kontynuował: – Ale wy kurwa mało kumaci jesteście! Bidet służy do mycia odbytu, a jak ma kałotrysk, to znaczy, że działa na opak! – w tym momencie wielu gości knajpy wykonało gest typu „aha! przecież to takie proste, ale ze mnie idiota”. – Żądamy, żebyście tu puścili na cały regulator utwór punkmetalowy pt. „Przejebane”!
– Właśnie! – ożywił się Kubuś pełen aprobaty. Dla wzmocnienia efektu perswazji, Królik wyjął teraz już swobodnie, błyszczący, wyglancowany Grenade Launcher, model Q2 od id Software. Biedny barman, podstarzały człek, pobiegł świńskim truchtem do wielkiej wieży Hi-Fi, wsadził płytę do czytnika i po chwili rozległ się punkowy rytm i cyklicznie powtarzane słowa „chuj, dupa, kurwa, cipa!”.
– No! I dobrze! – ucieszył się Kubuś dopijając swój gin z tonikiem. – Teraz może się zacząć zabawa! Hahahahaaa!
Cała piątka poruszając się rytmicznie w rytm „Przejebane” zagospodarowała środek parkietu, a pełna podziwu gawiedź zgromadziła się dookoła. Na zmianę wywijali breakdance’owe figury, przy czym najlepiej wychodziło to Kłapkowi, którego kopyta przez prawie cały czas utrzymywały się powyżej głowy, osioł nieustannie omiatał posadzkę swoim płaszczem. Królik odwalał jakieś trance’owe falowanie brzucha obrzucając nienawistnym wzrokiem młode, rozanielone groupies (zaufajcie mi, tańczyć tego typu figury przy punk metalu jest podwójnie trudno). Kubuś się w ogóle ledwo co ruszał, Tygrysek tylko brykał co wyżej na swoim ogonie, a Prosiaczek dołączył do gawiedzi.
– Hej! Nie zapomnijcie pocośmy tu przyszli! – rzucił nagle Tyger, któremu jednak nie spieszyło się wyraźnie do przejścia do następnego etapu akcji.
Nagle jednak okazja pojawiła się sama. Na środek wyszedł jakiś dwumetrowy schab z napisem na ciasno opinającym klatę t-shircie „I love disco polo” i zaczął przedstawiać jakieś argumenty Królikowi. Utwór właśnie się skończył. Tłum ucichł. Teraz cała uwaga skupiła się na owym osiłku i Króliku (no, może jeszcze trochę na Tygrysku i trzech laskach, które biegły z nim w kierunku kibla).
– Ty! wypierdalaj stąd! – popisał się elokwencją koleś. – Nie chcemy cię tu! Tutaj się słucha disco polo, a nie jakichś gówien! Spierdalaj! – hool przyjebał Królikowi z pięści po mordzie.
– Nieee, kurwa! Nieee! – Królik otarł krew z pyszczka i wyjął z kieszeni płaszcza pokaźną strzykawkę z czerwonym płynem, następnie zadał ją sobie w preferowane przezeń miejsce, czyli aortę. – WRAAAAAH!!!
– Co to za sztuczki, kurwa!? – dresiarz trochę się sfrustrował, zaczął napierdalać teraz już równego sobie wzrostem i umięśnieniem Królika na chama, nie patrząc nawet na to, że nie czyni mu najmniejszej krzywdy. Po trzydziestu ciosach przestał, bo się spocił i już go ręce bolały. Znowu zapadła cisza, przerwana tylko odgłosem orgazmu kobiecego dobiegającego z łazienki.
– Oho! Jedną już Tyger zaspokoił! – Prosiaczek roześmiał się, a Kubuś dał mu wtór.
– No i co? Co na to powiesz? – Królik uśmiechał się najironiczniej jak potrafił (a było to bardzo ironiczne), i przyjebał dryblasowi kolanem prosto w mordę. Ten przytłoczony padł na posadzkę, a jego twarz była cała czerwona, z miejsca, gdzie jeszcze przed momentem był nos, wyciekała strugami świeża krew. Tłum zaczął skandować „Wykończ go! Wykończ go!”, na co Królik zareagował i podniósł jęczącego z bólu dresiarza za nogi.
– Zawiodłeś! Dla tego zginiesz! Moje ręce zbruka twoja krew i kał twój! – Królik odmawiał chuj wie po co jakiś rytualny tekst własnego zapewne autorstwa, kiedy z łazienki dobiegł kolejny kobiecy jęk. – WRAAAAAAAAAAAAAH!!!! – Królik wydał z siebie demoniczny ryk, po czym dosłownie rozerwał faceta na dwie części, które później z pogardą rzucił na ziemię. – Chłopaki! RAMPAGE! BERSEEERK! – zakrzyknął, a nasza brygada od razu dała sobie w różne żyły Thrilum, wyciągnęła Railguny i zaczęła lać kolbami kogo popadnie, w co popadnie. Tygrysek właśnie wyszedł szczęśliwy z łazienki, kiedy zobaczył, co się święci i dał sobie w żyłę swoją działkę Thrilum dołączając do dzieła zniszczenia. Królik pobiegł do wieży i ponownie włączył „Przejebane”, co jeszcze bardziej wzmogło furię naszych berserkerów. Kłapek i Tygrys zasadzili się przy wyjściu z dyskoteki, lejąc bezlitośnie po brzuchach i głowach uciekających klientów,  których Kłapek dokańczał wdeptując twardym kopytem w oko i odstrzeliwując głowę ze swojej wiernej dwururki. Prosiaczek działał dosyć pasywnie, jednak również chciał się wyżyć, więc pod pretekstem „kary za grzechy” lał, tak jak to ongiś zrobił przy dworcu centralnym w Stolicy. Po minucie rozpierduchy przyjęli nową taktykę: topory. Królik zaproklamował tą zmianę pomysłu donośnym rykiem, spotykając się z całkowitą aprobatą i entuzjazmem pozostałej czwórki. Rąbali toporami wszystko, co im się pod nie nawinęło. Nie wiedzieć kiedy, cała załoga była nieżywa jak Kurt Cobain.
– Ej! Tamten ruszył ręką! Jebaj go! – zauważył nathrilumowany Kubuś wskazując pewnego młodego chłopaka. Tygrysek błyskawicznie odrąbał mu głowę toporem.
– No! Tego mi kurwa było trzeba! – Kłapek cieszył się ponad miarę. – To nawet lepsze niż gra w Heretica!
– Nieporównywalnie lepsze! – dodał Królik. – Haha! Za chwilę będzie świtać! Kiedy tu przyjechaliśmy musiało być już późno…
– Rany boskie! – zza drzwi przy ladzie wyszedł ten sam staruszek obsługujący dyskotekowy bar. – Jak ja to teraz posprzątam! – jęknął patrząc na czerwone od krwi posadzkę i ściany.
– Nie będzie pan musiał. – powiedział Kłapouchy i podszedł do barmana.
– Jak to nie? – starszy pan zdziwił się lekko.
– Tak to. <<<TRRRRRRRFFF!!>>> – mózg faceta znalazł się na przeciwległej ścianie odstrzelony przez Super Shotgun Kłapka. – No! To opróżnimy kasę i będziemy mieli jeszcze więcej na drobne wydatki!
Usłyszawszy te słowa Tygrysek podbrykał do kasy i otworzył ją używając jednorurego shotguna z Quake’a II, którego zabrał na wszelki wypadek.
– Yhyahyahyahyaa! No patrzcie! Ile funduszy! – Tygrys opróżnił kasę ze wszystkich banknotów o nominale 50 zł i powyżej.
– No dobra, chłopaki. Zwijamy się. Wszystko, co potrzebne, mamy. – rzucił Kłapek, a nasza brygada powlekła się smętnym krokiem do vana. Kłapek tylko splunął na zakrwawioną podłogę przy wyjściu, Królik zaś, gracylnym ruchem jebnął do wnętrza baru granat ze swojego granatnika. I tak nasza brygada uśmierciła całą dyskotekę. Chuuuuj! Nie oglądając się za siebie i nie zważając na rozprzestrzeniający się pożar po wybuchu granatu, upchnęli się w szoferce vana i pojechali do lasu.
C.D.N…

Następny dzień rozpoczął się niezwykle ciekawie. Była to nora Królika. Ten leżał na stole, a z pyska wyciekała mu mela aż do podłogi. Tygrysek leżał w jeziorze świeżych haftów, które puścił z przeciążenia po degustacji siedemnastu litrów swojej Ziołówki w celu weryfikacji receptury. Puchatek leżał pod zlewem w łazience na zaszczanej przez siebie posadzce, a Kłapouchy, który jako jedyny potrafił przetrzymać libację w stanie przytomnym, siedział zamulony przy stole i próbował ułożyć domek z kart (jednak dym z peta, którego jarał, ograniczał jego pole widzenia i wszyskie próby spełzały na niczym).
– OTWÓÓÓRZCIE! Zasrańcy… – zza drzwi odezwał się znajomy sepleniący głos.
– Chrrrrrrrrrrrrr…..
– OTWÓÓÓÓÓÓRZCIEEEEE, ZASRAAAAAAAŃCYYYY! – wrzasnął donośniej ten sam głos.
– Chrrrrrrrrrrrrrr….
– Łótwó… otwórz-ciem mu, kabaty! – z trudem wyrzucił z siebie Kłapouchy (brzmiało to tak, jakby po cichu rzygał jednocześnie kaszląc), zdziwiwszy się, czemu nikt go nie usłyszał ani zrozumiał.
– TO JA, PROSIACZEK! Przyniosłem głowę Różowochujeeegoo! Otwórzcie. – głos znalazł identyfikację.
– C-co, kurwa mać? Co mi się śni, do kurwy nędzy! TRZEEECIA RAAANO JEEEEEST! – Królik zerwał się ze snu, zawodząc żałośnie. – To ty, kurwa? Żeś se czas znalazł zajebiiiisty… – przetarł oczy i przeciągnął się – Ale swoją drogą szkoda, że cię nie było! Żeśmy se tu bibę odpierdolili, zasnęliśmy na miejscu. Zaraz ci otworzę, tylko obudzę kolesi i troche tu ogarniemy…
Królik założył klapki, szlafrok i zaczął kopać w dupę każdego śpiocha ze słowami „Pobudka, skurwielu!”.
– Co jest zmesturbie!? Nie chce mi się wstawać! O trzeeeeeciej raaaaaaanooo!?? – jęczał Puchatek zdegustowany.
Istotnie, wstawać o 3.00 rano było swoistą porażką dla takich libatorów, gdyż nawet wstając o jedenastej mieli pewne obiekcje. Królik musiał ocucić całą brygadę, a nie miał przed sobą łatwego zadania, gdyż ich kontakt z otoczeniem był raczej nikły.
Gdy Królik przeprowadził rozmowę z każdym z naszych bohaterów, nie wyłączając Kłapouchego, który właśnie zasnął, po pięciu minutach Prosiaczek był już wewnątrz, a cała reszta była już na nogach.
– No to opowiadaj, skurwysynu, jak było u tego zajebanego Różowochujego. – kulturalnie rozpoczął rozmowę Tygrysek z impetem siadając przy stołku. Nie narzekał zbytnio na tą iście przedwczesną pobudkę, gdyż emanował wigorem nawet na ciężkim kacu.
– No więc, zajebany kazał mi u siebie pracooować… przez miesiąc, no nie? Ale zrobiłem dla niego jedno całodzienne zlecenie, po czym odjebałem mu głowę Railgunem. – Prosiaczek wyjął z saczka głowę bossa.
– Jest trzecia zero siedem rano! Jakbyś przylazл bez tej głowy, to bym ci twoją własną odjebał… chociażby nogą od stołka, ty mały mlasco! – wkurwił się śpioch Kubuś.
– Zamknij ryj, Puchatek. Dla ciebie południe to jeszcze noc… Jaka to była kurwa jego w dupę palec całodzienna misja? – przeszedł do rzeczy Kłapouchy, który mówił już w miarę normalnie.
– Miałem skraść kilka koni i przerobić je na klej.
– Jak to, kurwa? To z koni się robi klej? – Puchatek był mocno zdziwiony.
– No. To najmocnieeeejszy… klej jest. – zaseplenił właściwie sobie Prosiak, wyraźnie dumny. – Poxipol wymięka. Sam sprawdzałem!
– Ta? Masz no trochę tego kleju ze sobą? To se powąchamy! – ucieszył się Królik.
– Miałem zanieść klej Różowochujemu, ale se przypomniałem, że mam go rozjebać, więc mam cały słój, stoi za drzwiami. Tylko mi nie wywąchajcie, bo kleił nie będzie. Takim czymś możesz skleić dwóch Katoli, a wtedy będą jak bliźniaki syjamskie. – ostrzegł Prosiaczek. – A ciebie, Królik zajebę! Wiesz, co na siebie bierzesz stając przeciwko bossowi mafii? Jak go rozjebałem, dwudziestu bodyguardów poszło na mnie od razu, a kolejnych pięćdziesięciu rzuciło się w pościg!
– No i co, zgubiłeś ich? – zaciekawił się Tygrysek.
– Jak byłem zamknięty w sali z Różowochujim, to musiałem se poradzić, dopiero później uciekłem reszcie! Przez cały Wrocław mnie gonili, dopiero jak wsiadłem w autobus, udało mi się ich zgubić!
– Myślisz, że przyślą odwet? – zaniepokoił się Kłapouchy.
– Eee tam, ich cała Elite Guard już jest w piachu, jakieś cztery slugi mi zeszły… no co? Muszę się gospodarować, nie? – słysząc, że Prosiak rozjebał 20 typów czterema kulami, nasi bohaterowie zaliczyli opad szczeny. No, ale to w końcu Railgun, w dodatku posiadany przez mistrza.
– Ten Elite Guard, czyli kolesie z pokoju Różowochujego? – zapytał Królik nie kryjąc wrażenia.
– Kurde, cała dwudziestka! Nie wiem, jakim cudem jestem w jednym kawałku! – Prosiaczek zrobił minę, którą Królik zinterpretował: „Jakbym nie przeżył, mój duch nawiedzałby cię w koszmarach”.
– Jesteś ranny? – Tygrysek okazał troskę wobec Prosiaczka.
– No a kurwa jak? – Prosiak podwinął czarny sweter ukazując wielką ranę po kuli, na szczęście opatrzoną. – Na Ołbińskiej do szpitala wskoczyłem… Hehehehe!
– Ogólnie, to congrats, stary! Nie każdy by sobie poradził z dwudziestką wyszkolonych mordobojów! – przyznał Tygrysek.
– Jeszcze w dodatku z Uzi, po dwa granaty na łeb, w tym jeden flashbang, nóż sprężynowy, torebka amfy… –  Prosiaczek wyliczał arsenał Elite Guardów, ale gdy padła „Amfa”, brygada ożywiła się i Królik mu przerwał.
– Amfa? Masz ją? Masz? – wychodził niemal z siebie.
– Ano mam…. – Prosiaczek z uśmieszkiem wyjął z kieszeni spodni kilkanaście torebek bieluśkiego proszku.
– Niech no przetestuję… – postanowił Kłapouchy, wziął trochę na mały palec i polizał. – Hmmmm, zajebista! Co prawda smakuje jak serek homogenizowany w proszku, ale przecież tego się nie je…
– Gówno się, ośle znasz! Choć może wyglądasz jakbyś się znał… – zniecierpliwił się Królik.
– Dobra, nie pierdolić, tylko dajta mi się czegoś napić! Usycham…. – Prosiaczek nie owijał w bawełnę. Królik przyniósł mu denaturatu, który z racji faktu, iż był wybredny, trzymał w szafeczce z detergentami.
– Co ty mi tu dajesz? Kurwa, dyktę? – Prosiaczek nie mógł uwierzyć. – Wiesz co, może znajdę coś u siebie w domu, narka… – niechętnie pożegnał się, po czym udał się pocinać na necie w Kłejka III Arenę, a że od czasu swojego zwycięstwa w konkursie otaczany był ogromną czcią, wszystkie lamy i nie tylko zabiegały o to, by zagrać z nim meczyk ćwiczebny.
– No co? Myślałem, że tylko ja nie lubię tej pierdolonej dykty! Zwykły spirycik, tylko że w barwie indygo, a nikt nie chce pić, kurwa! – wkurzony Królik odniósł flaszkę z powrotem do szafki.
– Aaaaaaaach… ale klej! Dawno takiego nie ćpałem… – rozmarzył się Puchatek wąchając specyfik – poza tym, wygląda jak miodek!
– Chyba jak smalcyk, daltonisto! – poprawił Królik, który juź wrócił. – Tobie, stary, ten alkohol nie służy…
– Miałem na myśli scukrzony miodek! A zresztą nieważne.. – Kubuś w pełni oddał się zapachowym uciechom.
– Noooo… Kłapouchy, dajno mi tu jakąś strzykawkę, to sobie zaćpam! – podniecił się Tygrycho.
– Pojebało cię? Jak se wstrzykniesz to ci żyły zaklei! – natychmiast opierdolił go Królik. – Zresztą nawet przez igłę nie wycieknie… To trzeba czymś rozcieńczyć… A zresztą żadnej gwarancji na tripy, to nie ma w sobie nic z chemii!
– Jakby co, to kran rozjebany. – zapewnił zaczerwieniony Kubuś. – Niech ktoś skoczy do studni po wodę na rozcieńczenie!
– A kto przesiedział noc w łazience? Ha? Pewnie wyrżnąłeś głową o kran i teraz udajesz jarząbka! – rozszyfrował Misia Królik.
– Spokojnie, panowie. Mam lepszy pomysł niż z tą studnią. – rzekł Kłapouchy i wyjął z szafeczki butelkę zielonej nalewki Tygryska. – Dobrze, że chomikujesz Nalewkę, Królik. Przyda się. Obserwujcie!
– W Ziołówce? Ale wypas! Nie dość, że się naćpamy, to jeszcze nawalimy! ZA DARMO! – podniecił się Puchatek. Kłapouchy wlał całą butelkę nalewki do dziesięciolitrowego słoja, po czym wziął stary przepychacz z kibla i począł mieszać. Po pięciu minutach tej żmudnej czynności, zaburzyło się, zadymiło się, trzasnęło i powstały specyfik przybrał barwę fioletową, a konsystencję żelową.
– Nnno! Gotowe! – rzekł z satysfakcją Kłapouchy, po czym począł rozpakowywać świeże strzykawki prosto z apteki.
– Łaaaaał! Normalnie reakcję żeś odpierdolił! W mordę jeża! Alchemik jesteś! Zarobimy na tym! Yhyahyh! Receptury nikt nie skuka, bo o koniach nawet nie pomyślą, a jak robić z nich klej… i nalewka mojej receptury, po prostu nierozszyfrowalne! – wyliczał benefity owej operacji Tyger.
– Królik, skocz po Prosiaczka, jest u siebie i gra na kompie, a ja w tym czasie przygotuję działki. – rzekł przepełniony dumą Kłapouchy – Ach, i weź też Sowę, Kangurzycę, Maleństwo i jak się da, Kreta.
– A Krzyś? – spytał Królik.
– Zaraz pójdzie naskarżyć, więc jak przyjdzie to go złapiemy i zamroczymy naszym nowym narkotykiem, jeżeli wam go nie szkoda na tego chuja, oczywiście. – odparł Tygrys. – Będą jaja, żesz ja kurwa pierdolę!!! – rozmarzył się akcentując to orgazmicznym mruczeniem.
– Luz. Już idę. – I Królik polazł zebrać wszystkich kolesi.
– Jedna dla Kłapouszka… jedna dla Tygryska… pół dla Małego… – wyliczał Kłapouchy napełniając strzykawki fioletową mazią… Po dziesięciu minutach wszyscy byli na miejscu.
– Sory, Kłapku, ale Kret nie dał się wyciągnąć, nie wiedziałem jak… – tłumaczył Królik, ale nie dokończył…
– Chuj mu w dupę! On jest akurat najmniej pożądaną osobą w tym towarzystwie… no może za wyjątkiem Krzysia! – agresywnie wtrącił Osioł.
– Hej Kłapouchy, a tak przy okazji, jak tam mój klej? – spytał Prosiaczek.
– No wiesz… eeee… no, chcieliśmy sobe zaćpać, więc zmieszaliśmy ten smalec z nalewką, kurwa mać tego, no… Tygryska. – odparł Kłapouchy, lekko zaczerwieniony.
– COOO? MÓJ KLEJ? SPERDAAALAJ ZASRAŃCU! KURWA! – wkurwił się mały sniper. – Pierdolona lafirynda klej mi… ROZJEEEEBAŁA… kutas jebany…
– Uspokój się! I tak na chuj nam klej, skoro mamy teraz super druga!
– Kurrrwa, no macie szczęście, bo jakbyście zaprzepaścili moją pracę… – Prosiaczek pękał w szwach ze złości.
– Chodź se zaćpaj, nie pierdol. – zachęcił Tygrysek. – ale nie całą strzykawkę na raz, bo nie znamy jeszcze działania, a co dopiero skutków ubocznych.
– Dobra… to bierzcie i ćpajcie z tego wszyscy! – Kłapouchy ogłosił początek wieczerzy.
Kubuś dał sobie w żyłę porcję fioletowego płynu, po czym rozpoczęła się jego jazda:
– Dobra, kurwy, ja wam kurwa wasza mać wykurwię, wy skurwiałe kurwy, wy kurwy kurewskie! – zaczął niebezpiecznie kroczyć w kierunku Maleństwa.
– Uspokój się! Usiąź se na fotelu i pomyśl o miodku! – uspokoił go kangurek, wryaźnie rozbawiony – żeś się na „kurwę” nakręcił porządnie, co nie?
– Taaaaaa.aaaa.aaa…aaaaa! – wyziewał niespokojnie i ochryple Puchatek, a po chwili jak stał, padł na podłogę, po czym zagłębił się w stan jazdy zewnętrznej i wewnętrznej. W jego małym umyśle zaczęły wirować różne obrazy, gdy jego ręce i nogi naśladowały pływanie pieskiem. Następni wzięli Królik, Prosiaczek i Tygrys.
– GRRRAAAAAHHHH!!! – rozległ się ryk, a rozpalona dwójka rzuciła się na Kangurzycę i zaczęła ją pierdolić. Tygrys w cipę, a Królik w mordę. Prosiak za to zamiast odczuć wzrost swego kontrolowanego dobrze libido, zaczął biegać w kółko po ścianach i naśladować wóz strażacki.
– Dobra, to może i ja se zaćpam? Jak wszyscy to wszyscy. – zasugerował flegmatycznie Kłapouchy, i wziął przeznaczoną dla siebe działkę.
Zrobił się cały czerwony i padł na ziemię i wywijał kończynami jak w amoku.
– Ja tam, skurwysni to nie ćpam. – oznajmił Pan Sowa, by za chwilę dostać strzykawką niczym nożem wyrzuconym przypadkowo z rozwścieczonych rąk Kłapouchego. Wszyscy byli zmorzeni swoimi tripami i nagle do domku wszedł Krzyś.
– Witajcie, Przyjaciele! AAAAAAA! Co tu się dzieje? Powiem mamie! – ujrzał te wszystkie drastyczne sceny i był w szoku.
– Ani się waż, ty mały skurwielu! – rzekł już naćpany Maleństwo, schwytał Krzysia i związał go w kącie.
– Krzyś? Ty mała kurwo, ja ci zaraz pierdolneee… – zerwał się rozwścieczony Kubuś i powoli, pokracznym krokiem, podążył w stronę Krzysia.
– Ja tam wam mówię… że Krzysia trza naćpać i lulu! – rzekł Sowa, ledwie zdobywając się na mowę. Po pół godziny panowie jebiący Kangurzycę oraz Prosiak udający wóz z sikawką ocknęli się z tripa z nagłym przypływem strasznego rozluźnienia, i ułożyli się na podłodze błogo jęcząc. Po chwili i reszta weszła w ten dziwny stan.
– Ludzie, czujecie to? Już mija.. Już mnie nie jebie po głowie! Teraz czuję się, jakbym leżał na plaaaaży! Nieruchomo! Bezwłaaaaadnieeee… – zauważył rozmarzony Kłapouchy.
– Jestem błogością,  błogość to mój pokarm i mój napój… – Prosiaczek popisał się słowami sanskryckiej pieśni.
– Ale siem nabrykał! Teraz… odpoczywam! – Tyger lekko osunął się na podłogę.
– Ale super drag! Pierwszą fazą jest mocny trip, a później mamy wyjebany błogostan! – zauważył z radością Sowa.
– Nie mądruj się Sowa, bo ci przyyypierdooooolę… – westchnął bez żadnego przekonania Kubuś – Zatraćmy się w błogooooości…
– Jakiej błogości? I co robiliśce Kangurzycy, i czemu ona leży na ziemi? – spytał zdesperowany Krzysiu.
– Więc, warzyyyyymy tuuuutaj takie fioooletooowe coooś… I jak zaćpaliśmy to zachciało nam się z lekka ruchać! – Kłapek już powoli powracał do ciężkiej rzeczywistości, ale wciąż błogo ziewał.
– Co? ŁEEEEEEE! MAMOO! ONI TU ROBIĄ JAKĄŚ ORGIĘĘ! POMOCY!
– Jest związany! LAĆ GO! – wrzasnął przywódca Królik, który także już „odpoczął”. – nie wymknie nam się! BIJCIE SKURWIELA!
– ŁAAAAAAAAAA! BOOŻE! POMOOOOCY! – darł się Krzyś. – ŁOJEZU! Nie bijcie!  Zrobię co zechcecie!
– Taaaa? To idź do swojej matki i każ jej ssać sobie pałę. – rzucił bez namysłu Kubuś, zboczeniec jebany.
– NIE! NIGDY! Wybijcie to sobie z głowy, ćpuny! – odrzekł z niecharakterystyczną sobie agresją Krzyś.
– Niee? WYRWAĆ MU JAJA! – ponowił atak Królik, a inni zaczęli go napierdalać czym i w co popadnie.
– LAĆ PÓKI LEŻY! – podniecił się Tygrys, który złośliwie podcinał Krzysia, gdy ten próbował wstać.
– PRZESTAŃCIEEEE! DOBRA! Zrobię to. – w końcu zgodził się Katecheza. – Ale to niewyobrażalny grzech… Nie dość, że cudzołóstwo to jeszcze z Mamą…
– To chyba „swojołóstwo”, nie? Przecież śpisz z matką w jednym łóżku, prawda? – spytał retorycznie Kubuś.
– Wyślemy za tobą tajnego szpiega. Jak twoja matka nie będzie ci ssała to zrobi z nią porządek. – dorzucił Tygrys.
– NIEE! Zrobię co chcecie! TYLKO NIE MAMUSIĘ!!
– I z tobą też tym bardziej! – przyciskał Prążek.
– To idź już bo nie mogę na ciebie patrzeć… – podsumował Kłapouchy.
– Niech najświętsza Panienka ma mnie w swojej opiece… – zabłagał Krzyś łapiąc się za krzyżyk na swoim różańcu. – Wybacz mi ten straszny grzech, który przyjdzie mi popełnić…
– WYNOCHA! – uciął raptownie wkurwiony Królik i szepnął Prosiaczkowi by skurwiela śledził. – Teraz już wiem, Puchatek czemuś był taki katolicki wtedy, przed zniszczeniem radia.
– No. Przepraszam cię za niego, zacny Króliku. Nie wiem czym on mnie przekonał, skurwysyn. – zakończył konwersację Miś.

Więc skakał Prosiaczek z drzewa na drzewo niczym Predator – Krzyś nie był świadom jego obecności, a jakby co, to Railgun i tak zrobiłby z niego siedemnastu mniejszych Krzysiów. Nasz chłopczyk zaszedł więc do wrót swej skromnej nieco posiadłości, w celu nabycia kompleksu Edypa…

- Mamusiu… – zaczął. – bo wiesz… musisz mi…
– Co, syneczku? – spytała mamusia.
– Zsiorbać, zmlaskać, ściupciać podniebieniem, zrobić lachę, zblaszczyć, zrobić dobrze językiem, schapać, poduźdać, zlizać, ściamkać, spytążyć, zrobić loda, trzasnąć pałę, ukucnąć do harpunu… – wyliczał w myślach przyczajony na drzewie Prosiaczek.
– Bo ty mi musisz… no… jakby to powiedzieć… no possać. – w końcu wyrzucił to z siebie.
– CO TAKIEGO? Syneczku, ty się dobrze czujesz? I skąd ty w ogóle znasz takie słowa? Kto ci tak namieszał w główce? – Zdesperowana mama zaczęła badać mu czoło.
– Ssij mamusiu! Ssij dla mojego i twojego dobra! Zrób to dla mnie… zaufaj mi, PROSZĘ! – i niemal się Krzysio rozbeczał, ale uspokoił się, gdy poczuł na swoim małym dotyk podniebienia matki, która nie wiedzieć czemu (a może i wiedzieć czemu, Prosiaczek zajebał jej kamykiem po ryju) zgodziła się wyssać Krzysiowi. Zadowolony z pierwszego doznania chłopczyk polazł donieść o wszystkim naszej brygadzie.
– Wyssała ci? – spytał z niezwykle niedowierzającym tonem Królik.
– No. Wyssała. Ale teraz będę się musiał wyspowiadać księdzu… Da mi tysiąc Ojcze Nasz za pokutę!
– Ha ha ha… Ciekawe, któremu księdzu! – podśmiewał się Kłapek, który dokonał dwa dni temu w nocy razem z Tygerem i Marhevą czystki antyklerykalnej w całej okolicy, oczyścili siedem wrocławskich parafii.
– Dobra, to zdałeś pierwszą próbę. – oznajmił Tygrys.
– Jak to PIERWSZĄ? – spytał zdesperowany Krzyś.
– Teraz musisz przeruchać Kangurzycę. – rozkazał tłumaczącym tonem Królik.
– ŁEEEEEEEEE! JA NIE CHCĘ! – wypierał się Krzysio.
– Nie przepiłujesz Kangusi? – spytał Tygrys – Ty chyba pojebany jesteś, taką okazję zaprzepaścić…
– Serio, nie chcesz posunąć Kangurzycy? – niedowierzał Kłapouchy, nieco przesadnym tonem. – My to musimy się nieźle napocić za każdym razem, żeby nam dała!
– Nie. Pan Bóg powiedział, że to jest złe! Nie będę tego robić!
– Kazałeś własnej matce ssać, a teraz nie przeruchasz koleżanki nawet? – zdziwił się Kłapouchy.
– No to musimy… cię ućpać. – zagroził Puchatek, szczególnie posępnie akcentując słowo „musimy”.
– PROSZĘ NIEEE! No dobra,zrobię to. – ostatecznie zgodził się Krzyś i po chwili wepchnął małego pisiorka do łona Kangurzycy, po czym wyjął. Kangurzyca właśnie dostała w ramię strzykawkę nowego draga od Tygera, więc wściekle się szamotając myślała, że to Prosiaczek ją jebie (Pomimo małego wzrostu, stosunek wielkości jego głowy do żołędzi to nie więcej niż 2:1).
– Już. – odparł po „skończonym dziele”.
– Co już? Powtórzyć czynność. – zarządził Królik.
– Ile razy? – spytał płaczliwie Krzyś.
– Aż do osiągnięcia pożądanego efektu zwanego orgazmem u obu stron. – złożył klarowną odpowiedź Królik.
– No daaalej! Jebaj mnie, ty świnio! – domagała się Kangurzyca na tripie.
– Widzisz? Ona chce, żebyś ją piłował. No, dalej, do roboty! – uciął Królik zdawkowym tonem.
– Ach… no cóż, jeśli muszę… – Odparł z bólem w duszy Krzyś i zaczął grzebać swoim maleńkim peniskiem w otworze Kangurzycy. Jęczał przy tym jak syrena, co przysporzyło wszystkim wiele śmiechu.
– Wiesz co, Królik? Nigdy bym nie przypuszczał, żeby nasz mały Krzysio przy zdrowych zmysłach jebał Kangurzycę.
– No. Mię to też zajebiście dziwi. – skwitował Królik z wiejskim akcentem. Krzyś po przymusowym zaspokojeniu Kangurzycy był szczęśliwy, że już może sobie iść.
– Obywatel Krzyś? – Zagadał po wojskowemu Królik.
– TAK JEST PANIE KAPITANIE? – Odpowiedział Krzysio. – Jam jest Marcelino Chleb i Wino, Rycerz Niepokalanej! Melduję się!
– CHAHAAHAHAHAHAAAAA! AAAAAA! OOOOJAPIERDOLE… – Królik prawie się zakrztusił słysząc ten tekst. Reszta nie była lepsza.
– Co was tak śmieszy? I W OGÓLE TO CHCĘ DO MAMY!
– Hahahaha… Marcelino Tanie Wino! Haahahahahahahaaa! No nic, dobra, teraz przed tobą OSTATNI test… – oznajmił Królik w świetnym humorze.
– CO? Jeszcze jeden? NIEEEEEEEEEE CHCEEEEEĘ! PROOOSZEEĘ! LITOŚCIII! ŁAAAAAAAA!
– Nie lamentuj, tylko dawaj sobie w żyłę to coś fioletowe, bo inaczej Prosiaczek zrobi z ciebie kilkadziesiąt jebanych kawałeczków! – ponaglał Kubuś wyraźnie rozbawiony.
– No dooobra – rzekł Krzyś i zadał sobie pół strzykawki, a po chwili padł na ziemię bez słowa.
– Hej, dupek, DUPEK, obudź się, pobudka! – Tygrysek podjął próbę obudzenia Krzysia, ale chyba sam nie wierzył, że to poskutkuje.
– Co mu jest? – Pytał Puchatek.
– Chuj wie… On się pewnie po prostu nie nadaje do ćpania… – podsumował Kłapouchy. – I do nawrócenia na naszą drogę niestety też. ZUPEŁNIE NIE!!! – w rytm tych ostatnich słów kopnął bezwładne ciało w nerę.
– Spierdalać mi z drogi, kurwa, doktor zapierdala, wypieprzać mi… – Wkroczył do akcji Pan Sowa – Ja wam mówię, że zaraz go zbadam i wam powiem, co mu jest…<<BADA>> …Więc już wszystko wiem, ale tak prymitywne umysły jak wasze tego nie zakumają…
– Kurrrwa, MÓW, bo ci zajebę kulkę z Railguna, skurwielu jebany… – warknął swoim tonem „vel Mafioso” ożywiony Prosiaczek, w wybuchu agresywnej irytacji tym jebanym mądraliństwem.
– No dobra, mówię… Więc narkotyk zaburzył jego układ immunologiczny, co spowodowało chwilową asfyksjację połączoną z metafizycznym zaburzeniem molekularnym regionów abdominalno-fallicznych. Krzyś obudzi się za jakieś 20 minut. Lepiej niech go ktoś zabierze do domu i ułoży w łóżeczku, to wtedy pomyśli, że cały czas spał. Jest siódma rano. – zrobił wykład Pan Sowa – Cała zajebista akcyja zaledwie cztery godziny nam zabrała, teraz każdy mądry pójdzie jeszcze spać.
– Aha, to wypierdolcie mi stąd tego jebanego Katechezę, bo zaraz komuś pierdolnę, rozchodzimy się do domów i lulu. – dał do zrozumienia reszcie Królik i przedwcześnie rozpoczęty dzień dla naszej brygady zakończył się na kilka następnych godzin, gdyż poszli spać i zasnęli jak zabici.
C.D.N…

Minęły dwa tygodnie od czasu konkursu Q3A zwyciężonego przez Prosiaczka. Przyniesione przez niego zapasy najdroższych alkoholi świata nie zostały o dziwo rozpierdolone, gdyż nasi brutale czuli przed nimi pewien stopień respektu. A co do tu i teraz, to chłopaki leżeli sobie w piątkę napierdoleni w Kubusiowym domku. Godzina była zajebiście wczesna, ale Kłapouchy obudził się – pęcherz zajebiście go męczył i musiał mu ulżyć.
– Łokurwa… Łooojezusss!!!! – wysapał, gdy znalazł się nad klopem. Piekący mocz z trudem przeciskał się przez jego cewkę, osioł napierdolił się zeszłej nocy na dziewięć promili spirytem Polmos. – Aaaahhhaaaahhhaa… O matko! Ale piecze skurwiel! Mógłbym kurwa zachować ten mocz, pewnie jest tak mocny, jak wódka!
Po długiej chwili udało mu się skończyć, kurwa jego mać mikcji proces żmudny, więc chwiejnym krokiem podążył do pokoju gościnnego, w którym pozostała trójka zwyrodnialców leżała nieprzytomna po ostatniej libacji (Prosiaczek oczywiście wiedział, kiedy skończyć i polazł do domu). Niestety, biedny osioł poślizgnął się na poplamionej wodą terakocie kubusiowej łazienki i wyrżnął plerami.
– KURWAA!!! – wyrwał z siebie donośnym rykiem.
– KURWAA!!! – zawtórowali mu Tyger, Królik i Kubuś.
– W chuja se lecisz, ty jebany ośle? Do reszty już ci sie pojebało w tej jebanej pale? – opierdolił go Królik zrzędliwym skrzeczeniem.
– Ałaaa… – Kłapek z trudem podniósł dupę z podłogi rozmasowując kość ogonową. – No chuj się drzesz, ty jebany zającu! Dość mnie już plery napierdalają to jeszcze…
– KURWA NIE JESTEM ZAJĄCEM, TY POKURWIU!!! – odparł grzecznie Marheva. – Hej, chłopaki! Chodźcie najebiemy temu skurwiałemu osłu! Spałem, do kurwy nędzy!
– Hyaaaaaa… – ziewnął Puchat. – Pierdol się, Króliku. Nie mam siły…
– Chuj ci w dupę. – dodał Tyger.
– Nie, to kurwa nie! Banda głupich chujów! – po tych słowach Królik wybył z domku Kubusia trzaskając drzwiami.
– A jemu co się, kurwa, stało? – zdziwił się Tyger. – Co on taki wpieniony?
– A jak, kurwa myślisz? – Kubuś znał odpowiedź. – Po prostu źle znosi kaca! Wyjebał wczoraj więcej ode mnie!
– Taaa… tylko co teraz? Jestem rozbudzony tak, że już kurwa nie zasnę. – Kłapek wciąż trzymał rękę na bolącej kości ogonowej.
– No a kto tu myśli o spaniu!? Yhyahyahyahyaaa!!! – Tyger zupełnie otrząsnął się z letargu i zaczął brykać na ogonie rozpierdalając resztki izby.
– Hej… A może pójdziemy do szkoły? – zasugerował Puchat, a na jego twarzy zagościł okrutny uśmiech.
– Racja… Zajebiemy paru nauczycieli! – Kłapek dziwnie się ożywił. – Znajdujemy Królika i Prosiaka, zabieramy narzędzia i lecimy! Mamy jeszcze czas, zdążymy na pierwszą lekcję!
– ŁAJAAAK! – zgodziła się reszta i zaczęli czynić przygotowania. Przeprowadzili szybką, otrzeźwiającą toaletę, zabrali oprócz zwyczajowego swego wyposażenia każdy po Gauntlecie i Blasterze i odziali się ciepło, gdyż poranek był chłodny i ogólnie nieprzyjemny. Królika znaleźli u Prosiaczka, jak grali pojedynek w Q3A. Walka była w miarę wyrównana, do chwili, gdy Prosiaczek wyszedł otworzyć. Wtedy Królik postanowił zrobić mu kawał i nabił mu siedem fragów, gdy Prosiaczka nie było przy kompie. Gdy mały wrócił, tak się wkurwił, że rozjebał Królika w przeciągu następnych dwóch minut, więc oni również, wyposażywszy się uprzednio, mogli wyjść do szkoły.

Nie spieszyło im się zbytnio, dlatego na pierwszą lekcję spóźnili się dziesięć minut. Była to przyroda.
– Dzień dobry państwu – przywitali się z klasą, a Tyger jako ostatni zamknął za sobą drzwi aż szyby zadzwoniły w oknach)
– Co to ma znaczyć? A gdzie „przepraszam za spóźnienie”? – spytała ostro nauczycielka.
– A pierdol się ty lafiryndo w mordę pierdolona! – odparł Kubuś. – Ty się lepiej ciesz, że w ogóle przyszliśmy do szkoły!
– Jak wy się odzywacie?! Co wy robicie! Do kąta! Już!! – belferka straciła zupełnie nerwy.
– Ssij mi laskę, kurwo. – odparł Kłapouchy, po czym razem z Puchatem podeszli do pierwszej ławki w środkowym rzędzie i wyciągnęli z niej za włosy dwie kujonice, a ich rzeczy cisnęli na drugi koniec klasy.
– No co? Chłopaki przygotowują nam miejsce! – wyjaśnił Królik nauczycielce, która nie wierzyła własnym oczom. Tyger wyrwał krzesła spod tyłków jeszcze trzem czwartoklasistom, po czym przystawił je do pustej ławki pośrodku i nasza piątka mogła się w niej rozjebać. Zaległa cisza.
– Sprawdzam obecność… – odezwała się w końcu belferka łamiącym się głosem.
– Ja pierdolę, nie widzi jebana pizda, że wszyscy są? – odezwał się głośno Kłapek.
– Brak dupczenia powoduje problemy z oczami! – rzucił Prosiaczek, a nasza piątka roześmiała się sprośnie.
– Ehm, ehm. A więc może przystąpimy do odczytania pracy domowej… – pisnęła przerażona nauczycielka, widząc, że Tyger wyciągnął karafkę z Ziołówką.
– Hej! Zaraz! – Kłapek zerwał się na równe nogi. – Temu chłopcu osa zapierdala po głowie!
– ŁAAAAA!!!! – rozległ się ogólny wrzask, gdyż jak kurwa wiadomo, dzieci boją się os.
– Nie ruszaj się! Zajebę ją! – zapewnił Kłapek, a chłopiec usłuchał. Wszystkie dzieci w klasie miały już głowy pod ławkami, tylko nauczycielka i nasza brygada wpatrywała się, kurwa, w scenę (Królik nieco niemrawo, gdyż dzielił skurwiel z dziećmi nienawiść do os). Wtedy Kłapek wyjął Chainsawa, uruchomił….
– Nieeeee!!! <<WRRR WRRRRRR>> – Piła zagłębiła się w czaszkę chłopca, a osa wyleciała przez okno.
– Ale fajna zabawa! Hej-hoo! – ryknął osioł na cały głos, po czym wydobył ostrze z chłopca i zajął swoje miejsce. Krew tryskała z całej długości  rozcięcia, biegnącego od czubka głowy do pasa dziecka. – No to może wrócimy do pracy domowej, proszę pani? C-co? Spierdalaj, nie pójdziesz do dyrektora, ty kurwo!
Na ten komunikat Tyger zareagował najprędzej ze wszystkich, a objawiło się to w taki sposób, że wystrzelił z blastera nauczycielce prosto w szyję. Przewróciła się i znieruchomiała.
– Yhyahyahayhyahyahya! Trafiony! – podniecił się Prążkowany. – W chuj ze mnie wyjebisty rewolwerowiec! Na tym dzikim jebanym zachodzie nikt by mnie nie wyruchał!
– Fakt kurwa… skromniejszy mógłbyś chuju niemyty być, ale refleks masz niezły, kurwa twoja mać… – przyznał Kubuś. – Już stara raszpla była w progu!
– Hyahyahya! No ba! Jam jest Tyger z Refleksem!
– Ale kretyński tekst… – skwitował Prosiak. Nauczycielka leżała martwa na posadzce ze stopionym rdzeniem kręgowym (i resztą zawartości szyi), ale dzieci były zbyt przerażone, by ruszyć się choć na centymetr. Nasza piątka poszeptała między sobą przez chwilę, by wpaść na genialny pomysł.
– Ehm, ehm. – zagrzmiał Kłapek swym basem, podnosząc tłuste dupsko. Pokierował się na środek klasy. – Fakt, że ta pierdolona kurwa, to jest… oczywiście nasza pani… nie żyje, nie oznacza wcale, że lekcja nie może się odbyć. – stwierdził. – Osobiście poprowadzę resztę tej lekcji.  – Te słowa przywitała cisza. Kłapek zasiadł przy biurku i odczytał listę obecności. Wszyscy obecni bezzwłocznie się do tego przyznali. Jeden tylko chłopiec, ostatni na liście, był zbyt gapowaty i przeoczył swoje nazwisko.
– ŻWĘDZIŃSKI, KURWA TWOJA MAĆ!!! – ryknął Kłapek.
– JEBAJ GO! JEBAJ GO! – skandowała czwórka rozjebana w ławce. Kłapkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać.
– Obec… – chłopiec przypomniał sobie, ale nieco poniewczasie, gdyż Kłapek odstrzelił mu ryj Super Shotgunem.
– Na moich lekcjach nie toleruję nieuwagi! – zagrzmiał osioł, a czas wypowiadania tych słów w zupełności wystarczył mu na załadowanie obrzyna ponownie.
– Kłapek! Spytaj mnie! Kurwa, nauczyłem się na dzisiaj! – zaskomlał Kubuś.
– Wpierdalaj się na środek. – Kłapek wyszczerzył zęby. Puchat wygramolił się spomiędzy Tygera, Królika i Prosiaczka, którzy rozłożyli się w ławce jak w barze i właśnie popijali Ziołówkę. – Dobra, Puchat. Zadam ci pięć pytań, jeśli odpowiesz dobrze na wszystkie, dostaniesz… dwie szóstki. – w tej chwili wybuchł gwar niepocieszonych uczniów – dwie szóstki za odpowiedź było dla nich szczytem marzeń – ale zamilkli natychmiast, gdy ujrzeli wzrok Kłapka. Na dodatek jego strzelba leżała na wierzchu biurka tak, żeby dzieci widziały ją jak najlepiej.
– Dobra, Puchat. Pytanie numer jeden: Czy jesteś pierdolonym fajfusem?
– Jak skurwysyn! – przyznał wesoło Kubuś.
– Drugie: Ile kosztuje wino Portos w twoim ulubionym monopolu na Bielanach?
– 5.40.
– Trzecie: W ile czasu jesteś w stanie się zmasturbować?
– W 17 sekund.
– Czwarte: Jak ma na imię ten mały, różowy?
– Prosiaczek.
– Piąte: Co się dzieje, jak koleś zaćpa herę w połączeniu z koką?
– Tak zwana „szybka piłka”. Często powoduje śmierć.
– Brawo. Odpowiedziałeś prawidłowo na wszystkie pięć pytań. Masz dwie szóstki. – Kłapek zaznaczył misiowi oceny w dzienniku. – I wstawię też sobie, za to, że zadałem pytania. I Tygerowi, Królikowi i Prosiaczkowi za to, że nam nie przeszkadzali.
Dzieci podniosły zgodny, zbulwersowany okrzyk protestu wobec tej jawnej niesprawiedliwości.
– A wszyscy inni – ciągnął Kłapek – dostają po trzy jedynki. Na czerwono. A jeśli któryś się odezwie, czeka was wszystkich śmierć! Tak!
– Ja jebę, gościu ma gadane… – szepnął Królik.
– No. – przyznał tępo Kubuś.
– A teraz otwierać zeszyty. – zagrzmiał Kłapek, a dzieci nie śmiały nie usłuchać. – Zapisać temat: Gwałty analne na koleżankach z klasy.
Przez całą salę przetoczył się zduszony krzyk przerażonych dzieci.
– Pierwsze, co macie zrobić to podzielić się. Wszyscy chłopcy na prawo, a dziewczęta na lewo. – powiedział Kłapouchy tonem, który w jego przekonaniu miał być łagodny i zachęcający. Dzieci zrobiły to, ale wyłącznie ze strachu.
– Hehehehe… Kłapek, jesteś genialnym nauczycielem! Kurwa, w mordę, ożeż ja pierdolę! – stwierdził Tygrysek.
– Stary! – szepnął do niego Królik. – Kłapek jest najzajebistszym gwałcicielem pod słońcem! Kiedyś jak piliśmy we dwójkę to mi się zwierzył, że zgwałcił 478 jebanych kobiet w jeden dzień! I to w BIAŁY dzień!
–  O kurwa! Myślicie, że nie blefował? – wtrącił swoje Kubuś.  Chłopaki we czwórkę zajmujący pierwszą ławkę mieli przednią zabawę obserwując przerażenie części dziecięcej.
– Nie blefowałem. I zaraz wam to kurwa jego mać udowodnię. –  rzekł do nich Kłapek. – Dzieci, uwaga! Dziewczynek nie tykam, ale mogę wam zademonstrować pierwsze trzy kroki profesjonalnego gwałtu. Po pierwsze: przyjebać lasce z prawej! Kurwa, szybko! – Żaden z chłopców nie kwapił się za bardzo, toteż Kłapek odstrzelił łeb pierwszemu z brzegu. To poskutkowało. Chłopcy zaczęli uwijać się jak w ukropie, ażeby jak najskuteczniej wyjebać koleżankom. Ilość chłopców i dziewcząt była wyrównana dzieki interwencji „belfra”, więc ćwiczenia mogły rozpocząć się bez przeszkód i już po chwili każda z dziewczynek leżała na ziemi zwijając się z bólu.
– Krok drugi: rozebrać! – ryknął Kłapek. Pozostała czwórka dopingowała dzieci dzikimi wrzaskami.  – Krok trzeci: przeruchać! Byle szybko i boleśnie!!! Hahahahaha!!!
– Ja cież pierdole, ale ubaw! – Kubuś nie wytrzymywał ze śmiechu patrząc, jak pod groźbą strzelby chłopcy próbują robić koleżankom dobrze.
Nagle zadzwonił dzwonek.
– W porządku, dzieci! Koniec lekcji, jesteście wolni! – oznajmił Kłapek dziarskim tonem, wymachując strzelbą nad głową. Dzieci czym prędzej ubrały się i zaczęły opusczać klasę.
– Hehehe… ja jebę, niezła ta lekcja była! Nie ma chuja we wsi! – stwierdził Królik, wyraźnie bardzo zadowolony.
– Nu baa. Nie na darmo się skończyło kurs pedagogiki za komuny, no nie? – Kłapek zszedł z podestu nauczycielskiego i dołączył do reszty brygady. – Co teraz mamy?
– Ja pierdolę, chyba religię! – zauważył Tyger. – Ale będą jajca! Yhyah!
Cała piątka wyszła na korytarz, Tyger ostentacyjnie ładował sobie Ziołówkę, Prosiaczek polerował Raila, Kłapek celował strzelbą w każdego przechodzącego ucznia lub nauczyciela, a Puchat z Królikiem darli mordy w rytm jakiejś punkowej sieki.  Gdy zadzwonił dzwonek, po prostu weszli do sali z resztą klasy. Każdy wiedział gdzie i jak chcą się rozlokować, więc omijali środkowy rząd szerokim łukiem.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! – przywitała się katechetka.
– CHUJ CI W DUPĘ, KURWO! – odparła recytując nasza piątka, przekrzykując zwyczajową odpowiedź reszty klasy.
– Kogo my tu mamy… – natychmiast zwróciła na nich uwagę katechetka. – Puchatek, Królik, Kłapouchy, Tygrys i Prosiaczek.
– Bardzo nam miło, hehe! – odrzekł przyjaźnie Kubuś.
– Witamy Mirosławę Żgełkę, czyli Tę, Która Ma Przejebane! – dodał rozbawiony Królik.
– KRÓLIK! – zagrzmiała Żgełka. – Kulturalnie do nauczycielki! Napiszesz mi pięćset razy na tablicy „Będę kulturalnie zwracał się do nauczycielki!”
– Ta, a ty pięścet razy pocałujesz mnie w dupę! – odparł Królik, wypinając poślady. Nawet dzieci się roześmiały. – Potem możesz jeszcze z dwieście razy mi jebnąć drąga, jak masz ochotę.
– Najświętsza panienko, daj mi siłę! – wymamrotała pod nosem Katechetka, po czym zebrała się w sobie i postarała się kontynuować prowadzenie normalnej lekcji. – Kochane dzieci… jak wiecie nasz ukochany papież, Jan Paweł II, niedawno wyszedł ze szpitala, tak więc pomódlmy się…
– Hahahaha! A jak pani myśli, kto go tam wysłał? – spytał Tyger, mając nadzieję, że zabrzmi to retorycznie.
– Pewnie jacyś terroryści! Widziałam wszystko w telewizji. To było straszne!
– No to ja pani powiem, że my to zrobiliśmy! Własno-kurwa-ręcznie! – dokończył niezmiernie dumnym tonem Kubuś.
– Jak to? Czy ty się dobrze czujesz, Puchatek? – relica nie wierzyła własnym uszom. – Przecież to nasz Papież!
– I chuj! Tak pierdoli w telewizorze, że uszy od tego bolą! Musieliśmy zrobić z nim porządek! – wypalił Królik w porywie gniewu w słusznej sprawie. Reszta bohaterów dała im wtór gniewnymi okrzykami.
– Czy wy zdajecie sobie sprawę, z jakich rzeczy w tej chwili kpicie? – odwarknęła wyraźnie już zafrontowana Żgełka.
– Hej, panowie, ta idiotka nam chyba nie wierzy! – skomentował Królik. – Udowodnimy jej, co? – tu zwrócił się do Żgełki – Czy mówi pani coś „kula grzesznej zieleni”?
– Przecież to te zielone kule zagłady, które przyczyniły się do tej masakry na placu!
– Dokładnie! – pociągnął Kubuś. Po chwili wyjął sobie spod kubraczka BFG i wymierzył w Żgełkę.
– DO DYREKTORA! JUŻ! – Katolica nie wytrzymała, podeszła do drzwi, otworzyła i wyszła, rzucając „za mną!”
– No to co, idziemy, co nie? Mogą być jaja! – mruknął rozbawiony Prosiaczek, po czym wstał, a reszta za nim.
Dogonili nauczycielkę na korytarzu.
– Zdaje sobie pani sprawę, że ma pani przejebane? – spytał ją retorycznie Królik.
– No, usramy panią na dobre! – dorzucił Kłapouchy.
– Ani słowa, degeneraci! – odparła tylko, nie mówiąc już nic aż do samego gabinetu dyra.
Po chwili znaleźli się już w środku.
– Witaj, Mirko… – powitał ją dyrektor, wyglądający na nieco zajętego. – Pośpiesz się proszę, za chwilę mamy mieć gości z rodziny Radia Maryja…
– Zajebiście. – westchnął wkurwiony Królik.
– Przepraszam, czy coś mówiłeś? – dyrektor surowo zmierzył Królika spojrzeniem.
– Nie no skąd, co pan! – odparł Marheva pozorując niewinne zdziwienie.
– To dobrze. A teraz, Mirko, powiedz mi, co cię tu sprowadza.
– Otóż ta piątka DEGENERATÓW… – zaczęła Żgełka, już na wstępie porządnie wzburzona.
– Nie no, ja sobie wypraszam! To poważna obelga! – obruszył się Kubuś.
– Kontynuuj proszę. – rzucił Dyro, lekko znudzonym tonem.
– Piją alkohol na lekcji, przeklinają, obrażają Papieża… – recytowała katechetka bez zastanowienia.
– Taa, i jeszcze co? Może utrzymują, że sami go wysłali do szpitala? – podpuścił ją Królik.
– Dokładnie! Dokładnie tak mówili! – podchwyciła od razu.
– Mirko, czy jesteś pewna? – dyrektor zaczął się jej przyglądać jakoś tak, kurwa, uważniej.
– Jestem zupełnie pewna! – odparła, nie mogąc znieść tego, że ktoś podaje jej relację w wątpliwość.
– Yhyahyahya! głupia su… – zaczął Tygrysek, jednak Kłapouchy przydepnął mu łapę twardym kopytem, przez co ten natychmiast umilkł i zaczął jęczeć z bólu.
– Pewnie pani profesor za chwilę panu jeszcze powie, że masturbujemy się pod ławkami, hehehehehe! – rzucił Kubuś, co cała piątka poparła śmiechem.
– Niech pan dyrektor uwierzy, to też miało miejsce! – zarzekała się Żgełka.
– Sam pan widzi! – przejął inicjatywę Królik. – Osobiście uważam, że ta pani ma problemy z oddzieleniem rzeczywistości od scen wyobrażonych. – reszta poparła to skinieniem głów. Dyrektor przypatrzył się im nieco uważniej, po czym spojrzał się na kurwa katechetkę, całą roztrzęsioną i spoconą. W końcu przemówił:
– Proszę, wybaczcie mi, chłopcy. To już nie pierwszy raz, gdy pani Żgełka zmyśla niestworzone sytuacje. – rzekł nieco stroskanym tonem. – Przyjąłem ją warunkowo, gdyż nigdzie nie mogła znaleźć roboty. Wiecie, taki akt łaski..
– Co pan dyrektor opowiada!? – Żgełka oblała się zimnym potem.
– Tak, Mirko. Ale teraz obawiam się, że miarka się przebrała. Jesteś zwolniona.
– Ale oni naprawdę… muszą zostać ukarani!
– Każę wychowawczyni ich klasy wpisać im po 25 punktów karnych, to będzie za całokształt. – dyrektor uśmiechnął się nieco szelmowsko acz dobrotliwie.
– Kurważ mać, to nam odpo… – zaczął Tygrysek, ale znów poczuł kopyto Kłapouchego. Skurwiel miał talent do uciszania ludzi.
– To wszystko, możecie państwo iść. – zakończył audiencję dyrektor. – TAK, dostaniesz należną odprawę, Mirko! Do widzenia!
Nasza piątka zawadiaków ukłoniła się z gracją dyrektorowi, po czym wraz z roztrzęsioną kurwa katechetką, opuściła gabinet kurwa dyrektora. Kłapouchy jednak nagle zawrócił, jakby sobie o czymś przypomniał.
– A ten co znowu, kurwa… – Królik tracił nerwy. Tylko otworzył drzwi gabinetu dyrektora.
– Bóg ze mną, chuj z tobą! – ryknął, po czym oddał strzał ze swej wiernej fuzji w kierunku głowy dyrektora. Po wszystkim zamknął drzwi. Korytarz był opustoszały, więc prawdopodobnie nikt nic kurwa nie usłyszał.
– Ty chuju! Przecież on był porządny gościu ten dyrektor! – wybuchnął Prosiaczek. – Na chuj żeś go rozjebał? No na chuj?!
– A tak, dla hecy. – odparł Kłapek i wyszczerzył zęby, w międzyczasie przeładowując strzelbę.
– Matko przenajświętsza! – Mirosława Ż. cała zbladła.
– Sama pani widzi… – podsumował Królik z miną wszystkowiedzącego. – W każdej chwili może to czekać panią!
– Jacha! Z nami się kurwa nie zadziera, bo wtedy ma się przejebane, yhyahya! – dodał Tyger. – Przyjemnego szukania nowej pracy!
– Hasta la vista, babe! – odparła chórem cała piątka, po czym oddzieliła się od wracającej do klasy katechetki i spierdoliła przez okno. Oto, jak skończył się ten obfitujący w emocje dzień w szkole.

***

Wesoło zataczając się w okolice Stumilowego Lasu, Tygrys, Kubuś i Kłapek wyśpiewywali jakieś sprośne hymny, zaś Królik i Prosiak oglądali się dookoła nieco strapieni, jakby bali się, że ktoś zadzwoni po psy. Gdy oczom ich ukazała się główna polana lasu, nagle wpadli w osłupienie.
– Ty, kurwa, kto to jest?! – natychmiast zauważył Królik. Po polanie kręcił się jakiś ćwok cały ubrany na czarno. Taki, od którego wiało czymś podejrzanym na kilometr. Albo i kurwa dwa.
– To pewnie pies pod przykrywką! – wywiódł Kłapek, a oczy nabiegły mu krwią. – Skurwiela trzeba złapać i wypytać!
Jak postanowili, tak i uczynili.
– Ty, chuju! – Kubuś przywitał nieznajomego silnym szturchnięciem. – Gadaj, kto cię nasłał!
– Nic nie powiem! Spierdalaj! – odparł gościu, jednak od razu oblał się zimnym potem i zaczął się trząść.
– Kolo jest mięciutki, zaraz wszystko z niego wyciągniemy! – zauważył radośnie Tygrysek.
– Łapajta go. – zarządził sucho Królik.
Jakby się facet nie wyrywał, przeciwko wspólnym uściskom Królika i Tygera gówno mógł zrobić. Kłapouchy delikatnie zasugerował, by zabrać go do jego domku. Królik nie miał pojęcia na chuj, podobnie jak i reszta, jednak osioł nalegał. Po dwóch minutkach dziarskiej drogi byli już na miejscu.
– Wybaczcie, chłopaki, że wcześniej wam nie pokazywałem, ale nie było okazji! – burknął osioł podchodząc do jednej z półek w salonie. Odstawił stojący na niej zadbany i kolorowy kwiatek.
– Skurwiel chyba za dużo się Leona naoglądał… – zauważył Prosiaczek. Tymczasem wskutek jakiejś niedostrzeżonej czynności wykonanej przez Kłapka, podłoga zaczęła się rozstępować, by po chwili odsłonić kurwa tunel.
– Ja jebę… ukryty pokój? – zmiarkował Kubuś, a na jego nieskalanej myślą twarzy pojawił się bolesny grymas zdziwienia.
– Idziemy. – gospodarz zachęcił wszystkich machnięciem ręki, po czym sam udał się w ciemność korytarza.
Prowadził on do sporego, dobrze oświetlonego pokoju, przypominającego nieco salę operacyjną. Nad stołem wisiała ogromna piła tarczowa, nie brakowało też różnorakich narzędzi typu haki, noże i piły.
– Oto moja osobista komnata tortur! – rzekł Kłapek epatując dumą. – Skurwiela na stół!
Tyger i Królik bez zbędnych delikatności jebnęli szpiegiem o stół. Natychmiast oplotły go elastyczne pasy, unieruchamiające całe jego ciało.
– Pytanie numer jeden, chuju! – ryknął Kłapek, wyciągając Blaster. – Kto cię nasłał!?
– Chuj ci w dupę! – odparł szpieg z obrzydzeniem.
– Zła odpowiedź… – mruknął pod nosem Królik. Istotnie – Kłapouchy wystrzelił z pistoletu energetycznego prosto w jądra faceta. Rozległ się przerażający, agonizujący wręcz, kurwa, wrzask.
– Powtarzam pytanie. – powiedział spokojnie mistrz tortur. Facet na stole wiedział już pewnie, że dzieci mieć nie będzie (choć chuj go tam wie, może jeszcze się łudził). W każdym razie skomlał cicho, jak chłopiec, który uspokaja się po wpierdolu od taty.
– Moim szefem jest Alfons… Różowochuji. – wydusił w końcu z siebie.
– BUAHAHAAHAHAHAHAHA!!! – wszsycy zgodnie wybuchli śmiechem.
– Ja jebę, i koleś żyje tyle lat z takim nazwiskiem? – Tyger krztusił się ze śmiechu.
– On… już kiedyś zmienił nazwisko! – kontynuował szpieg.
– Ja jebę, to musiał się wcześniej dopiero nazywać! – Królikowi opadła szczena. – Już się boję domyślać, jak!
– Radziwiłł. – odparł torturowany.
– No to mamy klasyczny przypadek obłędu. – wywiódł roztropnie Prosiaczek i skwitował to westchnieniem.
– Kim jest ten cały Różowochuji? – przejął Kubuś.
– Chuj was to kurwa obchodzi! – odburknął nieszczęśnik.
<<PZIUU>>
Kolejny szaleńczy wrzask. Nie wiem, czy facet zdawał sobie z tego sprawę, ale już nigdy się nie wysra.
– Gadaj, bo inaczej przerobię cię na ścięte białko! – Kłapek dość przekonująco pogroził mu Blasterem.
– Dobra, powiem wam wszystko… Alfons Różowochuji to jeden z bossów wrocławskiej mafii, działający z ukrycia. W wiadomościach o nim nie usłyszycie…
– Po co cię tu przysłał? – przeszedł do rzeczy Królik.
– Słyszał o was dużo dobrego, i wysłał mnie, bym odkrył sekrety waszej siły i powodzenia. – odparł szpieg, ogarnięty jakimś fanatycznym uniesieniem.
– Kurwa, on naprawdę lubi tego swojego szefa, yhyahya! – zauważył Tygrysek. – chyba było jakieś robienie laski po godzinach.
– Skurwiel… nie wie, że naszych sekretów po prostu nie da się odgadnąć! – Kłapouchego ogarniało silne wkurwienie. Wymierzył w krocze delikwenta kolejne dwa strzały. Facet próbował zwijać się z bólu, jednak pasy trzymające go skutecznie mu to, kurwa, uniemożliwiały. Jego podbrzusze było już stopione. Kłapouchy podszedł do niego, wsadził mu rękę do prawej kieszeni w spodniach i  wyciągnął wizytówkę.
– Zajebiście, tak jak się spodziewałem! – skomentował to Królik. – Idiota nosi przy sobie namiary siedziby swojego szefa. Chyba faktycznie tylko robienie pały jest tu na rzeczy.
– Nieszczęśniku. – zagrzmiał Kłapek. – Wiem już wszystko, co chciałem. Skończyłem z tobą!
– A więc… jestem wolny? – torturowany ożywił się.
– Prędzej mi siusiak uschnie niż Kłapek go teraz wypuści! – szepnął Kubuś do Tygera.
– No a jak, kurwa, też mi się takowo wydaje! – odparł Tygrysek, swą nieco nieuporządkowaną składnią.
Kłapouchy nacisnął jeden z guzików przy konsoli obsługującej stół. Po chwili stół wraz z „pacjentem” podniósł się do góry na dwóch wysięgnikach, a pod nim rozwarła się podłoga, ukazując serię wirujących ostrzy.
– Ja pierdolę, co to jest? – podekscytował się Kubuś. W życiu nie widział czegoś tak zajebistego.
– To mój likwidator zwłok. – Kłapek wyszczerzył zęby. – Przepuści się kolesia przez to, to zostanie z niego nawóz.
– Co? Nie, ja nieeee! Proszę! ŁAAAAA!!! – darł się więzień. Dobrze wiedział, że był po uszy w tak wielkim gównie, że to prawie niewyobrażalne. Stół obrócił się do góry nogami. Biedny więzień widział na własne oczy swój los. Po chwili pasy cofnęły się, a biedak wpadł do dziury. Podłoga natychmiast się zamknęła, a stół wrócił na swoje miejsce. Nawet nie było słychać krzyków faceta.
– No no no, kurwa! Zajebiaszczo sprytnie! – pochwalił Królik. – Nigdy nie znajdą zwłok, bo nie pomyślą, by szukać u kogoś pod domem! I to na tym zadupiu!
– Słuchajcie, panowie. Ten cały Różowochuji może się nam przydać! – zabrał nagle głos Prosiaczek. – Wiecie no, robota!
– Ty, ten mały, łysy skurwiel mądrze pierdoli! – przyznał Kubuś, drapiąc się pod majtkami. – Możemy trochę grosza zarobić!
Nie zwlekając ani chwili, nasza piątka tylko wziąwszy po prysznicu, udali się pod adres podany na wizytówce eks-szpiega. Budynek znajdował się na samym obrzeżu Wrocławia, a po drugiej stronie Stumilowego Lasu, więc nie mogli poradzić na piechotę (co skończyło się śmiercią dwóch kanarów wrocławskiego MPK). Okazało się, że siedziba pozuje na przychodnię zdrowia.
– Dzień dobry. – przywitał Królik panią doktor. – My do szefa. Bardzo pilne sprawy.
– Aha. Proszę chwilę zaczekać… – doktorka wykonała telefon. – Szef prosi, by się państwo przedstawili.
– Niech mu pani powie, że przyszła „Piątka Zagłady”. On będzie wiedział, o kogo chodzi. – odparł Królik, okazując oznaki niecierpliwości.
– Szef zaprasza. – powiedziała po chwili doktorka. Wystukała jakiś kod na swym telefonie, a po chwili otworzyła się ściana i ukazała się winda. – Nie muszą panowie nic naciskać, samo zawiezie…
Tak więc cała piątka wpakowała się do windy, Tygrysek wchodził ostatni i rzucił doktorce na odchodne „a mi, słonko, dasz swój numer telefonu!”. Po niedługim czasie winda dojechała, a oni sami znaleźli się w długim korytarzu, pełnym łysych, wytatuowanych karków w czarnych ciuchach.
– Skurwiel szycha. – zauważył Kubuś. Nikt nie kwapił się by wskazać im drogę, więc sami kontynuowali na wprost. I jak się kurwa okazało – słusznie. Doszli do wielkiej sali, na końcu której siedział za biurkiem facet, będący zapewne Różowochujim. Obstawa w tej sali liczyła co najmniej dwudziestu pakerów, przez co naszej brygadzie zrobiło się nieco mniej raźnie.
– Witam, witam szanownych gości! – przemówił dobrotliwie Alfons. Mówił z ruskim akcentem, pewnie narobił interesów z Kacapami. – Cóż was do mnie sprowadza?
– Eeee… tego. – Kubuś wyszedł naprzód, by zabrać głos, ale Królik zepchnął go z powrotem na tył i sam zaczął mówić.
– Odebraliśmy pana… emisariusza. – rozpoczął. – Dzięki niemu mogliśmy pana zlokalizować. Jesteśmy do usług.
– Aaach, Stasio. Spisał się chłopak, że was tu sprowadził! – roześmiał się Różowochuji. – A gdzież on się podziewa?
– Niestety, przerobiliśmy go na nawóz. Za dużo węszył. – wyjaśnił bez ogródek Królik.
– Co? Stasia?! – wybuchnął gangster. – Nikt mi nigdy tak wiernie nie… usługiwał.. jak on! Hańba!
– Przykro nam bardzo, ale musimy strzec naszych sekretów. – zakończył Królik. Reszta poparła go zgodnym pomrukiem.
– Musicie mi za to zapłacić. – Alfons nagle zmienił dobrotliwy ton na rzeczowy i interesowny. – Ktoś z was odpracuje u mnie rok.
– Co? Spier… – już miał fuknąć Kubuś, jednak Tygrysek boleśnie szturchnął go w żebra, przez co się zamknął.
– On to zrobi! – Królik natychmiast wskazał na Prosiaczka. Reszta jak zwykle, potwierdziła jego decyzję.
– Co, dlaczego ja, kurwa?! – wybuchł Prosiaczek sepleniącym szałem.
– Hmmmm.. Ten mały może być w sam raz! – Różowochuji przyjrzał się Prosiaczkowi lubieżnie.
– Nie zgadzam… – Prosiaczek był bardzo niepocieszony (trudno mu się było dziwić), jednak Królik zasłonił mu usta ręką, po czym sam powiedział:
– Pan chwilę poczeka, przekonam kolegę!
Chłopaki wzięli się skulili i zaczęli szeptać między sobą.
– Słuchać mnie, kurwa! – rozpoczął Królik. – Ten stary zboczuch nie podoba się mnie, tak samo jak wam. Prosiaczek, wiesz, czemu wybrałem ciebie?
– Nie, kurwa! – odszepnął złowrogo Prosiaczek.
– Bo jesteś z nas najlepszym wojownikiem! Niby pójdziesz do niego na służbę, ale tak naprawdę to go rozpierdolisz po paru dniach! Lub po jednym, jak tam wolisz!
– Racja! – przytaknął entuzjastycznie Tygrysek. – I możesz nam przynieść całą jego kasę!
– Nie podoba mi się to… – zaniepokoił się Prosiaczek. Miał poważne opory.
– Nie łam się, mały! – pocieszył go Kłapek. – Dasz sobie radę. Przyjmujesz zlecenie!
– Tak, kurwa! – dokończył Kubuś. Chłopaki porzucili konspiracyjną pozę, po czym Prosiaczek dumnie wystąpił naprzód i rzekł:
– Przyjmuję tę robotę!
– Noooo! Proszę, proszę! Nie ma to jak młodzieńczy entuzjazm! – otyły gangster znów przyjrzał się Prosiaczkowi w taki sposób, że aż mu się rzygać zachciało.
– W takim razie my się już pożegnamy! – uciął Tygrys. – Mamy kilka spraw do załatwienia i tentego…
– Śpieszymy się! – dokończył za niego Kubuś.
– Zgoda. Ale jeśli jakiś pies dowie się o tym adresie, macie panowie przejebane. – zagroził boss tonem takim, że nawet oni uznali za stosowne posłuchać.
– Pewnie, ani myślimy! – zarzekł się Kłapek z dość przekonującą szczerością w głosie.
– To my już idziemy, nara Prosiaczku! – Kubuś pomachał małemu przyjacielowi (który wyglądał teraz, jakby miał się za chwilę rozpłakać), po czym ruszyli w kierunku windy. Wyszli w pokoju pani internistki (Tygerowi udało się zdobyć jej numer), po czym udali się w miasto. Zauważywszy, że przebyli w chuj kurewsko duży kawał drogi, postanowili, że nie będą się wracać bez niczego, więc urządzili napad na stację benzynową, kradnąc wszystkie najwyższe procenty, jakie zdołali unieść. Zatarłszy wszelkie ślady, powlekli się na nogach do Stumilowega Lasu, dynamicznie obalając zawartość flaszek i bijąc każdą staruszkę, która stanęła im na drodze.
C.D.N…

Był piękny, za(…)ajebisty marcowy wieczorek. Papież zdążył już w pełni dojść do siebie i z powrotem znalazł się w telewizji, ku nieukrywanej dezaprobacie naszej piątki. Kurwa, Kubuś, grał se kurwa, w Kłejk 3 Arena i się zachwycał, zajebistą kurwa jak na tamten czas grafiką i znanymi już z autopsji super brońmi. Zagrali se pojedynek z Prosięciem… i oczywiście ten mniejszy zwyciężył, i to 10 do zera.  Prosiak udowodnił i to bezspornie, że w pełni zasługiwał na miano Arcymistrza Railguna, gdyż w ich meczu nie chybił ani strzału. Kubuś czuł się jak jebana mrówka spierdalająca przed głodującym od tygodnia mrówkojadem. I został zjedzony dziesięć razy.
– Heej, tłuku! – odparł po wszystkim, wkurwiony – Jesteś taki dobry, że powinieneś zapierdalać do tego konkursu na najlepszego gracza w Q3A na świecie!  Startuj, stary! Mogę nawet dać ci na wpisowe ze swoich… – Kubuś grzebał w kieszeni szukając cięższej waluty, ale jedyne co wygrzebał to garść starych groszówek.
– Dzięki, nie trzeeba! Ale masz kurwa rację! Pójdę do nich i rozjebę wszystkich i zrobię Światooową!… karierę… Będę sławny! – Prosiaczek tak się już cieszył na tę chwilę, że nie pilnował języka i seplenił jak pojebany.
– Będziesz cały kąpał się w krwi i gibach wrogów! No juuż! Właź na stronę konkursu, zapłać przez VISĘ za rejestrację i zobacz kto startuje!
No i w ten zajebany sposób Prosiaczek znalazł się wśród jakichś siedmiu tysięcy graczy w Q3A z całego świata.
Po dwóch tygodniach ćwiczeń sposobów gry na nightmarze, Prosię, opracowawszy zajebiste taktyki, był już gotowy do pojedynku.
Królik nauczył go bezbłędnie przewidywać ruchy wrogów (to podstawowa sprawa dla Explosive Weapons Guru, którym Królik jednak był) – a to równało się skokowemu wzrostowi umiejętności posługiwania się każdą bronią z osobna – sama celność jest ważna przy używaniu przede wszystkim Raila, a żeby kogoś usmażyć Plazmowcem, albo sfragować Rocketterką, trzeba wiedzieć, gdzie się poruszy za chwilę. Na przykład stał se Prosiak na moście, a koło niego były dwa korytarze (to chyba było Q3DM9). Walnął rakietę w jeden zupełnie spontanicznie i sfragował kolesia. To ważna sprawa, żeby poznawać i spontanicznie walić w miejsca najbardziej uczęszczane na mapie, w których mogą być wrogowie. Nie można pozwolić sobie na zabawę, niecelność i nie powinno się campować, ponieważ to osłabia czujność w oczekiwaniu na wroga. Królik nauczył Prosiaczka wszystkiego co wiedział i co było bezcenną wiedzą. Prosiak już od dawna był ich głównym specem od sabotażu, mianowanym przez Królika, ale teraz udoskonalił się w walce otwartej (zakładając, że wiedza z gry przełoży się na rzeczywistość).
Ostateczny jego test to przejść ostatni level w Q3A, na 100 fragów z handicapem co najmniej 50 na Nightmarze. Pokonał Honored Mastera 100 do 13! Szukając jeszcze trudniejszych przeciwników, Prosiaczek odwiedził serwer najmocniejszych wymiataczy. Jak można było się spodziewać, nikt mu nie dorównał.

***

Nadszedł dzień konkursu. Warszawa. Kafejka specjalnie przygotowana na czas konkursu. Prosiaczek się wkurwił, że na Śląsku żadnych takich kafejek nie było, musiał więc przejechać samotnie w PKP dwieście kilometrów do stolicy (Pozostała czwórka nie chciała z nim jechać, ale obiecali, że uproszą sobie przepustki od id i będą go oglądać w trybie Spectator). Prosiaczek zajmował już swoje kurwa stanowisko przy kurwa komputerze z modemem 12 MB wśród około setki innych Polaków. Władował grę, włączył się na gigaserwer konkursowy i… Rozległ się pierwszy dzwonek – na eliminacje. Połowa graczy, a więc koło trzech i pół tysiąca przejdzie do następnego etapu. Spiker zapowiadał, aż w końcu powiedział: START! Pierwsza potyczka to była kaszka z mleczkiem. Zwyciężona 100 do 56 (dziewięciu przeciwników, Prosiaczek nie dostał fraga), pozostałe zdrowie 97. Zostało wyłonionych trzystu pięćdziesięciu graczy, którzy posiadali jakieś umiejętności. Prosiaczek wygrał kolejną potyczkę, tym razem dla pięciu graczy z fraglimitem 30. Bez trudu więc znalazł się w pierwszej siedemdziesiątce graczy świata. Jak można się było tego spodziewać, teraz już zaczęła się prawdziwa zabawa. W tym etapie znajdowali się już naprawdę godni przeciwnicy. Wszyscy grali dobrze Railgunem i Plasmagunem, lecz jeden się wyróżniał. Miał ksywkę Kukksy i był porównywalny nawet z Prosiaczkiem. W finale została siódemka. Pojedynki były w stylu turnieju. Każdy z każdym 10 fragów, a ten, który wygrał najwięcej potyczek, kwalifikować miał się do finału. Po sześciu spektakularnych pojedynkach wygrali ex aequo Prosiak i Kukksy, mając po pięć zwycięstw, ale na każde z nich naprawdę musieli pracować. „WIELKI FINAŁ!” – ogłosił komentator w kafejce.
Prosiaczek grał skinem Razora, a Kukksy – Xaera, co pewnie miało nastraszyć przeciwników, jednak Prosiaczek miał takie zagrywki w dupie. W końcu zaczęło się. Pierwszy frag przypadł Prosiaczkowi, gdy zmielił Kukksyego z machineguna. Niestety świeżo sfragowany trzymał już wtedy Shotgun… i był dobry. Ten nie lada wyczyn kosztował Prosiaczka ten 1 punkt zdrowia, który teraz widniał na ekranie. Kukksy spawnował się koło niego i podziurawił go maszynówą. Później oboje chodzili z dobrymi brońmi i szukali BFG2, którego Prosiak już używał w realu. Gdy Kukksy z Rocket Launcherem wyłonił się z kąta, Prosiak spiekł go Lightningiem i wziął jego broń. Później zatłukł nim Kukksy’ego ale wykończył amunicję i musiał zmienić na Plazmowca. Spotkał wroga w jednej alejce, ale padł pod jego railem. Było 3:2 dla Prosięcia. Pomielił z ukrycia Kukksyego z Machineguna i wziął najukochańszy Railgun. Od razu doszło do potyczki. Kukksy ostro poraził Prosiaczka Lightningiem, ale ten wpakował mu w pierś 2 kule z Raila i rozgibał gnoja. było 5:2, ale Kukksy dobił Prosiaczka Shotgunem, który znalazł po drodze. 5:3. Prosiak łaził, i znowu znalazł nowiutki Railgun, z którym był śmiertelny. Kukksy nadszedł i schronił się na czymś w stylu balkonu, i walił z Rocket launchera. Zanim pierwsza rakieta wystartowała, Prosiak zwrócił swoje cyfrowe ego do tyłu i dał Kukksyemu kulkę z Raila, ale nie zniósł dwóch rakiet, przed którymi nie zdołał umknąć. 5:4. Później Prosiak dostał fraga znów, ale całkiem przez przypadek, bo Kukksy ze szczęścia posłał dwie rakiety w kąt, w którym właśnie Prosiak miał swój spawn. Świn znów się spawnował, wziął Railguna i z balkoniku fragnął Kukksyego. Wynik był 6:5 dla Prosiaczka. Szli łeb w łeb, ale Kukksy nie był tak dobry jak Prosiak – dopiero teraz było to jasno widać. Po prostu sprzyjał mu fart. Potem Kukksy zacampował i pobawił się nowym BFG. Kręcił się w kółko i walił. Trafił Prosiaczka dwa razy i fragnął, ale ten jeszcze mu dał raza z Railguna i znacznie osłabił. 6:6. Potem Prosiak zalazł go od tyłu i zastrzelił strzelbą. 7:6. Następnie Kukksy zestrzelił go z Raila i wyrównał po 7. Walka toczyła się zacięcie, aż w końcu dograli do remisu po 8. Wtedy Prosiak taką akcję zarzucił, że patrzcie! Kukksy miał BFG, a Prosiak Rocketterkę. Prosiak właśnie wyłaził z korytarza podleczony na 62 zdrówka. Kukksy zaczął naparzać z BFG w Prosiaczka, ale Railgun Guru uniknął strzałów waląc rocketjumpa. Znalazł się nad oszołomionym Kukksym ze zdrówkiem 12 i parznął w niego dwie rakiety! 9:8 dla Prosiaczka! Pozycja wygrana! Potem wziął BFG i małpując głupkowate zachowanie przeciwnika, całkiem dla jaj walnął kulkę w spawnpoint. Fartem, właśnei tam pojawił się Kukksy, w konsekwencji czego miał już tylko 20 punktów zdrowia. Zsapany i spocony na zewnątrz Prosiaczek zmienił wewnątrz na Railguna i stanął twarzą w twarz z Kukksym. Mimo to, że siedział przy komputerze na być może drugim końcu świata co Kukksy, i że ten moment trwał zaledwie ułamek sekundy, poczuł dreszcz. Walnął sluga z Raila, zatłukł Kukksyego i wygrał z 10 fragami! Wszyscy w całej warszawskiej kafejce przyjęli jego zwycięstwo głośnymi owacjami. Prosiaczek został mistrzem świata i dołączył do grona Quake Gurus – tak nazywali zwycięzców tego konkursu. W ramach zwycięstwa otrzymał szczerozłoty puchar (w każdej kafejce konkursowej trzymali jeden na wszelki wypadek), informację, że na jego konto zostało przelane dziesięć tysięcy euro, oraz zaproszenie na turniej turniejów – Quake Guru Championship, mający się odbyć za cztery lata, obejmujący dziesięciu Quake Gurus. Szczęśliwy Prosiaczek wziął na ramię swoją torbę (co prawda, była ona większa od samego Prosiaczka, ale chuj) i bez słowa, z lekkim uśmiechem na twarzy, podążył w kierunku Dworca Centralnego.

***

Pogoda była brzydka, było chłodno i pokropiwało.
– Kurde, to przecież Centralny! – pomyślał. – Mogę kupić chłopakom jakichś spidzików! Może i jakiś tani trunek znajdę?
Dowiedziawszy się, o której ma pociąg, zaczął zwiedzać dworzec. Na wszelki wypadek pod kurtką trzymał swojego Raila.
– Panie! Wspomóż pan głodnego! Daj trochę kasy! – usłyszał zza pleców.
– Jesteś pan głodny?… Weź pan… – Prosiaczek zaczął grzebać w torbie i wyjął dwie kanapki, kórych nie zdążył zjeść. Z uśmiechem wręczył je żulowi, odszedł kilka kroków…
– Powiedziałem skurwysynu, że chcę KASĘ! – żul cisnął kanapkami o ziemię, a natychmiast podpełzły po nie głodne dzieci z Albanii, które mieszkały w tekturowym pudle pod pewnym kioskiem.
– Tego już za wiele, ty pierdolony żulu! – Prosiaczek stracił dobre serce. Zrzucił torbę, wyjął Raila, i zajebał nim żulowi po brzuchu, jak bejzbolem. Skulony żul był zatkany, gdyż dostał w splot słoneczny pod wątrobą. – Jak chciałeś na wódę, albo dragi, to mogłeś po prostu powiedzieć!
Uświadomiwszy to żebrakowi, Prosiaczek ruszył dalej, szukając dealerów. Czemu był skłonny podzielić się kasiorką z bezdomnym? Albo z dobrego serca albo dlatego, że znał metody uzyskiwania towaru bez niej…
– Mam półtorej godziny. Dopiero trzecia. – spojrzał na zegar, który wisiał nad peronem. – Najpierw kupię troszku LSD, później chyba pójdę do jakiegoś alkoholowego i kupię jakiś przyzwoity łiskacz, albo coś w tym stylu.
– Hej, hola, bro! I am Rock! I deal in drugs! Joł jak sie masz, kurduplu! Chcesz coś zajebistego? – zaczepił go pewien diler, w żółtej koszuli w kwiaty z afrem, wystylizowany na krzyżówkę rastafarianina i hipisa.
– Ożesz, kurwa! Z nieba żeś mi spadł, skurwielu! Wyskakuj z towaru! – przystąpił do transakcji Prosiaczek.
– Whoa, whoa, whoa! Nie tak ostro, maluchu! Ja tu mam bardzo good shit! I aint’ oddawać it for free!
– Ty mi tu kurwa nie angielszcz, ty zajebany afroczarnuchu, tylko wyskakuj z towaru! – ponaglił Prosiaczek dość cierpliwym tonem. Odpiął jedną z przegród swojej podróżnej torby. – Możesz pakować to tutaj.
– A what will you zrobić to me, you mały dickhead? – afrol zaciągnął się petkiem z gandką.
– Zadzwonię po pigs. – przeciągał rozmowę Prosiaczek.
– Oh, pigs gówno mi zrobią! I will give them w łapę, and they will leave me w spokoju.
– Dobra, kurwa, I give up. Show me what you have. – Prosiaczek postanowił najpierw obadać sytuację, wolał na wstępie dowiedzieć się, co ukradnie.

- Oh, man! LSD 30 years old, from the różowe 70’s! – czarnuch pokazał swój ładunek specyfiku dzieci kwiatów. – Oprócz this, ja have some cocaine, trochę amphetamine, two torebki of heroine, kilogram of DRD also known as GHB, and some liście of Indian Cannabis, how do you to nazywać inaczej… Ah, ziele. And yet, a tytka of Methylenedioxymetamphetamine, if you wiesz, co to is. That’s all what i have. You can mieć it all for one bańka.
– You can suck my pała, motherjebco. Wyskakuj z towaru, bo ci TO wsadzę w dupę. – Prosiaczek wyjął spod swojej zielonej kurtki Raila.
– Whoa, man! Back off! I’m dawać you all! Calm down! – Murzyn zaczął pakować wszystko co miał do wskazanej przez Prosiaczka kieszeni.
– You are givin’ me your koszula too.
– What? Fuck off!… AAAU! – Obiekcje rastamana zostały rozwiane przez cios Railem w potylicę. – Ok, ok! I am givin’ you my najlepsza shirt too!
– And this boombox too. – Prosiaczek wskazał Railem wielki magnetofon, z którego dobiegały dźwięki muzyki reggae.
– Man, miej mercy! That’s wszystko I have! All what mi zostało to wisiorek z Mother of God!
– You can stick with your Matka of God, i am not wierny.
– Please, nie zabieraj mi boombox!
– Taka is the price for twoje motherfuckin życie! – poganiał go Railem Prosiaczek.
– I’ll be seeing you in piekło! – odgrażał się Rock, oddając dumnemu Prosiaczkowi wielki grający prostopadłościan.
– Loosen up, Rock! I am gonna live forever! Don’t worry, be happy! – Prosiaczek zapakował również grające pudło do torby. – See ya!
W ten sposób nie wydając ani grosza Prosiak podłowił się o najczystszy szit (zdążył już przetestować), zajebistą reggae-koszulę i wielkiego boomboxa z lat 70. Podróżna torba Prosiaczka znacznie przybrała przez to na wadze, ale nie było to nic, z czym nie mógłby sobie poradzić.
– Dobra, dragów mamy już więcej niż dość, teraz kupię alkoholu. – nasz mały kozak wyszedł poza teren dworca na miasto, szukając sklepów alkoholowych w stolicy. Znalazł jeden przyzwoicie wyglądający, całkiem niedaleko. Szyld mówił: „Pierre’s Bonnes Vins & Eaux-de-vie”. Wszedł do środka. Goniony przez czas, niechętnie zaczekał na swoją kolejkę.- Dzień dobry. Poproszę cztery butelki najlepszej nalewki babuni, cztery butelki najlepszej whisky, cztery butelki nalewki ziołowej Jägermeister, z najlepszego rocznika, cztery butelki najlepszego advocata i cztery najlepszego malibu. Jeszcze cztery najlepszego wina czerwonego jakie macie. Wszystkie w największym formacie, oczywiście. Ach, i jeszcze na dzisiejszą bibę, dziesięć litrów spirytusu Polmosu.
– Oh, une fete? – spytał francuszczący sprzedawca pakując mu do torby flachy.
– Oui. Une fete, tres magnifique. Nie mam czasu, streszczaj się pan. – ponaglił go ninja przy okazji popisując się francuskim.
– Voila, c’est jedenaście tysięcy dziewięćset siedemdziesiąt siedim złotich, dwadzieścia siedim groszi.
– Je n’ai pas d’argent. – Prosiaczek uniósł wielką lufę Railguna.
– Oh, chiba muszę zawołać la police!
– Les flics? Prędzej umrzesz, żabojadzie! – Prosiaczek przyjebał sprzedawcy w ten sam sposób, co żebrakowi na dworcu, tyle że w głowę, po czym wyszedł z darmowym łupem, mając nadzieję, że uderzenie pozbawiło Francuza pamięci.
– No. Teraz wracam na dworzec, usiądę se na peronie i poczekam, jakaś godzina mi została. – Prosiaczek zdał się na wyczucie czasu. Niestety, dzwonienie flaszek i niesolidnie zapakowane do bocznej kieszeni dragsy, sprowadziły na Prosiaczka kłopoty.
– Ty, ziomek, wyskakuj z piwska i gandki, zero ściemy, skumaj to! – Kombinacja Skejt – Dwóch Drechów zaczepiła Świnkę, jak wchodził na dworzec.
– Spierdalaj, kutasie! Myślisz, że wszystko na świecie to piwo i gandzia? Ja tu mam alkohole świata, Malibu, Advocata, Jacka Danielsa! A z dragów, to dla was zdecydowanie za ciężkie! Wiecie co to jest metylodioksymetamfetamina?… – Nie wiadomo, po co Prosiaczek to powiedział, w każdym razie, nie ostudził tym zapału chuliganów.
– Powiedziałem, wyskakuj, kurwa z towaru i się nie mądruj! – przycisnął go jeden zbir. – Bo jak ci wypierdolę z bejzbola to cię będą łyżką zeskrobywać z ulicy, ty śmieciu jebany! – hiphopowiec popisał się elokwencją uliczną.
– Chuj ci w dupę, ty w mordę pierdolony golony łbie! – Prosiaczek znów wprowadził do obiegu Raila, a że nie chciał nikogo zabić, znowu wywijał nim jak bejzbolem. Całkiem dobra technika, zero trupów, full amunicji. Po chwili, trzej fani, odpowiednio hiphopu, drum’n’bassu i discopolo, leżeli płasko na ziemi.
– Kurwa, jak ja to jednak dobrze zrobiłem, że zabrałem ze sobą Raila! – pomyślał Prosiaczek. – W dodatku nawet nie musiał być naładowany! Po co ja to zrobiłem? Wyjmę slugi, wystrzeli mi przez przypadek i chuj. Jeszcze by się psy zjechały, jakby ludzie giby zobaczyli. Hihihi!
Prosiaczek usiadł na ławce, przezornie opróżnił magazynek Raila i zaczął oczekiwać na pociąg. Nagle zaczepił go pewien dzieciak.
– Proszę panaa!
– Czego, ty mały chuju? – Prosiaczek nie był w nastroju do konwersacji.
– Może mi pan pomóc szukać mojego samochodzika?
– Mogę ci TO wsadzić w dupę. – Prosiaczek znowu wyjął Raila. – Chcesz?
– Jaka fajna zabawka! Skąd pan ją ma? Mogę ją?
– Wypierdalaj, gnojcu, to nie jest żadna jebana zabawka! To śmiercionośna broń!
– Nie? Szkoda. A taka była ładna… – dzieciak gdzieś poszedł. Prosiaczek ujrzał, jak rozmawia najpierw ze swoim ojcem-pakerem, a potem z SOKistą, po czym z tym pierwszym podszedł do Prosiaczka.
– Tato, to on mi ukradł samochodzik! – krzyknął chłopczyk.
– Natychmiast oddawaj samochodzik mojego synka, ty przyduplu. – odezwał się rozeźlony tatuś.
– Kurwa, jak ja nie mam żadnego w mordę pierdolonego samochodzika! – wypierał się Prosiaczek.
– A to pod kurtką, to niby co? – facet wskazał Raila.
– To nie jest kurwa w chuja obciągany samochodzik, jak pan widzi. – Prosiaczek znów wyjął Raila i wymierzył w faceta. – I nie czepiać się, kurwa, mam na to w mordę pierdolone zezwolenie!
– W takim razie gdzie jest samochodzik? – spytał ojciec.
– Ten pana syn, powiedział, żebym pomógł mu kurwa szukać, a ja kurwa nie chciałem, więc kazał mi kurwa oddać mu moją broń, też nie chciałem, to wtedy polazł kurwa do pana!
– Tak było, synu? – ojciec surowo spojrzał na syna.
– Nie! Nie! Ten pan mi go ukradł! – upierał się maluch.
– No to spójrz, gnojcu, tam! – Prosiaczek wskazał trójkę gołych, murzyńskich dzieci, które sterowały sobie na zmianę samochodzikiem.
– Dziękuję panu, ten mój synalek ma bujną wyobraźnię… – wytłumaczył go ojciec. – Idziemy!
– Kurwa, no co za gówno… Ja pierdolę, Jak w ogóle coś takiego mogło mi się zdarzyć! – pomyślał Prosiaczek, odprowadzając wzrokiem dzieciaka, raz po raz kopanego w dupę przez ojca.
– No cóż, za parę minut pociąg! Dowód jest, bilet, bilet…BILET! NIE KUPIŁEM BILETU! – Prosiaczek zabrawszy torbę, ze względu na cenną zawartość, pobiegł do kasy biletowej. Kupił bilet do Wrocławia i cudem zdążył na pociąg, który właśnie wjeżdżał na peron. Wszedł do środka, do czerwonego wagonu z napisem „1”, zaczął szukać osobnego przedziału. Po pięciominutowej tułaczce, znalazł w końcu przedział, w którym mógł być sam i oddać się kontemplacji (Prosiaczek miał świra na punkcie jogi). Nagle do przedziału wparowało siedem osób, w tym kobieta z dzieckiem i dwa psy.
– Kurwa, co to ma być? Ani chwili spokoju! Wypierdalać mi stąd! Raus! – był szczery ponad miarę.
– Ależ, tu nie ma nic wolnego! Wszystko zajęte! – zapierała się jedna facetka.
– No to zostańcie, ale jeden najcichszy dźwięk i po was. – Prosiaczek pokazał ogromną lufę swego Raila, aby tylko móc w ciszy medytować. Pięciogodzinną drogę spędził ciekawie. Przez pierwsze trzy godziny medytował w spokoju, później przeczytał rozdział dzieła joginistycznego Hatha Yoga Pradipika, a jeszcze później włączył się w konwersację z pasażerami.
– Hej, która godzina, zboczku? – zapytał kolesia, który grzebał w majtkach.
– Ach, jest osiemnasta dwadzieścia dwie. – odpowiedział facet z pretensjonalną manierą w głosie.
– Gej? – odczytał z niej Prosiaczek.
– Ależ nie! Ja tylko zachowuję zasady savoir-vivre!
– A w ryj chcesz? – dziwny gościu zaczął ostro wkurwiać Prosiaczka, który postanowił go nastraszyć.
– No! Tylko bez takich!! Ja tu mam siedmioletnie dziecko! – wzburzyła się jedna kobieta, wyglądająca na nadzianą.
– Mamo, ale ten mały pan jest kurwa zajebisty! Hej, proszę pana, pierdolił pan kiedyś Pamelę? – zaczął recytować dzieciak.
– Synu! Proszę natychmiast przestać!… Przepraszam pana, nie wiem, co w niego wstąpiło. Naprawdę, nigdy się tak nie zachowywał! – kobieta zaczerwieniła się.
– Nie ma sprawy, proszę pani. Hej, młody, jarasz gandkę? – podtrzymywał rozmowę Prosiaczek.
– No a jak! Jaram gandkę, jak stara da dupska dilerowi, albo jak kupi za kasę, którą zarobiła u innych alfonsów!
– Co ty taki mądrala w tym wieku, młody? – Prosiaczek był wyraźnie zainteresowany „złotym” dzieckiem.
– No, jak to? Jak ta pierdolona pizda moja matka wpierdoli na chatę meliniarzy, i ją ruchają trzy po trzy, to jaki mam być, kurwa, nie mądry?
– <<<Zupełnie jak Maleństwo! Kurwa! Przecież to jakby on!>>> No cóż, cwaniaczek! – odpowiedział Prosiaczek.
– Chcesz, to ci, kurwa, opowiem, jak moja stara dała się zerżnąć na gorąco przez listonosza! Nakręcili nawet pornola i sprzedawali go ostatnio u ruskich na straganie! Też była przebrana za listonoszkę.
– Tak? Jakbym był jednym z moich kumpli, to na pewno obejrzałbym ten film… – powiedział bez wyrazu Prosiaczek.
– No wie pan co? Dziecko mi pan paczy! – oburzyła się kobieta.
– Proszę pani… pani synek jest tak spaczony, że nie można spaczyć go bardziej… – z westchnieniem podsumował Prosiaczek, rzucając matce litościwe spojrzenie.
– A ja sam kiedyś przeruchałem świnkę morską przez odbycik! – pochwalił się chłopczyk wyraźnie dumny z siebie. – Pękła!
– <<<Nie, on jest gorszy od Maleństwa!>>> – szepnął sobie pod nosem Prosiaczek.
– Hej, ja chyba pana, kurwa poznaję! – dziecko miało minę jakby chciało sobie coś przypomnieć, ale mu nie wychodziło.
– Tak? Ciekawe. – Prosiaczek chyba już wiedział, jednak minę miał niespecjalną.
– W Quake III Arena pan grał? To chyba pan jest tym mistrzem, co tak o nim w telewizii pierdolili godzinę temu w wiadomościach on-line! Chcą z panem zrobić wywiad!
– Pisali o mnie w necie? Serio? Szybcy są!… – Prosiaczek dowiedział się czegoś nowego. – A wywiad to mnie nie obchodzi, dobrze swoją drogą, że mnie w kafejce nie złapali… Ale jak nie będę chciał im go udzielić, a będą nazbyt namolni, zawsze mogę ich rozjebać… – mówił już bardziej do siebie.
– Synu! Mówiłam ci przecież, że masz zakaz choćby wspominać o tej krwawej grze! – wtrąciła matka i wytargała syna za ucho.
– Spierdalaj, ty kurwo! Zajebać ci? – na te słowa małego synka skierowane ku matce, przedział opuściły cztery osoby, jadąc równo wzrokiem po matce bachora. Teraz Prosiaczek był tylko w towarzystwie jednego dresiarza zainteresowanego rozmową, mamuśki i wyrodnego jej podopiecznego.
– No więc to naprawdę pan? – dokończył ignorując matkę dzieciak.
– Tak, jestem mistrzem świata w Quake’a 3. – skromnym tonem przyznał Prosiaczek.
– Łaaaaaał! – chłopczyk nie krył podziwu. – Wie pan, co? Zagrajmy partyjkę na 50 fragów! Matka ma laptopa, ja też! Zagramy!
– No cóż, jeśli się ośmielisz… Alboś odważny, albo głupi. – głos Prosiaczka epatował dumą. Rozłożył laptopa, którego otrzymał od chłopczyka.
– Tutaj jest kabel, proszę pana! – chłopczyk podłączył LAN’a pod oba komputery.
– Na drugi raz kupujcie laptopy z Wi-fi! – Prosiaczek po zaprezentowaniu tej uwagi włączył grę. – Musicie być bogaci, skoro taki mały chłopczyk ma własny komputer!
– No wie pan, jak ojciec ma własną firmę a matka daje dupy największym osobistościom w kraju to hajs się ma! – pochwalił się chłopczyk, który niewątpliwie wzbudziłby zazdrość w Prosiaczku, gdyby nie to, że jako jogin nauczył się nieprzywiązywać uwagi do rzeczy materialnych (z wyjątkiem swojego Raila).
Chłopczyk stworzył serwer z szelmowskim uśmieszkiem, jakby nie doceniał Prosiaczka.
– Która mapa? – spytał Prosiaczek.
– Q3TOURNEY5! – odpowiedział chłopczyk. Prosiaczek, tak jak na turnieju, ustawił sobie bota Razora (swojego ulubionego), po czym rzekł:
– No cóż, pana Uriela rozwalam z palcem w… nosie! – nie chciał się narażać matce chłopaka, gdyż była całkiem całkiem (sam nie ulegał pokusie, ale dostarczyłby ją kumplom).
Minęły dwie godziny zaciętej walki. Prosiaczek oczywiście zatriumfował. Co prawda wygrał tylko 50 do 8, ale miał ustawiony handicap 10, więc miał tylko 10 punktów życia i damage’u zadawał tyle co nic.
– Łaaaał! Proszę pana! To było, kurwa, coś! Mogę pana autograf? Wszyscy będą mi zazdrościć, że pana poznałem i z panem grałem! – Chłopczyk niemal się popłakał z radości, gdy Prosiaczek nabazgrał mu na papierku swoje imię.
– Ładna partia! Jednak i tak jesteś dobry, że sfragowałeś mnie aż osiem razy!
– Przecież wyczułem ten pana handicap! Pan jest po prostu świetny!
– No cóż… Wrocław Główny! Moja podróż dobiegła końca! <<<Psst, mały, jak się nazywa twoja matka?>>> – wziął chłopca na stronę.
– <<<Aneta Majewska.>>>
– <<<Numer telefonu?>>>
– <<<345692746.>>>
– <<<Ok, dzięki, nara!>>> – Prosiaczek zabrał torbę i opuścił pociąg.
Powolnym, wesołym krokiem udał się w kierunku lasu. Po czterdziestu minutkach drogi zaczął już wchodzić na teren tego kilkuosobowego zacisza, po chwili zapukał do domu Królika, w którym jako jedyne w całym lesie, paliły się światła i tłukła głośna punkowa muza, a mimo że była godzina 23:25, nikt z pozostałych mieszkańców nie śmiał uciszyć imprezującej czwórki.
– Otwórzcie, zasrańcy! – Prosiaczek od razu zaczął łomotać w drzwi, próbując zagłuszyć punkową waleninę.
– Cojest-kurwa-mać-komu-mam-zajebać!? – do drzwi przyturlał się najarany gandką Tygrysek. – Kurwa, Prosiak? Wpierdalaj się! EJ! PROSIAK WRÓCIŁ! WYŁĄCZAJCIE MUZĘ! Właź, kurwa, właź!
– Prosiak? Ale zajebiście! Stary! Tylko skończymy z  dziewczynkami i cię ugościmy! – powitał Prosiaczka Królik, który obsługiwał właśnie pewną wrocławską gimnazjalistkę. Drugą brali we dwójkę Kubuś i Kłapek, a Tygrys właśnie się dołączał do pierwszej. Całą izbę wypełniała atmosfera wódczanych oparów i dymu z gandki. Prosiaczek cierpliwie odczekał te dwadzieścia minut, gdy nasza brygada grzecznie pożegnała dziewczynki.
– Dobra, to my się jeszcze może umyć pójdziemy… – zaproponował Kubuś, co Prosiaczek znów przyjął lekkim uśmiechem.
-<<<Jak za chwilę was tu nie będzie, rozpierdolę tą chatę>>> – szepnął sam do siebie. Odczekał jednak swoje, gdy cała piątka siedziała już przy stole, zaczął zdawać relację.
– No więc, jakby wam to powiedzieć, wiecie, że wygrałem no nie?
– Jasne, że wiemy, stary! Congratki! – ten i tym podobne teksty walili kumple na zmianę, klepiąc Prosiaczka po plecach.
– No to powiem wam coś fajniejszego. Mam dla całej piątki, dla siebie też, prezenty! – Prosiaczek ucieszył się widząc uśmiechy na twarzach czwórki. – Wszystkie rzeczy w tej torbie – położył torbę na stole – mam za darmo! Dokonywałem transakcji tylko za pomocą Raila!
– Zabijałeś? – spytał Kubuś.
– Nie musiałem, przez cały czas miałem nienabitego. Więc, oto łup. – Prosiaczek odpinał kolejne kieszenie torby ukazując skarby – To jest mój ukochany puchar. Ustawię se na monitorze. A dla wszystkich: 5 kilo najpopularniejszych dragów świata, zarąbałem pewnemu reggaemurzynowi, tutaj reggaekoszula, też mu zarąbałem, a tu jest jego boombox! – Prosiak wyjął z torby rzecz, która zajmowała największą jej część, ale nasza czwórka tkwiła wzrokiem w narkotykach. – I to wszystko za darmo!
– Ostro żeś szczyścił tego reggae’owca! Puściłeś go chyba w samych spodenkach, co? – spytał wesoły Tygrysek.
– Żebyś stary wiedział! A teraz łup z napadu na najlepszy monopolowy w stolicy! – Prosiaczek zastawił stół wykwintnym alkoholem, uzyskanym również za darmo. – Czacha dymi, co?
– Stary! Słyszałem, że mleko kokosowe w połączeniu z LSD daje bez porównania lepsze tripy niż czyste LSD! – podniecił się Tyger.
– No to upędzi się nowego druga! Mamy malibu! Stary! Kiedyś stworzymy własny rynek narkotykowy! Nikt nie będzie znał naszych receptur. I nikt nigdy nie pozna…. – Kubuś snuł marzenia.
– No dobra, to już moje rzeczy… – Prosiaczek zostawił w torbie swoje podróżne rupiecie. – Powinniście podziękować JEMU! – wyjął Raila i położył na stole.
– Dziękujemy Ci, Railu Prosiaczka! – odklepała nasza czwórka.
– Jeszcze chciałem się wam pochwalić, jak sam poradziłem sobie z trzema drechami! – Prosiaczek unosił się dumą. – Drechy myślały, że niosę browar i gandkę, więc mnie zaatakowali, no nie? To jak przyjebałem jednemu z drugim Railem w nery! Luudzie….
– A z trzecim co było? – zapytał Kubuś.
– Rozbiłem mu czachę w ten sam sposób. Railem jak bejzbolem! No a jak!
– Hahahahahahahahaaa! – roześmiali się wszyscy.
– Dobra, to ja wypierdalam na dom, późno już! – Prosiaczek zarzucił przepastną torbę na ramię.
– Nic z tego! Musimy skonsumować, co nam przyniosłeś, i to jeszcze dzisiaj! – podniecił się Kubuś.
– Nie! To ma nam wystarczyć na długo! Dzisiaj żadnych narkotyków, ale zapomniałem wyjąć coś z torby… – Prosiaczek wystawił na podłogę 10 litrowych butelek spirytusu, a wykwintne alkohole i dragi zapakował do torby. Koszulę podarował Kłapkowi na poprawienie nastroju a magnetofon zostawił na stole – Dobra, chyba wystarczy, co?
– No jasne! Po dwa litry spirytu na łeb, oczywiście, jeżeli z nami będziesz chlał! – obliczył Królik. – A jak masz chlać, to się decyduj szybko, bo zaraz się zaczyna X-Files.
– Eee… No doobra!
Zadowoleni decyzją Prosiaczka, nasi przyjaciele obejrzeli na Polsacie dwa odcinki X-Files, po czym włączyli sobie całą kasetę VHS z 25 najlepszymi odcinkami przygód Muldera i Scully. Cała noc spłynęła im w atmosferze tajemnicy potęgowanej rektyfikowanym spirytusem Polmosu.
C.D.N…

UWAGA: Część ta obraża pamięć JP2 i przeznaczona jest tylko i wyłącznie dla tych, którzy… „nie widzieli w nim autorytetu moralnego” :)

Siedział se Prosiaczek w zajebisty poranek koło kompa i zajmował się nie wiadomo czym.
– Hej, lapsie! – huknął Puchatek, kładąc Świniakowi rękę na ramieniu.
– Aaaaach! Spierdalaj!!!!, zasrańcu… – ryknął Prosiak i podskoczył, podnosząc natychmiast Raila i celują Puchatkowi w głowę. Na uszach miał słuchawki.
– No co ty, kurwa, kutasie! TO MY!!! – wyjaśnił Królik. – Ochujałeś, kurwa?!
– Sorki, panowie. – odrzekł Prosiak, zdejmując słuchawki – Całą noc w Q3A popierdalałem, wszędzie widzę wroogów…
– A teraz co robisz? Idziem się nachlać? – przyjaźnie zapytał Kubuś.
– Aaaa…  Wczoraj przysłali mi z id Software plik tekstowy z ofertą zakupu broni… z dokładnym opisem każdej z nich! – Prosiak zmaksymalizował okienko, pokazując katalog okraszony zdjęciami.
– DAWAJ PRZECZYTAĆ!!!! – huknął Puchatek, a w jego majtkach pojawiła się plama.
– Faktycznie, może to być ciekawe… – również Królik silił się na zdawkowy ton, z dużym trudem kryjąc entuzjazm.
– A spoko, czytajcie! – Prosiaczek miał już lekturę za sobą, więc udał się do łazienki umyć się, a pozostała dwójka dopadła kompa.

Oczom ich ukazało się coś niebywałego. Kolesie z id software wystawiali na realną sprzedaż broń, którą chłopaki znali z gier tej korporacji, i to również z Mission Packów takich jak Scourge of Armagon, Dissolution of Eternity albo Quake 3 Team Arena. Nie brakło również wymyślnych dział z missionpacków dla Quake’a 2, The Reckoning i Ground Zero. Gdy broń miała idealny lub bliski odpowiednik w innej grze, sprzedawane były jako różne layouty po zbliżonej cenie (np Hyper Blaster i Plasmagun), jednak nadal były dostępne biorąc pod uwagę potencjalnych kolekcjonerów. Broń wahała się w cenie od 250€ za siekierę z Quake’a 1 do 25000€ za BFG10K z Quake’a 2. Starczy rzec, że to w chuj drogo.

Gdy nasi dzielni wojowie skończyli czytać i zachwyt powoli zaczął przywracać im dech, fakt kosztowności ich marzeń mówił sam za siebie. Nie wygrzebalibv nawet tych 680€ na jednego Gauntleta, więc zaczęli się poważnie zastanawiać nad realnym sposobem skombinowania mamony na pełen arsenalik. Jak Królik obliczył, dla nich pięciu wynosiłoby to 610325 €. Kurwa. W związku z tą oczywistością, przez następne dni cała piątka żebrała, odwalała cyrki na drogach i takie cuda odpierdalała, że to się Czoplin i Benny Hill nie powstydziliby, wcale a kurwa wcale. Jakim błogosławieństwem okazał się fakt, iż jakiś miesiąc później id software ogłosiło supertajny konkurs dla beta-testerów ich uzbrojenia. Królik dowiedział się o tym przez tajnego e-maila od samego Johna Romero.
– Co? – spytał Kubuś, gdy pewnego ranka Królik oznajmił o tym przy winie całej piątce – Ja pierdolę, jaki fart!
– Słuchać mnie. DEBILE! – uciszył ogólny rwetes Królik – Nie mamy już amunicji, wszystko wyjebaliśmy na walkę ze Szpanerobotem!
– Znaczy się, że chuj? – Kłapek był gotów porzucić nadzieję.
– No i właśnie tutaj jest ten cały widz! – Królik uśmiechnął się szelmowsko – Wczoraj byłem u Sowy, żeby skumać, czy może on ma coś do powiedzenia i zorientowałem się, że skurwiel pomontował system obserwacji po całym Lesie! JEGO KAMERY NAGRAŁY WALKĘ ZE SZPANEROBOTEM! I WSZYSTKO, KURWA, INNE TEŻ!!! – dokończył z właściwą sobie żywą gestykulacją.
– KURWA! TY MASZ ŁEB! – ucieszył się Tyger, po czym wszyscy z euforycznym okrzykiem zaczęli zacierać ręce i w inne sposoby dawać do zrozumienia swój entuzjazm.
– Idziemy do Prosiaka! – rzucił Kubuś, poczym cała czwórka zebrała się na nogi i opuściła norę Królika, będącą miejscem wczorajszej libacji.
I tak poszli do domu Prosiaczka, a z jego komputera po niemałym trudzie włamali się do tajnego, podziemnego serwera Sowy, z którego zapierdolili materiał dowodowy z walki ze Szpanerem. Praktycznie od razu wrzucili go na FTP a adres posłali w e-mailu Johnowi Romero.
Na odpowiedź nie musieli długo czekać. Po 20 minutach przyszła wiadomość  – okazało się, że nakręcili taki zajebisty filmik, że wygrali pierwszą nagrodę o wartości miliona euro.
– HURRRAAAAAAAAAA!!!!! – rozległ się okrzyk wszystkich tych, którym nie odebrało głosu po wczorajszych ekscesach ze spirytusem.
– Łomatko!!! ŁOOOOJAPIERDOLE… – sapał Prosiak, inaczej szczęścia okazać nie umiejąc.
– A więc co? CAŁY ZESTAWIK DLA KAŻDEGO? – spytał retorycznie Tyger.
– ŁAJAK, KURWA!? – odburknął po wieśniacku Kubuś. Dawno nasza brygada nie była tak szczęśliwa. Wszystkie działa, armaty, gnaty i giwery z ich snów miały znaleźć się w ich posiadaniu już wkrótce! Dzięki wykurwiście sprawnym szlakom handlowym za pięć dni każdy miał już swój arsenalik, każda sztuka broni ładnie zapakowana w plastikowym, oznaczonym osobnym kolorem dla każdej broni pudełku, a pieniędzy zostało im nawet koło 400000 €, co i tak przehulali wszystko w króciutkim czasie (ciuchy, dziwy, alkohol itd.). Tydzień od przybycia broni, po libacji, która pochłonęła prawie ostatki ich kapitału, leżeli u Kubusia brzuchami do góry. Gdy w Jedynce leciały wiadomości, zobaczyli papieża JP2 jak ględził i ględził.
– Hej! – wkurwił się antyklerykał Królik – Nie mogę tego, kurwa, słuchać! Proponuję przejechać się do tego całego Wakytanu, czy Waty… No kurwa nieważne, ale chodźmy zajebać tego geriatrę i jego ludzi!
– Osobiście jestem za. – rzucił bez entuzjazmu Kubuś. – Ale przecież ten gościu Jan Paweł II jest naszą dumą narodową! Nieprędko będziemy znów mieli papieża Polaka, prawda?
– Tak czy siak to klecha, tyle że cholernie wpływowy. – odezwał się Kłapek. – A jego niezrozumiałe ględzenie przyprawia mnie o nudności!
– A mnie, kurwa mać o schizomatyczne swędzenie zwieracza! – wykrztusił Tyger po czym mimowolnie chlusnął z odbytu strumieniem kału, biedaczek.
– No co wy, kurwa! Nie bądźcie dziećmi! Sprzeciwiam się! Nie będzie zabijania największych Polaków wszechczasów! To przecież Papież! Nasz Karol Wojtyła! Ochujeliśta? – Prosiaczek jak zwykle powiedział co wiedział.
– Klecha. – powiedział spokojnie, acz z naciskiem Królik. – No nie, kurwa! blablablabla! mlemlemlemle! Nie mogę tego kurwa wasza macocha słuchać! – dodał już nie z takim spokojem. – Poza tym po coś kupiliśmy sobie te wszystkie gnaty, prawda? Jak lepiej można je przetestować, niż na systematycznym ludobójstwie niewinnych, bezbronnych chrześcijan?
– Czasem pierdoli jak ten pojeb, ale ma skurwiel rację, yhya! – podsumował Tyger.
– A więc ustalone! Lecimy następnym samolotem, na który zdążymy. Mamy dość keszu, powinno starczyć i na powrót. – rzekł Puchat dumny, że dokonał tak ważnego wyliczenia.
– Te sprawy zostaw mnie, ty łapciaty grubasie! – grzecznie odpowiedział Królik. – Obawiam się, że może nam nie starczyć nawet na podróż w jedną stronę! Będziemy musieli opierdolić jakiś sklep, albo stację benzynową po drodze.
– Nie ma żadnego problemu! Dobra, przygotowujemy się to wyjścia, w mordę jebane, to sprawa nie cierpiąca zwłoki! – zarządził Tyger, wycierając odbyt palcem.
– Dobra, pomogę wam, ale nie myślcie, że podoba mi się to wszystko. – patrząc na Prosiaczka odniosłoby się wrażenie, że myśli, że robi wielką łaskę swym kumplom.
Nasza piątka więc, wymyła się i wypryskała, gotowa do wyjścia. Każdy zabrał wielką torbę podróżną, do której powkładali każdy po kilka gnatów od id software, z zamysłem przetestowania ich wszystkich. Bezczelnie opierdolili kilka sklepów przy wrocławskim dworcu, za co mieli nadzieję polecieć i wrócić, łącznie z biletami kolejowymi do Stolicy na Okęcie i z powrotem. Na warszawskim lotnisku znaleźli się po pięciogodzinnej podróży pociągiem i dłuższą chwilą w objęciach warszawskiego MPK. Ich samolot był gotów, gdy przybyli, więc Królik posłużył się swoim wybitnym talentem mówczym i przekonał bramkarza, aby ten nie sprawdzał ich bagaży (niestety, musiał w tym celu znacznie uszczuplić swe zasoby finansowe). Weszli więc na pokład i zajęli miejsca. Królikowi na nieszczęście przyszło siedzieć koło pewnej starszej pani, która niedługo po starcie samolotu zaczęła odmawiać różaniec.
– Hej, starucho! Możesz nie pierdolić tego gówna?
– Toż… toż to jest Różaniec Święty!
– A chuj mnie, kurwa obchodzi, czy to kurwa, różaniec, czy, kurwa ulotka od Geriavitu! – żachnął się poirytowany długouchy – Po prostu łeb mnie napierdala od twojego głosu! Ale fakt iż jest to różaniec, też tu kurwa raczej sprawy nie poprawia!
– Zdrowaś Mario łaskiś peł…
– KURWA! Mam tego, kurwa, dość! – Królik podniósł się z fotela i wyszedł na środek samolotu, a reszta grupy poszła w jego ślady. Gdy byli już razem na środku samolotu, Królik przemówił.
– Jak wszyscy zaraz nie przestaniecie odpierdalać różańca, to jebnę wam wzdłuż kadłuba kulkę z BFG i nikt nie przeżyje. Na chuj wam to?
– A coż to za BFG, co przeciwstawi się potędze Boga?! – odezwał się jakiś stary Katol.
– A… TO! – i wyjął Królik ogromny gun, przeładował i zamierzył wzdłuż samolotu. Stary wał znów się odezwał.
– Przecie to zwykła atrapa! Spójrz na moją broń! – I wyciągnął w górę rękę trzymającą różaniec.
– Kurwa, Królik! – odezwał się Tyger. – na tych debilach zwykły pistolet zrobi większe wrażenie niż BFG. Weź wyprostuj tego kolesia bo nie mogę patrzeć na niego!
– Mówisz, masz, Tygrysek. – Królik stanowczym tonem podszedł do Katola i zagadał: Wiesz co stary? – rozpoczął kwestię wyciągając Gauntleta, który przyłożył kolesiowi niebezpiecznie blisko szyi, i uruchomił go. Naelektryzowana piła tarczowa obracała się niebezpiecznie blisko jego twarzy, a generowane przez nią impulsy elektryczne muskały mu szyję. Chuj, on i tak wciąż pieprzył o religii.
– Tylko takie atrapy macie przy sobie?!
– Słuchaj, pierdolony, skurwysyński chrześcijaninie. – powiedział Królik z takim przekonaniem, że wszyscy natychmiast zamilkli – Jeśli chcesz mnie wkurwiać, to zdecydowanie odrazam, bo tym cackiem bez zbytnich problemów ujebę ci tą zaKatolizowaną pałę.
I wtedy odezwał się Prosiaczek.
– Nie zabijaj go. Zauuuuufaj mi… – zaseplenił.
– Widzisz, zły Króliku? To dziecko to prawdziwy Katolik! – okrzyknął tryumfalnie staruszek.
– Nie, no kurrrrwa no nie!! ZAJEBĘ JAK PSA! – Królik wychodził z siebie. Schował Gauntlet za pazuchę płaszcza i wyciągnął siekierę – taką samą, jaką Ranger z Quake’a rąbał mięcho od 1997 roku.
– Nie rób tego. – powtórzył Prosiak.
– Dlaczego nie? – spytał Króliczek.
– Jest dobrym człowiekiem, że odciąga cię od grzechu! – wtrącił się jakiś chrześcijanin siedzący za nimi.
– NIE! – zabrał głos Prosiaczek. – Po pierwsze, jak go rozjebiesz Siekierą albo Gauntletem, to giby się rozbryzną po całym samolocie i będzie bałagan, a po drugie…<<PUSZCZA OKO KRÓLIKOWI>>
– Nie, nieee! Skąd taka myśl! – wtrącił się Kubuś – Nie zabijemy ich na Placu Świętego Piotra w Rzymie, jeśli o to ci chodzi!
– Ja pierdolę, ty to jesteś naprawdę kretynem – stęknął Kłapouchy chowając twarz w dłoniach.  – Królik, odkręć to do kurwy nędzy! – szepnął do przywódcy brygady.
– Przepraszamy was za ten plugawy wyskok, to się więcej nie powtórzy! – przemówił Królik – My damy spokój wam, wy nam i spędzimy tę podróż w zgodzie!
– Pan nasz dobry jest i miłosierny – odparł starszy pan z różańcem, uśmiechając się szeroko. Kolesie usiedli więc na swoich miejscach i starali się nie psocić.
– Kurwa, co za pojeby… – mruknął tylko pod nosem Tyger.

Więc lecieli w jakiejś tam zgodzie z Katolami. Po czterech godzinkach lotu wylądowali w Watykanie. Udali się do Bazyliki Św. Piotra, a stamtąd ukradkiem, korzystając z zamieszania stworzonego przez gęstniejący tłum, przedostali się na klatkę schodową wiodącą na dach. Gdy już się na nim znaleźli, rozeszli się, ustawiając pięciokąt foremny – czterech z nich ukryło się za czterema największymi statuami odpowiadającymi każdemu filarowi kolistego budynku otaczającego plac, a piąty będący Prosiaczkiem, za centralną statuą na dachu Bazyliki Św. Piotra. Błogosławiąc katolicką głupotę i ślepotę, wielce uradowani, że nikt ich nie zauważył, poprzebierali się w czarne, snajperskie stroje z napisem GROM – uzyskane po zneutralizowaniu kilku wysłanych za nimi w pościg po zrównaniu z ziemią Radia Maryja komandosów. Stroje udało się uzyskać w nienaruszonym stanie, chłopaki mogli więc po wszystkim rżnąć głupa i  wmieszać się w oddziały przysłane na odsiecz.
– Królik do Kłapka… jesteś pedałem, odbiór!
– Spierdalaj, bo cię rozpierdolę, bez odbioru!
– Hahaha obaj jesteście penisami!
– A ty się Puchatek zamknij, bo masz małego chuja, hyahyahyayha!
– Wszystko działa, panowie – zakończył Prosiaczek – jeszcze chwila i rozpocznie się audiencja, plac szybko się wypełnia…
Plan Królika oprócz kolosalnej rzezi przewidywał jeszcze oczernienie całego pojęcia religii, więc Kłapek wziął ze sobą w torbiecoś w stylu  składanego, zdalnie sterowanego latającego spodka zabawki (zamówionego za półdarmo od Ormian, którzy z kolei ukradli go z czarnego rynku w Chinach) i zaczął składać. Zabawka miała osiągać sporą średnicę 1,20m.
– No nie! Oni aż tak są zaabsorbowani tym jebanym białym geriatrą, że nie interesuje ich nadchodząca zagłada! – rzucił królik przez mikroport, co odebrane zostało sprośnym śmiechem wśród reszty drużyny.
Podczas zabawy U.F.O. miał wylecieć nad plac i obalić katolickie poglądy, mówiące o braku kosmitów. Wieść o przybyszach z innej planety rozniosłaby się i Katolicy straciliby wiarę. To był wielki plan, którego drugą częścią miała być krwawa zagłada i terror.
– Kurwa mać, zawsze męczyło mnie pytanie, dlaczego oni go tak kochają, skoro nawet go nie znają, tego papieża? – spytał Prosiaczek.
– Bo są popierdoleni! – odpowiedział bez namysłu Królik, po którego tonie poznać się dało, że chciał ich wszystkich zajebać i to jak najszybciej.

Więc zgromadzonko nadeszło. Z założenia miały to być obchody chyba Bożego Ciała, ale z pomocą naszej brygady, miał to być sądny dzień dla stu tysięcy osób. Gdy JP2 przemówił, chłopaki posłuchali chwilę z jego przemowy, ale nie uznali jej za zbyt zajmującą, więc w końcu nadszedł czas na działanie. Kłapouchy wcisnął guzik na pilocie i niewielki statek kosmiczny napędzany turbiną wietrzną uniósł się w powietrze i wleciał nad plac Św. Piotra, gdy papież odpierdalał modlitwę. Katole się oburzyli i zaczęły krążyć teksty jak np:
– Przecież nasza wiara mówi, że nie ma kosmitów!
– To niebywałe, nie…
– Precież Pan Bóg stworzył tylko człowieka!
Plan Kłapka i reszty zadziałał perfekcyjnie.
– Ej, co on tak ciężko fruwa, ten stateczek? – zdziwił się Kubuś, gdy ujrzał ufo chwiejące się i wolno wznoszące w górę.
– Haha! Trochę podrasowałem sprzęciorzyk, zamocowałem na nim działo BFG10K z amunicją na dwa strzały! To nam pomoże przy rozpierdusze! – Kłapouchy był niezmiernie dumny z siebie.
– STARY! NIE WIEMY JAK CI DZIĘKOWAĆ! – ryknął Królik przez nadajnik, w imieniu całej brygady.
– Wystarczy, jak mi fundniesz kilka flaszek dykty…. – Kłapek uznał, że to nic wielkiego, co zrobił, ale nagroda się kurwa należy.
– Dobra, skoncentrujmy się na robocie! – ponaglił ich Puchatek. – Te miejsca są zajebiste! Wygodnie, wysoko i nikt nas nie zaluka, hihi!
– Zamknij się! Chcę posłuchać ich dialogów. – uspokoił konwersację Królik, choć raczej ciężko usłyszeć jakąś pojedynczą wypowiedź z wysokości 30 metrów w stutysięcznym tłumie.
– Gotowi? ZACZYNAMY ZABAWĘ! – powiedział w końcu przez mikroport Królik. Na dobry i śmieszny początek Prosiak walnął granat z ProxLaunchera pod takim łukiem, że poleciał niezauważony przez Katoli. Gdy wylądował, fartem nie trafił w nikogo (Katole byli gęsto upakowani na placu, więc to nie lada wyczyn) nie wywołując afery. Jak to Prox Gun ma do siebie, wystrzelony zeń granat przylgnął do ziemi, więc dopiero, gdy jakiś chrześcijanin zdecydował przestąpić z nogi na nogę rozległ się wybuch i kilka osób zamieniło się w giby.
– HASTA LA VISTA, BABY! – ryknął Kłapek tonem szaleńca, który to właśnie się w nim obudził. Reszta również wydawała z siebie jakieś euforyczne odgłosy ku uczczeniu rozpoczęcia dzieła zniszczenia. Po chwili jednak, dosyć niespodziewanie, Kubuś przemówił łamiącym się głosem:
– H-hej, możemy nie zabijać tych kolesi?
– No nie! – odezwał się zapowiadająco Królik – masz nawroty klątwy!
– N-nie.. Już dobrze. Ale popatrzmy chwilę na reakcję ludzi po tym granacie! – Kubuś zdecydowanie walczył ze sobą.
– Dobra. Luz. – zgodzili się wszyscy i poczekali chwilę w gwarze. Nie rozczarowali się, kurwa!
– BOSKA KARA! TERRORYŚCI! KONIEC ŚWIATA! WYZNAJMY WINY! – z trudem wychwycili z tłumu taki tekst (nie mówiąc o innych). W końcu Królik stwierdził:
– Że boska kara, to się zgadzam, ale zaraz pokażemy im takie rzeczy, jakich terroryści nie robią! Lekarstwo na nudę – railgun! Proponuję zajebać jednego kolesia z pięciu kul naraz! Zobaczymy, czy się uda! Trzy czte – ry! <<PZIUUU>> – Wszyscy, za wyjątkiem Prosiaczka kupili sobie Railguna 2, żeby łatwiej im się celowało, dlatego też ich czerwone slugi stworzyły efekt „krwawej gwiazdy”, co prawda z jedną gałęzią jako niebieski korkociąg od Raila Prosiaczka.
Kolesia rozpierdoliło pięć pocisków naraz, co z góry patrząc, sprawiło właśnie taki efekt „śnieżnej gwiazdki”. Wszyscy więc wykazali się celnością godną Prosiaczka, najlepiej obytego w tym fachu. Rozpad na krwawe szczątki był wspaniały, a wśród wiernych wybuchła panika.
– BOŻE, NIE KARAJ NAS TAK!! KRWAWE GWIAZDY SPADAJĄ NA NAS! – i.t.p. pierdolili Katole, a papież chyba nic nie dostrzegł i kontynuował prowadzenie mszy. Starość nie radość.
– Hej, a może jakiś piorun na nich spadnie, co? – podniecił się Królik i wyciągnął z torby Lightning Gun. Reszta poszła jego śladem, by po chwili uszłyszeć m. in. „ODPUŚĆ NAM, O NAJWYŻSZY! NIE RAŹ NAS PIORUNEM!” W końcu jednak i sam Królik znudził się robieniem na chrześcijanach elektryzującego wrażenia, więc począł rozkazywać:
– Kurwa, czas na rozjekurwabanie kolesi en masse! Wyciągamy BFG wersja Q3A! – I wyjęli te ulepszone Plasmaguny, by w zawrotnym tempie rozwalać Katoli. Papieża chcieli zostawić na sam koniec. Strzelali na przemian, żeby zmylić tępych z natury świąto(je)bliwych, którzy biegali w te i wewte jak jakieś głupie pajace. Walili, wybijali Katoli co do sztuki. Jak jakiś próbował uciec, to dymili z niego giby Railgunem z precyzją profesjonalnych snajperów, jednak tu było o wiele łatwiej, gdyż Katole byli powolni, tępi i niezdecydowani. Kretyni nie wiedzieli co robić. Myśleli że to koniec świata, i nie wiedzieli, czy gapić się na UFO, czy wiać. Papież cały czas pierdolił smuty, tak jak to orkiestra na Titaniku grała do końca, jak gdyby nigdy nic. Nagle Królik zauważył transparent trzymany przez grupkę Katoli w jednym z bliższych rzędów, a mówił on „Polska Młodzież Kocha Papieża”.
– Kurwa, mamy tutaj tę jebaną katolicką młodzież! Dajmy im coś specjalnego! – szepnął jadowicie do mikroportu.
– No nie wiem, czy mamy coś w swoim arsenale, co byłoby dla nich dość straszne! – stwierdził mściwie Kłapek przerzucając giwery – Wiem, ja wybieram Działo Cząsteczkowe Phalanx!
– Zajebisty gnat! – pochwalił Królik. Po chwili ujrzał dwie akcelerowane kule magnezowe, pędzące na kurs kolizyjny z grupką młodzieży, by zakończyć się dwoma eksplozjami średniej mocy.
– Łał kurwa, przeładowuje się jak shotguna. Super gnat! – Kłapek był pod wrażeniem, zaczął więc napierdalać do przypadkowych celów. Kubuś, jako że uwielbiał karabiny energetyczne, wypróbował Ion Ripper – karabin wystrzeliwujący odbijające się od wszystkich powierzchni pociski energetyczne przypominające ostrza. Jednego chrześcijanina pozbawił głowy, innego znowu przeciął na pół po wspaniałym rykoszecie od brukowanej posadzki. Królik wziął na warsztat Plasma Beam, broń, która działała podobnie do Lightning Guna, jednak nie miała limitu odległości i topiła zamiast razić prądem. Trzy sekundy koncentracji ognia i cały Katol zamieniał się w ser topiony. Następnie Królik wybrał Multi Rocket Launcher, który wystrzeliwał rakiety dzielące się w locie na cztery. Niesamowicie potęgowało to zniszczenia.
– Kurwa, panowie, musicie wypróbować Super Nailgun wyposażony w Lava Nails! Bez kitu, yhya! – Tyger był w swoim żywiole wystrzeliwując baraże rozgrzanych do czerwoności gwoździ w bezbronnych chrześcijan.
– No to spójrzmy na Plasmagun z Dissolution of Eternity, haha! – ryknął szaleńczo Kubuś, po czym samemu zadzierżył w swych łapach ową broń wystrzelił w kierunku skupiska pachołków Kościoła. Broń strzelała pojedynczymi kulami niebieskiej plazmy, które po uderzeniu w beton wyzwalały przypiekające wszystkich dookoła błyskawice. – Łał, kolesie z Rogue naprawdę wiedzieli jak zaprojektować fajnego gnata!
– Ja tam przestaję się bawić i przechodzę do trybu wydajnego! – warknął Kłapek i wyjął własną Multi Rakietnicę – Tego nie wytrzymają sukinsyni!
– Trochę mi ich żal, tacy młodzi są. – Prosiaczek właśnie stopił Plazmowcem z Quake 3 pewną dziewczynę, na oko siedemnaście lat.
– Robimy im przysługę! Nie ma przed nimi żadnej przyszłości. Lepiej dla nich, że umrą, niż będą jak ich rydzykolubni rodzice. Bić, nie oszczędzać! – wyrzekł Królik, święcie przekonany o swej nieomylności.
Gdy w całej okolicy zostało około tysiąca Katoli (tłumy poza okręgiem placu widząc, że tłok się przerzedza, od razu lgnęli bliżej papieża, więc podkładali się pod ogień), Kłapek poprzyciskał coś na pilocie, i ze spodka wystrzeliła kulka BFG.
– BOŻE, NIEEEE! NAJPIERW BYŁA GWIAZDA KRWI, PÓŹNIEJ DIABELSKI KWAS, PIEKIELNE GRANATY, ROZŻARZONE GWOŹDZIE, A TERAZ LECI NA NAS KULA GRZESZNEJ ZIELENI! – ryknął jakiś Katol w panice, doprawdy pełno takich tekstów tam padało.
Po jednej „kuli grzesznej zieleni” padła cała zbieranina, oprócz jednego, widać szczęściarza Katola. Znieruchomiał ze strachu, a prościusieńko na niego UFO wywaliło drugą i ostatnią kulę. Ta spadając na niego odcięła mu głowę odchodzącym od niej promieniem, zanim rozwaliła go na cząsteczki elementarne, gdy się z nim zderzyła. Papieżowi na widok takiej ilości krwi odjęło mowę. Ten moment nasi GROMowcy wykorzystali na zejście z dachu (we wnętrzu Bazyliki darli się hasłami typu „Save the Pope! Save the Pope!)”. Po wybiegnięciu z kościoła, błyskawicznie usunęli obstawiających papieża murem biskupów i kardynałów, po czym samego JP2 pochwycili i zatargali na środek placu. Następnie każdy wyciągnął ze swojej torby coś, co wyglądało jak kloc drewna, a po złożeniu okazało się indiańskim totemem. Przywiązali do niego papieża i zaczęli tańczyć przy nim jak dzikusy odpierdalając „Taniec Rytualny Kumuele” stosowany przez Masajów do oddania szacunku upolowanej ofierze. Na placu zebrało się kilkudziedięciu następnych kolesi, mieszkańców Watykanu, aby obejrzeć spektakl. Myśleli, że to tylko blefowanie, więc, pomimo zdziwienia, nie próbowali powstrzymywać naszej dzielnej brygady – jak bardzo się mylili!
– Wyciągajcie swoje blastery! Poznęcamy się nad staruchem! – rzekł Kłapek.
I wtem ujrzeli nadlatujące helikoptery FBI. Prosiaczek – arcymistrz Railguna – zestrzelił dwa.
Królik używał RocketLaunchera, i skutecznie! Rozwalił dwa coptery jeszcze w powietrzu,  nie mówiąc o tych, które po chwili roztrzaskały się o ziemię. Zasadził też dwie Proximity Mines, o które na swoje nieszczęście potknęło się dwóch nadbiegających funkcjonariuszy SWAT Elite Guard – i to tak niefortunnie, że podstawili nogę kolegom z tyłu, a z tego zamętu zrobił się karambol, którego ofiary zagospodarowały drugą minę. Korzystając z sytuacji nasi ninja rozpieprzali samochody FBI, helikoptery usuwali rakietami,  kolesiom robili ogromne dziury w klatach za pomocą Railgunów. Gdy zostali otoczeni kolejnym dzielnym (albo głupim) oddziałem SWATu, Prosiak wpadł na pewien pomysł.
– Na nic już nam kamuflaż, wiedzą, że nie jesteśmy z GROMu!
– Bystre spostrzeżenie kurwa! – odburknął rozjuszony Kłapek, oceniając liczebność nieprzyjaciela.
– Wyciągaaaajcie kosiary… na mój znak… – zaseplenił Prosiaczek po cichu. – Na trzy. Najpierw skierujmy się w pięć stron! Jesteśmy otoczeni, więc rozbijemy ich atakiem okrężnym! Mamy przewagę uzbrojenia!
– Poddajcie się, a weźmiemy was żywcem! – zagadał dowódca oddziału.
– Raz… – zaczął Prosiaczek.
– Powtarzam… poddajcie się, a dożyjecie jutra!
– Dwa…
– Fajne karabiny, panowie! – rzucił protekcjonalnie Królik.
– TRZY!
Błyskawicznym ruchem chłopaki sięgnęli do toreb i wyciągnęli Chainguny.
– A to nasze karabiny! – zakończył Marheva. – OBRACAĆ SIĘ I… OOOOOGNIA…
<<TRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR>> – Kolesie po prostu obracali się i mielili agentów na miazgę. Padała jedna fala po drugiej, nie byli w stanie przeprowadzić jakiegokolwiek kontrataku. Po chwili cały batalion już nie żył.
– Haha! Padli trupami! Wyciągajcie plasmaguny lub hyperblastery, to dokończymy papieża! – zakomenderował Królik.
– Luz! – odrzekł Tyger. Chłopaki sięgnęli do toreb i umieściwszy w nich nagrzane karabiny łańcuchowe, wyciągnęli te energetyczne.
– OGNIA W ZGREEEEEDA….. – Już mieli naciskać na spusty, kiedy…
– STOP!
– Co? Kto do kurwy jego maci? – spyrał zdezorientowany Króliczek.
– Stać! Tu agent Mulder i agentka Scully! – dwójka agentów pokazała odznaki FBI. Przybiegli właśnie na plac, wysadzeni poza jego terenem, by uniknąć zniszczenia helikoptera.
– Co to ma kurrrwa znaczyć?! – spytał wnerwiony Króliczek – Mulder i Scully? Nie wierzę… Dana Scully!
– Tak, to ja. – odparła sucho Scully – Jesteśmy tu, by…
– Dla mnie jesteś ideałem kobiecości! – przerwał jej gwałtownie Królik, natychmiast podbijając do niej i łapiąc ją za ręce. Reszta brygady zaczęła dusić się ze śmiechu – Umówmy się na drinka! Proszę! Chodźmy razem do kawiarni! Przedstawię ci moje naukowe tezy na temat reakcji na pięć i więcej promili alkoholu we krwi u Rosjan i Polaków… Normalnie moja idolka… Te włosy!
– ZAMKNIJ SIĘ WRESZCIE! Onieśmielasz mnie!… Nie wiem czemu, ale to nam przydzielono misję obronienia papieża przed wami! Wiemy, że współpracujecie z nielegalną w 100%, handuljącą najlepszą bronią na Ziemi za marne grosze korporacją id! – Scully ignorując zaloty Królika, z każdym słowem coraz bardziej skupiała się na swojej kwestii.
– Gówno prawda, że są nielegalni! – bronił swoich dobrodziejów Prosiaczek – Byłem u nich na stronce! Mają na wszystko papiery! A poza tym, ciekawe dla kogo 25000 euro za BFG to grosze?
– Każdy pierwszy lepszy bogacz może sobie na nie pozwolić! A czemu w ich podziemnych magazynach znaleźliśmy matryce do produkcji papierów wartościowych i aktów hipotecznych? – retorycznie spytał Mulder.
– To niemożliwe, nie może być! Stosujecie chwyty psychologiczne, bo id jakby chcieli to by rozpierdolili cały świat, a wy macie defa. HAAAAAA! – rozpracował ich Królik. – A poza tym wiem, czemu was tutaj wysłali! Was wysyłają wszędzie, gdzie dzieje się coś dziwnego, pewnie donieśli wam o naszym spodku zabawce! – wskazał na przetopione szczątki plastikowego UFO.
– Prawda, czy nieprawda, mamy was powstrzymać. – powiedział Mulder, jednak po chwili do niego dotarło – ZA… ZABAWCE? TO UFO TO BYŁA… ZABAWKA?
– No bingo, Sherlocku? Co prawda miała zamocowane BFG, ale zabawka! Zgadza się… – wyjaśnił Kłapek, kierując się w stronę spodka, by odmontować BFG10K. Za drogi i zbyt niebezpieczny sprzęt, żeby ktoś niepowołany położył na nim łapska, pomyślał.
– Chyba złożę rezygnację! To niemożliwe! Ciekawe kto mógł nam sprzedać taki kit! – nie mogła uwierzyć Scully.
– Hahahahahaaa! Wiecie, jacy są niektórzy ortodoksyjni Katole! Logika nie jest ich mocną stroną. Ani wyciąganie wniosków, hehehe – Królik znalazł kolejny powód, aby pośmiać się z Katoli, a cała reszta poszła w jego ślady.
– DOSYĆ GADANIA! RZUCIĆ BROŃ RĘCE NA GŁOWĘ! – ryknął rozgoryczony Mulder.
– Fox… nie chcesz tego. I ja tego nie chcę. – Kłapek spojrzał się na agenta tak wymownie, jak tylko umiał.
– Eee… – Mulder stracił całą parę, jednak Scully wykorzystała sytuację i podbiegła natychmiast do przywiązanego do totemu JP2.
– Jeśli chcecie zabić Jana Pawła II, ja zginę razem z nim!
– O kurwa, to nas jebana suka ma. – zauważył posmutniały Tyger. – Jak ją zabijemy to nie nakręcą więcej „X Files” i nie będzie kurwa co oglądać!
– Dobrze, wygrałaś! – Królik opuścił swój HyperBlaster tak szybko, że aż uderzył się nim w kolano.
– Nie zabijemy wam tego papieża, przynajmniej teraz – rzekł Prosiaczek, która to decyzja nieco uspokoiła jego sumienie. – Ale jak chcecie, żeby przeżył to musicie się pospieszyć. Już krwawi.
– Haha, chłopaki! WYNOSIMY SIĘ STĄD! Our Job Is Done! Żegnaj, Dana! – Królik zrobił maślane oczy spojrzawszy na agentkę Scully. Po chwili jednak spojrzał na jej partnera – A ty skurwielu nie próbuj jej tknąć, bo cię kurwa znajdę!
Mulder przełknął ślinę.
–  Spoko był odcinek 127! – rzekł Prosiaczek, po czym dał reszcie znak do odejścia. Zarzucili torby na ramiona. – Nara!
I kolesie mieli się już się zwijać, ale nagle przyleciało pięć helikopterów, których nasza brygada nie zauważyła, zaabsorbowana przez dwójkę agentów. Do jednego z nich wsiedli agenci, z jednego wysiadł oddział medyczny po Papieża, a z trzech pozostałych wysiedli komandosi. Na pomstę przybył ostatni najbardziej elitarny oddział, którego członkowie w mig rozbroili Proximity Mines, którymi Królik spodziewał się zatrzymać każdego. Po tej czynności, zaczęli mierzyć ze swoich M16 do naszej brygady. Jeden trafił Puchatka w nogę. Pożałował.
– Ale żeś mnie wkurwił, ty pierdolony skurwysynu, ty zruchany impotencie, ty skurwiały zamlasco bez kutasa! – te epitety wykrzykując, Puchatek wyciągnął BFG10K i zajebał oddziałowi „kulę grzesznej zieleni”. Ona załatwiła sprawę.
– AAAAAAAAAAAAAA! – darli się żołnierze w agonii, po to tylko, by po chwili mierzyć 4 cm nad ziemią i przybrać płynny stan skupienia. Medyków nasza drużyna postanowiła oszczędzić, gdyż dali słowo, że oszczędzą papieża, a w tym celu potrzebne były działania lekarzy. Po chwili sanitariusze zabrali JP2 do helikopteru, wszystkie trzy maszyny odleciały i nasza brygada znajdowała się teraz sama na środku Placu Św. Piotra, który w tym momencie był jeziorem krwi i gibów sięgającym do kostek.
– NO I CO, SKURRRRWYSYNU! ZRÓB NAM COŚ, BÓG! JEBNIJ NAS PIORUNEM, KURWO! – bluźnił Królik, który wpadł w coś, co można nazwać połączeniem wielkiego rozczarowania i usilnej chęci pierdolnięcia komuś. Zaczął żałować, że papież uniknął śmierci, w ten sposób odreagowywał więc gniew. Nagle znikąd i nie wiadomo w jaki sposób zaczęło padać i zagrzmiało.
– O jejuuu!!! No to żeś się, brudasie, doprosił…. – cichym głosem rozpaczy zagadał Tygrysek, żałośnie kładąc uszy po sobie.
– O kurwa… to on istnieje… POMOCY… Dlaczego nie chciałem wierzyć.. .on istnieje! To znaczy, że to on stworzył świat i wszystko inne, KURWA! – Prosiaczek nie mogąc się pogodzić z tym zdawałoby się faktem, wpadł w istną panikę, a burza rozszalała się już na dobre.
– Kurwa, chłopaki, nie pękajcie! Dzisiaj w prognozach była burza zapowiedziana! To nie jest sprawka żadnego Boga! – wrzasnął Berzerker Kłapek, jedyny, który nie stracił zimnej krwi w tym momencie. – Schowajmy się gdzieś bo przemokniemy!
– A ja proponuję znaleźć jakieś pięć dość dobrze zachowanych zwłok, póki nie rozpada się na dobre, zaciągnąć je gdzieś i przebrać je w kombinezony GROMu! – zarządził Tyger, wykazując się trzeźwym myśleniem. Mimo, iż przyznali zgodnie, że znaleźć dobrze zachowane zwłoki będzie trudno, wkrótce odnaleźli jakieś prawie kompletne i błyskawicznie. W oddali słychać było łopotanie śmigieł helikopterów, syreny radiowozów, a nawet toczenie się czołgów. Najszybciej jak umieli, zaciągnęli więc ciała między filary i przebrali w uniformy, sami przywdziewając zabrane w drogę płaszcze i kurtki. Napisy GROM dumnie widniały na plecach nieboszczyków, a nasza brygada oddaliła się natychmiast z miejsca zbrodni ku parkowi Viale Centro del Bosco, gdzie po prostu rżnęli głupa udając normalnych turystów. Minutę po zajęciu wygodnych miejsc na ławkach przez Kubusia i resztę, Plac Świętego Piotra zajęło pięćdziesiąt radiowozów, około tuzina czołgów i rozpoczęła się obława.

- Hahaha… byliśmy w kominiarkach! Nikt nas nie pozna! Jestem kurwa genialny. GENIALNY! – Królik powrócił do swojej bezbożnej i aroganckiej euforii -
HAHAHAHAHAAAA!!! BÓG, NIE ZESRAJ SIĘ!!! HAHAHAHA!!! ZASRANIEC!!! – Takie i tym podobne teksty cała piątka wysłuchiwałaby z ust Królika pewnie przez następny kwadrans. gdyby Kłapek nie sprowadził go do pionu mówiąc, że tylko wyda że to oni.
– Posiedzimy jeszcze chwilę i idziemy na lotnisko, co? Nic tu pooo nas… – zaseplenił melancholijnie Prosiak. – A poza tym, Królik, jeśli czegoś nie ma to jest jakiś sens too obrażać? – podsumował z westchnieniem.
– Masz rację! BÓG CHUJ! I basta! – Królik musiał mieć ostatnie słowo, ale przynajmniej wyczerpał swój bluźnierczy ciąg.
– Stary, ale wykumaj! Jak oni teraz oczyszczą ten placyk! Haha! – Kubuś przypomniał sobie widok jeziora krwi i mięcha pokrywającego Plac Świętego Piotra.
– Nie wiem, a może uznają to jako znak od Boga i ta cała krew tu zostanie? Znając Katoli może być i tak, kurwa! – stwierdził Tyger z nieukrywaną ciekawością.
– Ale ci Katole to są ostre chuje, to ja nie mogę! – wrzasnął Królik niecharakterystycznie głośno, waląc się otwartą dłonią po czole. – Żeby myśleć, że nas tak w chuja zrobią! Ale z papieżem to się może pomyliłem! Możliwe, że faktycznie jest to jedyny dobry klecha na tej planecie…
– Nawet jeśli przeżyje – wciął się Kłapouchy – Teraz, gdy w ciężkim stanie walczy o życie, Katole na pewno osłabną w wierze! –  podsumował markotno – Nie mówiąc już, że dziś na placu zginęło lekko licząc sto tysięcy ludu! Gdy mieli się już zbierać, podbiły do nich jakieś dwie włoskojęzyczne zakonnice z zatroskanymi minami. Jedna z nich najwyraźniej uznała Kubusia za jedną z niedoszłych ofiar masakry i wyciągnęła mu na miejscu z nogi kule i zrobiła opatrunek. Odpowiadając cynicznie „Senkju very mać”, Kubuś bezczelnie uwiesił się razem ze swoją torbą na plecach Tygrysowi i nasi dzielni bohaterowie mogli udać się w końcu się na lotnisko i wzięli pierwszy samolot na Okęcie. Ot, i tak właśnie wszczyna się na świecie kryzys wiary!
C.D.N…

Część 3: Spanner’s Fall

Grudzień 23, 2008

Był piękny zajebisty poranek, tydzień po heroicznym powrocie naszych bohaterów z Torunia, furgonetką jakiegoś pijanego rzeźnika (zanim zakopali go żywcem przy drodze, upewnili się, że nie miał rodziny).
Po przeżyciach z Radiem Mamordę przyjaciele mieli cały tydzień świętowania!!
– Wznieśmy toast, hahaha, za szczątki i giby księdza Muchomorka – niech gniją w spokoju! – rzekł Tyger wesołym tonem.
– Haha! Toast! – wszyscy trzasnęli się szklankami.
– Aaaaaalbo…… za mój Railgun – do tej pory ani razu mnie nie zawiódł! – rzekł Prosiaczek
– Albo za id Software – to oni dali nam najlepsze, kurwa wasza mać, uzbrojenie! – rzekł Królik.
– Za przemówienie Prosiaczka o orgazmach – takich w TV i radiu nie dają!!! – rzekł Puchatek i wyciągnął szklankę z winem „Portos” w górę.
Ciągle rzucali tym podobne slogany na poziomie i bawili się w najlepsze.
Na podwórku napierdalali śnieżkami, w domku gapili się na pornole! Po prostu żyć, nie umierać!!
– Hej, dekle, po chuj mamy oglądać jak się tną na ekranie, skoro sami możemy to uczynić?! Może pójdziemy poruchać Kangurzycę? – zasugerował Tygrysek, więc wszyscy oprócz Prosiaczka, który zagłębił się w kontemplację, poszli do domku Kangusi ją przepiłować.
– Kanga! Kangusia! Kangurzynia! – zapukał do drzwi Tyger.
– Tak? Ach, to wy. Wejdźcie! Nie jesteście głodni? – grzecznie przywitała kolesi Kangurzyca.
– Jesteśmy głodni – ciebie, mała. – odparł Królik.
– Nie mogę teraz… mały cały czas się tu kręci, trzeba go spławić!
– Ja z nim pójdę brykać, potem go zgubię w lesie i przyjdę cię pierdolić! – zgłosił się Tygrys, z jakże bohaterską inicjatywą odmówienia sobie dunga-dunga, chociaż na chwilę.
– Ja może jednak zrezygnuję. Idę do Prosiaczka. – Kłapouchy także się rozmyślił i wyszedł. Od początku za bardzo nie miał ochoty, poza tym coś mu moralnie nie tykało z ruchaniem kogo popadnie, zwłaszcza, gdy był zupełnie trzeźwy, jak teraz.
– No to jak to tak to kurwa? Impotencja? – zaskrzeczał rozbawiony Królik – dobra, jebać ich, przerżniemy cię we dwójkę. – zasugerował w końcu. – Ja w pizdę, a Puchat w mordę.
Nasza brygada więc, w uszczuplonym składzie pierdoliła Kangurzycę z całych sił.
– Oh, yeah, oh yeah! That’s right! – angielszczył Puchatek, który miał zaszczytne miejsce przy mordzie Kangurzycy.
– Twoja pizda być zajebista! – Królik sunął sztosy koło dziesięciu razy na sekundę, jak to na królika przystało. Po jakiejś godzinie skończyli, pożegnali się z Kangurzycą i poszli na chaty…

Żyli se tak przez całe dwa tygodnie, aż do lasu nie wiedzieć skąd przybył taki jeden kutas przedstawiający się jako Szpaner Hói… i zaczął go dokumentnie rozpierdalać.
Tygrys z Maleństwem właśnie doskonalili się w sztuce brykania i za wyniesieniem jednej polanki zobaczyli jak Hói rozpierdala las, skurwysyn. Piłą łańcuchową.
– Ej, ty zapiździały berłomlasco!!! Odpierdol się od Dębu, bo jak ci z napleta wyprowadzę, to ci chuj odpadnie!!! – wrzasł obrończo Tygrysek.
– Uważaj, do kogo mówisz, ty gównogębny spermo-kutaso-jebny wypierdku klozetowy!
– JAAAAAK?!?!?!
– Ty gównogębny spermo-kutaso-jebny wypierdku klozetowy, głucha pało. – powtórzył Hói, bardziej zaciągając sylaby.
– No niee! Kurwa, za to cię nie oszczędzę, chuju! – Tygrysek wpadł w zimną furię. Złapał Hói’a za kołnierz i podniósł do góry. – Gadaj, po co rozpierdalasz nasz Stumilowy Las!?
– Muszę mieć drewno na zbudowanie maszyny, która da mi władzę nad światem! – odparł Szpaner chorym tonem pozbawionym strachu.
– Wybij se z głowy, ty wdwójnasób posuwany drewnianym ogórkiem nadgryzionoprąci zakurwieńcze! – zripostował Maleństwo (w jakie to on wpadł towarzystwo…). Szpaner zamilknął na chwilę, złapał się za brodę, po czym rzekł rzeczowym tonem:
– Dobrzy jesteście w te klocki. Mam pomysł. Spotkamy się jutro i urządzimy bitwę słowną. Jak wygracie, nie zbuduję mojej maszyny i wyniosę się stąd! – rzekł zaintrygowanym, acz jadowitym tonem.
– DOBRA! Wchodzimy w to. Jutro na polanie przed norą Królika. A teraz lepiej już wypierdalaj ty niemoto niedojebana! Yhyahyahya! – pożegnał się Tygrysek. Naiwniak.

Na drugi dzień spotkali się tak jak mówili, na polance – para Tygrys i Mały doniosła wszystkim o pojedynku, więc zaczęli ustalać zasady:
– Każdy za wygranie pojedynku dostaje dwa, za remis każdy jeden, a za waszą przegraną JA dostaję dwa punkty. Każdy chętny mierzy się ze mną. Gotowi! START!!!
Zaczęli Szpaner i Kłapouchy (gdy pałał do kogoś nienawiścią, jego umiejętności ulegały znacznej poprawie):
– Ty kabato-lanco-jebny, spermotrysły chujomlasco. – rozpoczął raperskim akcentem Kłapouchy.
– Dobre, ty zjebo-rucha-kurwicielu, mlaszczący napletek koczkodana, dupossący skurwieljebny pawianie.
– A ty jesteś schizowtryskiem i kazirodnym wielbłądojebnym obciążyfredem!
– Ty skurwiały zmesturbowany przez kutasa chędożycielu, pierdolony zapleśniały jogurcie, zlaksiały drobnoustroju, skurwiała surykatko z dupy karibu… – wyliczał bez trudu Hói.
– KURWAAAA, JAK MU ZARA PIERDOLNĘ! – ryknął Kłapouchy, tracąc panowanie, gdyż wiedział, że Hói’a nie przebije.
– Spokojnie Kłapouchy. Oddajmy mu tę rundę. Dwa/zero dla Szpanera – powiedział sędzia Pan Sowa.
Nadszedł czas na gigantyczny pojedynek Szpanera z Królem Bluźnienia w Dobrej Sprawie, którym był Królik.
– Ssij moją dupę, ty zasyfiona lafiryndo jebiąca nosorożce i liżąca odbyt słoniom! – rozpoczął beztrosko Marheva.
– Genialne, ty kurwicielski laksonurku! – odparł Hói, nie pomyślawszy, że owa riposta mogłaby być za krótka, by przebić Królikowy baraż.
– No cóż! Pana Szpanera trochę poniosły emocje! Dwa zero dla naszego Króliczkaaa!!! Jak mogło być inaczej!
– Kurwa!!! Niemożliwe! Zagapiłem się. KURWA! – darł się Szpaner Hói, nie mogąc uwierzyć w swoją głupotę.
Przyszła kolej na Prosiaczka, a wynik był dwa/dwa.
– Nooooo…..!!! ty….kurwo….. -wysapał bardzo niepewnie Prosiaczek. Był spięty i niezbyt pewien siebie.
– Haha! Coś czarno to widzę! – zadrwił Szapner swoim ultramegawkurwiającym głosem pełnym poczucia wyższości. Może ja zacznę! Jesteś GEJEM! – zlekceważył Prosiaczka – nie wiedział jednak o jego wyczynach przed mikrofonem Radia Maryja, więc nie spodziewał się niespodzianki.
– No… przełam się, Stary! Od Ciebie zależy los Lasu, pamiętaj! – podbudowywał go Kubuś.
– Hej, łap! Wypij to! – Tygrysek postanowiwszy przejąć inicjatywę, rzucił Prosiaczkowi nową nalewkę ziołową własnej receptury w prostopadłościennej korkowanej butelce.

- Dzięki! – Prosiaczek wsadził karafkę do ryjka i wychylił całą zawartość jednym haustem. Ryknął tryumfalnie, po czym wyrzucił z siebie nieustępliwy baraż: -Ty kurwopenisopermojeblizojebny, dupossący, chujoblaszczący skurwielokutaruchijebco!!!
– Od razu mówię, że cztery/dwa dla nas! – ucieszył się Sowa, akcentując to wyniosłą miną.
– Nieeeeeeeeee! …możliwe. – nerwy już popuszczały Szpanerowi H. Spod aroganckiej, kurwa,  fasady, wypływać zaczęła przewrażliwiona i krucha, kurwa, psyche.
– Ale jazzzzdaaaa! – warknął na dokładkę Prosiaczek. Wypicie całego litra nalewki nigdy nie było czymś, co się zapomina. A zwłaszcza TEJ nalewki. Nie była to bowiem zwykła nalewka, oj nie…
– Następny kombatant – KUBUUUUŚ! – darł mordę podekscytowany Pan Sowa.
– Ach tak. Więc mam bluźnić do tej nedorobionej, puchatej, sraczkowatej masy? – Szpaner najechał, jednak poczucie pewności siebie było już wyraźnie, kurwa, niższe.

- Coś ty powiedział, ty jebany skurwysyński matkojebny chujowaty szumowiński katolicki kutasie?! – Kubuś preferował słowa pełne.                             – SZEŚĆ/DWA!!! Sensacja!! Wygramy!! – Sowa niemal wychodził z siebie. Szpaner również, ale z powodów przeciwnych.                                                                – Zapraszam Kangurzycę! – Sowa uczynił swą powinność. Kobieta wyszła stawić czoło Hói’owi.
– Ty jebana, torbowata, puszczalska, lafiryndo z niedorobionym dzieckiem, myślisz, że się ciebie boję? – i tutaj Szpaner pojechał lekko, lecz to ze strachu  i rezerwy, których to już zdążył, kurwa, nabrać. Czekało go jednak pozytywne zaskoczenie.
– Ach. Jak możesz ty… ty… gburze! – Kangurzyca była dotknięta.
– Hahahahaha! – zaśmiał się zuchwale Szpaner, zadowolony, że los w końcu zesłał mu choć mały prezent.
– No cóż. niestety jest już tylko sześć/cztery dla nas. – oznajmił Sowa, a po jego czole spłynęła strużka potu.
– Kurwa, co za debil wystawił Kangurzycę? Przecież to samobójstwo! – zirytował się Puchatek, a po chwili zobaczył zaczerwienionego już zupełnie Sowę. Nabrał swoich podejrzeń i słusznych zresztą – faktem było, że zeszłej nocy Kangurzyca ojebała Sowie laskę – Jak przez to przegramy, Sowa, to osobiście osram twój grób. Dam kurwa głowę, że dała ci dupska, a ty nie miałeś jak zapłacić…
Tygrys, nie mogąc ustać bezczynnie jak ten chuj, wziął się za sprawę.
– Jak ci pierdolnę w tego zeschniętego kikuta pod jajami, to piśniesz tym lafiryndzkim głosikiem że cię usłyszą w kambodżańskiej puszczy, ty kutasie nieztrzepany!! – wygarnął.
Co, ty futrzany skurwielojebny kutasowaty ruchający zaspermochujowaty zjebikutaśny chomikojebiący laksopijco!?
– No cóż… minimalnie, ale wygrywa Szpaner. – orzekł niepocieszony Sowa.
– Hej! To jest tkurwa nie fair! Ja mu zaraz kurwa pokażę! – wkurwił się Tygrys, a uśmiech zawsze obecny na jego twarzy zniknął, by ustąpić miejsca groźnej minie.
– Niestety nie można robić drugiego podejścia… – tłumaczył jeszcze bardziej niepocieszony Sowa, czując na swoim karku rozwścieczony wzrok Puchatka – Myślę, że powinniśmy wygrać to FAIR, a nie kanotwać, jak ten kutas…
– Hói. – poprawił go rzeczowo Szpaner.

- PIERDOLIĆ PRZEPISY! – wrzasnął Tygrysek i polazł obrażony w pizdu.
– Dziękuję za nalewkę! – krzyknął za nim Prosiaczek.
– Mam jej jeszcze dużo. Pędzę z polnych ziół. – rzucił na odchodne Tygrysek i polaaaaazł w piczu.
– Więc sześć/sześć. – sprawiedliwie zasądził Pan Sowa.
– Hej! Kogo my możemy jeszcze, kurwa, wystawić?
– Oto jestem, kurwa, JA!. – A to Maleństwo przybrykało spod drzewka.
– TO?!? – drwił se Szpaner, wyraźnie rozbawiony. – To wytarte, małe gówno ma mnie pobić!?
– A żebyś kurwa wiedział, ty zjebany, chujo-bez-wytrysku-jebny zamlaskany we własnym członie, spermosiorbny, wytrzeszczony kabacie! Mój kutas ma więszką głowę, niż twój ojciec – którym zresztą mógłbym być, gdyby nie uprzedził mnie spocony ormiański imigrant bez nogi! Twoja matka jest tak brzydka, że sam nie wiem, ile musiałem wypić, żeby ją wyruchać! Jesteś…
-<<SZPANEROWI SZCZENA OPADA>> DOSYĆ! Przestań już, nawet nie znasz mojej matki… Wygraliście!
– Hahaha!! OSIEM/SZEŚĆ!!!! BRAWO, MAŁY!! – ucieszył się Sowa Wodzirej.
– CHWAŁA MALEŃSTWU!! – wszyscy wrzeszczeil w radości.
– Masz u mnie flaszkę! – Kubuś poklepał kangurka po plecach. Sowie udzielił spojrzenia z rodzaju „ale ci się upiekło, skurwysynu”.
– U mnie masz dwie! Stary, albo nawet trzy! – przebił Królik.
– Dobra, wygraliście… Idę w pizdu… – To powiedziawszy Szpaner polazł chwiejnym krokiem chuj wie gdzie, głowa jego była spuszczona.
– Robimy bibę na cześć Maleństwa!!!! – od razu zaproponował Królik.
– TA JEST, KURWA! – wszyscy jak zwykle odpowiedzieli chórem.
No i bawili się! Biba była, oj była! Browar się lał, pornole się widziało, perwersyjne cuda się odpierdalało! Kurwa! Maleństwo był tak napierdolony, że pomylił własną matkę z Tygryskiem i puszczał takie wiąchy, że Kanga zemdlała z przeciążenia uszu.

***

Nazajutrz, pięknego, słonecznego popołudnia, Prosiak siedział se na necie na stronach id Factories, aby zobaczyć inne uzbrojenie oferowane przez korporację, która tak wielkiej pomocy udzieliła w oczyszczeniu Torunia. Wyhaczył Plasmagun, czyli bardzo szybkie działko plazmowe i drugą wersję BFG10K, broni, której jedno wcielenie już bardzo dobrze poznał. Postanowił zrobić kolegom niespodziankę i zabookował karabiny na wypożyczenie, w ramach programu beta-testingu. Potem przeczytał historię ulubionej broni – Railguna, i odkrył, że jest już Rail Gun: model 2.

Nie był jednak wiele lepszy. Różnił się jedynie kilkoma wizualnymi zmianami i rodzajem wystrzeliwanych pocisków, przez co uznał, że nie weźmie egzemplarza dla siebie. Następnie Prosiak zagrał sobie w Qłejka 3 Arenę i bardzo go wciągnęła ta gra, zauważył u siebie również niezwykły do niej talent. Dzień minął bez większych komplikacji. Już nazajutrz broń była pod jego skrzynką pocztową (cargo było naturalnie zbyt duże, by się w niej zmieścić). Postanowił jednak, że lepiej będzie jeszcze nie pokazywać nowego nabytku reszcie brygady, upakował więc towar u siebie w piwnicy.

Minął tydzień. Maleństwo i Tygrysek właśnie brykali se właśnie przez las i zobaczyli coś, co ich zszokowało. Szpaner Hói w swojej jebanej szopie kurwa, piłował coś piłą, kurwa!
– Ćśśś, mały! Przyglądaj się mu, a ja popierdolę po resztę, i po doping z mojej super Nalewki. – szeptał Tiger. Cichutko i śledź śledzia!
– Tak jest! – odparło Maleństwo.
Tygrys przyprowadził towarzycho w dyżurnym stroju garnka na głowie, uzbrojonych w BFG10K.
– Co jest, KURWA, że musisz nas sprzed telewizora z oglądania pornoli wyciągać??! – prawie wrzasnął Królik, gdy jeszcze byli w drodze.
– ĆŚŚŚŚŚŚ! POJEBIE! BO NAS PRZYSŁUCHA! Póki piłuje nic nie słyszy, ale lepiej siedźmy cicho za Dębem. Maleństwo! Co zauważyłeś?
– Ten jebany – i w tej chwili zaczął szeptać, bo Szpaner skończył piłować – Chuj coś tam się śmiał, coś pierdolił, że jest niepokonany i że zawładnie światem!
I w tej chwili Prosiaczek zauważył, że Hói zbliża się do jego komórki, która stała kilka metrów od Dębu, aczkolwiek ostatnio rzadko do niej zaglądał. Tym niemniej, perspektywa naruszenia własności bardzo go bolała, więc wyskoczył zza Dębu i ryknął ze wszystkich sił:
– SPIERDAAAAALAJ!, ZASRAŃCU…TO MOJA KOMÓRKA, SKURWYSYYNU!!!…..
To był błąd – komórkę by się odbudowało, ale ukrytej pozycji już nie.
– Ach to wy! KURWA, wy! Stęskniłem się za wami, przyjaciele. Hehehehehe! Hehehehehehehe!
– Co ty jebany zdradliwy skurwysyński lapsowaty chuju, sobie wyobrażasz, kurwa! Przecież była umowa!
– Umowa, śmowa… Hói jej nigdy nie dochowa! – pan Szpaner popisał się zdolnościami poetyckimi.
– Kurwa, bo ci pierdolnę, nie ręczę za siebie!!! – wrzasnął Prosiaczek, któremu właśnie uaktywniała się ta jego chrapliwa nuta „vel mafioso” w głosie.
– Ej, weź ty , kurwa, SPIERDALAJ!!! – oburzył się Królik – Najpierw się zakładasz, a teraz KURWA kłamiesz jak, kurwa, chuj!
– Jak chuj? Ja JESTEM Szpaner Hói. No ale koniec gadania. Przygotujcie się na śmierć wskutek stopienia kulką z BFG, albo przejechania na wylot kulą z Railguna, albo w jeszcze innych parę sposobów, Zresztą nieważne. Zaraz się przekonacie. Przedstawiam wam Szpaneronobota!!! – Gdy to powiedział, wskoczył do 15-metrowej puszki z drzewa Stumilowego Lasu i przejął sterowanie tej machiny zagłady.
Kolesie aż westchnęli  z podziwu i jednocześnie strachu, gdy to coś wyłoniło się spośród drzew.
– Kurwa, jaki down! Robota z drewna budować, debil! – Królik widocznie musiał coś powiedzieć, ale nigdy coś, co zdradzi jego strach.
– Ty się lepiej zastanów, skąd on ma id’owskie uzbrojenie! Pewnie kolesie z firmy niezbyt ściśle kontrolują swoich internetowych klientów… – dorzucił swoje Kłapek.
– GIŃCIE W IMIĘ SZPANERA HÓIA! – odezwał się mechanicznym głosem Szpanerobot.
– Mania wielkości, hę… – mruknął nieznacznie Kłapek.                                                   – SŁUCHAJCIE, KRETYNI! – Królik dowódca podniósł głos, gdyż robot strasznie hałasował – NIE MAMY DUŻYCH SZANS! KOLEŚ JEST UZBROJONY PO ZĘBY!! SKĄD MA BROŃ OD id’A TO TYLKO ON WIE! ALE ZABIERZE TĄ WIEDZĘ DO GROBU!! MY MAMY NASZE BFG! KAŻDY JE MA?!
– JAHA!!! – odpowiedzieli ziomale.
– NASZA STRATEGIA: KULKA Z BFG I KRYJEMY SIĘ ZA DRZEWO NA CZAS OSTRZAŁU! POWTARZAĆ DO SKUTKU!
– TAK JEST, PANIE KAPITANIE!! – wszyscy jak zwykle usłuchali Królika, tylko Kłapouchy dodał „kurwa”, po słowie „panie”.
– ZACZEKAJCIE! – wtrącił się Prosiaczek – WYPOŻYCZYŁEM DLA NAS BROŃ OD id’A! MAMY BFG10K2, PLASMAGUNY I RAILE!
– TAAAAA?! KURWA!… KURWA MAĆ URATOWAŁEŚ NAM ŻYCIE, ŚWINIAKU! DZIĘKI CI, KURWA! HAHA! – wyraźnie rozpromienił się Królik – ALE NIE CZAS NA SENTYMENTY! MAMY TERAZ ZADANIE!

- WSZYSTKIE GNATY SĄ U MNIE W KOMÓRCE NA TACZCE! – kontynuował Prosiaczek.

- ZAJEBIŚCIE! PUCHATEK, ZAPIERDALAJ PO UZBROJENIE, NAJMNIEJ SIE NAM PRZYDASZ! – zarządził Królik, po czym z lufy jego BFG wydobyła się wielka kula, a on sam znów schował się za drzewem.

- No kurwa super, jeszcze ci kiedyś pokażę, skurwielu pierdolony… – odparł wnerwiony Kubuś. Czemu ten kutas Królik nigdy go nie doceniał? Zdawał sobie jednak sprawę z powagi swojej misji i już po chwili znalazł się z powrotem na polu bitwy z taczką, na której usypana była góra groźnie wyglądających giwer.

- WOW, ALEZAJEBISTE GNATY! – ryknął Tygrysek.

- CO MÓWIŁEŚ?! – Kłapek niedosłyszał.

- WOW, ALEZAJEBISTE GNATY! – powtórzył radośnie Tyger, po czym sam oddał strzał z BFG.

- ZAMKNĄĆ MORDY I SKUPIĆ SIĘ! – opierdolił ich Królik, z niemałym trudem zdążając ukryć się a coraz bardziej nadżeranym przez pociski Szpanerobota drzewem. Po chwili kucnął i wyjął z plecaka pięć flaszek danej mu na przechowanie Tygrysowej ziołówki. Postanowił, że tego dnia dobrze będzie ją ze sobą mieć i nie przeliczył się. – NO TO KURRRRRWA MAĆ, CHLAĆ ZIOŁÓWKĘ I DO BOJU!!
Każdy opierdolił całą karafkę w swoim tempie, każdy poczuł przypływ wigoru, w końcu wszyscy ryknęli jak jeden mąż: – ZA STUMILOWY LAAAAAAAS! – wrzasnęli wszyscy razem i ruszyli do boju.
Odnalazłszy tę nową siłę, dalej ścierali się ze Szpanerobotem, nacierając cyklami z BFG według instrukcji Królika i dziwili się, dlaczego jest taki wytrzymały. Drewno powinno zostać unicestwione przez potęgę kulek z BFG, przy których, przynajmniej w grach, wszystko wymiękało niemal od razu.  Zmęczeni bohaterowie mieli tylko po sześć strzałów z BFG, a te powoli się kończyły.
– KURDE! Gościu jest tak silny jak Makron z Quake’a 2, a może nawet silniejszy! – zaniepokoił się Kubuś. – No taa… Tamten wymiękał już 24 kulkach…..
– Jeżeli dobrze pamiętam, to 6 kulek na Quad Damage…. – ciągnął tę rozmowę Tygrys.
Czasami krycie się daleko w głebi lasu za drzewami nie pomagało w unikaniu BFG Szpanobota, bo od kulek odchodzą promienie lasera do wszelkich celów organicznych. Królika podparzyło parę razy, ale najbardziej uszkodziło Prosiaczka.
– Ach! Co za robota! – stękał spocony Tygrys oświetlany kulkami BFG.
– Masz rację….. – odparł Prosię w tej samej sytuacji.
– Hej, Prosiaczku! Co ci jest? – zaniepokoił się Tygrysek, widząc filigranową postać Prosiaczka w niezbyt dobrym stanie.
– Kurwa… Chyba zajeeebał mnie… – odparł Prosiak.
– Niemożliwe, Kurwa!! Walcz, pomogę ci!
– Nie dam rady walczyć z nim…
– Nie z nim, idioto! Z ranami! Ze śmiercią, kurwa mać!
– Aha… Daj mi chustkę, będę leżał… – Prosiaczek wskazał na typowo katolicką bandanę, jaką Tygrys miał zawiązaną na głowie. Tyger oczywiście oddał mu ją, po czym ten przycisnął ją sobie do lekko krwawiącego boku. – I daj mi mojego Raila! Po prostu… mi go daj.
– Pamiętaj! NIE PODDAWAJ SIĘ!! Muszę już iść… – dzielny wojownik Tyger, skoro tylko oddał Prosiaczkowi z przechowania jego umiłowaną broń, wrócił w podbrykach na pole bitwy.
Kolesie zmarnowali całą amunicję do BFG, i musieli zmienić taktykę.
– PLASMAGUNY!!! – darł się pan Kapitan i każdy pochwycił  potężne i szybkie plazmowe działko z taczki.
– Walcie w niego!! ZA PROSIACZKAAAAA!!!
I walili i kryli się, walili, kryli się. Szpanobot był zajebiście uzbrojony. Dwa ręczne działka BFG10000, dwa ręczne Plasma Guny, dwie wyrzutnie rakiet, railgun w głowie i maszynówy na łokciach.
Przyszedł czas, gdy plazma się skończyła, robot ledwo dyszał, drzewa, za którymi można się było ukryć kończyły się powoli, a obrońcy mieli już tylko Railguny i drugie odsłony BFG (czyli jakby plasma Gun walący wolniej, ale o wiele potężniej z pocisków radioaktywnej, wybuchowej plazmy). Zaczęli z Railgunami przebijając puszkę setki razy na wylot. I w końcu nadszedł oczekiwany moment! Supersilny wytwór chorego umysłu Hói’a zaczął chwiać się na nogach, po czym potknął się o własne nogi i padł. Został unieszkodliwiony. Kule w Railgunach skończyły się, ale mściciele chcieli ujrzeć rozczłonkowane zwłoki Szpanera, uwięzionego w drewnianym ciele robota.
– No to jak? – spytał Dowódca – Przetestujemy prezent od id software – BFG10k, wersja Q3A?
– Jacha, kurwa, jacha!- odparło towarzycho.
Sypali więc kurwa, z futurystycznych dział śmierci wybuchową materię z prędkością 4 strzałów na sekundę, iiiiiii… w końcu osiągnęli spektakularny sukces!!! Pociski przeżerały się przez drewno z ogromną łatwością. W końcu odsłonięty został rezydujący w samym środku robota Szpaner, kutas jeszcze żył.
– No i co, Hói’u? – podszedł do niego Kłapek, oczy nabiegły mu krwią. – Już nie taki kozak, co?

- Jejku, zawsze zaczynam bać się Kłapka, gdy robi te oczy… – powiedział Puchatek, przypatrując się spektaklowi.

- Mmmmm!!! – jęczała ofiara, gdy osioł wciskał mu karabin BFG w usta. Po chwili człowiek imieniem Szpaner Hói był już tylko chmurą czerwonej materii organicznej, a Kłapek odleciał na kilka metrów, odrzucony siłą wystrzału i eksplozji.

- TAAAK!!! – rozległ się ogólny okrzyk triumfu, jeden nawet drugiego objął.
– Robimy porno-bibę na cześć id Software!! Taką broń nam dali, że to w ogóle się nie mieeeeeści….. w pale… – wesoło zaseplenił Prosiaczek.
– PROSIACZEK!! – przypomnieli sobie przyjaciele, podchodząc do leżącego – Żyjesz? – od razu spytał zatroskany Puchat.
– Tak. Zabierzcie mnie do domku. Chcę przyjąć sakrament Namaszczania Chorych!
– Co ty znów pierdolisz? -burknął z wkurwieniem w głosie Królik.
– No co ty? Nie znasz się na żartach? – Prosiak pokazał mu język – Wszystko będzie ze mną dobrze!
– Całe kurwa szczęście, ty mały, jebany wieprzu! – wypalił wzruszony Tygrysek.
– Hej, tak się zastanawiam, kiedy w końcu będę będę mógł się porządnie ZMESTURBOWAĆ? – przerwał im Kubuś, co było powtórką z poprzedniego razu, Radia Maryja.
– Stary, twoja głupota oraz zupełny brak taktu naprawdę nie są zabawne… – odrzekł mu srogo i ponuro zarazem Królik. – Panowie, wracamy do domu. Jest impreza do zrobienia!
C.D.N…

Kolejnego jesiennego dzionka Krzyś poszedł do szkoły (to będzie, kurwa, długa historia), a razem z nim Przyjaciele. Kłapouchy jednak został w domku, ponieważ złapała go cholerna grypa, a co za tym idzie Królik został się nim opiekować. Tygrys jeszcze rano brykał w lesie, bojąc się gniewu swoich kumpli, ale jednak poszedł rano do szkoły z Prosiakiem, Krzysiem i Kubusiem, nie zważając na ich reakcję. „Jak wszyscy to wszyscy” – pomyślał, gdyż chwilowo odcięty od społeczności leśnej nie mógł wiedzieć, że Kłapek i Królik zostają. W szkole pierwsza była religia.
Krzysio i Kubuś uważali jak, kurwa, nie wiem jacy księża!! „Pan Bóg jest wielki, Pan Bóg jest dobry i miłosierny” i tym podobne prawdy utkwiły im w pamięci, pomimo uszczypliwych uwag Prosiaczka i Tygryska. Póżniej nauki przyrodnicze. E = mc2, 4/4 = 1. Polak. Kościuszko był astronomem, a Kopernik wyzwoleniowcem, czyli jednym słowem mówiąc – chłopcy byli pojebani z literatury i historii.
Na wuefie nauczyli się robić pompki (Krzyś wysiadł po jednej, popłakał się i Pan Trener uznał go za niezdolnego do dalszych ćwiczeń). Kubuś zrobił trzy, a Tygrysek robił pompki bez użycia rąk – ot tak, na chuju! Ha haaa! Przy przysiadach zaś, pomagał sobie ogonem. Gdy wrócili ze szkoły… Haaahaaa! Słuchajta!
– Masz Kłapek, to cię rozgrzeje….. – Królik podawał właśnie Kłapkowi łyżkę gotowanego spirytu, kiedy do domu osła wparowali z uśmiechami na twarzach Kubuś i Krzyś. Za nimi weszli Tygrysek(!) z Prosiaczkiem.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! – przywitali się Kubuś i Krzyś.
– Na wieki wieków A.. C-co?! Co się tu, kurwa dzieje? – spytał słynący ze swych antyklerykalnych poglądów Królik.
– Nie denerwuj się! To grzech przeciwko Panu! – Krzyś atakował co intensywniejszymi katolickimi tekstami.
– ….. <<Szczena opadła Królikowi>>
– Pokój Tobie, mój bliźni! – Nie popuszczał i Kubuś.
– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Spierdalaj, kurwaa! – Królik patrzył na obu jak na takich, co by go mieli za chwilę zatłuc.
– Co sie dzieje, kabaty..? – wtrącił Kłapouchy.
– Nie słyszysz, kurwa? Ten koleś, ta pizda jebana – odpowiedział Królik – jest zdemoralizowany i nawiedzony jakiś!!
– Ach! EKHU EKHU, Pojebany innymi słowy. – skwitował leżący w łóżku osioł. – A na dodatek zaraził nam i Puchatka, skurwiel!
– No. – odparł Tygrysek – Ja i Prosiaczek użeramy się z nimi już 4 godziny, od kiedy była religia…
– TYGRYS! Kurwa, nawet nie zdążyłem ci pierdolnąć! – ucieszył się Królik, nie zauważając licznych potłuczeń pod jego sierścią. – Kurwa, Prosiak! Mówiłeś, że go wykastrujesz, tak, że nie będzie chodził!
– Ale ja mu zrobiłem guza…Nawet kilka…Jak tylko go zobaczyłem! – Prosiaczek niemal niezrozumiale z pośpiechu uświadomił to Królikowi.
– No i kurwa dobrze! Ha! Miało być do rowu, ale ja tam pamiętliwy nie jestem….
– Zamnij ryj i patrz co koleś wygaduje! – Tyger odciągnął od siebie uwagę Królika i rozmasowywał guza na czole. – Nie ma czasu na kłótnie, gdy nam misia pojebało! Yhyahyahya!
– Szatanie! Opuść Króliczka! – Krzyś wziął krzyż i wodę święconą.
– Co ten debil znowu odpierdala?! – zdziwił się Królik, gdy Krzyś dotykał go krzyżem i modlił się do Boga. Królik jednak nie dawał przy tym pożądanej przez Krzysia reakcji. – Spierdalaj z tym, bak ci pierdolnę ty wyrzutku w mordę pierdolony!
– Królik! Czemu się nie palisz, albo coś takiego… – zdziwił się Krzyś.
– Bo… kurwa jego jebana mać! Na chuj mi tu egzorcyzmy odpierdalasz, frajerze? Jaki, kurwa, Szatan, fajfusie? Ha! Co ty, debilu, pierdolisz? Ha! Wracaj na chatę pierdolić starą! To Bóg, a nie Szatan sprawił, że cię pojebało! Ano n-niee! Ale ze mnie łom. TO KATOLE SPRAWILI!!!! – Podsumowując tym stwierdzeniem, Królik wbił w ścianę nóż, który trzymał, (w głębi serca chcąc jednak przebić nim tchawicę Krzysiowi na wylot), a po tym wyszedł z domu Kłapouchego kupić coś mocnego dla całej brygady, a na odchodne tak zajebał Puchatkowi, że ten stracił na jakiś czas kontakt zmysłowy. Krzysio jednak, fajfus, jedynie lekko niesmacząc się entuzjazmem Królika, teraz wziął się za święcenie całego domu Kłapouchego.
– Spierdalaj mi z tym! Wcale tego nie chcę! – Kłapouchy nie krył irytacji postępowaniem Krzysia.
– Nie marudź, mój mały Kłapouszku, tylko przyjmij łaskę Pana! Przyjmij, bo muszę Misia ocucić!
– Kurwa! Jakbym nie miał tej w mordę pierdolonej grypy, to tak bym ci najebał do dupy, że srałbyś mordą, boby ci odbyt do ryja podskoczył, pierdolona suko! – cedził przez zęby rozjuszony osioł.
– Kłapouchuńciu! Dlaczego tutaj tak brzydko pachnie papierosami? A tobie tak brzydko pachnie z buzi alkoholem! I co to za pisma leżą pod twoim łóżkiem! Oj, nieładnie! Oddajesz swoje życie Szatanowi!
-…………. – Kłapouchy pękał w szwach.
– Nie denerwuj się Kłapek. Łyknij sobie! – Tygrysek podał Kłapouchemu pewien specyfik. Jakby go opisać… „Zieleń jej jadowita przez kryształ karafki błyszczała, mięty i mniszka woń ożywczą dokoła roztaczała”.
– Hmm. Stary! To mi wygląda na alkoholową nalewkę! Z ziółek! – Po kótkim namyśle Kłapouchy wydoił całą flaszkę, następnie odkaszlnął ostatni raz i w porywie szlachetności rzucił się na Krzysia, a za nim Tyger i Prosiak. Skoncentrowany osioł pilnował, aby Krzyś się nie wymknął krzyżując jego ręce na plecach, Tygrysek po nim skakał, a Prosiaczek pobiegł do swojego domu po linę, aby razem skrępować dwie zakatolizowane pały. Na szczęście, wrócił właśnie kontrolujący siatkę z 20 puszkami Żywca Królik. Minę miał niewesołą, nie dziwić się mu, był wyczulony na obecność chrześcijaństwa w jego najbliższym otoczeniu. Bez słowa usiadł na krześle i zaczął rozgryzać pierwszą puszkę.
– Hej, Królik, możemy? – spytał Kłapek.
– Jasne, bierzcie. Jak się prezentuje sytuacja?
– Prosiaczek pobiegł po linę, żeby związać Kubusia i Krzysia, ja pilnuję tego drugiego chuja, a Tygrys umila mu czas oczekiwania. – zdał relację Kłapek. – A Puchatek jeszcze się nie ocknął, po tym jak mu przyjebałeś. Gołą pięścią! Respect!
– Dzięki! Teraz być może będzie uważał co mówi. – Królik był dziwnie liryczny.
– Ej, Królik, coś ty taki skuty? – Tygrysek kopnął Krzysia w łeb, a potem wskoczył na Królika, aby go rozweselić.
– Żal mi Kubusia. Padł ofiarą tej pierdolonej plagi. Nie wiem, czy uda nam się to z niego wyplenić. – czarne myśli wypełniały jaźń Królika – A tak, w ogóle, Tygrysku, to jeżeli byś mógł… – Królik chciał dać Tygrysowi do zrozumienia to, żeby z niego zszedł samym spojrzeniem, ale mu się to nie udało. – ZŁAŹ ZE MNIE, TY FRĘDZLU, BO NIE MOGĘ ZŁAPAĆ TCHU!
– Och. Przepraszam. Yhya! – Tyger opuścił Królika i wrócił na Krzysia. – Nie peniaj, na pewno znajdzie się JAKIŚ! SPOSÓB! – Ostatnie dwa słowa były szczególnie zaakcentowane, ze względu na to, że Tygrys zaczął kopać leżącego Krzysia.
– Barany….. – To Prosiaczek stanął w drzwiach z chytrym uśmieszkiem wymachując liną, której przyniósł z pięć metrów.
– Dobra robota, Prosiak! Masz, jebnij sobie puszencję, zasłużyłeś! A my zwiążemy katoliksów na baleron! – powiedział Tygrysek, a Prosiaczek rzucił się na piwo. Po pięciu minutach Krzysio leżał już nieprzytomnie w tym samym kącie, w którym upadł Kubuś, obaj byli związani tak, że Tom Cruise z Mission Impossible by się zesrał, nie wyplątał.
– No to obrady czas zacząć! – Królik nieco się już rozluźnił (Co jak co, ale każdy chyba by się rozluźnił po 3 puszkach pilznera).
– Kurwa, ja jestem zdrowy! Już nie kaszlę! – Kłapouchy zauważył u siebie pewną zmianę. – Hej Tygrys! To po tej twojej nalewce! Skąd żeś ją miał!?
– Yhyahyahyahya! Sekrety to władza, Kłapku! I ain’t tellin’ you nothin’!
– A chuj się bede upierał? Ważne, żeś mnie wyleczył! Dobra, to rozpoczynajmy obrady! – Kłapek dziwnie rześki zatwierdził początek narady na temat Krzysia i Kubusia.
– Dobra. Więc ja, kurwa sądzę, że się nie ma czym, kurwa mać przejmować, tylko się wypierdoli Krzysia na dwór, na tej piździe nam wcale nie zależy, jak się obudzi to wróci do starej, a Kubusia też teraz położymy spać, ale bedziemy go pilnować kurwa! – Alkohol trochę zaburzył zdolność mówienia Królika, ale jakże rozwinął jego kreatywność!
– Taa! Dobrze gadasz…. – zgodził się Prosiaczek.
– Dobra, to obrady, chyba kurwa… zakuńczone, no nie? – zasugerował Kłapek, który też już zdążył się nagrzać.
– No, żebyś kurwa wiedział. Aaa….haaach! – Królik nie wytrzymał i zasnął na stole, a za nim uczynił tak i Prosiaczek. Kłapouchy o własnych siłach dowlókł się do łóżka, pierdolnął się na nim i również zasnął.

***

I tak se kurwa, żyli po katolicku zresztą, aż do zimy. Kurwa nadeszła,
więc było dużo zabawy. Zjebane sanki, popierdolone narty i bobsleje, kurwa (Nie myślcie, że bobsleje to bulszit, mają w Lesie pełno wydrążonych pni).
Królik i ekipa byli czujni na Kubusia i lali po łbie jak odezwał się o religii.
Maleństwu się nudziło, i ono z braku laku poszło do Tygryska, który polazł brykać daleko w Lesie.
– Yhyhyhyhyhy! Cześć, mały, kurwa, jak tam? Chcesz się nauczyć brykać?
– Taa! Kurwa, dawaj po browcu na rozgrzewkę! Mamuśka ma w barku, zara jej podpierdolę! – Maleństwo miał głos podobny do Prosiaczka, ale jak na jego wiek to chyba naturalne zjawisko.
I tak dwójka zaszła do chatki, kurwa pod drzewkiem.
– Cześć, Mamuśka! Dawaj mi tu suko zajebana browar, bo ci pierdolnę!
– Już, dziecko! Kurwa, masz jescze szaliczek.
– Spierdalaj, Mamusiu, Spierdaaalaj! <<JEB>> Mówiłem, kurwa, spierdalaj! Mówiłem, kurwa!!!
I w ten kształcący sposób, jak Maleństwo zajebało własnej matce wystrzelone z napiętego szalika, wyszli na polankę pod drzewko, a tymczasem w domku…

- Hej, Prosiak, ale zajebista akcyja! Aaaaleee! Ostro mu cieknie! – podniecał się Królik, gdy oglądali se w gromadce pornole, lecz Kubuś zaprotestował po minucie:
– Nie wiecie, jak grzeszycie, przyjaciele! Nie dopuszczę, byście poszli do piekła! To, że Krzyś jest w szkole, nie znaczy, że możecie oglądać te filmy kiedy nie widzi!
– Uffff. Już myślałem, że jest złe SAMO TO, że oglądamy pornole!!
– Oooooch! Przecież o tym mówię, Króliku!
– Nieee, nieee! Tak być, kurrrrwa nie może. Nie idziesz jutro na religię, pało, jak Boga nie kocham! – Królik był bliski paranoi.
– Nie grzesz… Błagam cię.. Oooch, radio Maryja! Zapomniałem! Program zaczął się dwie minuty temu!!!
– No to musimy, KURWAAAA!, działać. – kontynuował myśl Króliczek.
– Eeeeheeee! – zgodnie zawtórowali wszyscy monotonnym pomrukiem, gdyż byli zajęci swoimi sprawami (Jakimi, to nie trzeba być Einsteinem, żeby się domyśleć).
– Wiem! – Powiedział Prosiaczek!
– Co? – wszyscy zapytali?
– Trzeba wziąć granaty i zajebać tych skurwieli z radia Mamordę, czy jakmutam… Trzeba najpierw zajebać tego dyrka, Muchomorka czy jak on tam miał…. No nieważne, ale jak zajebiemy chuja przywódcę, wszyscy wymiękną.
– Eeeeheeee! – zgodnie zatwu..wtó…(no nieważne) wszyscy z tą samą obojętnością.

***

Gdy przyjaciele se rozmawiali, Tygrysek i Maleństwo jebnię… to znaczy ukochane se brykaliii! Aż rozjebało kilkanaście metrów tuneli Kreta. Brykali i brykali i brykali. A jak się nabrykali, to Tygrys powiedział:
– Chodź jeszcze pobrykać!!
– Spier – hyhyhyhyhy – da – hyhyhyhy – laj! Tak się s – tyhyhyhy – rałem, że nie dam rady – hyhyhy! – sapał kangurek.
– Eeeej! Lookaj na ulicę! To chyba van Radia Mamordę! Ożeż w ryj! KUBUŚ!!
– Cześć! Nie spóźniłem się chyba, bo idę spotkać się z panem Rydzykiem! – rzekł wesoły Kubuś.
– A ten Muchomorek, to kto? – spytał Tygrys.
– Ojciec Tedeusz Rydzyk to prezes Radia Maryja.
– KUUURWAAA! ZDĄŻYŁEM!! Ehehehehehe… – Królik przybiegł natychmiast, a za nim reszta towarzycha – Tam jest Prawdziwek! Zajebać i łeb odjebać!
– ROZKAZ! – krzyknęli poubierani w garnki na pałach przyjaciele.
– ZARAZ, zaraz! – wrzasnął Puchatek! Co chcecie zrobić?
– Jak to, kurwa, co? Zajebać skurwielsyna na śmierć!

- Nieeee!!! – wrzasnął wtórnie Kubunio. – Nie powiem wam, że Ojciec Dyrektor przyjeżdża do Wrocławia za dwa dni na pielgrzymkę, i będzie przejazdem w lesie! Nigdy wam tego nie powiem!

Na pyszczku Królika rozgościł się pełen satysfakcji uśmiech.

***

- WITAM, DZIECI!!!! BÓG Z WAMI!!! – To Rydzyk darł się przez tubę, dwa dni później. Przejeżdżał on w vanie nieco przypominającego papamobile (ale bez całej ochrony) przez szosę wiodącą do Stolicy Śląska.
– I z duchem Twoim – odparli grzecznie kolesie udając dobre intencje. Kłapek nagle szepnął:
-Tobie miała przypaść snajperka, o ile pamiętam, prawda Prosiak?
– Kurwa, Kłapek! Od lat nie musieliśmy inwestować w militaria, więc żaden karabin snajperski nie przybył kurwa sam z siebie! – od razu skomentował Królik.
– Ale nieprawda!…….. No, kurwa tutaj…. Tylko nie wiem skąd się wziął! No bo kto by zostawił takie cacko z lufą o grubości nogi Puchatka, żeby leżało pod Dębem.. To jakiś nowy suuper snajperec! Tu pisze „Rail Gun model:1″ Ciekaaawe czym strzela….
– DAWAJ!!! – prawie wrzasnął Królik z uciechy – Możemy zrobić bezpieczny zamach z odległości, i przy okazji zobaczyć co robi to cacuszko, bo wygląda za-je-biście! HAHAHAHAAAA!!! Tylko masz kurwaja rację, no bo nie wierzę, że tak po prostu leżał. Leżał?
– No kurwa leżał! Jak nie leżał jak leżał? Sam widziałem, jak go stamtąd Prosiaczek brał! – zaręczył Tiger.
– Dobra, chuj to tam brał, teraz musimy się zająć księżulkiem! – zarządził Kłapek zniecierpliwiony.
– No… ale trzeba Puchaaaatka zabrać……..stamtąd – zaseplenił Wieprzowina, wskazując na van Radia.
Kubuś robił wywiad i gadał z Rydzykiem:
– A jak Ojciec bleblebleble? A co Ojciec bleblebleble? Uwielbiam Ojca i jego Radio!!
W taki i podobny sposób podlizywał się i pytał Rydzyka. W tej samej chwili wtargnął Królik wypierdoliwszy Kubusia i kazawszy mu iść do kolesi(po cichu), zaczął sam się podlizywać klesze. Po chwili odlazł, dając znak Prosięciu, aby jebło kulę w pałę księdza i odchodząc rzucił za siebie po cichu granat. Lecz, gdy już polazł w ukrycie do kumpli i zobaczył TYGRYSKA
i MAŁEGO przebrykiwującuch koło vana wrzasnął z całych sił:
– W NOOOOGI, DEBILEEEE! TAM JEST GRANAT!!
Spierdolili, ale zdążyło ich jeszcze odjebać na dwa metry.
– KURWA!! RYDZYK ZWIAŁ!!! – krzykł Królik – Prosię! Kulka w łeb z Raila!!
– Taaaak…jest.. <<PCIUU>> AAAALE ZAJEBISTY! KOCHAM GO!
Prosiaczek pokochał swój Railgun od chwili oddania pierwszego strzału, który pozostawił za sobą piękną gazową smugę w kształcie korkociągu. Od tej chwili nie rozstawał się z nim już nigdy, a był tak celny, że to pała wysiada!
– NIEEEEE! – ryknął Kubuś, gdy zobaczył, jak łeb Rydzyka zmienia się w czerwoną maź.
– Hihihihihi!! Hahaha! Hahaha! – śmiała się choro cała kompania. Ale gdy podchodzili bliżej Vana, coś przykuło ich uwagę. Podeszli bliżej i znaleźli grudę ziemi. Gdy ją odsypali, znaleźli skrzynię z karteczką: „PREZENT OD id SOFTWARE – NAJSILNIEJSZA BROŃ ŚWIATA. W RAMACH EKSPERYMENTU JEDNA SKRZYNIA ZRZUCONA Z SAMOLOTU. WŁAŚCICIEL MOŻE SIĘ UWAŻAĆ ZA WIELKIEGO SZCZĘŚCIARZA”
– ŁAAAAŁ! Co to może być? – pytał Kubuś.
– Zobaczmy! – odpowiedział Królik.
– OOOOOOOCH!!! – nasi bohaterowie wydali z siebie westchnienie podziwu.
W skrzyni były wielkie i spasłe guny, które połyskowały niebieską, radioaktywną aurą. Królik przeczytał napisy seryjne: „Producent: id Factories. BFG10K. Naboje – celki. Postanowili wypróbować ten wynalazek. Królik strzelił. Broń żygnęła zieloną kulą o wielkości 11-letniego dziecka, a 50 celek energetycznych ubyło z elektronicznego ekraniku amunicji. Od kulki odchodziły laserowe promienie do wszystkich żywych istot w promieniu dwudziestu metrów (kilka wiewiórek pożegnało się z żywotem), a gdy się roztrzaskała o beton najbliższego budynku, wyglądało to jak jakieś gwiezdne wrota. Teraz katole mogli im naskoczyć!

***

- SZARŻA NA BUDYNEK!!! – ryknął Królik pięć godzin później, gdy po wzięciu pierwszego autokaru z Wrocławia, nasza brygada znalazła się w Toruniu – samym sercu Radia Maryja.
– Tylko nie to… ooooeyyj! Kurwa! Idę z wami, chuje zajebane w dupę! – rzekł Kubuś tonem dziwnie pozbawionym przekonania, jakby sam ze sobą walczył.
– Hę? Nie pierdoli o Bogu i o tekstach Faceta Z Brodą! Zabicie tego Zjebanego Muchomorka zdjęło z niego Klątwę Zakatolizowanej Pały!! – ucieszył się Królik – Hej, Kubuś, z kim miałeś religię, co tak potem pierdoliłeś głupie informacje?
– A ja kurwa nie pamiętam, a poza tym ŁEB MNIE JEBIE!! – Kubuś przez całą drogę przeżywał wewnętrzną walkę, a teraz najwyraźniej dobiegła ona końca.
– Nie pierdol mi tu smutów, tylko mów!
– Alfons Mierzwisutek. Pracuje w Radiu Mamordę!
– Trzeba zniszczyć budynek i zajebać ich wszystkich, by do końca zdjąć z Kubusia klątwę! – ryknął Kłapek tonem pełnym żądzy krwi.
– Ale ja nie chcę zapierdalać ludzi bez powodu! Przecież mówię na radio Maryja radio Mamordę, nie wystarczy to wam?! – protestował Miś.
– Nie myli się w nazwie radia i nie chce zabijać – to, kurwa, znaczy, że jeszcze nie jest zdrowy. – stwierdził badawczo Królik. – SZARŻAAA!
– SZARŻAAAA! – zawtórowali wszyscy prócz Kubusia. – Oswobodzimy cię, kurwa, Kubusiu!!
Rozpoczął się więc atak. Nasi przyjaciele walili przez okna kulki z BFG niszcząc wszystkich pracowników Radia Maryja. W końcu Królik się zniecier… no wkurwił w każdym razie, i kazał im walić do końca amunicji, a potem porozmieszczać ładunki wybuchowe na ścianach. Szybciutki i zwinny Prosiaczek wtargnął do wewnątrz i rozwalał dwójki – trójki klech naraz za pomocą super – Railguna, który krzesał krwawe bryłki z ciał księży i sióstr.
Była jedna zajebiście śmieszna sytuacja, kiedy Świnka uzbrojony w Railgun, który potrafił przeniknąć przez setki ciał naraz i mikroport wtargł do pokoju z trwającym nagraniem i patrzcie, co się zdarzyło:
– W imię Ojca i Syna i …………! <<PFLLLCZHH>> – głuchy odgłos rozpadu na giby (mięsne kawałki po zwłokach, terminologia gier FPS) zadominował, a Prosiak powiedział zdmuchując dym z Railguna:
– …i Chuja Śniętego. Chamem.
Usłyszał wiadomość z mikroportu:
– Prosię, możesz wypierdalać – ładunki już rozmieszczone.
– Wolę nie! Zdemoralizuję Katoli!! – i to powiedziawszy zaczął bluzgać w mikrofon.
– Hej, wy zajebo-kurwi-jebcy! Tu wasz, kurwa, DJ Rydzyk, kurwa wasza mać! Opiszę, kurwa wam, pięć moich najlepszych kurwa orgazmów! – nie przytoczę opowieści Prosiaczka ze względu na czytających ten tekst chrześcijan, tudzież ludzi o słabych nerwach – No. Skoro już skończyłem, możemy przyjmować telefony!!
Przyszedł tylko jeden podobno w imieniu wszystkich „Moralnych Chrześcijan”:
– Wasze radio UDERZAJĄCO SIĘ ZMIENIŁO! To oburzające, demoralizujące!! Toż to…
– Słuchaj, pierdolcu! – wtrącił Prosiak – Jak coś nie pasi to se, kurwa, po prostu przełącz na RMF FM, i nie pierdol mi tu smutów, bo mnie głowa napierdala! JASNE?
– Ooohohoho!! Przecież tego nasze dzieci słuchają!!!
– No fakt….. Dzieci!!! Z góry dziękuję za wysłuchanie mojej opowieści, ale żałujcie, bachory, bo rozsadzimy zaraz ten jebany budynek, zabijamy każdego pracownika, który chce się wydostać, choć większość już zajebaliśmy, mnie już też się spieszy……Aha, i jeszcze jedno: JEBAĆ KATOLICKĄ MŁODZIEŻ! Do widzenia. Na zaaaawsze……. – znów się zaczął jąkać i wyszedł, by obejrzeć zrównanie Radia Maryja z ziemią.
– Aleś się pospieszył – burknął Królik – ale i tak zajebisty szoł odwaliłeś! Gratulacje starego zboczeńca Królika! Tak nas podnieciłeś, mały, że mieliśmy fiuty twardsze od stali!!
NOOOOO TOOOOO!!! – wrzasnęli – TRZY!!!, DWAA!!!!, JEEEDEEEEN!!!! <<JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEB>>
– ROZJEBALIŚMY KATOLI!!!! ROZJEBALIŚMY KATOLI!!!! ROZJEBALIŚMY…
– To znn… toznaczy, że jestem wolny? Będę mógł się MESTURBOWAĆ!!! – przerwał Kubuś, ale nikt nie odpowiedział na to kretyńskie i nietrafione pytanie, więc zadał następne: – Ale powiedzcie mi skąd wyjebaliście BFG i Railguna? – Nie było go przy tym, jak znaleźli giwery, więc chciał wiedzieć.
– No wiesz… – Królik uśmiechnął się ironicznie – Ma się znajomości z kolesiami z id software!! – zaakcentował dwa ostatnie słowa, napawając się swoją wyższością nad Kubusiem.
– Szkoda, że nie mieliście plasmaguna! – odparł jednak Miś bez śladu zmieszania – Możnaby nieco stopić! – uśmiał się drwiąco, a jego pięści mimowolnie się zacisnęły.
– A skąd ty kurwa wiesz, że jest coś takiego? – Kłapek obrzucił go podejrzliwym spojrzeniem.
– Eeee…. Chuj cię to obchodzi, ty jebany ośle? – odparł Miś, gdyż nie znał lepszej odpowiedzi.
– Wrócił, kurwa do normy! Wrócił! NAPRAWDĘ!!! – ucieszył się Tyger. – Yhyahyahyahya!!!

C..D.N…

Był piękny, zajebisty sierpniowy poranek w podwrocławskim Stumilowym Lesie, kiedy to kurwa, Kubuś jak co dzień rano siedział se na zielonej trawce i medytował se kurwa, jakby tu zapierdolić Królikowi troche miodku…
– O kurwa! Kiszki mi, kurwa jego mać takego marsza grają, że aż mi chujek stanął, lepiej się zmesturbuję! – wywiódł bystrze, po czym sięgnął do majtek.
– Yhyhyhyhyaaaaa! – dał się znienacka słyszeć głos świra.
– Ej, złaź ze mnie! – wkurwił się Kubuś, gdy Tygrys wtoczył mu się na pusty brzuch wywołując rwący ból. O zniweczeniu onanistycznych aspiracji już nie mówiąc.
– No, to…  znaczy, witam cię tego pięknego dnia! Chciałem ci, kurwa, powiedzieć, że…
– Spierdalaj, bo ja ci coś zaraz powiem, ty fiucie jeden! Ja tu męki Tantala cierpię, w mordę jebane, a ty mnie jeszcze kurwa jego mać, napastujesz? Jesteś chujem, stary!
– Aaaa… a w mordę byś nie chciał, bo wiesz kurwa, ja dziś mam taki dzień, że jak kogoś bryknę to już kurwa… – tłumaczył Tygrysek (Kubuś nie wiedział w ogóle o co się rozchodzi).
– Zamknij ryj i spierdalaj, popierdoleńcu zajebany! Naćpałeś się, czy jak?
– A chuj ci w dupę, jeśli takie buty! Ja tu przybywam z radosną nowiną, kurwa i z dobrego serca chcę powiedzieć jak jedzonko zdobyć, a ty, wyjebany impotencie…
– Że co kurwa? Mówiłeś coś o małym co-nieco? Prowadź, kutasie! – Kubuś zupełnie odmienił swe nastawienie. Żarłok jebany.
– Teraz to spierdalaj. – Tygrysek nie dał sobie w kaszę dmuchać. Jeśli skurwiel miał być miły tylko, jak czegoś chciał, to niech spierdala, o!
– Weź, Tygrysek, nie bądź cham!
– Chuj ci w dupę!
– No weeeeeeeeeeeź! – Kubuś zrobił najbardziej błagalną minę, na jaką pozwalało mu alkoholowe porażenie mięśni twarzy.
– Słowo moje ostatnie, wypierdalaj brzmi! A tu czas ucieka, a tu czasu szkoda! Miło mi bardzo było, że ee… tentego… tak mi się odwdzięczasz za dobre serce, więc eeee..  wypierdalam, na razie! Yhyhyhyhyhyhy! – Tym dzikim śmiechem zakończywszy swój bełkot, Tygrys w podbrykach udał się, kurwa, przed siebie.
– A idź w pizdu, skurwielu! – rzucił Tygryskowi na odchodne rozgoryczony miś.

I tak Kubuś, żarłok zajebany został sam, a Tygrys polazł gdzieś las brykać z Maleństwem. – No i chuj, że jestem sam, tera to się pójdę, kurwa mesturbować z Królikiem. – wywiódł nieco urażony, kurwa, Kubuś, po czym popierdolił w norkę Królika mając oprócz powyższego zamiaru nadzieję odnaleźć, kurwa, nieco miodku.
– Króliczku, króliczku! Gdzie się ukrywasz? Wiem, że tam jesteś! No kurwa co za kutas! Nie dość, że myśli, że się mnie pozbędzie, to jeszcze gra na zwłokę, no! YYYYYCH! AAAAA! Aach! Kurwa, jakoś się wcisnąłem do tej zabitej dechami nory jebanej… Ahaa! Tu jesteś, Królik! Dawaj miód, fiutogryźco!
– Nic nie mam… spierdalaj! I to w tym, kurwa, momencie. –  Królik, niczym rażony gromem wbiegł do izby.
– Króóóliiik! – Kubuś zrobił maślane oczy.
– Dobra… – Króik zdjął z półki pierwszą lepszą baryłkę miodu, ostentacyjnie przechylił i od razu zabrał, gdy jedna jedyna kropla dotknęła talerza. – Więcej nie dostaniesz, kurwa, co się tak gapisz? Sępie jebany?!
– A żeś mi nalał, ty pazero zajebana! – Kubuś spojrzał na Królika jak gdyby ten powybijał mu całą, kurwa, rodzinę. Zanim Królik zdążył zareagować, Kubuś poderwał się, wepchnął go za drzwi sypialni, zastawił je krzesłem i przemówił: – Wiesz, co kurwa? Ty sobie tam kurwa posiedź, a ja się tu, kurwa, najem! Już się nie martw, potem se pójdę w pizdu! Tyle mnie będziesz widział!
I tak, ignorując zupełnie dość dobrze słyszalne złorzeczenia Królika, wpierdalał se Kubuś miodek. Od razu poszły dwa słoiczki miodku, trzy słoiczki miodku, pięć, dziewięć, czternaście… Wszystkie zakamarki Królikowej, kurwa, kuchni zostały doszczętnie, kurwa, ogołocone. Tak się nawpierdalał, świnia jebana, że zobaczycie jakie jaja to będą dopiero teraz!!
– Aaaażem się najadł! No, żeś mi, Królik dopomógł, kutasku poczciwy! – Kubuś uwolnił Królika z sypialni.

- Ty skurwysynu! – rzucił od razu wkurwiony Królik. – Co ty sobie kurwa wyobrażasz, jebańcu? Wypierdalaj stąd, pókim jeszcze świadom swych, kurwa, czynów!

Kubuś zauważył, że jego dobrodziej jest już na skraju, postanowił więc usłuchać go. – To tego, dzięki za wszystko i do zobaczenia! – Kubuś wcisnął się do wejścia frontowego nory – Ej, c-co? MMMMF! Mmmmmf! Ożeż, kurwa jego mać! Tylko mi nie mów… Zaklinowałem się, do kurw…
– CO, KURWA, POWIEDZIAŁEŚ!?! – Królik tylko tyle wyrzekł. Na więcej nie pozwolił mu szok i poczucie beznadziei. Po chwili jednak się przełamał. – No to, kurwa zajebiście! No ja pierdolę… Hmm… Spróbuj się pchać, wiercić albo coś w tym stylu, bo ja tu kurwa nie wyrobię!
– YYYYYYCH! – Kubuś wytężył wszystkie swoje siły, jednak zdało się to na chuj – Nie mogę!! No nie mogę! Pomóż, kabacie!
– Dobra… 3-4-ry! – Gospodarz wziął lekki rozpęd, po czym przyjebał z impetem w Kubusiowy zad – Uuch.
– EEEEJ! Nie ładuj mne od tylca ty pedale jeden! Hehe! Hehehehe! – Kubuś źle zinterpretował zapędy Królika. – Och, kurwa, chyba jednak poczekam se ździebko w tej zabitej dechami…

- Te, kurwa! – wkurwił się Królik. – To ty zabiłeś mi norę dechami, żeby, kurwa, była jasność! – schował twarz w ręce i trochę pomyślał, po czym nieco się rozchmurzył –  Czekaj, czekaj… Być może jestem w stanie znaleźć dobre strony twojego stanu! Mam od Kłapouchego taką zajebistą ramkę na obraz, dostałem na 29 urodziny…
– Taa? a ja kurwa dostałem budzik od Prosiaka na 27, no i co? – Kubuś nie dość, że znów dał po sobie poznać niedobory intelektualne, to w dodatku nie był w nastroju.
– Przekonasz się za chwilę, hehehe… – Królik nie przebierał w słowach. Puchat usłyszał, że gospodarz odchodzi do piwnicy. Po dwóch minutach powrócił i od razu zawiesił na tyłku Kubusia ramkę od obrazu, na nogach położył  półkę, na niej kwiatki i świecznik, a po tym zaczął bazgrać mu, kurwa,  na dupie jakiś ryj.
– Ha! To dobre, hia hia! Kurwa, jestem ten, no… Picasso, albo jakiś inny zjeb! Ehehe! – Królik zachwycał się swoim malarskim zacięciem.
– Hehehehe… Nie łaskocz mnie, kabacie! HAHAHAHAHA! – Podczas tej czynności Kubuś był niestety bezpardonowo łechtany w kanał odbytowy. Nastąpiło rozluźnienie zwieracza, akompaniowane wydobyciem się gazów trawiennych.
– AAAACH! KURWA! ALE CI ZA TO ZAJEBĘ, KURWISZONIE, JUŻ NIE ŻYJESZ! ALE SMRÓD! YYYYYYYYYCH! – dźwięki wydawane przez Króliczka przypominały jęk rzygającego hipopotama.
No i mijały godziny, Kubuś tak samo niestrudzenie jak przed godziną albo dwoma, zasmradzał Królikowi mieszkanie. Czas dłużył się misiowi niemiłosiernie, ale w końcu nudę i monotonię przerwał dziwny odgłos dobiegający spod ziemi. Po chwili tuż przed norą Marhevy wykopał się Pan Kret.
– Heeej! Szkuźfyszyny! – przywitał się po swojemu.
– Co jest, ty mały chuju? Spierdalaj! – odwzajemnił uprzejmość Kubuś.
– Wypieźdalać mi stąd, skuźfyszyny, bo ja pracuję tutaj, kuźfa! Mam liczenczje, żresztą, patrzcie tutaj wiżytówka i żleczenie…
– Elo elo, pięć dwa zero! – przywitał się Kłapouchy, który właśnie zaszedł do nory Królika z kilkoma browcami i pornolem na wideo. – Siemasz Puchat, co tu robisz ty i ten niedojeb?
– Skurwiel to nie wiem, co robi, ale ja się zaklinowałem w chuj – odrzekł bez ogródek Kubuś.

- Ja pierdolę, ty weź mu kurwa, Kret, pomóż! – Kłapek od razu wykazał się inicjatywą, widząc kumpla w takiej opresji.

- Ale czo ja do ciężkiej kuźfy mogę? Mogę spróbować zrobić podkop! – Kret rozpoczął próbę poszerzania wejścia do nory Królika, jednak wszelkie próby spełzały na niczym – Szorki, kuźfa, ale nie da rady. Jeszteś takim opaszłym szkuźfyszynem, że twoje brzucho robi podciśnienie i utwardzia piach, więcz nie mogę kopać!

- Żeś mnie stary pocieszył! SPIERDALAJ MI Z OCZU, NAPLECIE ZMLASKANY! – Kubuś zaczął na oślep zagarniać łapami, mając nadzieję zdzielić Kreta.
– A żebyś kuźfa wiedział, że pójdę! Wkuźfiasz mnie, niewdżęczniku! – Kret zdawał się być dotknięty do cna.
– A idź w pizdu, kutasie! BO JAK NIE TO CIE ROZMAŻĘ PO ŚCIANIE! – Kubuś znów wykonał bezradny, spazmatyczny ruch łapami.
– No i żebyś wiedział! – Kret nie patrząc pod nogi udał się w kierunku przeciwnym do wejścia do nory Królika – Hm! Czo ża kuźfa kutas! Zamiast okazać trochę wdzięczności to jebany CHUUUUUUUUUUU!!! – ostatnie przekleństwo wkrótce utonęło w czeluściach ziemi, gdyż Kret niestety wpadł w inne niedawno wykopane przez siebie ujście tunelu. Głębokie. Chuj.

***

Mijały kolejne godziny, różni śmiałkowie próbowali na różne sposoby wyciągnąć Kubusia z nory, ale jebaniec nie mógł się nawet cofnąć, za głęboko się wcisnął.
– Heeej! Królik, po chuj tak tu stoisz na straży, chociaż daj mi coś do żarcia! – burknął w końcu wygłodzony miś.
– Taaa? Jak się tak nawpierdalasz jak przedtem, to nigdy się stąd nie wygrzebiesz!  – odburknął Królik z wnętrza nory znudzonym tonem, nawet nie patrząc w stronę więźnia (był zajęty czytaniem Mein Kampf).

- Taa? Zdechnę se z głodu to zobaczysz, kurwa! – smęcił rozpaczliwie Puchat – Będziesz mnie, kutasie, miał na sumieniu jeszcze!
– To se kurwa, zdychaj, wytrzeszczu! – Królik był niewzruszony – Choć z drugiej strony może lepiej nie, bo jak ja się, kurwa, zwłok pozbędę? Prędzej się przekręcę od tego jebanego SMRODU!
– A my byliśmy przyjaciółmi! Królik, ty skurrrwysynu! – miś poczuł się naprawdę zdradzony.
– Phi! Bierz mnie kurwa na litość dalej, kutasie. – Królik już nie wytrzymał. Podszedł do Puchatka i zajebał mu trzy kopy w zad. Po tym dodał tonem zakańczającym dyskusję -To ja muszę co kwadrans znosić twoje gazy, jebany kutasie, więc ZAMKNIJ TEN TĘPY RYJ!

- Za jakie grzechy, kurwa, za jakie… – mruknął do siebie zrozpaczony Puchatek, gdy Królik wrócił na swoje krzesło.

***
Nadeszła nocka. Późna nocka. Wszyscy mieszkańcy lasu pogrążeni byli we śnie, tylko Kubuś tkwił ciągle w wejściu do norki, kurwa, Królika. Naturalnie nie mógł zmrużyć oka ze względu na ciągłe bolesne wzdęcia, jednak jego cierpiętniczą nudę przerwało nagłe pojawienie się, kurwa, Kreta.
– Heeej! Szkuźfyszyny! – wydarł się na cały głos z właściwym sobie akcentem.
– MOOORDA DO KURWY NĘDZY! – szepnął Kubuś tak boleśnie, jakby głos Kreta kłuł go w uszy. Może i kłuł, chuj tam to wie.
– Wiesz czo? mam tutaj w tej teczce śniadanie, czy tam kolację. Żjem sze ją. Mam też narzędzia, Żrobię ci operaczję i wyjdziesz sz tej żabitej deszkami nory (jakaś dziwna spójność zdań na temat lokum Królika, nie sądzicie?). <<MNIAM MNIAM>>
– Weź ty spierdalaj stąd. – Kubuś był sceptyczny. – Już ja kurwa, wiem jak ty mi pomożesz. No, chyba że jakimś cudem masz trochę miodu.
– Jak żwykle we mnie wątpisz, jak żwykle, kuźfa wątpisz! A widżisz kuźfa? Mam tu właśnie czałą baryłkę miodu! – odrzekł gorączkowo Kret wygrzebując z walizki baryłkę leżącą dokładnie w ten sam sposób, co Kubuś w wejściu do nory.

Po trzech sekundach niczym oparzony przybiegł Królik.
– NIE DAWAJ MU MIODU! NIE DAWAJ MU, KURRRRRWA, MIODU! NIE DAWAJ MU! Co ty kurwa ochujałeś, pisiorze uruchany? Patrz tu. ZAKAZ KARMIENIA PIERDOLONYCH MISIÓW! ZAKAZ DOKARMIANIA NIEDŹWIEDZI! – Królik wskazał tabliczkę, którą właśnie wbił przed norą.
– Mniam, mniam, no kuźfa, wiesz czo? Ja pieźdolę! – Kret był zdecydowanie niepocieszony – Żnowu mam dobre intenczje i żnowu, kuźfa, nikt nie chcze mojej pomoczy! Obrażiłem szię na cziebie, ty żłamaszie! – tu spojrzał na Królika. Wygroził mu dwa razy pięścią, po czym obrażony odmaszerował w przeciwnym, kurwa, kierunku. – Hm! Żnów to szamo… muszę odejść od niewdżięczników… Szpierdalam sztąd… ŁAAAAAA!!! – niestety ponownie, kurwa, wpierdolił się do nory i spadł długi dystans, i tyle go, kurwa, było widać.

***
Nadszedł poranek, do życia budził się, kurwa, następny zajebisty dzionek w Stumilowym lesie. Nasi przyjaciele wzięli się w garść i poczęli planować jakąś inicjatywę ratunku Puchatka. No więc plan był, kurwa, taki, że mieli go wyciągnąć całym lasem. Cała ekipa już zebrała się pod norką, kurwa, Królika. No i znów pojawił się Pan Kret. Kurwa, że też jemu nie dość…
– Heeej, Szkurwyszyny! Sziema! Ja mam tu narzędzia, żrobię operaczję Puchatkowi i wygrzebie się! ż dziury!
Pierwszy zripostował Pan Sowa.
– Ja tu jestem od myślenia, kumasz, mały? Ja jestem Pan Sowa i wszystko wiem najlepiej. Masz coś przeciwko – dostajesz w mordę!
– Taa? Ty to jesteś kuźfa Pan Pedał, nie Pan Sowa, kuźfa. – odwarknął znerwicowany Kret. Złe traktowanie już dawało mu się nieźle we znaki.
– Ja Pan Pedał? A ty nie umiesz pisać ani czytać i nie masz jajek! – Sowa mimo pogróżek uciekał się jedynie do argumentów słownych.
– A chuj czi w dupę i wam wszysztkim też! Żnów sizę obrażiłem na wasz, idę w piiiiiiiiii!!!!! – nie dokoczył Kret, gdyż wpadł w ujście, kurwa, korytarza – tym razem tego samego, który właśnie wykopał. Zupełnie ignorując ten drobny incydent, nasi przyjaciele przy akompaniamencie bębenka Krzysia, (który rychło w czas zdążył się zjawić wróciwszy ze szkoły) podśpiewywali sobie dziarsko i ciągnęli Puchatka. Ale…

NA CHUJ SIĘ WPIERDALASZ Z TYM W MORDĘ PIERDOLONYM BĘBENKIEM, SKURWYSYNU? – Kłapouchy nie mógł znieść tego lamerstwa i na dzień dobry zapierdolił Krzysiowi znalezionym niedaleko kamieniem po mordzie, a później zaczął po nim skakać, a jego plecak rozerwał na dwie części i wrzucił do potoku płynącego nieopodal.
– Możeta zaczynać, element niepożądany został wyeliminowany… – mruknął ponuro Kłapek. – Niedopierdolony perkusista, kurwa, bękart osrany, mlasca….. – Skoro jednak ta sprawa została, kurwa, załatwiona, nieustępliwy Kłapouchy i reszta zaczęli śpiewać wesoło:

Zaprzemy się dzisiaj,
by wyciągnąć Misia.
Zaprzemy się mocno.
Będziemy go ciągnąć.
Tak się zaprzemy,
Że wyciągniemy!

- YYYYYYCH! Królik, możesz pchać! – dał znak Prosiaczek.
– Dobra, kurwa, nał or newer! – Królik, który pozostał we wnętrzu swojej nory, wziął duży rozpęd, i… – DŻERONIMO KURWAAA! – I kurwa… jak, kurwa, nie jebnęło! Kubuś wystrzelił z nory jak korek z butelki szampana, przewrócił wszystkich, kurwa, na ziemię i wylądował, kurwa w dziupli z miodem jakieś trzydzieści metrów dalej.
– Yyyych, eech – wysapał Królik – No KURWA MAĆ! Co ja mam z tym tłuściochem tooo….
– Heej, Królik, dzięki wielkie! – krzyknął szczęśliwy Puchatek. – Ale tylko, kutafonie, pisiorze jebany mnie spróbujesz stąd wyciągnąć, to zobaczysz, kurwa. Tylko, kurwa, spróbuj!
Wszyscy podsumowali tę doprawdy, kurwa, nieco ironiczną sytuację kwadransem śmiechu, a sam Kubuś jeszcze długi czas obrabiał dziuplę pełną miodu (nikomu zresztą nie chciało się już drugi raz skurwiela wyciągać). Reszta bohaterów, w ramach świętowania powodzenia w swej misji, rozpierdoliła Krzysiowi bębenek i tym jebanym sposobem Kubuś Puchatek wydostał się z zabitej dechami nory biednego Królika.

Przez te długie dwa dni o Tygrysku nie dało się słyszeć ani jebanego słowa, jednak po rozwikłaniu kryzysu Puchatkowej flatulencji w norze Królika, cudownie się odnalazł. Najwyraźniej po obbrykaniu całego Hundred Mile Forest wzdłuż i wszerz, znów zapragnął towarzystwa… pierwszym szczęśliwcem okazał się Prosiaczek.
– Yhyhyhyhyyya! – powitał go wtaczając mu się na brzuch.
– Spierdaalaaaaj!!, zasrańcu… – Prosiaczek odpowiedział nieco niewyraźnie wysokim głosem. Od dziecka seplenił.
– Cześć ty, pierdolniętyyy… yyy… znaczy, Prosiaczku!
– Złaź ze mnie, bo ci pierdoln! – głos Prosiaczka zrobił się teraz niski i ochrypły „vel Mafioso”, było to znakiem, że mały robi się wkurwiony.
– Ooch, kurwa jego mać! Yhyahyahya… ja tylko szukam towarzystwa! – odrzekł Tygrys równie lunatycznym tonem, który nie zdradzał żadnych konkretnych uczuć oprócz chorej euforii.

- Chuj ci w dupę, złamaaasie… – Prosiak znowu zaseplenił, przeciągając po swojemu sylaby – Gdzie żeś, kurwa, był przez te całe dwa dni? Teraz to spierdalaj, nie mam ochoooty! … z tobą gadać kurwa.

- A to chuj ci kurwa w dupę, palancie jebany, yhyahyahya! – Tygrys zszedł z brzucha Prosiaczka, nieco zawiedziony – Jak kurwa nie chcesz ze mną rozmawiać, to ja spierdalam i chuj! Yhyahyahyahyahya!
– A SPIERDAAAALAJ!… Szmato… – Pożegnanie Prosiaczka mówiło samo za siebie, gdy z pogardą i politowaniem odprowadzał brykającego Tygrysa wzrokiem. Skurwysyna dalej zaniosło do Królika. Ledwo się kurwa pozbył jednego nieproszonego gościa, a tu kurwa już od razu…
– Ale mam zajebisty ogródek, wyjebisty! Marchewki jak fiuty nietoperza! – Królik zachwycał się swoimi zbiorami – Ach, kurwa mać chyba zaraz tu będzie Tygrysek, o kurwa, zbliża się, SPIERDAL…! – niestety nie dokończył, gdyż hiperaktywny, kurwa, Tygrys już się na niego wtoczył. A z ogrodu co zostało, tego kurwa mówić nie muszę!
– Yhyhyhyhyaa!
– AAAAAAA!!! Weź kurwa spierdalaj! Nie widzisz, żeś mi rozwalił wszystkie marchewki??! Jeebańcu!
– Yhyhyhyhyhyaahyhyhyaa! – Tygrys wciąż nie mógł się uspokoić, nadal tarzał się, kurwa, w tych marchewkach i innych sałatach, kurwa…
– Uspokój się, kurwa mać, chuju! Narozpierdalałeś mi tu jak w burdelu! – opierdolił go zrozpaczony Królik. – Będziesz to sprzątał, kurwa, przez cały Boży tydzień!
– Ej no, Królik, weź no kurwa nie bądź taki, mam do ciebie ważną spra… – zaczął Tyger, ale nie dokończył.

- Chuj mnie obchodzi twoja sprawa, złamasie jebany, wypierdalaj mi stąd, ino migiem! – ryknął Królik, ciągle lamentując w duszy nad resztkami swojego, kurwa, ogródka. Wypchnął Tygyrsa poza swą posesję, po czym z całej siły zajebał mu kopa w dupę – Już cię kurwa nie widzę, ty jebany psycholu ty!
Tygrysek nie był pocieszony. Odburknął coś smutno pod nosem, jednak Królik nie usłyszał.  Spierdolił Tygrycho chuj wie gdzie, znowu przez kilka następnych dni nie było ani widu ani o nim słychu.

***

W związku z powyższym, w Stumilowym Lesienastał kurwa, taki wypizdówek, że wszyscy się zebrali u Królika, by omówić parę spraw…
– Słuchać mnie, DEBILE! – rozpoczął zebranie Królik – Ten Tygrys… Że Popierdolony jest z deczka to wiadomo nie od dzisiaj, ale ostatnio to kurwa ja nie wiem!

- Pojebało skurwiela! – podsumowa Kłapouchy, zwięźle acz trafnie.

- No otóż to, kurwa! – przyznał rację Królik – Ja wiem, kurwa, że on niezdara i że na dupie nie usiedzi, no ale kurwa straty w mieniu? Ja pierdolę! Jak kurwa marchewek nie rozpierdoli… – Tu Królik musiał urwać i przełknąć ślinę, zajebiście mocno odczuwał stratę marchewek. – No zawadza jak skurwysyn! Podajcie swoje propozycje, jak go, kurrrrwa, usrać! Prosiak!

- Go tak wykastruję, że nie będzie choodził! …Zasraniec jebany…
– Ale ty jakiś pierdolnięty jesteś, wiesz? – Królik nie mógł ukryć irytacji – Nie dość, że mówić nie umiesz… eech. Puchatek. Powiedziałem, kurwa wasza mać, Puchatek! Czy ja mógłbym tutaj, kurwa, liczyć na odrobinę wsparcia?!
– Ej! wstawaj, Puchat! – Prosiaczek szturchnął śpiącego obok w fotelu Kubusia.
– Co, ożesz kurde mać! Do szkoły?! – Puchatek niezbyt przekonująco udał nagłe przebudzenie. Widząc, że kolegów, kurwa, nie przekonał, zmienił nieco taktykę – Ojjjjojj! Ale mnie kac męczy! Pocoście mnie skurwysyny w mordę obudzili!?
– Trzeba było, do kurwy nędzy nie przysypiać! Obowiązki, kurwa, najpierw! – Królik poczochrał się po łbie – Co zrobisz Tygrysowi jak go złapiesz?
– Tygrysowi? No nie wiem kurwa…  można, kurwa, przytulić na do widzenia, potem łopatą w łeb, do rowu i zajebać piachem skurwiela!
– A po co? DEBILE! – Królik na chwilę zamilkł, po czym podjął, kurwa, ponownie – N-no tak… można mu zajebać, ale nie kurwa łopatą, tylko kulkę w łeb! Będzie tak… zwięźlej… i łatwiej, do rowu i zapierdolić piachem skurwiela-ha-ha-ha! DEBILE!!! – ryknął Królik śmiesznie jebiąc pięścią w stół (Na kacu wyżyć się, kurwa jakoś musiał i kurwa basta).
– Whatever kurwa, whatever – burknął Kłapouchy wyrażając umiarkowane zainteresowanie – Ja to bym się czegoś kurwa napił!

Osłu zawtórował zgodny lecz niezbyt entuzjastyczny, kurwa, pomruk. Chłopaki zaczęli się licytować, kto skacze do Wrocławia po alkohol, jednak każdy miał takiego lenia, że spotkanie w końcu zostało, kurwa, rozgonione i każdy zajął się własnymi, kurwa, sprawami.
C.D.N…

Prezentacja Bohaterów

Grudzień 22, 2008

NASZA PIĄTKA

Imię: Kubuś Puchatek
Ksywki: Puchat, Kubuń
Funkcja militarna – Energy Weapon Guru, Likwidator zwłok
Zainteresowania: Masturbacja, jedzenie miodku, amfetamina
Ulubiona broń: Wszelka broń energetyczna (Plasmagun, Hyperblaster, Lightning, BFG itd)
Krótki opis: Kubuś to misio o bardzo małym rozumku. Jedyne co lubi robić to spać, jeść miód i oglądać nieprzyzwoite filmy. Jeśli jednak o coś pójdzie, to jest bezlitosnym zabójcą i ma tendencje do niszczenia zwłok swoich ofiar przy pomocy swoich faworytek – karabinów energetycznych (Nie wiadomo jednak, skąd u tak nieskomplikowanej istoty pociąg to takich zaawansowanych zabaweczek). Beztroski i grubaśny, jedyne czego mu trzeba do szczęścia to jakiś tani napitek i dobry pornol w TV.
Wzrost: 1. 54 m.
Waga. 68 kg.
Statystyki bojowe:
Szybkość: 3-4\10 Wolny jest misio, no cóż… Jednak jak się zaweźmie, wyciśnie z siebie tą czwóreczkę.
Zwinność: 2-3\10 Słoń w składzie porcelany. Niejeden stłukł słój z miodem.
Wytrzymałość na trafienia: 6\10 Ma brzucho tłuste, które wyłapie kilka kulek, ale nie wyróżnia się miś.
Brutalność: 6-9\10 Brutalnie niszczy zwłoki bronią energetyczną, niczym tępy dresiarz.
Wytrzymałość fizyczna: 4\10 Biega powoli, a w dodatku całkiem szybko się męczy. Siedzący tryb życia!
Celność: 4\10 Nieskoncentrowany jest misio. Z Raila jak trafi kogoś z daleka to miał szczęśliwy dzień.

Imię: Tygrysek
Ksywki: Tyger, Stripeface
Funkcja militarna – Bullet ‚n’ Nail Weapon Guru, Szybki zabójca
Zainteresowania: Brykanie, imprezowanie, kontakty z Maleństwem, pędzenie wspaniałej Ziołówki, zwierzęcy seks
Ulubiona broń: Karabin maszynowy, Nailgun (włącznie z ich groźniejszymi odmianami)
Krótki opis: Tygrysek to dowcipny bohater Stumilowego lasu. Jest pełen życia i energii. Jego największym fanem jest Maleństwo, które chce go naśladować we wszystkim co robi. Nieodpowiedzialny i lekkoduszny, nie przejmuje się konsekwencjami swoich działań. Jednak jeśli chodzi o militaria, Tygrys jest bezlitosnym wojownikiem, który mieli swoich przeciwników na giby.
Wzrost: 1.76 m.
Waga: 42 kg
Statystyki bojowe:
Szybkość: 8\10 Szybki jest jak piorun. Zwłaszcza poruszając się na ogonie.
Zwinność: 8\10 Całe ciało ma z gumy, czuje, że nie ma równych mu!
Wytrzymałość na trafienia: 4\10 Chuderlak jest, brak mu mięsa.
Brutalność: 3-7\10 Normalnie całkiem przyjazny, jednak jak już rozkręci kosiarkę…
Wytrzymałość fizyczna: 8\10 Tygrysek brykał i brykał po lesie pół żywota, kondychę zyskał nie ma co!
Celność: 3-6\10 Tygrys jest trochę roztrzepany, ale wystarczy odrobina koncentracji i po sprawie.

Imię: Królik
Ksywki: Marheva
Funkcja militarna – Explosive Weapon Guru, Zastawiacz pułapek, Przywódca
Zainteresowania: Dowodzenie brygadą podczas dywersji, podejmowanie kluczowych decyzji, oglądanie pornoli, hodowanie roślin (marchew, konopie indyjskie), ich produkcja, dystrybucja, masturbacja.
Ulubiona broń: Broń wybuchowa: Rakiety, granaty, ProxMines i wszelkie zabawki z tej parafii.
Krótki opis: Królik to bohater ze skłonnościami przywódczymi, inteligencją ustępuje tylko Panu Sowie. Lubi być zawsze pierwszy we wszystkim. Strasznie niecierpliwy i wybuchowy, jego temperament nie raz przysporzył kłopotów jemu (choć bardziej jego nieszczęsnym ofiarom).  Jeśli Tygrysek na niego bryknie, to potrafi zrobić taki sajgon, że szczena pada. Wielki nonkonformista, który uwielbia bawić się Rocket Launcherem, Prox Gunem i Grenade Launcherem. W głębi serca jest całkiem wyrozumiały, i nie pozwoli skrzywdzić słabszego od siebie, chyba że jest naćpany.
Wzrost: 1.70 m.
Waga: 32 kg.
Statystyki bojowe:
Szybkość: 7\10 Zające szaraki biegają do 25 km\h? Z pewnością! Królik jest sybki powyżej przeciętnej.
Zwinność: 6\10 Zwinny jest również, chociaż nie aż tak bardzo. Nie gimnastykuje się nic!
Wytrzymałość na trafienia: 5\10 Trochę mniej wychudzony od Tygryska, ale nic specjalnego.
Brutalność: 6-8\10 Z natury wybuchowy i impulsywny, łatwo mu w krótkim czasie osiągnąć swoje szczyty.
Wytrzymałość fizyczna: 6\10 Kondycja u niego nienajgorsza, chociaż ma we łbie, więc unika używania nóg.
Celność: 7\10 – Królik to profesjonalista. Niezbyt często może się wykazać, ale jak już, to nie chybia.

Imię: Prosiaczek
Ksywki: Świniaczek, Świnka, Railgun, Xaero, Wieprzowina
Funkcja militarna – Rail Gun Guru, Specjalista od ukrytych operacji
Zainteresowania: Polowanie na zwierzynę, medytacja, granie w Quake III Arena
Ulubiona broń: Railgun
Krótki opis: To mały, sepleniący bohater, który jest najcelniejszym snajperem w lesie, pomimo niegroźnego wyglądu. Swoim Railgunem potrafi rozpłatać jednym strzałem cel, który znajduje się milę od niego. Jest nauczycielem militarnym wojowników z Lasu, mimo, że dowodzenie najczęściej bierze na siebie Królik, to Prosiaczek ma największy autorytet militarny wśród całej piątki. Oprócz wojennych zdolności, Prosiak jest wspaniałym kumplem, i pocieszy zawsze, gdy ktoś się trapi. Na polu bitwy planuje i prowadzi operacje typu „Stealth”. Dzięki medytacji ma czystą duszę i wielkie możliwości fizyczne, jest honorowym wojownikiem, który przeciwstawia się często morderczym wybrykom reszty brygady. Nie używa seksu, czego zakazuje mu filozofia.
Statystyki bojowe:
Wzrost: 1.23 m.
Waga: 28 kg.
Szybkość: 8\10 Prosiaczek jest szybciutki jak ninja.
Zwinność: 9\10 Przydała się praktyka hatha yogi! Jest powyginany jak hairagami!
Wytrzymałość na trafienia: 5\10 Jak na swój rozmiar piątka to świetny wynik. Ma silne ciało.
Brutalność: 1-5\10 Zazwyczaj jest to przy jedynce, ale jak już jest akcja, nie wychodzi spoza piątki.
Wytrzymałość fizyczna: 9\10 I tutaj joga zrobiła swoje! Prosiaczek męczy się bardzo mało!
Celność: 10\10 Prawdziwy mistrz. Tutaj oddajemy respect. Nigdy nie chybił celu, co zawdzięcza medytacji i wrodzonemu talentowi.

Imię: Kłapouchy
Ksywki: Demonica, Death, BeRzErKeR, The Fury, The Hunter, The Killer
Funkcja Militarna – Super Shotgun & Chainsaw Guru, Brutalny mistrz tortur
Zainteresowania: Zabijanie, palenie własnoręcznie robionych skrętów, libacje, (Później jednak za namową Prosiaczka przerzuca się na ascezę), zgrywanie mroczniaka, straszenie miną.
Ulubiona broń: Super Shotgun, Chainsaw
Krótki opis: To najskrytszy bohater w Lesie. Jest zamknięty w sobie, otwiera się jedynie w bliskim towarzystwie. Mimo swego rzekomego flegmatyzmu, jest niewiarygodnie brutalnym i nieustępliwym mordercą. Rozjuszony Kłapouchy potrafi ogromnym, dwururym Shotgunem, jego faworytem, pozbawić głów do trzech gości naraz, zaraz po nim preferuje piłę łańcuchową, którą macha nadzwyczaj zwinnie. Również całkiem niezły z niego przyjaciel. Kłapouchy jest bardzo opanowany i nie traci głowy przy byle czym, ale jak już go ktoś rozjuszy, nie cofnie się przed niczym. Może i jest szarą postacią, ale jak się osioł ucieszy, to świruje pawiana na maksa. Jeśli chodzi o dobroć, jest bardzo zakochany w przyrodzie i nie skrzywdzi muchy, chyba, że go ugryzie albo jest katoliczką.
Wzrost: 1.73 m.
Waga: 64 kg.
Statystyki bojowe:
Szybkość: 2-6\10 Zazwyczaj flegmatyczny i powolny, jednak w szale dosyć szybki.
Zwinność: 4\10 Nie jest mu potrzebna, ale zręcznością się popisuje, zwłaszcza jak przeładowuje strzelbę lub bierze zamach piłą.
Wytrzymałość na trafienia: 7\10 Napakowany, krzepki osioł. Więcej mięśni niż tłuszczu.
Brutalność: 2-10\10 Kłapek jest spokojny, ale tylko do czasu. To wcielona furia!
Wytrzymałość fizyczna: 8\10 W przeszłości zapewne uczęsczał na siłownię. Nie straszne mu zmęczenie.
Celność: 4-8\10 Potrafi być bardzo celny, jednak złość często zaciera zmysły i wtedy już jest gorzej.

INNI MIESZKAŃCY LASU

Imię: Pan Sowa
Ksywki: Mundrala
Zainteresowania: Badania naukowe, miksowanie materiałów wybuchowych, warzenie narkotyków oraz alkoholi, mądrowanie się, zabawy intelektualne.
Krótki opis: Sowa to superinteligentny dekiel, który nie dba o nic, byle tylko się tym chełpić. Jak brakuje łba naszej piątce, to do Sowy! Posiada on wszelką aparaturę do badań naukowych. Dezintegratory, małe chemiki do pędzenia sztucznych dragów, dużo ładunków wybuchowych i błyskotliwy jak nikt rozum. Jego IQ szacowane jest na 347. W ramach rozrywki rozwiązuje on krzyżówki, albo przed kominkiem degustuje swoje dzieła „chemii prostszej” jak różne nalewki i bimber.

Imię: Maleństwo
Ksywki: brak
Zainteresowania: Zabawy z Tygryskiem, bicie matki, kradnięcie piwa, trzepanie konika
Krótki opis: Maleństwo to mały bohater, który idolizuje Tygryska. Wszyscy, którzy zobaczą ich razem, myślą, że ci dwaj są… (nie myślcie sobie) braćmi. Brykają razem, piją alkohole, ćpają, ruchają i oglądają pornole (ale mi się zrymowało). Ponadto gdy Maleństwo jest w złym humorze, to potrafi poważnie uszkodzić swoją matkę.

Imię: Kangurzyca
Ksywki: Suczka, Dupka, Kanga
Zainteresowania: Mycie garów, sprzątanie, wychowywanie Maleństwa (daremne wysiłki), gotowanie, prostytucja
Krótki opis: Kangurzyca ma na ogół przejebane, bo jest jedyną laską w lesie. Musi dawać, bo z jej wykształceniem innej fuchy nie złapie, więc nie zarobi na utrzymanie swego synka, Maleństwa, który mimo jej wysiłków lubi solidnie uprzykrzyć jej życie. Gdy chłopakom chce się ruchać, to pierwszą osobą którą odwiedzają jest właśnie Kangurzyca, choć niezmiennie, albo nie mają pieniędzy za jej usługi, albo najzwyczajniej nie są skłonni ich jej dawać.

Imię: Krzyś
Ksywki: Maminsynek, Katol, Różaniec, Alleluja, Dupek, Katecheza, Christian
Zainteresowania: Chodzenie do kościoła, uczęszczanie na kółko różańcowe, zabawy lalkami, picie oranżady, słuchanie Kinder Disco Polo
Krótki opis: Krzysio to najbardziej wykręcony dekiel pod Słońcem. Jest dziecinny na maksa, płacze z byle powodu, katolicki jak mało kto i ma tendencje do skarżenia. Służy jako ministrant w jednej z wrocławskich parafii. Na ogół żyje dobrze z resztą, ale jak im podpadnie, to staje się obiektem okrutnych i często wyszukanych tortur.Haha.

Imię: Pan Kret
Ksywki: Digger, The Mole
Zainteresowania: Kopanie tuneli w nieskończoność
Krótki opis: Pan Kret to typowy pracoholik i perfekcjonista, co niestety przychodzi kosztem jego tragicznych zdolności społecznych. Jego wada wymowy denerwuje resztę bohaterów, jednak ich generalne uczucia wobec niego to raczej żal, współczuje oraz chęć eutanazji. Jego podziemne królestwo sięga znacznie dalej i głębiej, niż mają o tym pojęcie główni bohaterowie, ale ten interesujący fakt ich raczej nie obchodzi.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.